Kaczorowski: dżentelmen, człowiek szlachetny

Tomasz Piotrowski, długoletni dziennikarz Radia Białystok i Radia Wolna Europa, obecnie pracownik IPN
13.04.2010 , aktualizacja: 14.04.2010 09:34
A A A Drukuj
Miałem zaszczyt poznania prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego. Zaprosił mnie kilka lat temu na śniadanie do hotelu Cristal, gdzie nocował podczas swojego pobytu w Białymstoku. To nie była rozmowa poświęcona jakiemuś konkretnemu tematowi, rozmawialiśmy o różnych rzeczach, wymienialiśmy poglądy.
Prezydent Ryszard Kaczorowski
Fot. Sebastian Rzepiel / AG
Prezydent Ryszard Kaczorowski
Miałem zaszczyt poznania prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego. Zaprosił mnie kilka lat temu na śniadanie do hotelu Cristal, gdzie nocował podczas swojego pobytu w Białymstoku. To nie była rozmowa poświęcona jakiemuś konkretnemu tematowi, rozmawialiśmy o różnych rzeczach, wymienialiśmy poglądy.

Kiedy prezydent szedł, od razu było wiadomo, że idzie KTOŚ. Nawet gdy osoby z boku nie wiedziały, kim jest ów starszy pan, wszyscy czuli, że jest to niezwyczajny człowiek, elegancki starszy dżentelmen. Wszystkie głowy osób siedzących w restauracji się odwracały. Swoją postawą od razu wymuszał szacunek. To, w jaki sposób rozmawiał, jak siadał do stołu. A jednocześnie nie był napuszony, nigdy się nie "nosił".

Spotkałem na swojej drodze jeszcze tylko dwie takie osoby, z których - jak z prezydenta Kaczorowskiego - od razu biła przedwojenna klasa i elegancja: księżnę Czetwertyńską z domu Wielopolską, która nawet gdyby nałożyła worek, nadal emanowałaby szlachetną książęcością; oraz wdowę Raganowiczową, żonę Mariana Raganowicza, dowódcy 33. Pułku Piechoty, który zginął w Katyniu. Odwiedzała moją mamę, gdy jeszcze mieszkałem w Łomży.

Prezydent Kaczorowski to z punktu widzenia dziennikarza radiowego wymarzony rozmówca. Mówił prostymi krótkimi zdaniami. Zawsze treściwie, zawsze precyzyjnie, zawsze a propos, bez zbędnych słów. Od razu można było nagrywać i puszczać na antenę, bez żadnych cięć. To się bardzo rzadko zdarza. Pamiętam też jego żonę - bardzo uroczą, łagodną, mądrą kobietę. Przypominała mi moją mamę.

Media co i rusz informują o słowach współczucia płynących z całego świata do Polski. Chciałbym dodać, że to odbywa się nie tylko na poziomie oficjalnym, ale też koleżeńskim. Wczoraj dostałem maila od swojego przyjaciela z Kanady, Dona Mowatta, z którym długi czas współpracowałem, gdy mieszkałem w Kanadzie. Do czasu przejścia na emeryturę Don był jednym z najważniejszych dokumentalistów radiowych CBC. W Warszawie był w połowie lat 90. na konkursie chopinowskim, zrobił bardzo dużą dokumentację o konkursie i Chopinie. Zakochał się wtedy w jego muzyce i w całej Polsce. Chopin i Polacy zlali mu się w jedno, twierdził, że Polacy są romantycznymi wariatami. W Kanadzie też działał w Towarzystwie Chopinowskim.

Zaraz po katastrofie pod Smoleńskiem Mowatt napisał do mnie maila, że właśnie dowiedział się o tragedii. Pytał o to, czy na pokładzie nie znajdowali się moi bliscy znajomi, prosił o przyjęcie wyrazów ubolewania. I zawiadamiał, że w Vancouver zaprosił właśnie słuchaczy na pospiesznie zorganizowany koncert chopinowski poświęcony pamięci tragicznie zmarłych. Piękny gest człowieka, który mieszka na drugim kontynencie.

Księga kondolencyjna

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy