Historie na sobotę. Noworoczna herbatka
06.08.2010
, aktualizacja: 06.08.2010 20:33
W 1922 roku do Białegostoku, wraz z żoną Marią, przyjechał generał Stanisław Stelnicki. Miał wówczas 74 lata. Nie minęły dwa lata i dwupokojowym mieszkaniu na poddaszu domu przy Warszawskiej 4a wydarzyła się tragedia. Białystok aż kipiał od plotek i domysłów
RAPORTY
SERWISY
Stelnicki urodził się pod Wilnem. Rodzice posłali go do szkoły wojskowej w Petersburgu. Szlify generalskie zdobywał w boju. Walczył w Turcji i w Chinach. Gdy wybuchła I wojna światowa, to Stelnickiemu powierzono dowództwo Brygady Finlandzkiej. W trakcie działań wojennych wykazał się wielokrotnie niepospolitym męstwem. Gdy w Rosji do władzy doszli bolszewicy, Stelnicki porzucił służbę wojskową. Wkrótce wstąpił do kontrrewolucyjnej armii gen. Kołczaka. Trafił do niewoli, z której uciekł. Ukrywał się podając za ogrodnika. W 1914 roku Stelnicki poznał uroczą czterdziestolatkę Marię Raczkowską. Była dentystką w dowodzonym przez niego korpusie. Stelnicki żonaty, mający trójkę dzieci, zakochał się w młodszej od niego lekarce bez pamięci. Ona, nieszczęśliwa w swoim małżeństwie, odwzajemniła to uczucie. Odtąd byli nierozłączną parą. Obojgu udało się uciec z sowieckiej Rosji do Polski. W Białymstoku generał został zatrudniony jako intendent w wojskowym szpitalu. Gdy ten został rozwiązany, to wówczas Stelnicki otrzymał intratną posadkę w Banku Kredytowym. Maria była dentystką w białostockiej przychodni Kasy Chorych. Zamieszkali w niewielkim, dwupokojowym mieszkaniu na poddaszu domu przy Warszawskiej 4. Budynek ten stał vis - a -vis Straży Pożarnej. Był to parterowy, ale obszerny murowany dom. Jego właścicielka Eugenia Forszteter większość pomieszczeń wynajmowała na mieszkania czynszowe. W 1923 roku Maria, namówiona przez znajomych, postanowiła pomóc nieznanemu jej uciekinierowi z bolszewickiej Rosji, Mikołajowi Akimowowi. Ten 36-letni, porzucony przez żonę, agronom po przyjeździe do Białegostoku zatrudnił się w Spółdzielni Rolniczo-Handlowej. Wkrótce udało mu się wydzierżawić od niejakich Michałowskich niewielki majątek Janowicze pod Białymstokiem. Aby się jakoś urządzić, potrzebował Akimow gotówki. W jej zdobyciu pomogli mu liczni w Białymstoku uciekinierzy z Rosji. Akimow często nawet nie znał swoich dobroczyńców. Tak też było i z Marią, która namówiona przez znajomych zastawiła swoją biżuterię, a uzyskane w ten sposób pieniądze przekazała na zbiórkę. Wzruszony jej gestem Akimow, w lipcu 1923 roku, postanowił sam, osobiście podziękować generałowej za jej bezinteresowny gest. Od pierwszego spotkania pomiędzy Marią a Mikołajem zawiązała się nić sympatii, która wkrótce przemieniła się w gorącą, namiętną miłość. Akimow bywał u Stelnickich codziennie, co nie uszło uwagi starego generała. Marii wydawało się, że mąż niczego nie podejrzewa. Jej plan był prosty. Doczekać aż sędziwy generał opuści ten ziemski padół, do tego zaś czasu prowadzić grę pozorów. Tymczasem wypadki potoczyły się całkiem inaczej.
Był wtorek 1 stycznia 1924 roku. Do generałostwa z noworocznymi wizytami zjawiali się sąsiedzi i znajomi. W pewnym momencie przyszedł też Akimow. Gdy pozostali goście pożegnali się, to w mieszkaniu pozostała tylko trójka bohaterów. Siedzieli przy stole popijając herbatkę z samowara. Nagle, ku zaskoczeniu Marii i Michała, generał bez ogródek oświadczył im, że wie o ich romansie. Nie był przecież ślepcem, nie pozwoliłby się oszukiwać. Zaskoczeni kochankowie próbowali oponować, ale Stelnicki ich już nie słuchał. Gwałtownym ruchem wyrwał z kieszeni surduta parabellum i dwukrotnie strzelił. Jeden z pocisków "ugodził w piersi generałową, drugi w okolice płuc Akimowa. Kule przeszyły nieszczęśliwych i utkwiły w murze". Akimow padł martwy. Generałowa cała zalana krwią wybiegła z mieszkania, zbiegła po schodach i zadzwoniła do drzwi mieszkającego na parterze doktora Roznatowskiego. Gdy jej otworzono, zawołała - "ratujcie!" i padła nieprzytomna. Po półgodzinie nie żyła. Tymczasem w mieszkaniu Stelnickich nadal trwał ponury dramat. Po wybiegnięciu Marii z mieszkania, generał wziął przygotowaną wcześniej kartkę i napisał na niej swoją ostatnią wolę. "Wszystkie pozostałe rzeczy i pieniądze na pogrzeb mój i żony. St. Stelnicki". Następnie przeszedł do sypialni położył się na łóżku i strzelił sobie w skroń. Wezwano natychmiast policję. Nie miała daleko, bo przecież Komenda Wojewódzka mieściła się naprzeciwko, po drugiej stronie ulicy. Śledczy szybko zorientowali się w przebiegu wydarzeń. Pozwolono przenieść ciało Marii do jej mieszkania. Ułożono ją obok generała w sypialni. Obok w saloniku, na kanapce leżał martwy Akimow. Białystok aż kipiał od plotek i domysłów. Zastanawiano się, co pchnęło Akimowa do romansu z Marią. Spekulowano "czy kochał ją? Czy kochał tylko ciało, a nie duszę kobiety?". Okazało się, że generał już w lipcu wiedział o romansie żony. Wystosował wówczas do Akimowa list, w którym żądał natychmiastowego zaprzestania spotkań z Marią. W pracy skarżył się, że jego stosunki z generałową od chwili pojawienia się Akimowa uległy znacznemu ochłodzeniu. Gdy nie pomogły perswazje, to Stelnicki pobił żonę "okrutnie i ordynarnie, a potem groził ustawicznie - zabiję". Od sierpnia znajomym opowiadał wprost o romansie żony. Był tym bardzo przygnębiony. Ku przerażeniu słuchaczy mówił, że tylko kula rozwiąże ten problem. Po upływie jakiegoś czasu chwalił się, że kupił parabellum. Cieszył się z tego zakupu niezmiernie i podkreślał, że "bije jak w masło". Znajomi przypomnieli sobie, że zapowiadał, że zaprosi Akimowa na noworoczną herbatkę, a później wyjedzie z Białegostoku. Zapowiedział też, że sam nie będzie składał noworocznych wizyt. Już po tragedii w banku znaleziono na biurku generała pożegnalny list. Z tych faktów wyłaniał się przerażający obraz planowania zbrodni. Ale też był to obraz starego człowieka walczącego o swoją godność, wspomnienia, honor oficera. Opinia publiczna była po stronie Stelnickiego, Marię oceniono surowiej, suchej nitki nie pozostawiono na Akimowie. Pojawiły się nawet głosy, że zbrodnia ta odzwierciedla stan moralności emigrantów rosyjskich. Pamiętano przecież, że gdzieś tam, nawet nie wiadomo gdzie, żyje żona i trójka pewnie już dorosłych dzieci generała, mąż i syn Marii i żona wraz z córką Akimowa.
W piątek 4 stycznia 1924 roku odbyły się pogrzeby ofiar tej noworocznej herbatki. O godz. 12 na cmentarzu prawosławnym na Wygodzie pochowano Mikołaja Akimowa. Pogrzebem zajęła się kolonia rosyjska. O godz. 14 spod domu na Warszawskiej 4, w kierunku cmentarza farnego ruszyły dwa karawany. Trumny Stelnickich pokryte były mnóstwem kwiatów i wieńców. Za karawanem z ciałem generała szli urzędnicy banku z jego dyrektorem Piątkowskim. Za trumną generałowej szli pracownicy Kasy Chorych z jej komisarzem dr. Szaykowskim. Po przybyciu na cmentarz farny kondukty rozdzieliły się. Marię Raczkowską vel Stelnicką pochowano na "szarym końcu cmentarza". Stanisław Stelnicki, jako samobójca i podwójny morderca spoczął "poza ogrodzeniem cmentarza w polu szczerem".
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
10 głosów




