Historie na sobotę. Złota rybka z magistratu
06.08.2011
, aktualizacja: 05.08.2011 20:31
Lada dzień będziemy mieli nowy zabytek na Branickiego 3/5. Petenci i urzędnicy odetchną z ulgą, bo będzie im wygodniej. Miłośnicy historii Białegostoku będą (mam taką nadzieję) pamiętali tę lekcję białostockiej szkoły konserwacji
Według niej lepiej zburzyć stary budynek, po to aby go odbudować. Logika w tym nieodparta. Przecież nowe będzie dłużej nam służyło. A znajdzie się i niejeden, który stwierdzi, że ten nowy zabytek to i ładniejszy od poprzedniej starej rudery. Ale skoro już o magistracie i biurze obsługi petenta, to coś podobnego już było. Nazywało się to to "Biuro informacyjne oraz pisania próśb i podań". Powstało na początku lutego 1929 roku "celem jak najdalej idących ułatwień dla interesantów, zwracających się o wszelkiego rodzaju informacje". Mówiono jednak, że prawdziwym powodem uruchomienia biura byli rozmaici "pokątni doradcy", którzy dzień w dzień od samego otwarcia magistratu okupowali hol wejściowy. Czekali na zagubionych interesantów, którzy w znacznej swej liczbie byli "nieczytaci i niepisaci". Wyłapywał taki doradca swoją ofiarę i gotów mu był nieba przychylić, oczywiście za sowitą zapłatą. Postanowiono ukrócić te praktyki. Odtąd biuro miało polować. Jego urzędnicy zgodnie z dyspozycją prezydenta mieli "1. bezpłatnie udzielać zgłaszającym się interesantom wszelkiego rodzaju informacji dotyczących sposobu składania podań, treści tych podań, należnych opłat kancelaryjnych itp. 2. Pisania próśb i podań za niewielką opłatą uchwaloną przez radę miejską i zatwierdzoną przez Urząd Wojewódzki". Opłaty wynosiły od 25 groszy do 3 złotych. Ustalono, że dla wygody interesantów pobierane będą nie w kasie, ale przez urzędnika w biurze. Samo biuro mieściło się w historycznym gmachu magistratu. No właśnie. Czasem sobie tak myślę, że gdybym mógł tak jak złotej rybce powiedzieć Panu Prezydentowi jedno swoje życzenie, a On nie bacząc na żadne swoje upodobania spełnić by musiał moje, prostego mieszczucha, marzenie, to kto wie czy nie powiedziałbym: rybko złocista, niech zburzony zostanie - doszczętnie! - ten wstrętny pawilon na rogu Pałacowej i Warszawskiej. I niech w tym miejscu znów stanie odbudowany gmach magistratu. Ech, a gdyby tak jeszcze raz tę złotą rybkę prezydencką ubłagać o gest niemalże samobójczy. Poprosiłbym o zburzenie, aż boję się napisać, wieżowca urzędu miejskiego. Co po zburzeniu? No znów odbudowujemy. Tym razem kolej przyszłaby na porządny, dwupiętrowy gmach gimnazjum Gutmana, który stał w tym miejscu. Pięknie podkreślał róg Ogrodowej i Pałacowej. Pomiędzy nim a magistratem, jeszcze w 1927 roku, istniała "miejska oranżeria". Ładniej się nazywała niż wyglądała. W rzeczy samej były to inspekty, w których zimą hodowano kwiaty, aby wiosną mogły ozdobić parki i ulice miasta. W 1928 roku w miejscu tejże oranżerii wzniesiony został gmach szkoły powszechnej nr 1, noszącej po dziś dzień imię Juliusza Słowackiego. (to obecne III L.O.) Oranżerię przeniesiono do Zwierzyńca. Tam urządzona "odpowiadała nowoczesnym wymogom hodowli kwiatów i roślin". Tymczasem Pałacowa, Warszawska i Ogrodowa zaczęły wyglądać naprawdę wielkomiejsko. Ładnie do całości dołączał się budynek dawnego gimnazjum Zinaidy Chwolesowej (dziś NFZ), w którym od 1928 aż do prawie 1970 roku była popularna podstawówka, piątka. Ciekawe, że magistrat w tamtym Białymstoku miał sąsiedztwo oświatowe. Od strony Warszawskiej graniczył z gimnazjum Bronisławy Woźnickiej (Centrum Esperanto), a od strony Bojar otaczały go trzy wspominane szkoły. Ale, ale! Sam magistrat też był szkołą! W XVIII wieku Jan Klemens Branicki w tym reprezentacyjnym miejscu nakazał wznieść murowany dwór. Punkt był ważny, bo wszyscy goście jadący do pałacu, czy to z Warszawy, czy to z Grodna jechali ulicą Warszawską. Na elewacji dworu umieszczony został medalion z wyobrażeniem głowy jelenia i stąd wzięła się nazwa budynku "Pod głową jelenia". W 1801 roku Izabela Branicka sprzedała dwór Prusakom. Ulokowali oni w nim urząd ceł i akcyzy. W 1807 roku ich panowanie w Białymstoku skończyło się. Do miasta wkroczyli Rosjanie. W następnym roku, do solidnego budynku przy