Uosabiał Majestat Rzeczypospolitej
16.04.2010
, aktualizacja: 16.04.2010 19:39
Szczególnie wspominam Jego wystąpienie 17 września 2009 r. obok kina "Ton", podczas otwarcia wystawy IPN poświęconej 70. rocznicy napaści Sowietów na naszą Ojczyznę, kiedy mimo zmęczenia donośnym głosem, mocnymi żołnierskimi słowami upominał się o prawdę o zbrodni ludobójstwa w Katyniu
ZOBACZ TAKŻE
- Ryszard Kaczorowski (26.11.1919 - 10.04.2010) (07-04-11, 18:41)
- Ryszard Kaczorowski, ostatni prezydent RP na uchodźstwie - wspomnienie (10-04-10, 11:35)
SERWISY
Pana Prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego i Jego Małżonkę Panią Karolinę miałem zaszczyt poznać osobiście jakieś 15 lat temu na Wydziale Humanistycznym ówczesnej Filii Uniwersytetu Warszawskiego w Białymstoku. W gmachu nomen omen byłego KW PZPR wraz z kilkoma kolegami historykami rozmawialiśmy o dwóch sprawach: o przedwojennym ukochanym mieście rodzinnym, które Pan Prezydent wspominał, wprost zasypując nas informacjami i zabawnymi dykteryjkami, a także o współczesnym Białymstoku, a dokładniej o potrzebie budowy samodzielnego uniwersytetu. Z tamtego pierwszego spotkania pozostało mi do dzisiaj zdjęcie. To, co uderzyło mnie wówczas najbardziej i odczuwalne było przy każdym następnym spotkaniu, to niezwykle ciepłe, a jednocześnie jakże bystre spojrzenie, wyprostowana sylwetka i cała postać uosabiająca Majestat Rzeczypospolitej. Potem, kiedy przystąpiłem do budowy Oddziału Instytutu Pamięci Narodowej, tych spotkań było więcej i Pan Prezydent w towarzystwie Małżonki gościł częściej w siedzibie Oddziału. Sprawował też honorowy patronat nad naszymi wystawami: "Sybiracy. Deportacje obywateli polskich w głąb ZSRR (1939-1941)" i "Rdzawe druty od Ojczyzny dzielą nas... Internowani w latach 1944-1947". Tę drugą, wyeksponowaną w wagonie towarowym na dworcu kolejowym otwierał z wyraźnym wzruszeniem. Cieszył się wtedy bardzo, że powstaje środowisko młodych naukowców podejmujących trudną problematykę badania prawdziwych dziejów Polski północno-wschodniej. Kiedy parę lat temu poinformowałem Pana Prezydenta, że chciałbym zbudować przy białostockim Oddziale IPN "Exodus. Centrum naukowo-edukacyjne deportacji, repatriacji i migracji", otrzymałem niezwykle serdeczny list poparcia wraz ze złożoną obietnicą promowania tej inicjatywy i - jak zawsze w wypadku Pana Prezydenta - dotrzymaną. Dzisiaj szczególnie wspominam Jego wystąpienie 17 września 2009 r. na schodach obok kina "Ton", podczas otwarcia wystawy IPN poświęconej 70. rocznicy napaści Sowietów na naszą Ojczyznę, kiedy to - mimo zmęczenia - donośnym głosem i mocnymi żołnierskimi słowami upominał się o prawdę o zbrodni ludobójstwa w Katyniu.
W mojej pamięci pozostanie także jeszcze jedno spotkanie z Panem Prezydentem, które zorganizowaliśmy w gronie członków Polskiego Towarzystwa Historycznego, z udziałem ówczesnego włodarza naszego miasta pana Ryszarda Tura, Lecha Rutkowskiego, Waldka Pawłowskiego i wielu przyjaciół w listopadzie 2004 r., w 85. rocznicę Jego urodzin. Otrzymał wówczas od nas dedykowany Mu egzemplarz "Biuletynu Historii Pogranicza", a ówczesny prezes naszego "Polmosu" przekazał piękną, oprawną w skórę, kryształową karafkę "Żubrówki"... Spotkanie stało się okazją do całej serii najróżniejszych, często przezabawnych wspomnień Pary Prezydenckiej. W tej atmosferze, dzięki protekcji Pani Prezydentowej, udało mi się namówić Pana Prezydenta, nie bez początkowych oporów z Jego strony, na wspomnienia już nie z okresu "pierwszego Sowieta", Sybiru czy służby u gen. Andersa, ale z powojennego, w Londynie. Jak sam mówił - nie była to sielanka, ale lata wypełnione codzienną wręcz harówką księgowego w przedsiębiorstwach brytyjskich i pracą Małżonki jako nauczycielki. Nie mówił wtedy o tym - ale przecież wiedzieliśmy, że równolegle znajdował czas na pracę społeczną w harcerstwie, w rządzie emigracyjnym. Z kolei Pani Karolina Kaczorowska z niezwykłym ciepłem podkreślała osobistą pomoc i opiekę Męża nad Jej matką w Londynie. Te serdeczne rozmowy zdawały się nie mieć końca. Pozostały po nich wspomnienia i jakiś żal, że czas tak szybko upłynął i że trzeba się jednak rozstać, pożegnać. Trudno mi będzie pogodzić się z faktem, że już nigdy nie spotkam tego wspaniałego Człowieka...
W mojej pamięci pozostanie także jeszcze jedno spotkanie z Panem Prezydentem, które zorganizowaliśmy w gronie członków Polskiego Towarzystwa Historycznego, z udziałem ówczesnego włodarza naszego miasta pana Ryszarda Tura, Lecha Rutkowskiego, Waldka Pawłowskiego i wielu przyjaciół w listopadzie 2004 r., w 85. rocznicę Jego urodzin. Otrzymał wówczas od nas dedykowany Mu egzemplarz "Biuletynu Historii Pogranicza", a ówczesny prezes naszego "Polmosu" przekazał piękną, oprawną w skórę, kryształową karafkę "Żubrówki"... Spotkanie stało się okazją do całej serii najróżniejszych, często przezabawnych wspomnień Pary Prezydenckiej. W tej atmosferze, dzięki protekcji Pani Prezydentowej, udało mi się namówić Pana Prezydenta, nie bez początkowych oporów z Jego strony, na wspomnienia już nie z okresu "pierwszego Sowieta", Sybiru czy służby u gen. Andersa, ale z powojennego, w Londynie. Jak sam mówił - nie była to sielanka, ale lata wypełnione codzienną wręcz harówką księgowego w przedsiębiorstwach brytyjskich i pracą Małżonki jako nauczycielki. Nie mówił wtedy o tym - ale przecież wiedzieliśmy, że równolegle znajdował czas na pracę społeczną w harcerstwie, w rządzie emigracyjnym. Z kolei Pani Karolina Kaczorowska z niezwykłym ciepłem podkreślała osobistą pomoc i opiekę Męża nad Jej matką w Londynie. Te serdeczne rozmowy zdawały się nie mieć końca. Pozostały po nich wspomnienia i jakiś żal, że czas tak szybko upłynął i że trzeba się jednak rozstać, pożegnać. Trudno mi będzie pogodzić się z faktem, że już nigdy nie spotkam tego wspaniałego Człowieka...
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
5 głosów




więcej zdjęć