Tiepłuszka z duszą. Powstaje Muzeum Sybiru
20.07.2010
, aktualizacja: 21.07.2010 10:28
Tylko numer inwentarzowy wagonu nie jest znany, więc będzie oznaczony prawdopodobnym: "308-206". Reszta - jak przed laty. Pół roku wystarczyło, by pracownicy Muzeum Wojska i pomagający im zapaleńcy - miłośnicy kolei - znaleźli, kupili, przetransportowali i odrestaurowali zabytkowy rosyjski wagon. I - co najważniejsze - z pietyzmem odtworzyli każdy jego szczegół
Pomnik to nietypowy - taki, który przeniesie nas w czasie, pozwoli wręcz dotknąć przeszłości. Dla wielu będzie namacalnym, bolesnym nawet wspomnieniem historii własnej rodziny, dla młodzieży - lekcją bijącą na głowę wiedzę z podręczników. Cała zresztą ekspozycja Muzeum Wojska "Na okrutnej ziemi - losy Polaków zesłanych na Sybir od XVIII wieku do 1956 roku", która będzie otwarta pod koniec sierpnia - nie ma precedensu.
Namierzona, przewieziona w jednym kawałku
Oficjalna nazwa: wagon towarowy kryty znormalizowanej konstrukcji rosyjskiej typu 1892. Rosyjska, potoczna: tiepłuszka. Dokładnie w tym czasie, który ma upamiętnić, była użytkowana przez koleje radzieckie. Tym konkretnym wagonem - który stanie w Białymstoku - Sybiracy akurat nie byli przewożeni, tylko wojsko. Ale jest identyczny. Wagon przybędzie do Białegostoku lada moment - w Zakładach Napraw Pojazdów Szynowych w Malborku kończy się właśnie jego odrestaurowywanie. Od poniedziałku przed białostockim muzeum zaczną być układane szyny. Będą czekały na jego transport.
- Jeśli nie zdarzy się nic nieprzewidzianego, tfu-tfu, to znaczy, że się udało. Ale projekt był ryzykowny ze względu na presję czasu - mówi Maciej Michalik, członek stowarzyszenia "Kolejowe Podlasie" oraz Polskiego Stowarzyszenia Miłośników Kolei. Dlaczego się w to włączył? - To jest coś, czego nie robiłem wcześniej, zdobywam więc nowe doświadczenia - odpowiada po prostu.
To z nim rozmawiał dyrektor Muzeum Wojska Robert Sadowski o swojej wizji muzeum Sybiru. Wykluwała się od ogółu do szczegółu, a te już ogarnął Maciek. Zlokalizował pasujący wagon, unikatowy w Europie. Zobaczył go na zdjęciu w informacji od Pawła Mierosławskiego, szefa stowarzyszenia. Stał sobie od lat na terenie wagonowni w Jaworzynie Śląskiej, wbity w wagon francuski z około 1890 roku. Wisiał na jego zderzakach, z jednym zestawem kołowym w powietrzu.
- Wydaje się, że bez szybkiej i fachowej interwencji ten rzadki w kraju pojazd będzie można uznać za definitywnie stracony - alarmował kolegów Mierosławski.
- Nadaje się idealnie - zachwycił się Maciek. - Dużo lepiej niż wagon pruski, który można było zdobyć bez większego wysiłku od złomiarza. Ale pruski...? Rosyjski jest autentyczny - uznał. I zaczął "kombinować".
Telefonicznie ustalał z wrocławskim oddziałem PKP Nieruchomości co to za wagon i jakie są możliwości jego kupna. Warszawska centrala wyraziła na to zgodę po zabiegach dyrektora muzeum. Do Jaworzyny po eksponat pojechał tir z naczepą niskopodłogową, potrzebny był też duży dźwig do załadunku. Maciek ustalał formalności przez telefon (dodajmy, że na co dzień mieszka w Białymstoku, pracuje w firmie JKT, części koncernu Mölnlycke jako kierownik inżynierii produktu, do tego studiuje prawo i... w marcu doczekał się pierwszej córeczki Nadii - ma więc sporo na głowie). W załadunku uczestniczyli koledzy z PSMK oraz z SMK w Jaworzynie Śląskiej. Maciek dziękował Ryśkowi i Łukaszowi na jednym z forów internetowych.
- Uważam, że jest to jeden z przykładów dobrej współpracy pomiędzy organizacjami w kraju, gdzie nie ma statutów, a jest minimum zaufania niezbędnego do współpracy - napisał.
Inny entuzjasta kolei, Irys, odpowiedział: - Niezmiernie miło mi czytać, że jeden z wagonów z tzw. "wagonówki" z Jaworzyny został uratowany. Widać dało się wagon podnieść i przewieźć w jednym kawałku, w co niektórzy powątpiewali.
Tiepłuszka pojechała do Malborka. W tamtejszym zakładzie zajmują się naprawami cystern i uznali, że dadzą jej radę - mają też serce do kolejowych zabytków. Osobiście doglądają jej prezesi - Maciej Cybulski i Wojciech Kozaczek. Jej renowację zgodnie ze wszystkimi zasadami sztuki wzięli sobie za punkt honoru. Wymienione jest już całe pudło drewniane i przerdzewiałe elementy stalowe. Pozostało dopieścić szczegóły.
Z rąk do rąk
Maciej dał nura do internetu w poszukiwaniu historycznych opracowań, a Paweł - do swojej przepastnej biblioteki. Starali się wygrzebać jak najwięcej wiadomości, zgłębić historię tego konkretnego wagonu. Efekty są imponujące. Maciek znalazł wytyczne na rosyjskiej stronie, mailami po angielsku dobijał się o więcej. Dostał materiały z 1946 roku - instrukcję jak malować: kroje liter, wymiary. Mierosławski dodatkowo uzupełnił opracowanie o carskie przepisy wojskowo-kolejowe. Udało się ustalić daty rewizji na okres przełomu wiosny i lata 1940. Wytyczne są więc precyzyjne. A i wiedza o naszej tiepłuszce wciąż się pogłębia.
Wiadomo, że wagony tego typu były szeroko rozpowszechnione w Rosji w okresie przedrewolucyjnym, produkowane bez zasadniczych zmian (ale częściowo modernizowane dla zwiększenia nośności) do około 1920 roku. Używano je także na obecnych ziemiach polskich przed 1914 rokiem na kolejach szerokotorowych, a po odzyskaniu niepodległości - także w PKP. Duża część tych pojazdów trafiła do PKP w okresie wojny 1920 roku. Wagony te użytkowano we wschodnich dyrekcjach PKP (z uwagi na gabaryty) oraz stosowano w komunikacji międzynarodowej z ZSRR przy zastosowaniu urządzeń przestawczych systemu Breitsprechera. W okresie II wojny światowej, szczególnie po zajęciu wschodniej Polski przez wojska ZSRR wagony szerzej trafiły na koleje tej części kraju po ich przebudowie na tor 1524 mm.
Po czerwcu 1941 roku wagony zdobyte przez Niemców podlegały przebudowie na tor normalny, przy czym z reguły kierowano je do służby na terenach okupowanej Rosji, z uwagi na gabaryty. Wagony te oznaczano nawet specjalnym oznaczeniem zarządu kolejowego "DR Ost" dla odróżnienia od wagonów oznaczanych "Deutsche Reichbahn" mogących kursować po sieci kolei o zachodnioeuropejskim rozstawie szyn (1435 mm).
Zakupiony przez Muzeum Wojska pochodzi od nieznanego wytwórcy (brakuje tabliczki) i nieznany jest jego dokładny rok produkcji.
Udało się za to ustalić, jakie były wojenne losy tiepłuszki. Odkryte podczas remontu zarysy oznaczeń i napisów wskazują, że pojazd przed 1941 rokiem używany był przez koleje ZSRR i został zaanektowany przez Niemcy. Świadczą o tym zarówno znaki własnościowe kolei radzieckiej, jak i ich umiejscowienie. Po II wojnie światowej był używany w PKP, ale tylko jako wagon letniskowy - pewnie całe rodziny kolejarzy przyjeżdżano do niego na wczasy wagonowe. Wesołe to musiały być czasy... Teraz tiepłuszkę z duszą czeka era edukacyjna...
Sen zesłańca
Kolejnych sześćdziesiąt metrów kwadratowych muzeum Sybiru mieści się w budynku przy Kilińskiego, w sali wygospodarowanej z przestrzeni białostockiego Muzeum Wojska. Dzisiaj, na trochę ponad miesiąc przed planowanym otwarciem ekspozycji, trudno te sześćdziesiąt metrów kwadratowych nazwać salą. Pracownikom muzeum udał się cud. Na powierzchni trzech tiepłuszek upchnęli w sposób przekonujący i wyczerpujący 200 lat historii zsyłek na Sybir. A to nie to samo co Syberia.
- Syberia to kraina geograficzna na wschód od Uralu. Ale Polacy trafiali nie tylko tam. Stalinowskie zsyłki na przykład kojarzą się też z stepami Kazachstanu. Deportowane osoby osiedlano też w europejskiej części Związku Radzieckiego. Dlatego mówimy o Sybirze, jako pojęciu historycznym, politycznym, pod które można zaszeregować wszystkie miejsca deportacji - wyjaśnia Sylwia Trzeciakowska z Muzeum Wojska, jedna z autorek koncepcji Muzeum Sybiru.
Namierzona, przewieziona w jednym kawałku
Oficjalna nazwa: wagon towarowy kryty znormalizowanej konstrukcji rosyjskiej typu 1892. Rosyjska, potoczna: tiepłuszka. Dokładnie w tym czasie, który ma upamiętnić, była użytkowana przez koleje radzieckie. Tym konkretnym wagonem - który stanie w Białymstoku - Sybiracy akurat nie byli przewożeni, tylko wojsko. Ale jest identyczny. Wagon przybędzie do Białegostoku lada moment - w Zakładach Napraw Pojazdów Szynowych w Malborku kończy się właśnie jego odrestaurowywanie. Od poniedziałku przed białostockim muzeum zaczną być układane szyny. Będą czekały na jego transport.
- Jeśli nie zdarzy się nic nieprzewidzianego, tfu-tfu, to znaczy, że się udało. Ale projekt był ryzykowny ze względu na presję czasu - mówi Maciej Michalik, członek stowarzyszenia "Kolejowe Podlasie" oraz Polskiego Stowarzyszenia Miłośników Kolei. Dlaczego się w to włączył? - To jest coś, czego nie robiłem wcześniej, zdobywam więc nowe doświadczenia - odpowiada po prostu.
To z nim rozmawiał dyrektor Muzeum Wojska Robert Sadowski o swojej wizji muzeum Sybiru. Wykluwała się od ogółu do szczegółu, a te już ogarnął Maciek. Zlokalizował pasujący wagon, unikatowy w Europie. Zobaczył go na zdjęciu w informacji od Pawła Mierosławskiego, szefa stowarzyszenia. Stał sobie od lat na terenie wagonowni w Jaworzynie Śląskiej, wbity w wagon francuski z około 1890 roku. Wisiał na jego zderzakach, z jednym zestawem kołowym w powietrzu.
- Wydaje się, że bez szybkiej i fachowej interwencji ten rzadki w kraju pojazd będzie można uznać za definitywnie stracony - alarmował kolegów Mierosławski.
- Nadaje się idealnie - zachwycił się Maciek. - Dużo lepiej niż wagon pruski, który można było zdobyć bez większego wysiłku od złomiarza. Ale pruski...? Rosyjski jest autentyczny - uznał. I zaczął "kombinować".
Telefonicznie ustalał z wrocławskim oddziałem PKP Nieruchomości co to za wagon i jakie są możliwości jego kupna. Warszawska centrala wyraziła na to zgodę po zabiegach dyrektora muzeum. Do Jaworzyny po eksponat pojechał tir z naczepą niskopodłogową, potrzebny był też duży dźwig do załadunku. Maciek ustalał formalności przez telefon (dodajmy, że na co dzień mieszka w Białymstoku, pracuje w firmie JKT, części koncernu Mölnlycke jako kierownik inżynierii produktu, do tego studiuje prawo i... w marcu doczekał się pierwszej córeczki Nadii - ma więc sporo na głowie). W załadunku uczestniczyli koledzy z PSMK oraz z SMK w Jaworzynie Śląskiej. Maciek dziękował Ryśkowi i Łukaszowi na jednym z forów internetowych.
- Uważam, że jest to jeden z przykładów dobrej współpracy pomiędzy organizacjami w kraju, gdzie nie ma statutów, a jest minimum zaufania niezbędnego do współpracy - napisał.
Inny entuzjasta kolei, Irys, odpowiedział: - Niezmiernie miło mi czytać, że jeden z wagonów z tzw. "wagonówki" z Jaworzyny został uratowany. Widać dało się wagon podnieść i przewieźć w jednym kawałku, w co niektórzy powątpiewali.
Tiepłuszka pojechała do Malborka. W tamtejszym zakładzie zajmują się naprawami cystern i uznali, że dadzą jej radę - mają też serce do kolejowych zabytków. Osobiście doglądają jej prezesi - Maciej Cybulski i Wojciech Kozaczek. Jej renowację zgodnie ze wszystkimi zasadami sztuki wzięli sobie za punkt honoru. Wymienione jest już całe pudło drewniane i przerdzewiałe elementy stalowe. Pozostało dopieścić szczegóły.
Z rąk do rąk
Maciej dał nura do internetu w poszukiwaniu historycznych opracowań, a Paweł - do swojej przepastnej biblioteki. Starali się wygrzebać jak najwięcej wiadomości, zgłębić historię tego konkretnego wagonu. Efekty są imponujące. Maciek znalazł wytyczne na rosyjskiej stronie, mailami po angielsku dobijał się o więcej. Dostał materiały z 1946 roku - instrukcję jak malować: kroje liter, wymiary. Mierosławski dodatkowo uzupełnił opracowanie o carskie przepisy wojskowo-kolejowe. Udało się ustalić daty rewizji na okres przełomu wiosny i lata 1940. Wytyczne są więc precyzyjne. A i wiedza o naszej tiepłuszce wciąż się pogłębia.
Wiadomo, że wagony tego typu były szeroko rozpowszechnione w Rosji w okresie przedrewolucyjnym, produkowane bez zasadniczych zmian (ale częściowo modernizowane dla zwiększenia nośności) do około 1920 roku. Używano je także na obecnych ziemiach polskich przed 1914 rokiem na kolejach szerokotorowych, a po odzyskaniu niepodległości - także w PKP. Duża część tych pojazdów trafiła do PKP w okresie wojny 1920 roku. Wagony te użytkowano we wschodnich dyrekcjach PKP (z uwagi na gabaryty) oraz stosowano w komunikacji międzynarodowej z ZSRR przy zastosowaniu urządzeń przestawczych systemu Breitsprechera. W okresie II wojny światowej, szczególnie po zajęciu wschodniej Polski przez wojska ZSRR wagony szerzej trafiły na koleje tej części kraju po ich przebudowie na tor 1524 mm.
Po czerwcu 1941 roku wagony zdobyte przez Niemców podlegały przebudowie na tor normalny, przy czym z reguły kierowano je do służby na terenach okupowanej Rosji, z uwagi na gabaryty. Wagony te oznaczano nawet specjalnym oznaczeniem zarządu kolejowego "DR Ost" dla odróżnienia od wagonów oznaczanych "Deutsche Reichbahn" mogących kursować po sieci kolei o zachodnioeuropejskim rozstawie szyn (1435 mm).
Zakupiony przez Muzeum Wojska pochodzi od nieznanego wytwórcy (brakuje tabliczki) i nieznany jest jego dokładny rok produkcji.
Udało się za to ustalić, jakie były wojenne losy tiepłuszki. Odkryte podczas remontu zarysy oznaczeń i napisów wskazują, że pojazd przed 1941 rokiem używany był przez koleje ZSRR i został zaanektowany przez Niemcy. Świadczą o tym zarówno znaki własnościowe kolei radzieckiej, jak i ich umiejscowienie. Po II wojnie światowej był używany w PKP, ale tylko jako wagon letniskowy - pewnie całe rodziny kolejarzy przyjeżdżano do niego na wczasy wagonowe. Wesołe to musiały być czasy... Teraz tiepłuszkę z duszą czeka era edukacyjna...
Sen zesłańca
Kolejnych sześćdziesiąt metrów kwadratowych muzeum Sybiru mieści się w budynku przy Kilińskiego, w sali wygospodarowanej z przestrzeni białostockiego Muzeum Wojska. Dzisiaj, na trochę ponad miesiąc przed planowanym otwarciem ekspozycji, trudno te sześćdziesiąt metrów kwadratowych nazwać salą. Pracownikom muzeum udał się cud. Na powierzchni trzech tiepłuszek upchnęli w sposób przekonujący i wyczerpujący 200 lat historii zsyłek na Sybir. A to nie to samo co Syberia.
- Syberia to kraina geograficzna na wschód od Uralu. Ale Polacy trafiali nie tylko tam. Stalinowskie zsyłki na przykład kojarzą się też z stepami Kazachstanu. Deportowane osoby osiedlano też w europejskiej części Związku Radzieckiego. Dlatego mówimy o Sybirze, jako pojęciu historycznym, politycznym, pod które można zaszeregować wszystkie miejsca deportacji - wyjaśnia Sylwia Trzeciakowska z Muzeum Wojska, jedna z autorek koncepcji Muzeum Sybiru.
1
2
następne »
- 2 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
7 głosów
-
Tiepłuszka z duszą. Powstaje Muzeum Sybiru
rasmc
21.07.10, 15:40
No to maja zaklepany pierwszy wydatek z 60 mln puli pieniędzy przeznaczonychna muzeum sybiru. Ciekawe, na co wydadzą pozostałe 59 998 500 PLN? Domyślamsię, że na "genialną" dokumentację »
-
Re: Tiepłuszka z duszą. Powstaje Muzeum Sybiru
natt
22.07.10, 08:13
A gdzie ty widziałeś tę pulę?»





