Ułomna pamięć. 70. rocznica mordu w Jedwabnem
07.07.2011
, aktualizacja: 07.07.2011 20:04
Dziesięć lat temu w Polsce trwała ogólnonarodowa dyskusja nad książką Jana Tomasza Grossa pt. "Sąsiedzi". Przez kilka miesięcy codziennie o tzw. "sprawie Jedwabnego" donosiły media. Kwestia udziału Polaków w pogromie Żydów w Jedwabnem była dyskutowana chyba we wszystkich środowiskach, budząc gorące emocje i nierzadko sytuując uczestników po przeciwnych stronach barykady - pisze Anna Pyżewska*
ZOBACZ TAKŻE
- Kainowa zbrodnia. 70. rocznica mordu w Jedwabnem [ZDJECIA, WIDEO] (10-07-11, 19:32)
- Komorowski: Jeszcze raz proszę o przebaczenie (10-07-11, 12:09)
- Białostocki ulubieniec Stalina (08-07-11, 12:00)
- Jedwabne. 69 lat później (11-07-10, 19:09)
- Jedwabne: demon drzemał? (09-07-09, 19:37)
SERWISY
Mijające 10 lat stanowi dobrą okazję do refleksji i postawienia paru pytań: czy ta debata pozostawiła jakiś ślad w naszej świadomości? Czy - a jeśli tak, to jak - Jedwabne funkcjonuje w zbiorowej pamięci? Co przeciętny obywatel wie na temat tej sprawy? Czy interesuje ona kogoś spoza środowiska historyków II wojny światowej?
Bez wątpienia "sprawa Jedwabnego" jakieś ślady zostawiła. Przede wszystkim trafiła do podręczników historii. Nie wszystkich - na ponad 20 książek (wybranych "na chybił trafił", wydanych po roku 2001), tylko sześć wspomina o "wydarzeniach" z lata 1941 r. w zachodniej części dawnego woj. białostockiego i w tym kontekście pada nazwa "Jedwabne". Tylko w jednym wymieniono nazwy dwóch innych miejscowości, w których doszło do podobnych pogromów: Radziłów i Goniądz. Co z tego wynika? Przede wszystkim to, że można zakończyć szkolną edukację na poziomie maturalnym i dalej nie wiedzieć, co się wydarzyło w Jedwabnem, już nie mówiąc o innych miejscowościach.
***
Kolejna kwestia to sposób upamiętnienia wydarzeń z lata 1941 r. Kilkanaście dni temu odwiedziliśmy trzy miejscowości: Jedwabne, Radziłów, Wąsosz, w których znajdują się pomniki poświęcone ofiarom pogromów. W Jedwabnem pierwszy obelisk stanął w 1961 r. Umieszczono na nim napis: "Miejsce kaźni ludności żydowskiej. Gestapo i żandarmeria hitlerowska spaliła żywcem 1600 osób 10 VII 1941". Po ukazaniu się książki Grossa i będącej jej skutkiem medialnej burzy, w 2001 r. stary pomnik został zastąpiony przez nowy. Wyryto na nim napis o następującej treści: "Pamięci Żydów z Jedwabnego i okolic, mężczyzn, kobiet, dzieci, współgospodarzy tej ziemi, zamordowanych, żywcem spalonych w tym miejscu 10 lipca 1941 r. Jedwabne, 10 lipca 2001 r.". Pomnik stoi w miejscu, w którym znajdowała się stodoła, w której spłonęli jedwabieńscy Żydzi i gdzie nadal spoczywają ich prochy. Od 10 lat obchodzona jest tu rocznica wydarzeń z lipca 1941 r. Przy pomniku spotyka się niewielka grupa ludzi: przedstawiciele Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Warszawie, ambasady Izraela, Urzędu Marszałkowskiego Województwa Podlaskiego, Podlaskiego Urzędu Wojewódzkiego oraz białostockiego oddziału IPN. Raz pojawił się Roman Giertych - wówczas wicepremier. Uroczystości są skromne (złożenie kwiatów, odmówienie modlitwy za zmarłych, wizyta na znajdującym się obok cmentarzu żydowskim), pozbawione pompatycznego charakteru.
***
Przez 10 lat ani razu - poza rokiem 2001 - w obchodach nie brały udziału władze Jedwabnego. Burmistrz, zapytany podczas naszego rekonesansu, czy w tym roku będzie 10 lipca na cmentarzu, odpowiedział, że każdego roku jest zbyt późno informowany o tych uroczystościach, aby móc w nich uczestniczyć. Z kolei ludność miasteczka do dzisiaj jest przeciwna jakiemukolwiek upamiętnianiu wydarzenia, które jej chluby nie przynosi (świadczy o tym choćby nieobecność mieszkańców przy pomniku 10 lipca). Z jednej strony - pamiętając "najazd" na Jedwabne dziennikarzy i turystów 10 lat temu, można to zrozumieć. Z drugiej jednak - czasami dochodzi do tak żenujących sytuacji, jak ta z 2004 r. Podczas wizyty w Jedwabnem prezydent Ryszard Kaczorowski w asyście przedstawicieli lokalnych władz złożył kwiaty pod pomnikiem Sybiraków, ale na miejsce spoczynku zamordowanych Żydów musiał pójść sam. Urzędnicy nie chcieli mu towarzyszyć. Miasteczko broni się przed wstydliwą przeszłością także w inny sposób - od 2006 r. honorowym obywatelem Jedwabnego jest np. prof. Ryszard Bender, odrzucający tezę o udziale Polaków w pogromie.
Na pomniku w Radziłowie, ulokowanym przy ul. Pięknej, widnieje napis: "W sierpniu 1941 r. faszyści zamordowali 800 osób narodowości żydowskiej, z tych 500 osób spalili żywcem w stodole. Cześć ich pamięci". W rzeczywistości pogrom miał miejsce 7 lipca 1941 r., chyba trochę niższa była liczba ofiar - ok. 300-400. Wójt Radziłowa wie, że napis jest błędny, ale nic z tym nie robi, ponieważ, jak tłumaczy, nikt nie zgłasza się do niego w tej sprawie. Nie są tu organizowane żadne uroczystości rocznicowe. Czasami przy pomniku stawiane są znicze, niekiedy pojawiają się goście z Izraela. W planach gminy jest generalny remont pomnika - niestety, nie zmieni się ani płyta główna, ani treść napisu.
W Wąsoszu ofiary pogromu z początku lipca 1941 r. zostały pochowane poza miejscowością, wśród pól, w dawnym rowie przeciwczołgowym. Do 1993 r. znajdowała się tam lastrykowa płyta ustawiona w centrum niewielkiego obszaru otoczonego siatką. W 1993 r. geodezyjnie wyznaczono znacznie większą działkę, obejmującą w całości miejsce pochówku pomordowanych Żydów. Cmentarz ogrodzono, postawiono pomnik z napisem (w jęz. polskim i hebrajskim) o treści: "Tu spoczywają prochy 250 Żydów bestialsko zamordowanych w czerwcu 1941. Cześć ich pamięci". Napis też jest błędny - wydarzenia, o których mowa, miały miejsce 4 lub 5 lipca 1941 r. Datę ustalono samodzielnie, po rozmowach z mieszkańcami. Treść napisu celowo jest ogólna: aby uczcić ofiary, ale też nie urazić mieszkańców. W sprawie wyglądu pomnika kontaktowano się z Żydowskim Instytutem Historycznym w Warszawie, jednak nie uzyskano odpowiedzi.
Niestety, miejsce to jest bardzo zaniedbane. Słupki się sypią, cmentarz zarósł trawą, płytki przy pomniku są potłuczone. Również i tu nie są organizowane uroczystości rocznicowe. Czasami uczniowie miejscowej szkoły stawiają tu znicze. Pojawiają się też goście z gminy żydowskiej bądź z Izraela - bo to najprawdopodobniej oni w ubiegłym roku zawiesili na pomniku tabliczkę z hebrajskim napisem o treści: "Oto nasi bracia święci są pochowani tu, w grobie braterskim w mieście Wąsosz". Na tej samej tabliczce innym kolorem dopisano słowo: "Zapamiętamy". Jak nas zapewniono w Urzędzie Gminy, planowany jest remont ogrodzenia cmentarza, ale posiadane na ten cel środki są niewystarczające i jak do tej pory nie znaleziono wykonawcy prac.
***
Pogromy z lata 1941 r. zaistniały także w kulturze. Warszawski Teatr na Woli od października ub.r. wystawia nawiązujący do nich spektakl Tadeusza Słobodzianka pt. "Nasza klasa". Sztuka jest pierwszym polskim dramatem uhonorowanym Literacką Nagrodą "Nike" 2010. Również w ubiegłym roku, 11 lipca, performer Rafał Betlejewski spalił stodołę z kartkami symbolizującymi nieżyczliwe myśli dotyczące Żydów. Happening "Płonie stodoła", nawiązujący do 69. rocznicy pogromu Żydów w Jedwabnem, nie spotkał się z pozytywnym przyjęciem odbiorców. Z rezerwą wypowiadał się o nim także ambasador Izraela.
Trudno jest odpowiedzieć na pytanie, co tzw. przeciętny obywatel wie na temat pogromów z lata 1941 r. w woj. białostockim. Dwa lata temu Pentor przeprowadził duże badania dla Muzeum II Wojny Światowej. Wynikało z nich, że ponad połowa ankietowanych (57 procent) przypisuje zbrodnię w Jedwabnem Niemcom, ewentualnie wspomaganym przez Polaków. Historycy twierdzą, że wykonawcami zbrodni byli Polacy, działający z inspiracji i za przyzwoleniem Niemców - niby podobnie, ale jednak zupełnie inaczej. Wynika z tego, że funkcjonująca w społeczeństwie wiedza o Jedwabnem wciąż jest ułomna. Na pewno nie brakuje osób, które nie są w stanie zaakceptować ustaleń badaczy. Półtora miesiąca temu w bibliotece uniwersyteckiej wykład na temat "Jedwabne - miejsce pamięci" wygłosił prof. Edmund Dmitrów. Po jego wystąpieniu odbyła się dyskusja. Wracające wielokrotnie pytanie brzmiało: Dlaczego nie można napisać, jak to naprawdę było? Odpowiedź, że już napisano (przede wszystkim publikacja IPN "Wokół Jedwabnego"), nie zadowalała słuchaczy. Jeden z nich stwierdził nawet, że Polacy lubią samobiczowanie, zamiast pisać o tym, co w naszej historii jest powodem do dumy.
Tematyką pogromów z lata 1941 r. w zachodniej części woj. białostockiego nie zajmują się już media. Z reporterskiego obowiązku regionalna prasa informuje o kolejnych rocznicach i uroczystościach w Jedwabnem, ale to wszystko. Dramatyczne aspekty stosunków polsko-żydowskich były podejmowane przez media przy okazji kolejnych publikacji Jana Tomasza Grossa ("Strach" z 2008 r., "Złote żniwa" z 2011 r.), ale dyskusje nie miały już takiej temperatury jak ta z roku 2001 i dość szybko zanikały.
***
Jakie wnioski płyną z powyższych rozważań?
Prof. Dmitrów niedawno napisał: "Gdybym miał dzisiaj, po upływie dekady od przejścia kulminacyjnej fali zainteresowania tematem Jedwabnego, odpowiedzieć jednym zdaniem, co po niej pozostało, powiedziałbym - miejsce pamięci Jedwabne. Właśnie miejsce pamięci, nie zaś odkryte, niezbadane wcześniej sprawy, fakty czy postacie. Oczywiście, nie da się zaprzeczyć, że dzięki debacie wokół Jedwabnego, która oznaczała przecież, iż wielu ludzi usilnie próbowało dojść prawdy, wiemy znacznie więcej o tym, co się owego lata 1941 r. wydarzyło. W istocie jednak nie tyle zgłębiliśmy tajemnicę przeszłości, ile wydobyliśmy na światło dzienne historie od dawna ludziom wiadome, ale z różnych powodów skrywane, nierozgłaszane, skazane na zapomnienie lub przedstawiane niezgodnie z prawdą". Bez wątpienia Jedwabne funkcjonuje jako miejsce pamięci nietypowej, bo mówiącej o naszej winie. Wydaje się jednak, że dla większości społeczeństwa Jedwabne było taką tajemnicą przeszłości. Sprawa, o której pisał Gross, była znana w bardzo ograniczonym kręgu, a próby przełamania milczenia (prace Datnera, artykuły państwa Wroniszewskich z lat 80.) długo kończyły się fiaskiem. Gross jako pierwszy naruszył obowiązujący do tej pory mit, według którego Polacy byli wyłącznie ofiarami, cierpiącymi dłużej i mocniej niż inne narody. Kolejne książki Grossa były przyjmowane zdecydowanie spokojniej - czy dlatego, że oswoiliśmy się z tematem, z myślą, że mogły być sytuacje, kiedy to my zadawaliśmy ból innym, często z własnej woli?
Jak już wspomniano, jeśli już coś dotyczącego pogromów z lata 1941 r. utrwaliło się w powszechnej świadomości, to tylko nazwa Jedwabne. Mało kto potrafi wskazać, gdzie jeszcze doszło do podobnych wydarzeń. Jedwabne zbiera więc cięgi także za inne miejscowości. Miasteczko stało się złowrogim symbolem i dobrze by było, gdyby jego mieszkańcy potrafili się do tego jakoś odnieść, ale nie na zasadzie: "my tego (czyli ustaleń badaczy) nie przyjmujemy do wiadomości". Może nie byłoby złym pomysłem zorganizowanie w Jedwabnem dyskusji, jak to sugerował obecny burmistrz, próba poruszenia drażliwego tematu dzisiaj, po latach od medialnej wrzawy.
***
Reasumując - w kwestii pogromów z lata 1941 r. ciągle pozostaje dużo do zrobienia. Zaniechanie sprawi, że (zgodnie ze wspomnianymi badaniami Pentora) nadal będziemy przekonani o szczególnym cierpieniu Polaków podczas wojny. A to teza coraz trudniejsza do obrony.
*Anna Pyżewska jest pracownikiem Oddziałowego Biura Edukacji Publicznej IPN w Białymstoku
Bez wątpienia "sprawa Jedwabnego" jakieś ślady zostawiła. Przede wszystkim trafiła do podręczników historii. Nie wszystkich - na ponad 20 książek (wybranych "na chybił trafił", wydanych po roku 2001), tylko sześć wspomina o "wydarzeniach" z lata 1941 r. w zachodniej części dawnego woj. białostockiego i w tym kontekście pada nazwa "Jedwabne". Tylko w jednym wymieniono nazwy dwóch innych miejscowości, w których doszło do podobnych pogromów: Radziłów i Goniądz. Co z tego wynika? Przede wszystkim to, że można zakończyć szkolną edukację na poziomie maturalnym i dalej nie wiedzieć, co się wydarzyło w Jedwabnem, już nie mówiąc o innych miejscowościach.
***
Kolejna kwestia to sposób upamiętnienia wydarzeń z lata 1941 r. Kilkanaście dni temu odwiedziliśmy trzy miejscowości: Jedwabne, Radziłów, Wąsosz, w których znajdują się pomniki poświęcone ofiarom pogromów. W Jedwabnem pierwszy obelisk stanął w 1961 r. Umieszczono na nim napis: "Miejsce kaźni ludności żydowskiej. Gestapo i żandarmeria hitlerowska spaliła żywcem 1600 osób 10 VII 1941". Po ukazaniu się książki Grossa i będącej jej skutkiem medialnej burzy, w 2001 r. stary pomnik został zastąpiony przez nowy. Wyryto na nim napis o następującej treści: "Pamięci Żydów z Jedwabnego i okolic, mężczyzn, kobiet, dzieci, współgospodarzy tej ziemi, zamordowanych, żywcem spalonych w tym miejscu 10 lipca 1941 r. Jedwabne, 10 lipca 2001 r.". Pomnik stoi w miejscu, w którym znajdowała się stodoła, w której spłonęli jedwabieńscy Żydzi i gdzie nadal spoczywają ich prochy. Od 10 lat obchodzona jest tu rocznica wydarzeń z lipca 1941 r. Przy pomniku spotyka się niewielka grupa ludzi: przedstawiciele Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Warszawie, ambasady Izraela, Urzędu Marszałkowskiego Województwa Podlaskiego, Podlaskiego Urzędu Wojewódzkiego oraz białostockiego oddziału IPN. Raz pojawił się Roman Giertych - wówczas wicepremier. Uroczystości są skromne (złożenie kwiatów, odmówienie modlitwy za zmarłych, wizyta na znajdującym się obok cmentarzu żydowskim), pozbawione pompatycznego charakteru.
***
Przez 10 lat ani razu - poza rokiem 2001 - w obchodach nie brały udziału władze Jedwabnego. Burmistrz, zapytany podczas naszego rekonesansu, czy w tym roku będzie 10 lipca na cmentarzu, odpowiedział, że każdego roku jest zbyt późno informowany o tych uroczystościach, aby móc w nich uczestniczyć. Z kolei ludność miasteczka do dzisiaj jest przeciwna jakiemukolwiek upamiętnianiu wydarzenia, które jej chluby nie przynosi (świadczy o tym choćby nieobecność mieszkańców przy pomniku 10 lipca). Z jednej strony - pamiętając "najazd" na Jedwabne dziennikarzy i turystów 10 lat temu, można to zrozumieć. Z drugiej jednak - czasami dochodzi do tak żenujących sytuacji, jak ta z 2004 r. Podczas wizyty w Jedwabnem prezydent Ryszard Kaczorowski w asyście przedstawicieli lokalnych władz złożył kwiaty pod pomnikiem Sybiraków, ale na miejsce spoczynku zamordowanych Żydów musiał pójść sam. Urzędnicy nie chcieli mu towarzyszyć. Miasteczko broni się przed wstydliwą przeszłością także w inny sposób - od 2006 r. honorowym obywatelem Jedwabnego jest np. prof. Ryszard Bender, odrzucający tezę o udziale Polaków w pogromie.
Na pomniku w Radziłowie, ulokowanym przy ul. Pięknej, widnieje napis: "W sierpniu 1941 r. faszyści zamordowali 800 osób narodowości żydowskiej, z tych 500 osób spalili żywcem w stodole. Cześć ich pamięci". W rzeczywistości pogrom miał miejsce 7 lipca 1941 r., chyba trochę niższa była liczba ofiar - ok. 300-400. Wójt Radziłowa wie, że napis jest błędny, ale nic z tym nie robi, ponieważ, jak tłumaczy, nikt nie zgłasza się do niego w tej sprawie. Nie są tu organizowane żadne uroczystości rocznicowe. Czasami przy pomniku stawiane są znicze, niekiedy pojawiają się goście z Izraela. W planach gminy jest generalny remont pomnika - niestety, nie zmieni się ani płyta główna, ani treść napisu.
W Wąsoszu ofiary pogromu z początku lipca 1941 r. zostały pochowane poza miejscowością, wśród pól, w dawnym rowie przeciwczołgowym. Do 1993 r. znajdowała się tam lastrykowa płyta ustawiona w centrum niewielkiego obszaru otoczonego siatką. W 1993 r. geodezyjnie wyznaczono znacznie większą działkę, obejmującą w całości miejsce pochówku pomordowanych Żydów. Cmentarz ogrodzono, postawiono pomnik z napisem (w jęz. polskim i hebrajskim) o treści: "Tu spoczywają prochy 250 Żydów bestialsko zamordowanych w czerwcu 1941. Cześć ich pamięci". Napis też jest błędny - wydarzenia, o których mowa, miały miejsce 4 lub 5 lipca 1941 r. Datę ustalono samodzielnie, po rozmowach z mieszkańcami. Treść napisu celowo jest ogólna: aby uczcić ofiary, ale też nie urazić mieszkańców. W sprawie wyglądu pomnika kontaktowano się z Żydowskim Instytutem Historycznym w Warszawie, jednak nie uzyskano odpowiedzi.
Niestety, miejsce to jest bardzo zaniedbane. Słupki się sypią, cmentarz zarósł trawą, płytki przy pomniku są potłuczone. Również i tu nie są organizowane uroczystości rocznicowe. Czasami uczniowie miejscowej szkoły stawiają tu znicze. Pojawiają się też goście z gminy żydowskiej bądź z Izraela - bo to najprawdopodobniej oni w ubiegłym roku zawiesili na pomniku tabliczkę z hebrajskim napisem o treści: "Oto nasi bracia święci są pochowani tu, w grobie braterskim w mieście Wąsosz". Na tej samej tabliczce innym kolorem dopisano słowo: "Zapamiętamy". Jak nas zapewniono w Urzędzie Gminy, planowany jest remont ogrodzenia cmentarza, ale posiadane na ten cel środki są niewystarczające i jak do tej pory nie znaleziono wykonawcy prac.
***
Pogromy z lata 1941 r. zaistniały także w kulturze. Warszawski Teatr na Woli od października ub.r. wystawia nawiązujący do nich spektakl Tadeusza Słobodzianka pt. "Nasza klasa". Sztuka jest pierwszym polskim dramatem uhonorowanym Literacką Nagrodą "Nike" 2010. Również w ubiegłym roku, 11 lipca, performer Rafał Betlejewski spalił stodołę z kartkami symbolizującymi nieżyczliwe myśli dotyczące Żydów. Happening "Płonie stodoła", nawiązujący do 69. rocznicy pogromu Żydów w Jedwabnem, nie spotkał się z pozytywnym przyjęciem odbiorców. Z rezerwą wypowiadał się o nim także ambasador Izraela.
Trudno jest odpowiedzieć na pytanie, co tzw. przeciętny obywatel wie na temat pogromów z lata 1941 r. w woj. białostockim. Dwa lata temu Pentor przeprowadził duże badania dla Muzeum II Wojny Światowej. Wynikało z nich, że ponad połowa ankietowanych (57 procent) przypisuje zbrodnię w Jedwabnem Niemcom, ewentualnie wspomaganym przez Polaków. Historycy twierdzą, że wykonawcami zbrodni byli Polacy, działający z inspiracji i za przyzwoleniem Niemców - niby podobnie, ale jednak zupełnie inaczej. Wynika z tego, że funkcjonująca w społeczeństwie wiedza o Jedwabnem wciąż jest ułomna. Na pewno nie brakuje osób, które nie są w stanie zaakceptować ustaleń badaczy. Półtora miesiąca temu w bibliotece uniwersyteckiej wykład na temat "Jedwabne - miejsce pamięci" wygłosił prof. Edmund Dmitrów. Po jego wystąpieniu odbyła się dyskusja. Wracające wielokrotnie pytanie brzmiało: Dlaczego nie można napisać, jak to naprawdę było? Odpowiedź, że już napisano (przede wszystkim publikacja IPN "Wokół Jedwabnego"), nie zadowalała słuchaczy. Jeden z nich stwierdził nawet, że Polacy lubią samobiczowanie, zamiast pisać o tym, co w naszej historii jest powodem do dumy.
Tematyką pogromów z lata 1941 r. w zachodniej części woj. białostockiego nie zajmują się już media. Z reporterskiego obowiązku regionalna prasa informuje o kolejnych rocznicach i uroczystościach w Jedwabnem, ale to wszystko. Dramatyczne aspekty stosunków polsko-żydowskich były podejmowane przez media przy okazji kolejnych publikacji Jana Tomasza Grossa ("Strach" z 2008 r., "Złote żniwa" z 2011 r.), ale dyskusje nie miały już takiej temperatury jak ta z roku 2001 i dość szybko zanikały.
***
Jakie wnioski płyną z powyższych rozważań?
Prof. Dmitrów niedawno napisał: "Gdybym miał dzisiaj, po upływie dekady od przejścia kulminacyjnej fali zainteresowania tematem Jedwabnego, odpowiedzieć jednym zdaniem, co po niej pozostało, powiedziałbym - miejsce pamięci Jedwabne. Właśnie miejsce pamięci, nie zaś odkryte, niezbadane wcześniej sprawy, fakty czy postacie. Oczywiście, nie da się zaprzeczyć, że dzięki debacie wokół Jedwabnego, która oznaczała przecież, iż wielu ludzi usilnie próbowało dojść prawdy, wiemy znacznie więcej o tym, co się owego lata 1941 r. wydarzyło. W istocie jednak nie tyle zgłębiliśmy tajemnicę przeszłości, ile wydobyliśmy na światło dzienne historie od dawna ludziom wiadome, ale z różnych powodów skrywane, nierozgłaszane, skazane na zapomnienie lub przedstawiane niezgodnie z prawdą". Bez wątpienia Jedwabne funkcjonuje jako miejsce pamięci nietypowej, bo mówiącej o naszej winie. Wydaje się jednak, że dla większości społeczeństwa Jedwabne było taką tajemnicą przeszłości. Sprawa, o której pisał Gross, była znana w bardzo ograniczonym kręgu, a próby przełamania milczenia (prace Datnera, artykuły państwa Wroniszewskich z lat 80.) długo kończyły się fiaskiem. Gross jako pierwszy naruszył obowiązujący do tej pory mit, według którego Polacy byli wyłącznie ofiarami, cierpiącymi dłużej i mocniej niż inne narody. Kolejne książki Grossa były przyjmowane zdecydowanie spokojniej - czy dlatego, że oswoiliśmy się z tematem, z myślą, że mogły być sytuacje, kiedy to my zadawaliśmy ból innym, często z własnej woli?
Jak już wspomniano, jeśli już coś dotyczącego pogromów z lata 1941 r. utrwaliło się w powszechnej świadomości, to tylko nazwa Jedwabne. Mało kto potrafi wskazać, gdzie jeszcze doszło do podobnych wydarzeń. Jedwabne zbiera więc cięgi także za inne miejscowości. Miasteczko stało się złowrogim symbolem i dobrze by było, gdyby jego mieszkańcy potrafili się do tego jakoś odnieść, ale nie na zasadzie: "my tego (czyli ustaleń badaczy) nie przyjmujemy do wiadomości". Może nie byłoby złym pomysłem zorganizowanie w Jedwabnem dyskusji, jak to sugerował obecny burmistrz, próba poruszenia drażliwego tematu dzisiaj, po latach od medialnej wrzawy.
***
Reasumując - w kwestii pogromów z lata 1941 r. ciągle pozostaje dużo do zrobienia. Zaniechanie sprawi, że (zgodnie ze wspomnianymi badaniami Pentora) nadal będziemy przekonani o szczególnym cierpieniu Polaków podczas wojny. A to teza coraz trudniejsza do obrony.
*Anna Pyżewska jest pracownikiem Oddziałowego Biura Edukacji Publicznej IPN w Białymstoku
- 41 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
33 głosy
-
Ułomna pamięć. 70. rocznica mordu w Jedwabnem
2florek
07.07.11, 20:43
no tak tylko nikt nie zadaje pytania dlaczego?rejon kolna i jedwabnego to obszar gdzie byly bardzo mocne struktury polskiego ruchu oporu za pierwszego sowieta.Niestety przez 2 lata zostały »
-
mord w Jedwabnem a mordy UPA
jahed1944
10.07.11, 12:58
Przestańcie w końcu ciągle wspominać o tym Jedwabnem, w którym zginęło kilkuset Żydów wspierających sovietów i kapujących na swych sąsiadów - Polaków. Zacznijmy wreszcie dyskusję o 160 »
Najczęściej czytane24 htydzień




