Diament wśród polskiej elity

not. Monika Żmijewska
15.04.2010 , aktualizacja: 15.04.2010 19:21
A A A Drukuj
Ryszard Kaczorowski i Lech Rutkowski. Białystok Ryszard Kaczorowski i Lech Rutkowski. Białystok
Ciągle żył swoim Białymstokiem. Polską. Ilekroć tu przyjeżdżał, jego żona, pani Karolina zawsze mówiła mi: "Czy pan wie, że gdy Ryszard wraca do Londynu, od razu słabnie? Siły witalne go opuszczają. A jak przyjeżdża do Polski, do Białegostoku, to od razu je odzyskuje - prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego wspomina Lech Rutkowski, były prezydent Białegostoku
Pana prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego poznałem w grudniu 1990 roku, gdy przyjechał do Polski, aby przekazać insygnia władzy prezydenckiej Lechowi Wałęsie. Pojechałem na lotnisko do Warszawy, by przywitać go jako prezydent jego rodzinnego miasta. Pomyślałem, że to dobry pomysł. Sam nie wiem dlaczego.... Miałem takie wyczucie chwili. Pan prezydent Kaczorowski bardzo był zaskoczony, bardzo go mój przyjazd ujął, dosłownie łzy stanęły mu w oczach.

- Nie spodziewałem się prezydenta mojego Białegostoku - powiedział.

Od tego momentu, przez kolejne lata, widywaliśmy się bardzo często i to nie tylko podczas bardzo oficjalnych okazji, takich jak otrzymanie tytułu Honorowego Obywatela Białegostoku, doktora honoris causa Uniwersytetu w Białymstoku czy Akademii Medycznej. To były też sytuacje bardzo prywatne, bywał u mnie w domu, kilka razy nawet nocował. Śmiem powiedzieć, że zostaliśmy przyjaciółmi. W pewnym sensie wybrał mnie na swojego przyjaciela, choć zawsze byliśmy "na pan". Ja do niego z szacunkiem mówiłem "panie prezydencie", a on do mnie: "panie Lechu", albo też "panie prezydencie". Na tyle związał się ze mną, że w kolejnych latach namawiał mnie do kolejnych wyborów, udzielał mi swoich rekomendacji. Jeżeli jakimś trafem się zdarzało, że nie było mnie, gdy przyjeżdżał do Białegostoku, zawsze na wstępie było pytanie: - Gdzie jest mój Lech, mój prezydent? Gdy zdarzyło się, że nie odebrałem jego telefonu, to zaraz dzwonili współpracownicy z pytaniem, dlaczego nie odbieram, co się stało. Musiałem - i bardzo chciałem - mu towarzyszyć. Być na każde wezwanie. No i się stawiałem.

Bardzo tęsknił do swojego przedwojennego Białegostoku. Odwiedzaliśmy razem jego miejsca rodzinne, tropiliśmy ślady - gdzie stał jego dom, gdzie chodził z kolegami, gdzie się uczył... Pamiętam, że podczas jednego z jego pierwszych przyjazdów, nocą dosłownie robiliśmy zdjęcia drzew, które zostały na miejscu jego rodzinnej posesji, bo dom już się nie zachował. A nocą dlatego, że się bardzo spieszyliśmy, nie wyrobił się ze wszystkim sprawami podczas tamtej wizyty. Z takim pietyzmem dotykał orzecha włoskiego, akacji, dębu... Odwiedzaliśmy cmentarz farny, gdzie niedaleko ostatniej bramy leżą jego rodzice. Razem szukaliśmy grobu babci, który za każdym razem albo się pojawiał, albo znikał, ciągle mieliśmy problemy z dotarciem do niego. Dawno temu pan prezydent poprosił mnie nawet bym znalazł dobrego kamieniarza, który mógłby odnowić pomnik.

Ciągle żył swoim Białymstokiem. Polską. Ilekroć tu przyjeżdżał, jego żona, pani Karolina zawsze mówiła do mnie: "Czy pan wie, że gdy Ryszard wraca do Londynu, od razu słabnie? Siły witalne go opuszczają, to od razu po nim widać. A jak przyjeżdża do Polski, do Białegostoku, to siły od razu odzyskuje.

Bardzo często rozmawialiśmy o naszym mieście. On mi opowiadał o przedwojennych czasach, ja mu o powojennych. W końcu nie było go tu pół wieku.

Miał olbrzymią awersję do terenów wschodnich. Wiele razy proponowałem mu podróż na Wschód - chodziło o wyjazd na tereny Ukrainy, Białorusi. Nigdy nie chciał. Zawsze mówił: "Ja już tam byłem, zapamiętam to na zawsze. Wystarczy". W Katyniu był już raz, teraz to była druga wizyta. I ostatnia.

Często opowiadał mi o tych najgorszych dla niego czasach - gdy siedział w celi śmierci, gdy zesłano go na Kołymę i pracował w kopalni złota. Wspominał zawsze, jak okropne były sytuacje, gdy wydobywającym złoto płukano żołądek - niby że mogli coś ukraść. Potem amnestia, armia Andersa, z którą przeszedł szlak bojowy... To były niewiarygodne wspomnienia, prezydent swoim życiorysem mógłby obdzielić kilka innych osób. Setki przegadanych godzin, nasłuchałem się tych opowieści.

