Jak po bimber to do... muzeum
03.07.2009
, aktualizacja: 04.07.2009 13:51
Początkowo miał być to jedynie żart. Szybko zaczął jednak znajdować coraz szersze grono zwolenników. I oto właśnie teraz leśna bimbrownia staje się częścią muzealnej ekspozycji. A oglądać ją można w Białostockim Muzeum Wsi.
ZOBACZ TAKŻE
- Bimbrownia jak nowoczesna fabryka (25-04-10, 15:48)
RAPORTY
Wszystko zaczęło się pod koniec marca ubiegłego roku. Wówczas radny Krzysztof Bil-Jaruzelski zaproponował na sesji rady miejskiej, by w Białymstoku uhonorować lokalne tradycje bimbrownicze.
Radny sugerował, by w skansenie, pod lasem, stworzyć całą ścieżkę edukacyjną, przeprowadzać inscenizacje rozbijania leśnych bimbrowni, stworzyć pawilon degustacji, ale i wystawę poświęconą zgubnym skutkom nadużywania alkoholu. Już w kuluarach można było usłyszeć głosy: a dlaczego by nie? Dziś możemy powiedzieć, że ekspozycja bimbrownicza w Białostockim Muzeum Wsi - stała się faktem.
Leśna bimbrownia w Muzeum Wsi w Osowiczach
Załadowane przez: wyborcza_bialystok. - Obejrzyj najnowsze wideo
- Chciałem bardzo podziękować Andrzejowi Lechowskiemu i Arturowi Gawłowi, że podchwycili mój pomysł. Sądzę, że to był pomysł z grupy tych ciekawych, sympatycznych. Ale z nimi zazwyczaj jest tak, że 95 proc. trafia do kosza - mówi dziś Krzysztof Bil-Jaruzelski.
Bimbrownia już stoi. W naturalnej scenerii, między brzózkami. Oficjalne otwarcie - w niedzielę podczas festynu "Smaki Podlasia".
- Jest to bimbrownia na skalę przemysłową, taka mała fabryczka, nastawiona na wydajność 100-200 litrów w ciągu doby. Ale właśnie takie można spotkać w Puszczy Knyszyńskiej - opowiada Artur Gaweł, kierownik Białostockiego Muzeum Wsi. - Bimbrownia składa się z kilku elementów. Pięciu zbiorników na zacier, kotła zwanego brażnicą. Z niego zacier w postaci pary trafia do chłodnic. Tam wyłapywane są z niego zanieczyszczenia. I jest już po pierwszym przepuszczeniu. Następnie jest dodatkowo przepuszczany przez drugi z kotłów i ponownie destylowany. Przechodzi przez chłodnicę i w końcu mamy gotowy produkt.
Złożenie aparatury, a następnie uruchomienie trwało około dwóch tygodni. I nie obyło się bez pomocy specjalistów.
- Podczas składania korzystaliśmy z pomocy fachowców spod Gródka, mających dużą wiedzę praktyczną. Przyjechali do nas i zmontowali aparaturę z czystej przyjemności. Mówili zresztą, że bimbrownictwo to u nich tradycja rodzinna. Pradziadek pędził, dziadek, ojciec...
Gaweł dodaje, że gdyby polskie prawo pozwalało na "chałupniczy" wyrób alkoholu, w aparaturze właściwie od ręki można by było uruchomić produkcję. Sprzęt trafił do skansenu za pośrednictwem policjantów już w ubiegłym roku. Później jednak trzeba było załatwić sprawy papierkowe. Jak choćby sądowy przepadek mienia od przyłapanego bimbrownika na rzecz muzeum.
- Ta aparatura pochodzi z gródecko-królowomostowego zagłębia bimbrowniczego - opowiada Kamil Tomaszczuk z zespołu prasowego podlaskiej policji. Dodaje też, że w ubiegłym roku zlikwidowanych zostało w sumie dziesięć bimbrowni na terenie powiatu białostockiego oraz kilka w rejonie Sokółki oraz Suwałk.
Nie jest więc jedyną, którą policjanci przekazali do skansenu.
- Dostaliśmy w sumie cztery komplety. Można powiedzieć, że każda z nich to inny model. Każda bimbrownia jest niepowtarzalna, nie jest to przecież produkcja fabryczna - śmieje się Gaweł.
Zapowiada, że w tym sezonie złożona zostanie jeszcze druga. W przypadku dwóch kolejnych, czeka na dokumenty sądowe potwierdzające przekazanie ich do muzeum.
- Chcielibyśmy stworzyć cały sektor bimbrownictwa. Takich kilka bimbrowni może stać się stałym punktem na trasie turystów, którzy do naszego regionu przyjeżdżają. Marzy mi się też coś takiego: Chociaż raz na jakiś czas uruchomienie, pokazanie, jak bimbrownia działa. Być może jeśli kiedyś prawo będzie na to pozwalało...
O tym samym wspomina Bil-Jaruzelski. - Liczę, że bimber popłynie tu kiedyś. Może nie potokami, ale przynajmniej da się go spróbować naparstkami.
Na razie zwiedzający będą musieli zadowolić się jedynie podróbką bimbru. Do "pędzenia" używana będzie woda z mąką.
Radny sugerował, by w skansenie, pod lasem, stworzyć całą ścieżkę edukacyjną, przeprowadzać inscenizacje rozbijania leśnych bimbrowni, stworzyć pawilon degustacji, ale i wystawę poświęconą zgubnym skutkom nadużywania alkoholu. Już w kuluarach można było usłyszeć głosy: a dlaczego by nie? Dziś możemy powiedzieć, że ekspozycja bimbrownicza w Białostockim Muzeum Wsi - stała się faktem.
Leśna bimbrownia w Muzeum Wsi w Osowiczach
Załadowane przez: wyborcza_bialystok. - Obejrzyj najnowsze wideo
- Chciałem bardzo podziękować Andrzejowi Lechowskiemu i Arturowi Gawłowi, że podchwycili mój pomysł. Sądzę, że to był pomysł z grupy tych ciekawych, sympatycznych. Ale z nimi zazwyczaj jest tak, że 95 proc. trafia do kosza - mówi dziś Krzysztof Bil-Jaruzelski.
Bimbrownia już stoi. W naturalnej scenerii, między brzózkami. Oficjalne otwarcie - w niedzielę podczas festynu "Smaki Podlasia".
- Jest to bimbrownia na skalę przemysłową, taka mała fabryczka, nastawiona na wydajność 100-200 litrów w ciągu doby. Ale właśnie takie można spotkać w Puszczy Knyszyńskiej - opowiada Artur Gaweł, kierownik Białostockiego Muzeum Wsi. - Bimbrownia składa się z kilku elementów. Pięciu zbiorników na zacier, kotła zwanego brażnicą. Z niego zacier w postaci pary trafia do chłodnic. Tam wyłapywane są z niego zanieczyszczenia. I jest już po pierwszym przepuszczeniu. Następnie jest dodatkowo przepuszczany przez drugi z kotłów i ponownie destylowany. Przechodzi przez chłodnicę i w końcu mamy gotowy produkt.
Złożenie aparatury, a następnie uruchomienie trwało około dwóch tygodni. I nie obyło się bez pomocy specjalistów.
- Podczas składania korzystaliśmy z pomocy fachowców spod Gródka, mających dużą wiedzę praktyczną. Przyjechali do nas i zmontowali aparaturę z czystej przyjemności. Mówili zresztą, że bimbrownictwo to u nich tradycja rodzinna. Pradziadek pędził, dziadek, ojciec...
Gaweł dodaje, że gdyby polskie prawo pozwalało na "chałupniczy" wyrób alkoholu, w aparaturze właściwie od ręki można by było uruchomić produkcję. Sprzęt trafił do skansenu za pośrednictwem policjantów już w ubiegłym roku. Później jednak trzeba było załatwić sprawy papierkowe. Jak choćby sądowy przepadek mienia od przyłapanego bimbrownika na rzecz muzeum.
- Ta aparatura pochodzi z gródecko-królowomostowego zagłębia bimbrowniczego - opowiada Kamil Tomaszczuk z zespołu prasowego podlaskiej policji. Dodaje też, że w ubiegłym roku zlikwidowanych zostało w sumie dziesięć bimbrowni na terenie powiatu białostockiego oraz kilka w rejonie Sokółki oraz Suwałk.
Nie jest więc jedyną, którą policjanci przekazali do skansenu.
- Dostaliśmy w sumie cztery komplety. Można powiedzieć, że każda z nich to inny model. Każda bimbrownia jest niepowtarzalna, nie jest to przecież produkcja fabryczna - śmieje się Gaweł.
Zapowiada, że w tym sezonie złożona zostanie jeszcze druga. W przypadku dwóch kolejnych, czeka na dokumenty sądowe potwierdzające przekazanie ich do muzeum.
- Chcielibyśmy stworzyć cały sektor bimbrownictwa. Takich kilka bimbrowni może stać się stałym punktem na trasie turystów, którzy do naszego regionu przyjeżdżają. Marzy mi się też coś takiego: Chociaż raz na jakiś czas uruchomienie, pokazanie, jak bimbrownia działa. Być może jeśli kiedyś prawo będzie na to pozwalało...
O tym samym wspomina Bil-Jaruzelski. - Liczę, że bimber popłynie tu kiedyś. Może nie potokami, ale przynajmniej da się go spróbować naparstkami.
Na razie zwiedzający będą musieli zadowolić się jedynie podróbką bimbru. Do "pędzenia" używana będzie woda z mąką.
- 9 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
12 głosów
-
Jak po bimber to do... muzeum
calstop
04.07.09, 15:17
Powinni Jakuba Wedrowycza tam zatrudnic! Wprawdzie do Wojslawic daleko, aleczemu nie? Tylko wczesniej trzeba go przepic w zawodach, a to moglo byc zatrudne. (Jak na razie tylko jego Aniolowi»
-
Jak po bimber to do... muzeum
kireta21
04.07.09, 17:06
IMO bardzo dobry pomysł. Uczta się ludzie, uczta. Bo nigdy nie wiadomo czykiedyś nasza wspaniała unia w trosce o zdrowie obywateli nie wprowadziniebotycznych podatków na mocne alkohole, żeby»
-
Jak po bimber to do... muzeum
izabela.brynicka
05.07.09, 12:02
A ja naiwnie myślałam, że do muzeum się idzie po kulturę. Ale ten świat się szybko zmienia!»



