Kaczorowski: dżentelmen, człowiek szlachetny
13.04.2010
, aktualizacja: 14.04.2010 09:34
Miałem zaszczyt poznania prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego. Zaprosił mnie kilka lat temu na śniadanie do hotelu Cristal, gdzie nocował podczas swojego pobytu w Białymstoku. To nie była rozmowa poświęcona jakiemuś konkretnemu tematowi, rozmawialiśmy o różnych rzeczach, wymienialiśmy poglądy.
ZOBACZ TAKŻE
- Prezydent na uchodźstwie (16-04-10, 12:00)
- Żegnaj Prezydencie Kaczorowski. Będę czekał (12-04-10, 19:00)
- Ryszard Kaczorowski (26.11.1919 - 10.04.2010) (07-04-11, 18:41)
- Ostatnia droga Ryszarda Kaczorowskiego (20-04-10, 01:00)
- Ostatnia droga prezydenta Kaczorowskiego (19-04-10, 18:26)
- Ryszard Kaczorowski, ostatni prezydent RP na uchodźstwie - wspomnienie (10-04-10, 11:35)
SERWISY
Miałem zaszczyt poznania prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego. Zaprosił mnie kilka lat temu na śniadanie do hotelu Cristal, gdzie nocował podczas swojego pobytu w Białymstoku. To nie była rozmowa poświęcona jakiemuś konkretnemu tematowi, rozmawialiśmy o różnych rzeczach, wymienialiśmy poglądy.
Kiedy prezydent szedł, od razu było wiadomo, że idzie KTOŚ. Nawet gdy osoby z boku nie wiedziały, kim jest ów starszy pan, wszyscy czuli, że jest to niezwyczajny człowiek, elegancki starszy dżentelmen. Wszystkie głowy osób siedzących w restauracji się odwracały. Swoją postawą od razu wymuszał szacunek. To, w jaki sposób rozmawiał, jak siadał do stołu. A jednocześnie nie był napuszony, nigdy się nie "nosił".
Spotkałem na swojej drodze jeszcze tylko dwie takie osoby, z których - jak z prezydenta Kaczorowskiego - od razu biła przedwojenna klasa i elegancja: księżnę Czetwertyńską z domu Wielopolską, która nawet gdyby nałożyła worek, nadal emanowałaby szlachetną książęcością; oraz wdowę Raganowiczową, żonę Mariana Raganowicza, dowódcy 33. Pułku Piechoty, który zginął w Katyniu. Odwiedzała moją mamę, gdy jeszcze mieszkałem w Łomży.
Prezydent Kaczorowski to z punktu widzenia dziennikarza radiowego wymarzony rozmówca. Mówił prostymi krótkimi zdaniami. Zawsze treściwie, zawsze precyzyjnie, zawsze a propos, bez zbędnych słów. Od razu można było nagrywać i puszczać na antenę, bez żadnych cięć. To się bardzo rzadko zdarza. Pamiętam też jego żonę - bardzo uroczą, łagodną, mądrą kobietę. Przypominała mi moją mamę.
Media co i rusz informują o słowach współczucia płynących z całego świata do Polski. Chciałbym dodać, że to odbywa się nie tylko na poziomie oficjalnym, ale też koleżeńskim. Wczoraj dostałem maila od swojego przyjaciela z Kanady, Dona Mowatta, z którym długi czas współpracowałem, gdy mieszkałem w Kanadzie. Do czasu przejścia na emeryturę Don był jednym z najważniejszych dokumentalistów radiowych CBC. W Warszawie był w połowie lat 90. na konkursie chopinowskim, zrobił bardzo dużą dokumentację o konkursie i Chopinie. Zakochał się wtedy w jego muzyce i w całej Polsce. Chopin i Polacy zlali mu się w jedno, twierdził, że Polacy są romantycznymi wariatami. W Kanadzie też działał w Towarzystwie Chopinowskim.
Zaraz po katastrofie pod Smoleńskiem Mowatt napisał do mnie maila, że właśnie dowiedział się o tragedii. Pytał o to, czy na pokładzie nie znajdowali się moi bliscy znajomi, prosił o przyjęcie wyrazów ubolewania. I zawiadamiał, że w Vancouver zaprosił właśnie słuchaczy na pospiesznie zorganizowany koncert chopinowski poświęcony pamięci tragicznie zmarłych. Piękny gest człowieka, który mieszka na drugim kontynencie.
Księga kondolencyjna
Kiedy prezydent szedł, od razu było wiadomo, że idzie KTOŚ. Nawet gdy osoby z boku nie wiedziały, kim jest ów starszy pan, wszyscy czuli, że jest to niezwyczajny człowiek, elegancki starszy dżentelmen. Wszystkie głowy osób siedzących w restauracji się odwracały. Swoją postawą od razu wymuszał szacunek. To, w jaki sposób rozmawiał, jak siadał do stołu. A jednocześnie nie był napuszony, nigdy się nie "nosił".
Spotkałem na swojej drodze jeszcze tylko dwie takie osoby, z których - jak z prezydenta Kaczorowskiego - od razu biła przedwojenna klasa i elegancja: księżnę Czetwertyńską z domu Wielopolską, która nawet gdyby nałożyła worek, nadal emanowałaby szlachetną książęcością; oraz wdowę Raganowiczową, żonę Mariana Raganowicza, dowódcy 33. Pułku Piechoty, który zginął w Katyniu. Odwiedzała moją mamę, gdy jeszcze mieszkałem w Łomży.
Prezydent Kaczorowski to z punktu widzenia dziennikarza radiowego wymarzony rozmówca. Mówił prostymi krótkimi zdaniami. Zawsze treściwie, zawsze precyzyjnie, zawsze a propos, bez zbędnych słów. Od razu można było nagrywać i puszczać na antenę, bez żadnych cięć. To się bardzo rzadko zdarza. Pamiętam też jego żonę - bardzo uroczą, łagodną, mądrą kobietę. Przypominała mi moją mamę.
Media co i rusz informują o słowach współczucia płynących z całego świata do Polski. Chciałbym dodać, że to odbywa się nie tylko na poziomie oficjalnym, ale też koleżeńskim. Wczoraj dostałem maila od swojego przyjaciela z Kanady, Dona Mowatta, z którym długi czas współpracowałem, gdy mieszkałem w Kanadzie. Do czasu przejścia na emeryturę Don był jednym z najważniejszych dokumentalistów radiowych CBC. W Warszawie był w połowie lat 90. na konkursie chopinowskim, zrobił bardzo dużą dokumentację o konkursie i Chopinie. Zakochał się wtedy w jego muzyce i w całej Polsce. Chopin i Polacy zlali mu się w jedno, twierdził, że Polacy są romantycznymi wariatami. W Kanadzie też działał w Towarzystwie Chopinowskim.
Zaraz po katastrofie pod Smoleńskiem Mowatt napisał do mnie maila, że właśnie dowiedział się o tragedii. Pytał o to, czy na pokładzie nie znajdowali się moi bliscy znajomi, prosił o przyjęcie wyrazów ubolewania. I zawiadamiał, że w Vancouver zaprosił właśnie słuchaczy na pospiesznie zorganizowany koncert chopinowski poświęcony pamięci tragicznie zmarłych. Piękny gest człowieka, który mieszka na drugim kontynencie.
Księga kondolencyjna
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy




