Żegnaj Prezydencie Kaczorowski. Będę czekał
12.04.2010
, aktualizacja: 15.04.2010 11:42
Białostocki historyk, prof. Adam Czesław Dobroński wspomina Ryszarda Kaczorowskiego, ostatniego prezydenta RP na Uchodźstwie. Tekst napisał w Londynie, gdzie obecnie przebywa, zbierając materiały do ... kolejnego wydania biografii prezydenta właśnie
ZOBACZ TAKŻE
- Prezydent na uchodźstwie (16-04-10, 12:00)
- Kaczorowski: dżentelmen, człowiek szlachetny (13-04-10, 20:22)
- Ryszard Kaczorowski (26.11.1919 - 10.04.2010) (07-04-11, 18:41)
- Ostatnia droga Ryszarda Kaczorowskiego (20-04-10, 01:00)
- Pogrzeb prezydenta. Żegnaj druhu Ryszardzie (19-04-10, 20:16)
- Ryszard Kaczorowski - nota biograficzna (13-04-10, 12:52)
- Ryszard Kaczorowski, ostatni prezydent RP na uchodźstwie - wspomnienie (10-04-10, 11:35)
SERWISY
Przepraszam, rozpocznę ten tekst od osobistego akcentu. W minioną środę stawiłem się przed Prezydentem Ryszardem Kaczorowskim w jego gabinecie na drugim piętrze Polskiego Ośrodka Społeczno-Kulturalnego (POSK) w Londynie. Przybyłem na wezwanie, mieliśmy naszkicować dodatkowy rozdział do trzeciego wydania biografii "Wieczory z Prezydentem". Honorowy Białostoczanin otrzymał niedawno wspomnienia byłej mieszkanki naszego miasta, obecnie zamieszkującej w USA. Nie znał jej w 1940 roku, kiedy to zostali aresztowani przez NKWD. Razem też byli sądzeni w mińskim (Białoruś) więzieniu. I dopiero po 70 latach wszystko stało się jasne, to była "dziewczyna" poprzednika druha Ryszarda Kaczorowskiego na stanowisku komendanta białostockiej chorągwi Szarych Szeregów. Pojawiły się i inne nowinki, cieszyłem się, że znów będę mógł słuchać niezwykłego świadka historii. Prezydent odlatywał do Warszawy i do Katynia, ja miałem poszukać jeszcze relacji w Instytucie Polskim i Muzeum W. Sikorskiego.
- Niech pan zadzwoni w środę około dwudziestej, to umówimy się na czwartek i zamkniemy ten rozdział. Musi pan trochę poczekać.
- Tak, Panie Prezydencie, będę czekał
Londyn, popołudnie poniedziałkowe
Jestem w Bibliotece Polskiej w tym samym gmachu POSK-u. Czy na pewno tym samym? Gmach to mury, pomieszczenia, ale i - raczej nade wszystko - ludzie w nim przebywający. To Ryszard Kaczorowski był tu personą najważniejszą. Regularnie stawiał się w swym gabinecie, często zaszczycał swą obecnością uroczystości, koncerty, wizyty znakomitych gości. Umawiał się też w kawiarni na dole, lub w restauracji na górze, by pogawędzić, poznać opinie rozmówcy. Tamtej środy zjedliśmy lunch we trzech. Pełna godzina wspominek, ale i pytań, w tym o Białystok, wieści ze naszego miasta. Prezydent planował wkrótce kolejny przyjazd, miał zaproszenia, między innymi na zjazd koleżeński białostockich szkół handlowych. Był przecież absolwentem takiej szkoły, mieszczącej się przed wojną przy ulicy Fabrycznej. Powtarzał chętnie, jaka to była wspaniała placówka, jacy świetni nauczyciele (z jednym z nim spotkał się we wspomnianym więzieniu mińskim).
- Wie pan, w tej szkole to nas nawet uczyli tańczyć. Trochę się wtedy jeszcze wstydziliśmy dziewczyn, ale potem się przydało!
Napisałem, że to już nie ten sam gmach. Jakby na potwierdzenie Jan Mokrzycki, wiceprezes Zjednoczenia Polskiego w Wielkiej Brytanii, napisał w dzisiejszym wydaniu londyńskiego "Dziennika Polskiego": "Mówi się, że nie ma osób niezastąpionych. W wypadku pana Prezydenta to twierdzenie nie jest prawdziwe - prezydenta Kaczorowskiego nikt, ani nic nie zastąpi".
Dziś jest też w gmachu POSK-u Ostatni Prezydent II Rzeczypospolitej. Nie w swoim gabinecie (z białostockim dyplomem na ścianie), ale w holu. Polska flaga z czernią, portrety L. Kaczyńskiego i R. Kaczorowskiego, księga. Kilkanaście minut temu przyjechał mer miejscowej dzielnicy Hammersmith-Fulham. Z łańcuchem na szyi, stremowany, też wpisał wyrazy współczucia. Przed wejściem do Ośrodka leżą kwiaty, wciąż dochodzą rodacy. I powtarzają się te sam pytania: Dlaczego tak się stało? Kto zawinił? Jeden z tytułów w "Dzienniku" brzmi: "Katyń po raz drugi". Jakaż pani głośno tłumaczy swe spiskowe podejrzenia.
Niedziela
Wczoraj w kościołach odbyły się żałobne msze, razem z Prezydentem zginął ks. prałat Bronisław Gostomski, duszpasterz londyńskiego środowiska Rodzin Katyńskich, proboszcz parafii św. Andrzeja Boboli. Podczas mszy harcerze - a było ich wielu - pochodzili kolejno i kładli czerwone róże na ołtarz. Łzawiły się oczy wiernych. Ryszard Kaczorowski był ostoją polskiego kościoła w Londynie, wraz z żoną Karoliną prowadzili między innymi zbiórki pieniężne, patronowali kolejnym rocznicom i uroczystościom.
Byłem wczoraj w domu Pana Prezydenta przy ulicy Aston. Też pozornie to samo miejsce, w Londynie, ale wewnątrz przepojone polskością i z mnogością akcentów białostockich. To tu dh Ryszard Kaczorowski przechowywał grudki ziemi ze Zwierzyńca, gdzie złożył swe przyrzeczenie harcerskie. Pozostał harcerzem do końca swych dni i godzin. Córka opowiedziała, że w piątek, na dzień przed odlotem do Katynia, poszedł pomodlić się przy grobie przyjaciela śp. Zdzisława Peszkowskiego, również Honorowego Obywatela Białegostoku. Pożegnanie było jak być powinni między druhami - Czuwaj! Wiele wskazuje na to, że szczątki doczesne Ryszarda Kaczorowskiego zostaną złożone właśnie w tej warszawskiej Świątyni Opatrzności. Powtarzałem w rozmowie z panią Karoliną, że Białystok czeka, że dzwonił prezydent Truskolaski, że tak bardzo byśmy pragnęli Usłyszałem, że jednak Warszawa i Świątynia Opatrzności. Do tego doszła dłuższa argumentacja, której nie śmiem przytaczać.
A w ogóle, to Prezydent bardzo chciał, by do Katynia poleciała z nim żona. Nie mogła, czuje się jeszcze nienajlepiej po przebytej operacji. Więc starsza córka, która często towarzyszyła Ojcu w jego wyjazdach. Tym razem na przeszkodzie stanęły przyczyny formalne, córka nie ma paszportu polskiego, a wyrabianie wizy do paszportu brytyjskiego trwa dużo dłużej. W takiej sytuacji z radością propozycję wspólnego lotu przyjął ks. B. Gostomski, spowiednik Prezydenta, oczywiście z harcerską przeszłością. Ponoć rano w sobotę zbierając się do jazdy na lotnisko warszawskie obaj śpiewali harcerskie piosenki. Dodam jeszcze, że zginął i starszy chorąży Artur Francuz, funkcjonariusz BOR, kierowca Prezydenta, często bawiący w Białymstoku.
W domu Prezydenta, na biurku leżał przygotowany już tekst przemówienia na 25 kwietnia, kiedy to na londyńskim cmentarzu Gunnersbury mają się odbyć uroczystości katyńskie. Co roku stawał tu prezydent Ryszard Kaczorowski, były sybirak i łagiernik, cudem niemal uratowany z niewoli NKWD.
Uczmy się tej biografii
Już po środowym obiedzie Prezydent niespodziewanie powiedział mi: - Kilka dni temu, wieczorem, naszło mnie nagle pytanie. Czy mógłbym sobie kiedykolwiek wyobrazić, że ja, chłopak z Białegostoku, mając 90 lat będę jeździł samochodem po Londynie?
Ale jakże bogate to były lata! Tylko krótko przypomnę kilka faktów.