Warszawskiej przenieśli białostockie gimnazjum. To była szkoła, która swym rodowodem sięgała czasów Komisji Edukacji Narodowej. Wówczas mieściła się w oddanych jej przez Branicką dwóch budynkach przy Kilińskiego. W 1796 roku przeniesiona została do dawnego, opuszczonego dworskiego teatru. Jej ponowne przenosiny na róg Warszawskiej i Pałacowej to był awans. Przez następne 50 lat białostoccy uczniowie zdobywali tu nie tylko wykształcenie. To właśnie w tym gmachu zapisane zostały bodaj najpiękniejsze karty naszej oświaty. W tymże gimnazjum uczyli się przyszli przyjaciele Adama Mickiewicza. To absolwentom tego gimnazjum narodowy wieszcz dedykował III część Dziadów. Jan Sobolewski uczył się na Warszawskiej w latach 1809-1816, a Cyprian Daszkiewicz ukończył szkołę w 1820 roku. W latach 1807-1811 uczył się w niej Michał Rukiewicz, o którym Mickiewicz pisał, że "Rukiewicza ja bardzo chwalę. ( ) Jest patriota, gorliwy i dosyć zdatny". Rukiewicz mieszkając już w podbiałostockich Zawykach, odwzajemniając tę przyjaźń pisał do Jana Czeczota, że czeka na przyjazd przyjaciela. "Niech Adam przyjeżdża, kiedy zechce i prędzej, czekam go zawsze z otwartemi ramionami". Łapię się za głowę z niedowierzania, że w miejscu gdzie powstawały białostockie pierwsze romantyczno - patriotyczne myśli i zrywy mamy dziś Pawilon - Rzemieślnik! Złota Rybko - niedoczekanie nasze! W 1858 roku białostockie gimnazjum po raz kolejny zostało przeprowadzone. Tym razem też na Warszawską, tyle że na róg Kościelnej, do opuszczonego gmachu po władzach skasowanego w 1843 roku obwodu białostockiego. Na Pałacowej zaś ulokowany został urząd miasta i rada miejska. Ubiegam wszelkie riposty. Oczywiście, że rosyjskie, ale były tam też doskonałe, wybitne przykłady polskiej, obywatelskiej samorządności. Wystarczy wspomnieć Ellerta, Werdoniego, Malinowskiego, Puchalskiego. To byli następujący po wspaniałych romantykach nie mniej wspaniali i potrzebni miastu pozytywiści. Po odzyskaniu niepodległości nikt w Białymstoku nie miał najmniejszych wątpliwości gdzie powinien być magistrat. Mógł być tylko na Warszawskiej 21. Józef Karol Puchalski, Bolesław Szymański, Michał Ostrowski, Wincenty Hermanowski, Seweryn Nowakowski. Marmurową tablicę z nazwiskami prezydentów tamtego Białegostoku mielibyśmy pewnie gdyby dziś istniał gmach magistratu. We wrześniu 1927 roku budynek został rozbudowany. W podwórzu powstało piętrowe skrzydło. Na parterze było w nim biuro meldunkowo - adresowe i wydział gospodarczy, a na piętrze wydział zdrowia. Białostoczanie lubili i szanowali ten gmach. Jak wyglądały ostatnie dni tamtego magistratu opowiedział syn prezydenta Seweryna Nowakowskiego, Jerzy. Po wkroczeniu do Białegostoku Niemców w domu prezydenta na Akademickiej "o północy zadzwonił telefon i łamana polszczyzną, prawdopodobnie jakiś volksdeutsch, wezwał ojca, żeby natychmiast stawił się do Zarządu Miejskiego. Ojciec mu na to, że nie może bo miasto okupują Niemcy. Odpowiedź była taka, że w związku z tym ślą po niego samochód. Ojciec został odwieziony do Zarządu. Tam już była grupa oficerów, którzy zobowiązali go, ażeby od 8 rano następnego dnia wszystkie urzędy były otwarte". Szybko się to zmieniło. Po wejściu do Białegostoku sowietów Seweryn Nowakowski "nie był ani razu wezwany, ani proszony o przekazanie czegokolwiek. ( ) Nie chodził już do Zarządu Miejskiego". Od 1941 roku w naszym magistracie urzędował niemiecki komisarz miasta. W lipcu 1944, zbierając się gdzie pieprz rośnie podpalił gmach. Dla władzy ludowej był on nienawistnym symbolem sanacji toteż i rozebrała go.
Pamiętam sprzed kilku dziesięcioleci jak na miejscu magistratu stał parterowy, otynkowany i na żółto pomalowany barak. Od ulicy oddzielał go starannie przystrzyżony żywopłot ze śnieguliczki. Czy to już koniec tej historii? Złota Rybko. Gdybyś Ty mogła spełniać życzenia!
Pamiętam sprzed kilku dziesięcioleci jak na miejscu magistratu stał parterowy, otynkowany i na żółto pomalowany barak. Od ulicy oddzielał go starannie przystrzyżony żywopłot ze śnieguliczki. Czy to już koniec tej historii? Złota Rybko. Gdybyś Ty mogła spełniać życzenia!
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
7 głosów




