Jadało się w PRL-u. Rząd sam się wyżywi
30.07.2010
, aktualizacja: 30.07.2010 18:07
Gdzie powinien stać pomnik Matki Polki? W kolejce. Na cokole będzie napis: "Pani tu nie stała". O diecie "bohatera" i "wroga klasowego", kolejkach i kartkach pisze Andrzej Fiedoruk, socjolog, kucharz, publicysta
ZOBACZ TAKŻE
- PRL. Wspomnienia do wywołania (15-01-12, 16:59)
SERWISY
Wraz z wprowadzeniem w 1959 r. dnia bezmięsnego, zaczyna się ingerencja władzy ludowej w wydawnictwa poświęcone tematyce kuchennej.
Pojawia się wiele wydawnictw propagujących oszczędny sposób gospodarowania. Były to małoformatowe, tanie książeczki, które zawierały proste, ale sprawdzone przepisy kulinarne. Patrząc z pozycji dzisiejszego rynku "nadkonsumpcji", warte ponownego wydania. Przy ciągłym kryzysie, a także pewnie z powodów czysto politycznych, aby nie drażnić zbytnio społeczeństwa, zrobiono też porządek z dawnymi książkami kulinarnymi. Nie wznawiano starych wydań, a współczesne przykrojono do realnych wymiarów. Wprowadzano również swoistą nową kuchnię, bazującą sowieckim zwyczajem na ziemniakach i kapuście. Towarzysz Wiesław próbował popularyzować przysmak kuchni rosyjskiej, kiszone jabłka, ale jak wszystko co "ruskie" - z wyłączeniem pierogów w barach mlecznych - nie znalazły one uznania w oczach rodaków. Tak po prawdzie to nieco szkoda, ponieważ w ten sposób można zagospodarować kiepskiej jakości jabłka, które po ukiszeniu są doskonałym dodatkiem do pieczonych mięs, a pozostały sok to niezły jabłecznik, który po przepędzeniu daje kalwados.
Wśród klasycznych książek kulinarnych prym wiodła wydana w 1954 r. "Kuchnia Polska". Długo nie miała ona konkurencji, bowiem jej pierwsze wydanie zostało zgłoszone przez KC PZPR jako część planu sześcioletniego! Mniej więcej co dekadę książkę uzupełniano, aż na przełomie wieków nasza kuchnia narodowa wzbogaciła się o potrawy z grilla i owoce morza! Podobnie sprawa wyglądała w prasie. Dlatego też prawie w każdym domu były zeszyciki z przepisami kulinarnymi. Ostatnio wpadło mi w ręce sześć takich brulionów. Pierwszy datowany był na rok 1914, a ostatni na 1968. Pierwsze pisane są odręcznie, w tych z okresu międzywojennego pojawiają się pierwsze wycinki z prasy, a ostatnie to prawie wyłącznie same przepisy z tygodników. To prawdziwe skarbnice wiedzy o gospodarstwie. Od przepisów na mydło, poprzez lek na kolkę, tort Sachera, aż na spisie rzeczy niezbędnych w kuchni kończąc.
Kwestia jedzenia w twórczości artystycznej szczególnego znaczenia nabrała w okresie realizmu socjalistycznego. W słowniku realizmu socjalistycznego Wojciecha Tomasika znajdziemy następujące stwierdzenie: „Wyróżnikiem realizmu socjalistycznego wydaje się ( ) wyrazistość, z jaką ideologiczny fundament literatury ujawnia się w sferze rozwiązań artystycznych”. I za chwilę autor dodaje już bardziej zrozumiałym językiem „Prezentacja tezy o wszechobecności wroga klasowego wymaga przejawów tej walki zarówno w drobnych incydentach, jak i w wydarzeniach wielkiej miary „.