Ryszard Kaczorowski urodził się 26 listopada 1919 roku, ledwie kilka miesięcy po wyzwoleniu miasta spod okupacji niemieckiej. Jego dzieciństwo przypadło na okres międzywojnia, na białostockim podwórku przy Mazowieckiej 7, w Szkole Powszechnej nr 11 (też Mazowiecka), we wspomnianej "handlówce". Tam poznawał życie, wcale nie jak z cukrowej waty, beztroskie. Ale miał wspaniałych rodziców, starszego brata Antoniego (wybrał karierę oficerską), siostrę. Razem z kolegami różnych nacji i wyznań nabywał cech, które zostały mu na zawsze: pogoda ducha, tolerancja, zaradność. Do tego doszło harcerstwo z wiarą w Polskę i Boga, wyrabiające poczucie służby. Zapamiętał Ryszard swoje spotkanie z weteranem powstania styczniowego i z Józefem Piłsudskim; obaj powtórzyli mu tą samą ideę - rośnij zdrowo chłopcze, będziesz potrzebny Polsce.
O tej potrzebie przekonał się Białostoczanin bardzo szybko, bo we wrześniu 1939 roku (w Pogotowiu Harcerskim), podczas okupacji sowieckiej (żołnierz Szarych Szeregów), w więzieniu (sto dni w celi śmierci) i w łagrach na Kołymie, w II Korpusie Polskim (Monte Cassino, Bolonia). Służbą było jego życie w Londynie i tu można wymienić kilkadziesiąt instytucji oraz stowarzyszeń. Na pierwszym miejscu pozostało jednak harcerstwo (naczelnik i komendant Związku Harcerstwa Polskiego poza granicami Kraju), ono zawiodło Ryszarda Kaczorowskiego do rządu (minister do spraw krajowych) i na godność Prezydenta RP na Uchodźstwie. To on przekazał 22 grudnia 1990 roku Lechowi Wałęsie insygnia władzy prezydenckiej. Pozostał jednak w służbie Polsce, reprezentował emigrację polityczną, ubogacał życie w Kraju, stał się wzorem cnót publicznych, częścią legendy II Rzeczypospolitej. Nie zapominał o swym kochanym Białymstoku. Niemal na pożegnanie powiedział mi, że przekaże do swego miasta zbiór książek harcerskich. I zaśmiał się: - Mam komplet wszystkich wydań "Kamieni rzucanych na szaniec", nawet tego stalinogrodzkiego (katowickiego).
Musimy
Musimy choć w części spłacić dług, jaki zaciągnęliśmy wobec Prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego. Jestem przekonany, że wkrótce powstanie dobrze przemyślany program upamiętnienia Wielkiego Białostoczanina w naszych mieście i województwie. Muszę i ja przygotować nowy tom, zebrać zdjęcia, a mam na to zgodę i zachętę Rodziny. Notabene, powinniśmy podtrzymać więź z tą wspaniałą Rodziną. W nekrologu podpisanym przez żonę Karolinę, córki Jagodę i Alę, wnuków czytamy: "W głębokim bólu żegnamy Cię Ryszardzie, najukochańszy Mężu, Tato i Dziadku. Będzie nam Ciebie brakowało, ale zawsze będziesz żył w naszych sercach, a Twoja troska i miłość do nas i do ludzi zawsze nas będzie wspierać w pustce i samotności życia, którą po sobie pozostawiłeś".
Po odejściu ofiar katastrofy jest żal, jakiego nie pamiętam. Jest pustka okrutna, są łzy, pytania i jest jednak nadzieja. Nadzieja, że z bólu zrodzą się wartości, o których myśleli Ci, co oddali swe życie. Łatwo wymieniać funkcje, medale (Prezydent Kaczorowski oprócz najwyższych polskich miał m.in. Wielki Krzyż Orderu Piano nadany przez Ojca Świętego Jana Pawła II oraz Wielki Krzyż Rycerski św. Michała i św. Jerzego nadany przez królową Elżbietę II), tytuły (był R. Kaczorowski obywatelem honorowym ponad 30 miasta polskich), konkretne dokonania. Trzeba jednak umieć odczytać rzetelnie przesłanie życia żegnanego Prezydenta: wielekroć wspominaną wolę służby, ponadczasowe wartości moralne, potrzebę przekazywania dobra innym przy zachowaniu skromności.
Żegnaj Prezydencie Ryszardzie Kaczorowski! Bądź z nami duchem, wspieraj. Powiedziałeś mi żebym czekał
- Niech pan zadzwoni w środę około dwudziestej, to umówimy się na czwartek i zamkniemy ten rozdział. Musi pan trochę poczekać.
- Tak, Panie Prezydencie, będę czekał
Londyn, popołudnie poniedziałkowe
Jestem w Bibliotece Polskiej w tym samym gmachu POSK-u. Czy na pewno tym samym? Gmach to mury, pomieszczenia, ale i - raczej nade wszystko - ludzie w nim przebywający. To Ryszard Kaczorowski był tu personą najważniejszą. Regularnie stawiał się w swym gabinecie, często zaszczycał swą obecnością uroczystości, koncerty, wizyty znakomitych gości. Umawiał się też w kawiarni na dole, lub w restauracji na górze, by pogawędzić, poznać opinie rozmówcy. Tamtej środy zjedliśmy lunch we trzech. Pełna godzina wspominek, ale i pytań, w tym o Białystok, wieści ze naszego miasta. Prezydent planował wkrótce kolejny przyjazd, miał zaproszenia, między innymi na zjazd koleżeński białostockich szkół handlowych. Był przecież absolwentem takiej szkoły, mieszczącej się przed wojną przy ulicy Fabrycznej. Powtarzał chętnie, jaka to była wspaniała placówka, jacy świetni nauczyciele (z jednym z nim spotkał się we wspomnianym więzieniu mińskim).
- Wie pan, w tej szkole to nas nawet uczyli tańczyć. Trochę się wtedy jeszcze wstydziliśmy dziewczyn, ale potem się przydało!
Napisałem, że to już nie ten sam gmach. Jakby na potwierdzenie Jan Mokrzycki, wiceprezes Zjednoczenia Polskiego w Wielkiej Brytanii, napisał w dzisiejszym wydaniu londyńskiego "Dziennika Polskiego": "Mówi się, że nie ma osób niezastąpionych. W wypadku pana Prezydenta to twierdzenie nie jest prawdziwe - prezydenta Kaczorowskiego nikt, ani nic nie zastąpi".
Dziś jest też w gmachu POSK-u Ostatni Prezydent II Rzeczypospolitej. Nie w swoim gabinecie (z białostockim dyplomem na ścianie), ale w holu. Polska flaga z czernią, portrety L. Kaczyńskiego i R. Kaczorowskiego, księga. Kilkanaście minut temu przyjechał mer miejscowej dzielnicy Hammersmith-Fulham. Z łańcuchem na szyi, stremowany, też wpisał wyrazy współczucia. Przed wejściem do Ośrodka leżą kwiaty, wciąż dochodzą rodacy. I powtarzają się te sam pytania: Dlaczego tak się stało? Kto zawinił? Jeden z tytułów w "Dzienniku" brzmi: "Katyń po raz drugi". Jakaż pani głośno tłumaczy swe spiskowe podejrzenia.
Niedziela
Wczoraj w kościołach odbyły się żałobne msze, razem z Prezydentem zginął ks. prałat Bronisław Gostomski, duszpasterz londyńskiego środowiska Rodzin Katyńskich, proboszcz parafii św. Andrzeja Boboli. Podczas mszy harcerze - a było ich wielu - pochodzili kolejno i kładli czerwone róże na ołtarz. Łzawiły się oczy wiernych. Ryszard Kaczorowski był ostoją polskiego kościoła w Londynie, wraz z żoną Karoliną prowadzili między innymi zbiórki pieniężne, patronowali kolejnym rocznicom i uroczystościom.
Byłem wczoraj w domu Pana Prezydenta przy ulicy Aston. Też pozornie to samo miejsce, w Londynie, ale wewnątrz przepojone polskością i z mnogością akcentów białostockich. To tu dh Ryszard Kaczorowski przechowywał grudki ziemi ze Zwierzyńca, gdzie złożył swe przyrzeczenie harcerskie. Pozostał harcerzem do końca swych dni i godzin. Córka opowiedziała, że w piątek, na dzień przed odlotem do Katynia, poszedł pomodlić się przy grobie przyjaciela śp. Zdzisława Peszkowskiego, również Honorowego Obywatela Białegostoku. Pożegnanie było jak być powinni między druhami - Czuwaj! Wiele wskazuje na to, że szczątki doczesne Ryszarda Kaczorowskiego zostaną złożone właśnie w tej warszawskiej Świątyni Opatrzności. Powtarzałem w rozmowie z panią Karoliną, że Białystok czeka, że dzwonił prezydent Truskolaski, że tak bardzo byśmy pragnęli Usłyszałem, że jednak Warszawa i Świątynia Opatrzności. Do tego doszła dłuższa argumentacja, której nie śmiem przytaczać.
A w ogóle, to Prezydent bardzo chciał, by do Katynia poleciała z nim żona. Nie mogła, czuje się jeszcze nienajlepiej po przebytej operacji. Więc starsza córka, która często towarzyszyła Ojcu w jego wyjazdach. Tym razem na przeszkodzie stanęły przyczyny formalne, córka nie ma paszportu polskiego, a wyrabianie wizy do paszportu brytyjskiego trwa dużo dłużej. W takiej sytuacji z radością propozycję wspólnego lotu przyjął ks. B. Gostomski, spowiednik Prezydenta, oczywiście z harcerską przeszłością. Ponoć rano w sobotę zbierając się do jazdy na lotnisko warszawskie obaj śpiewali harcerskie piosenki. Dodam jeszcze, że zginął i starszy chorąży Artur Francuz, funkcjonariusz BOR, kierowca Prezydenta, często bawiący w Białymstoku.
W domu Prezydenta, na biurku leżał przygotowany już tekst przemówienia na 25 kwietnia, kiedy to na londyńskim cmentarzu Gunnersbury mają się odbyć uroczystości katyńskie. Co roku stawał tu prezydent Ryszard Kaczorowski, były sybirak i łagiernik, cudem niemal uratowany z niewoli NKWD.
Uczmy się tej biografii
Już po środowym obiedzie Prezydent niespodziewanie powiedział mi: - Kilka dni temu, wieczorem, naszło mnie nagle pytanie. Czy mógłbym sobie kiedykolwiek wyobrazić, że ja, chłopak z Białegostoku, mając 90 lat będę jeździł samochodem po Londynie?
Ale jakże bogate to były lata! Tylko krótko przypomnę kilka faktów.
Ryszard Kaczorowski urodził się 26 listopada 1919 roku, ledwie kilka miesięcy po wyzwoleniu miasta spod okupacji niemieckiej. Jego dzieciństwo przypadło na okres międzywojnia, na białostockim podwórku przy Mazowieckiej 7, w Szkole Powszechnej nr 11 (też Mazowiecka), we wspomnianej "handlówce". Tam poznawał życie, wcale nie jak z cukrowej waty, beztroskie. Ale miał wspaniałych rodziców, starszego brata Antoniego (wybrał karierę oficerską), siostrę. Razem z kolegami różnych nacji i wyznań nabywał cech, które zostały mu na zawsze: pogoda ducha, tolerancja, zaradność. Do tego doszło harcerstwo z wiarą w Polskę i Boga, wyrabiające poczucie służby. Zapamiętał Ryszard swoje spotkanie z weteranem powstania styczniowego i z Józefem Piłsudskim; obaj powtórzyli mu tą samą ideę - rośnij zdrowo chłopcze, będziesz potrzebny Polsce.
Musimy choć w części spłacić dług, jaki zaciągnęliśmy wobec Prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego. Jestem przekonany, że wkrótce powstanie dobrze przemyślany program upamiętnienia Wielkiego Białostoczanina w naszych mieście i województwie. Muszę i ja przygotować nowy tom, zebrać zdjęcia, a mam na to zgodę i zachętę Rodziny. Notabene, powinniśmy podtrzymać więź z tą wspaniałą Rodziną. W nekrologu podpisanym przez żonę Karolinę, córki Jagodę i Alę, wnuków czytamy: "W głębokim bólu żegnamy Cię Ryszardzie, najukochańszy Mężu, Tato i Dziadku. Będzie nam Ciebie brakowało, ale zawsze będziesz żył w naszych sercach, a Twoja troska i miłość do nas i do ludzi zawsze nas będzie wspierać w pustce i samotności życia, którą po sobie pozostawiłeś".
Po odejściu ofiar katastrofy jest żal, jakiego nie pamiętam. Jest pustka okrutna, są łzy, pytania i jest jednak nadzieja. Nadzieja, że z bólu zrodzą się wartości, o których myśleli Ci, co oddali swe życie. Łatwo wymieniać funkcje, medale (Prezydent Kaczorowski oprócz najwyższych polskich miał m.in. Wielki Krzyż Orderu Piano nadany przez Ojca Świętego Jana Pawła II oraz Wielki Krzyż Rycerski św. Michała i św. Jerzego nadany przez królową Elżbietę II), tytuły (był R. Kaczorowski obywatelem honorowym ponad 30 miasta polskich), konkretne dokonania. Trzeba jednak umieć odczytać rzetelnie przesłanie życia żegnanego Prezydenta: wielekroć wspominaną wolę służby, ponadczasowe wartości moralne, potrzebę przekazywania dobra innym przy zachowaniu skromności.
Żegnaj Prezydencie Ryszardzie Kaczorowski! Bądź z nami duchem, wspieraj. Powiedziałeś mi żebym czekał
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
41 głosów