Na pozór prezydent Kaczorowski był bardzo miłym, uprzejmym człowiekiem. Ale też bardzo zasadniczym. Niezwykle punktualnym. Dystyngowanym. Swoją postawą wywoływał ogromny szacunek, był człowiekiem z zasadami, wymagającym.

Mimo że łączyły nas bardzo przyjacielskie więzy, mimo że parę razy nocował u mnie, nigdy nie pokazał się w bieliźnie, zawsze był bardzo elegancki. Uczestniczył w moim życiu rodzinnym, pamiętam jego noclegi u nas - co zresztą na początku było dość skomplikowane - bo to przecież prezydent, bo ochrona rządu... Ale prezydent chciał i nocował. Daliśmy radę. Gdzieś zachowało się zdjęcie, gdy bierze na ręce mojego niespełna rocznego wnuka. A dziś to już duże chłopisko.

Ja mam dość duże poczucie humoru, czasem zdarzało mi się zażartować rubasznie, choć się pilnowałem. Pani Karolina wtedy się krzywiła, mi robiło się głupio, a pan prezydent wtedy mówił: "Linka, nie przejmuj się, to były dawne czasy....".

Wielokrotnie zapraszał mnie do siebie. Ale tak się złożyło, że nigdy do niego nie dojechałem. O co zresztą prezydent miał do mnie ogromny żal. Byłem w Glasgow, Edynburgu, bywałem we Włoszech, Izraelu... Nigdy nie lubiłem tych podróży. Wpychano mnie do samolotu i musiałem lecieć, z racji stanowiska. Jednak do Londynu, do prezydenta Kaczorowskiego jakoś nie doleciałem, czego żałuję.

Kiedy to wszystko się zdarzyło, kiedy dowiedziałem się z doniesień telewizyjnych o całej tragedii, zadzwoniliśmy do pani Karoliny. A ona nie mogła uwierzyć. Cały czas powtarzała: "Przecież przy nim był Artur [Artur Francuz, funkcjonariusz Biura Ochrony Rządu, adiutant prezydenta Kaczorowskiego, przydzielony mu do pomocy - red.], on wszystkiego przypilnuje. Przecież tam był Artur".

No i co można było na to odpowiedzieć?

Rzeczywiście Artur towarzyszył prezydentowi bezustannie, był jak jego cień, w tym samolocie też byli razem. Wiele razy, gdy prezydent przyjeżdżał do Białegostoku, to właśnie z Arturem uzgadnialiśmy wiele szczegółów.

Pamiętam, że kiedy prezydent nocował w hotelu w Białymstoku, uwielbiał przesiadywać w hotelowej restauracji do późna - do godz. 23, 24 w nocy i długo rozmawiać. Ja już nawet tej późnej pory nie wytrzymywałem, a prezydent rozkwitał przy takich rozmowach. I tak siedzieliśmy przy lampce wina. A Artur z nami. Nie mógł wypić nawet kropli przy prezydencie, on był cały czas w pracy. I dopiero gdy prezydent szedł spać, Artur mógł wychylić lampkę.

Trudno mi się z tym wszystkim pogodzić. Jeszcze kilka dni temu gdy rozmawialiśmy przez telefon, umawialiśmy się z prezydentem Kaczorowskim na spotkanie, gdy wróci z Katynia. Miałem jechać w poniedziałek, 12 kwietnia, do Warszawy, na spotkanie z nim, mieliśmy podzielić się wielkanocnym jajem. I rzeczywiście jadę na spotkanie z nim, tyle że okoliczności już są zupełnie inne... wczoraj, z delegacją białostocką, byliśmy na lotnisku, by przywitać trumnę z ciałem prezydenta, a potem odprowadzimy go do Belwederu... Niezbadane są wyroki boskie. Pewien ksiądz mi kiedyś powiedział, że gdy Bóg słyszy, co ludzie na ziemi mówią o swoich planach, to się tylko uśmiecha....

Czy pani wie, że prezydent Kaczorowski nie przyjął obywatelstwa brytyjskiego? Z tego co wiem, proponowano mu kiedyś tytuł szlachecki, tytuł sir. Prezydent odmówił, bo musiałby przyjąć obywatelstwo brytyjskie, by taki tytuł otrzymać. A on twierdził, że ma tylko jedno obywatelstwo - polskie. I ono jest dla niego najważniejsze. To było niesamowite. Większość ludzi zrobiłoby wiele, by takie obywatelstwo otrzymać, a on z niego dobrowolnie rezygnował.

To był diament wśród polskiej elity. Punkt odniesienia. Niezwykły patriota.

Miał nieprawdopodobną krzepę i witalność, wszyscy, którzy go widzieli, choćby w ostatnim czasie, nie mogli wyjść ze zdumienia, że prezydent ma już 90 lat. Ja, tyle od niego młodszy, nie nadążałem za nim... Ile to razy stoimy w hotelu. Czekamy na windę. A on po schodach. Zawsze.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów