Białostocki ulubieniec Stalina
08.07.2011
, aktualizacja: 08.07.2011 11:46
- Kierownicy pańskiej Polski, obszarnicy i kapitaliści przerobili naród zachodniej Białorusi w niewolników. Pozbawili nas wszelkich ludzkich praw, zabrali nam ojczyznę, język, zamknięto nasze szkoły, zabrano gazety Strasznie nawet pomyśleć, w jakim ubóstwie i bezprawiu żyliśmy - grzmi z mównicy wychudzony mężczyzna
ZOBACZ TAKŻE
- Zapraszamy na spacer! Ścieżkami Piłsudskiego (09-11-11, 21:26)
- Żarty zza krat (08-07-11, 12:00)
- Kartograf patrzy(ł) na Białystok. Dojlidy hen, hen za miastem (30-06-11, 20:38)
- List do prezydenta i premiera od rodzin ofiar obławy augustowskiej (21-06-11, 11:43)
- Ułomna pamięć. 70. rocznica mordu w Jedwabnem (07-07-11, 20:04)
SERWISY
To Siergiej Prytycki. Ma zaledwie 26 lat, wyostrzone rysy twarzy i płomienne oczy.
Sala klaszcze co sił.
Jest 28 października 1939 roku. Wypełniony po brzegi białostocki teatr miejski, udekorowany czerwonymi transparentami. Orkiestra gra "Międzynarodówkę". Odbywa się zwołane przez Sowietów Zgromadzenie Ludowe, mające stworzyć na zachodniej opinii publicznej wrażenie "dobrowolności przyłączenia" ziem polskich do ZSRR.
Występ Prytyckiego spodobał się na tyle, że wkrótce dostaje nowe zadanie. 2 listopada to właśnie on w imieniu "narodu zachodniej Białorusi" ma zaszczyt na specjalnym posiedzeniu prosić Radę Najwyższą Białoruskiej Socjalistycznej Republiki o włączenie zachodniej Białorusi w skład BSSR. Później razem z grupą komunistów z przyłączonych do ZSRR terenów Polski odwiedza Kreml i spotyka się z Józefem Stalinem.
Trudno uwierzyć, że jeszcze trzy miesiące temu ten młodzieniec siedział w więzieniu Rawicz i miał go nigdy nie opuścić. Jako komunistycznego terrorystę skazano go na dożywocie.
Masz tobie gadzino, zdrajco
27 stycznia 1936 roku, Wilno, gmach sądu, rozpoczyna się proces komunistów. Młodziutki, 23-letni Sergiusz Prytycki jest na sali rozpraw, wśród widzów. Ma na sobie oficerski mundur. W trakcie składania zeznań przez Jakuba Strelczuka z Krzywej, głównego świadka oskarżenia, zrywa się, wyciąga zza pazuchy dwa rewolwery. Piski, tumult. Prytycki oddaje kilka strzałów w kierunku Strelczuka, krzycząc: "Masz tobie gadzino, zdrajco!". Zamachowiec wybiega z sali rozpraw, jednak na korytarzu dosięgają go kule policjantów. Krwawi, zatacza się, pada, już nie ucieknie.
Strelczuk jeszcze niedawno był członkiem KPZB. Jednak komunizm go rozczarował, więc zaoferował policji swe usługi w jego zwalczaniu. Zdrada Strelczuka, który od lat działał w KPZB, spowodowała popłoch w komunistycznych jaczejkach.
Policja ma pełne ręce roboty. Setki aresztowanych, przejęty sprzęt drukarski. Ale nie to jest najbardziej bolesne. Strelczuk składa zeznania na procesach komunistów i do opinii publicznej trafiają coraz to nowsze tajemnice działającej w podziemiu partii, informacje o jej powiązaniach z sowieckimi służbami specjalnymi Potężny cios. Liderzy KPZB podejmują decyzję o pokazowym ukaraniu zdrajcy. To ma być lekcja dla wszystkich. Z partią się nie zadziera! Strelczuk ma zostać zabity. Wyrok wykonuje ochotnik - Prytycki.
Na ratunek bohaterowi podziurawionemu przez policyjskie kule
Komunistyczna międzynarodówka organizuje demonstracje w większych miastach w Europie i Stanach Zjednoczonych, ludzie wychodzą na ulice, domagając się ułaskawienia Prytyckiego. Przed rozprawą w dniu 20 czerwca wszędzie pojawiają się nawołujące do walki "odezwy do ludu pracy": "Nad głową młodego bohatera unosi się pętla szubienicy albo też czeka go kamienny grób więzienia". Trzeba "wyrwać go z drapieżnych rąk oprawców". "Tylko głęboka świadomość słuszności i potężna nienawiść mas do zdrajców pozwoliły Prytyckiemu na strzelanie na sali rozpraw i z zimną krwią...". "Tylko bezgraniczne oddanie się swej idei dodało ciężko rannemu policyjskiemi kulami, broczącemu krwią Prytyckiemu sił do odważnego rzucenia hasła: Niech żyje rewolucja!" Ulotka tłumaczy też powody zamachu - to protest przeciwko "podłym metodom panującej w Polsce reakcji".
Prytycki to Kozak! Nie ma co do tego wątpliwości. Jest pewien, że wypełnił wyrok wydany przez władze partyjne. Nie wie jeszcze, że świadek miał kamizelkę kuloodporną i przeżył. Zamachowiec także. Po to, by w procesie przed wileńskim sądem zostać skazanym na 15 lat więzienia za działalność rewolucyjną i na... dwukrotną karę śmierci za zamach.
A Strelczuk? Dziś powiedzielibyśmy - świadek koronny, ale wówczas komunistyczna propaganda ochrzciła go prowokatorem, szpiclem i konfidentem. Rozpracowywał rewolucyjną organizację młodzieżową. By zdobyć jej zaufanie, sam organizował nielegalne grupy rewolucyjne. Na podstawie jego zeznań aresztowano i osądzono dziesiątki osób. "I tego wstrętnego pluskwiaka organa władzy przedstawiają jako bohatera. Na próżno!" - grzmią towarzysze.
Pod presją opinii publicznej Sąd Najwyższy zamienia Prytyckiemu karę śmierci na dożywocie. Resztę życia ma spędzić w Rawiczu.
Droga do komunizmu
1 lutego 1913 roku. Rosyjskie Imperium. Wieś Harkawicze koło Krynek (dzisiejsze województwo podlaskie, rzut kamieniem od polsko-białoruskiej granicy).
"Prawosławni mieszkańcy Harkawicz mówili o sobie - Ruscy. Obok Harkawicz leżały miejscowości szlacheckie - Usynarz Górny, Makarowie, Oleszyce. Tam mieszkali wyłącznie katolicy. Ale oni bardzo słabo mówili po polsku, tak samo jak my, Białorusini. Nasza szlachta była biedna, tak jak i miejscowi chłopi. Szlacheckie siedziby różniły się od naszych tym, że u nich od ulicy była stodoła, a dom, na który mówiono dworek, stał w głębi podwórka. I chłopi, i szlachta, spotykali się na rynku w Krynkach w dzień targowy. Mówili sobie: zdrawstwujtie. Szlachcic znajomemu bogatemu gospodarzowi podawał przy powitaniu jeden palec, najwyżej dwa. Nieznajomemu nigdy nie podawał nawet jednego palca, przecież mógł to być biedny chłop. Powitania szlachciców między sobą przetrwały u nas w anegdocie.
Szlachcic: - Dzień dobry! A czy szlachetnie urodzony?
Powitany odpowiadał: - Szlachetnie.
- To niech będzie pochwalony Jezus Chrystus."
Sala klaszcze co sił.
Jest 28 października 1939 roku. Wypełniony po brzegi białostocki teatr miejski, udekorowany czerwonymi transparentami. Orkiestra gra "Międzynarodówkę". Odbywa się zwołane przez Sowietów Zgromadzenie Ludowe, mające stworzyć na zachodniej opinii publicznej wrażenie "dobrowolności przyłączenia" ziem polskich do ZSRR.
Występ Prytyckiego spodobał się na tyle, że wkrótce dostaje nowe zadanie. 2 listopada to właśnie on w imieniu "narodu zachodniej Białorusi" ma zaszczyt na specjalnym posiedzeniu prosić Radę Najwyższą Białoruskiej Socjalistycznej Republiki o włączenie zachodniej Białorusi w skład BSSR. Później razem z grupą komunistów z przyłączonych do ZSRR terenów Polski odwiedza Kreml i spotyka się z Józefem Stalinem.
Trudno uwierzyć, że jeszcze trzy miesiące temu ten młodzieniec siedział w więzieniu Rawicz i miał go nigdy nie opuścić. Jako komunistycznego terrorystę skazano go na dożywocie.
Masz tobie gadzino, zdrajco
27 stycznia 1936 roku, Wilno, gmach sądu, rozpoczyna się proces komunistów. Młodziutki, 23-letni Sergiusz Prytycki jest na sali rozpraw, wśród widzów. Ma na sobie oficerski mundur. W trakcie składania zeznań przez Jakuba Strelczuka z Krzywej, głównego świadka oskarżenia, zrywa się, wyciąga zza pazuchy dwa rewolwery. Piski, tumult. Prytycki oddaje kilka strzałów w kierunku Strelczuka, krzycząc: "Masz tobie gadzino, zdrajco!". Zamachowiec wybiega z sali rozpraw, jednak na korytarzu dosięgają go kule policjantów. Krwawi, zatacza się, pada, już nie ucieknie.
Strelczuk jeszcze niedawno był członkiem KPZB. Jednak komunizm go rozczarował, więc zaoferował policji swe usługi w jego zwalczaniu. Zdrada Strelczuka, który od lat działał w KPZB, spowodowała popłoch w komunistycznych jaczejkach.
Policja ma pełne ręce roboty. Setki aresztowanych, przejęty sprzęt drukarski. Ale nie to jest najbardziej bolesne. Strelczuk składa zeznania na procesach komunistów i do opinii publicznej trafiają coraz to nowsze tajemnice działającej w podziemiu partii, informacje o jej powiązaniach z sowieckimi służbami specjalnymi Potężny cios. Liderzy KPZB podejmują decyzję o pokazowym ukaraniu zdrajcy. To ma być lekcja dla wszystkich. Z partią się nie zadziera! Strelczuk ma zostać zabity. Wyrok wykonuje ochotnik - Prytycki.
Na ratunek bohaterowi podziurawionemu przez policyjskie kule
Komunistyczna międzynarodówka organizuje demonstracje w większych miastach w Europie i Stanach Zjednoczonych, ludzie wychodzą na ulice, domagając się ułaskawienia Prytyckiego. Przed rozprawą w dniu 20 czerwca wszędzie pojawiają się nawołujące do walki "odezwy do ludu pracy": "Nad głową młodego bohatera unosi się pętla szubienicy albo też czeka go kamienny grób więzienia". Trzeba "wyrwać go z drapieżnych rąk oprawców". "Tylko głęboka świadomość słuszności i potężna nienawiść mas do zdrajców pozwoliły Prytyckiemu na strzelanie na sali rozpraw i z zimną krwią...". "Tylko bezgraniczne oddanie się swej idei dodało ciężko rannemu policyjskiemi kulami, broczącemu krwią Prytyckiemu sił do odważnego rzucenia hasła: Niech żyje rewolucja!" Ulotka tłumaczy też powody zamachu - to protest przeciwko "podłym metodom panującej w Polsce reakcji".
Prytycki to Kozak! Nie ma co do tego wątpliwości. Jest pewien, że wypełnił wyrok wydany przez władze partyjne. Nie wie jeszcze, że świadek miał kamizelkę kuloodporną i przeżył. Zamachowiec także. Po to, by w procesie przed wileńskim sądem zostać skazanym na 15 lat więzienia za działalność rewolucyjną i na... dwukrotną karę śmierci za zamach.
A Strelczuk? Dziś powiedzielibyśmy - świadek koronny, ale wówczas komunistyczna propaganda ochrzciła go prowokatorem, szpiclem i konfidentem. Rozpracowywał rewolucyjną organizację młodzieżową. By zdobyć jej zaufanie, sam organizował nielegalne grupy rewolucyjne. Na podstawie jego zeznań aresztowano i osądzono dziesiątki osób. "I tego wstrętnego pluskwiaka organa władzy przedstawiają jako bohatera. Na próżno!" - grzmią towarzysze.
Pod presją opinii publicznej Sąd Najwyższy zamienia Prytyckiemu karę śmierci na dożywocie. Resztę życia ma spędzić w Rawiczu.
Droga do komunizmu
1 lutego 1913 roku. Rosyjskie Imperium. Wieś Harkawicze koło Krynek (dzisiejsze województwo podlaskie, rzut kamieniem od polsko-białoruskiej granicy).
"Prawosławni mieszkańcy Harkawicz mówili o sobie - Ruscy. Obok Harkawicz leżały miejscowości szlacheckie - Usynarz Górny, Makarowie, Oleszyce. Tam mieszkali wyłącznie katolicy. Ale oni bardzo słabo mówili po polsku, tak samo jak my, Białorusini. Nasza szlachta była biedna, tak jak i miejscowi chłopi. Szlacheckie siedziby różniły się od naszych tym, że u nich od ulicy była stodoła, a dom, na który mówiono dworek, stał w głębi podwórka. I chłopi, i szlachta, spotykali się na rynku w Krynkach w dzień targowy. Mówili sobie: zdrawstwujtie. Szlachcic znajomemu bogatemu gospodarzowi podawał przy powitaniu jeden palec, najwyżej dwa. Nieznajomemu nigdy nie podawał nawet jednego palca, przecież mógł to być biedny chłop. Powitania szlachciców między sobą przetrwały u nas w anegdocie.
Szlachcic: - Dzień dobry! A czy szlachetnie urodzony?
Powitany odpowiadał: - Szlachetnie.
- To niech będzie pochwalony Jezus Chrystus."
- 3 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
15 głosów
-
Białostocki ulubieniec Stalina
jeg_vil_ha_loff
08.07.11, 18:45
Patrząc na resztki "izby pamięci" trudno oprzeć się wrażeniu, że ten człowiek w końcu dostał to, na co zasłużył.»
-
Białostocki ulubieniec Stalina
przejrzysty
08.07.11, 19:29
Bardzo ciekawy tekst. Gratuluję i dziękuję autorom!»






więcej zdjęć