A o co chodziło? Ano nawet pokarmy zostały zaprzęgnięte do walki klasowej. Bowiem Joanna Pyszny w opracowaniu "Co jada bohater? Kod kultury socrealistycznej, czyli dieta a światopogląd", tak charakteryzuje bohaterską dietę: bohater nie jada, a jeśli jada, to rzadko i skromnie, bohater wódki nie pija. A co jada wróg klasowy? Oczywiście na zasadzie binarnej opozycji jada dokładnie odwrotnie niż bohater. Jeśli w literaturze owego czasu znajdziemy opis wystawnej kolacji albo obiadu, to pewnikiem będzie to uczta "wrogiego elementu". Proszę przypomnieć sobie ówczesną literaturę. W "Obywatelach" Brandysa znajdziemy: "Po lekcjach nie zjadł obiadu, wolny czas do sesji przesiedział w pustej kawiarni na Marszałkowskiej nad wystygłą nieprawdziwą kawą". A po powrocie z pochodu pierwszomajowego "Zamiast obiadu, wypił w domu szklankę herbaty i przegryzł bułką".
A dieta "wroga"? W tychże samych "Obywatelach" znajdziemy i taką: "Zachrobotał pergaminowym papierem, wyjął bułkę (szkolny ksiądz katecheta) i podzielił ją na dwie połowy. Morawiecki widział spod powiek grube, białe palce i różowy płat szynki. Ogarnął go lekki wstręt".
Inaczej sprawa się miała, kiedy trzeba było opisać gospodarkę państwa z obozu RWPG, a szczególnie ZSRR:
"W mroźnej Syberii, na Uralu
Jabłoń krzaczasta śnieg przebije,
I Winogrady na Ałtaju
Wiją niejadowitą żmiję".
Tak Mieczysław Jastrun w wierszu "Przypowieść o owocach" opisuje fantasmagorie pseudonaukowca, niejakiego Miczurina. Symbolem zgniłego zachodu była coca-cola, co w interesujący sposób spuentował Jan Brzechwa w wierszu "Głos Ameryki":
"Chwal się guma do żucia,
Chwal się coca-colą.
Niektórzy coca-colę od wolności wolą".
Ten schemacik został wprowadzony także do ostatniego odcinka serialu "Stawka większa od życia", gdzie amerykański nadzorca obozu jenieckiego zapija się coca-colą, nogi trzymając oczywiście na biurku. Ten "imperialistyczny pomiot" w czasach propagandy sukcesu nieco odczarowała Agnieszka Osiecka hasłem "Coca-cola to jest to!!!". Co w wydaniu naszych południowych sąsiadów brzmiało "coca-cola to je ono".
I tak dobrnęliśmy do okresu "schyłkowego Gierka".
W połowie lat 70. ekipa Gierka zdaje sobie sprawę, iż utrzymanie cen na artykuły konsumpcyjne na poziomie „późnego Gomułki” jest niemożliwe, gdyż różnica cen produkcji i sprzedaży pochłania ogromne środki budżetowe. Początkowo zaczynają się delikatne podchody, kiedy to zmienia się nazwę towaru bądź przepakowuje w inne opakowanie i sprzedaje po wyższej cenie. To czas słynnego przeobrażenia się krawata w „zwis męski ozdobny”. Jednak te zabiegi to kosmetyka, nic nie wnosząca do budżetu. Pomysł kiełkuje w 1974 r. Zespół ekonomistów wicepremierem Tadeuszem Pyką przygotowuje aż dziesięć wariantów tzw. operacji cenowej. Znając doświadczenia poprzednich ekip, zabezpiecza się też zaplecze i z udziałem milicji i SB organizuje się ćwiczenia „Lato 76”.
Ostatecznie wybrano najbardziej restrykcyjny wariant podwyżek i jego zwolennik Piotr Jaroszewicz w 24 czerwca (wakacje!) ogłasza w Sejmie wzrost wielu artykułów spożywczych, m.in. drobiu o 30 proc., masła i nabiału o 50 proc., mięsa i jego przetworów średnio o 69 proc. oraz cukru o 100 proc. Wprowadzono także rekompensaty podwyżek płacowych. Jednak znowu debilizm partyjny dał znać, bowiem rekompensaty uzależniono od wysokość zarobków, im większa wypłata, tym większa rekompensata. Czyż może dziwić zdecydowany protest robotników, którzy czuli się w tym momencie co najmniej wystrychnięci na dudka ?
25 czerwca ponad 40 zakładów w całym kraju rozpoczyna akcję strajkową. Stają też białostockie Uchwyty, jednak najostrzejszą formę protesty przybierają w Radomiu i Ursusie.
Pojawia się wiele wydawnictw propagujących oszczędny sposób gospodarowania. Były to małoformatowe, tanie książeczki, które zawierały proste, ale sprawdzone przepisy kulinarne. Patrząc z pozycji dzisiejszego rynku "nadkonsumpcji", warte ponownego wydania. Przy ciągłym kryzysie, a także pewnie z powodów czysto politycznych, aby nie drażnić zbytnio społeczeństwa, zrobiono też porządek z dawnymi książkami kulinarnymi. Nie wznawiano starych wydań, a współczesne przykrojono do realnych wymiarów. Wprowadzano również swoistą nową kuchnię, bazującą sowieckim zwyczajem na ziemniakach i kapuście. Towarzysz Wiesław próbował popularyzować przysmak kuchni rosyjskiej, kiszone jabłka, ale jak wszystko co "ruskie" - z wyłączeniem pierogów w barach mlecznych - nie znalazły one uznania w oczach rodaków. Tak po prawdzie to nieco szkoda, ponieważ w ten sposób można zagospodarować kiepskiej jakości jabłka, które po ukiszeniu są doskonałym dodatkiem do pieczonych mięs, a pozostały sok to niezły jabłecznik, który po przepędzeniu daje kalwados.
Wśród klasycznych książek kulinarnych prym wiodła wydana w 1954 r. "Kuchnia Polska". Długo nie miała ona konkurencji, bowiem jej pierwsze wydanie zostało zgłoszone przez KC PZPR jako część planu sześcioletniego! Mniej więcej co dekadę książkę uzupełniano, aż na przełomie wieków nasza kuchnia narodowa wzbogaciła się o potrawy z grilla i owoce morza! Podobnie sprawa wyglądała w prasie. Dlatego też prawie w każdym domu były zeszyciki z przepisami kulinarnymi. Ostatnio wpadło mi w ręce sześć takich brulionów. Pierwszy datowany był na rok 1914, a ostatni na 1968. Pierwsze pisane są odręcznie, w tych z okresu międzywojennego pojawiają się pierwsze wycinki z prasy, a ostatnie to prawie wyłącznie same przepisy z tygodników. To prawdziwe skarbnice wiedzy o gospodarstwie. Od przepisów na mydło, poprzez lek na kolkę, tort Sachera, aż na spisie rzeczy niezbędnych w kuchni kończąc.
Kwestia jedzenia w twórczości artystycznej szczególnego znaczenia nabrała w okresie realizmu socjalistycznego. W słowniku realizmu socjalistycznego Wojciecha Tomasika znajdziemy następujące stwierdzenie: „Wyróżnikiem realizmu socjalistycznego wydaje się ( ) wyrazistość, z jaką ideologiczny fundament literatury ujawnia się w sferze rozwiązań artystycznych”. I za chwilę autor dodaje już bardziej zrozumiałym językiem „Prezentacja tezy o wszechobecności wroga klasowego wymaga przejawów tej walki zarówno w drobnych incydentach, jak i w wydarzeniach wielkiej miary „.
A o co chodziło? Ano nawet pokarmy zostały zaprzęgnięte do walki klasowej. Bowiem Joanna Pyszny w opracowaniu "Co jada bohater? Kod kultury socrealistycznej, czyli dieta a światopogląd", tak charakteryzuje bohaterską dietę: bohater nie jada, a jeśli jada, to rzadko i skromnie, bohater wódki nie pija. A co jada wróg klasowy? Oczywiście na zasadzie binarnej opozycji jada dokładnie odwrotnie niż bohater. Jeśli w literaturze owego czasu znajdziemy opis wystawnej kolacji albo obiadu, to pewnikiem będzie to uczta "wrogiego elementu". Proszę przypomnieć sobie ówczesną literaturę. W "Obywatelach" Brandysa znajdziemy: "Po lekcjach nie zjadł obiadu, wolny czas do sesji przesiedział w pustej kawiarni na Marszałkowskiej nad wystygłą nieprawdziwą kawą". A po powrocie z pochodu pierwszomajowego "Zamiast obiadu, wypił w domu szklankę herbaty i przegryzł bułką".
A dieta "wroga"? W tychże samych "Obywatelach" znajdziemy i taką: "Zachrobotał pergaminowym papierem, wyjął bułkę (szkolny ksiądz katecheta) i podzielił ją na dwie połowy. Morawiecki widział spod powiek grube, białe palce i różowy płat szynki. Ogarnął go lekki wstręt".
Inaczej sprawa się miała, kiedy trzeba było opisać gospodarkę państwa z obozu RWPG, a szczególnie ZSRR:
"W mroźnej Syberii, na Uralu
Jabłoń krzaczasta śnieg przebije,
I Winogrady na Ałtaju
Wiją niejadowitą żmiję".
Tak Mieczysław Jastrun w wierszu "Przypowieść o owocach" opisuje fantasmagorie pseudonaukowca, niejakiego Miczurina. Symbolem zgniłego zachodu była coca-cola, co w interesujący sposób spuentował Jan Brzechwa w wierszu "Głos Ameryki":
"Chwal się guma do żucia,
Chwal się coca-colą.
Niektórzy coca-colę od wolności wolą".
Ten schemacik został wprowadzony także do ostatniego odcinka serialu "Stawka większa od życia", gdzie amerykański nadzorca obozu jenieckiego zapija się coca-colą, nogi trzymając oczywiście na biurku. Ten "imperialistyczny pomiot" w czasach propagandy sukcesu nieco odczarowała Agnieszka Osiecka hasłem "Coca-cola to jest to!!!". Co w wydaniu naszych południowych sąsiadów brzmiało "coca-cola to je ono".
I tak dobrnęliśmy do okresu "schyłkowego Gierka".
W połowie lat 70. ekipa Gierka zdaje sobie sprawę, iż utrzymanie cen na artykuły konsumpcyjne na poziomie „późnego Gomułki” jest niemożliwe, gdyż różnica cen produkcji i sprzedaży pochłania ogromne środki budżetowe. Początkowo zaczynają się delikatne podchody, kiedy to zmienia się nazwę towaru bądź przepakowuje w inne opakowanie i sprzedaje po wyższej cenie. To czas słynnego przeobrażenia się krawata w „zwis męski ozdobny”. Jednak te zabiegi to kosmetyka, nic nie wnosząca do budżetu. Pomysł kiełkuje w 1974 r. Zespół ekonomistów wicepremierem Tadeuszem Pyką przygotowuje aż dziesięć wariantów tzw. operacji cenowej. Znając doświadczenia poprzednich ekip, zabezpiecza się też zaplecze i z udziałem milicji i SB organizuje się ćwiczenia „Lato 76”.
Ostatecznie wybrano najbardziej restrykcyjny wariant podwyżek i jego zwolennik Piotr Jaroszewicz w 24 czerwca (wakacje!) ogłasza w Sejmie wzrost wielu artykułów spożywczych, m.in. drobiu o 30 proc., masła i nabiału o 50 proc., mięsa i jego przetworów średnio o 69 proc. oraz cukru o 100 proc. Wprowadzono także rekompensaty podwyżek płacowych. Jednak znowu debilizm partyjny dał znać, bowiem rekompensaty uzależniono od wysokość zarobków, im większa wypłata, tym większa rekompensata. Czyż może dziwić zdecydowany protest robotników, którzy czuli się w tym momencie co najmniej wystrychnięci na dudka ?
25 czerwca ponad 40 zakładów w całym kraju rozpoczyna akcję strajkową. Stają też białostockie Uchwyty, jednak najostrzejszą formę protesty przybierają w Radomiu i Ursusie.
1
2
następne »
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień


