Białystok. Witaj w domu Justynko
17.04.2010
, aktualizacja: 17.04.2010 21:41
Żonkilami przywitali białostoczanie kondukt żałobny z trumną Justyny Moniuszko, stewardesy, która zginęła w katastrofie pod Smoleńskiem. Rzucali kwiaty pod koła karawanu. Kwiaty tak słoneczne, jak uśmiech tej dziewczyny.
ZOBACZ TAKŻE
- Pogrzeby Krzysztofa Putry i Justyny Moniuszko we wtorek (15-04-10, 10:59)
- Białystok: katastrofa smoleńska. To już dwa lata temu (10-04-12, 08:35)
- Po katastrofie. Nie ma ich już wśród nas (19-04-10, 19:56)
- Zginęła stewardessa - białostoczanka Justyna Moniuszko (10-04-10, 20:04)
GALERIA ZDJĘĆ
- Białystok. Uroczystości pogrzebowe Justyny Moniuszko (17-04-10, 19:27)
SERWISY
Kondukt wyjechał spod hali warszawskiego Torwaru w sobotę o godz. 16.50. Do Marek pilotowała go stołeczna policja, dalej kolumnę złożoną z czterech busów przejęły dwa oznakowane radiowozy podlaskiej policji.
Justyna Moniuszko mogłaby się poczuć jak w domu już na wysokości Jeżewa. Tam kondukt przywitał krążący w powietrzu samolot Białostockiego Aeroklubu. Antonow, dobrze znany Justynie. To z niego kursanci wyskakują ze spadochronem, szybując wśród chmur. A Justynka wykonała ponad 250 takich skoków. Kochała skoki spadochronowe, zdobyła uprawnienia pilota szybowcowego, pracowała jako stewardesa, kończąc studia na Wydziale Mechanicznym, Energetyki i Lotnictwa Politechniki Warszawskiej. W lipcu skończyłaby 25 lat.
AN-2 towarzyszył konduktowi w drodze do Białegostoku. Podobnie jak pięć policyjnych motocykli jadących w szyku w kształcie litery V - trzy w kolumnie, dwa równolegle z przodu. O godz. 18.50 dotarli do miasta i przejechali al. Jana Pawła II, al. Solidarności, al. Piłsudskiego, ul. Sienkiewicza i Wasilkowską. Wzdłuż trasy przejazdu ludzie ustawiali się już godzinę wcześniej. I czekali. W rodzinnym domu Justyny przy ul. Balladyny czekały na nią obydwie babcie. Rodzice i brat towarzyszyli jej podczas wszystkich uroczystości w stolicy i wracali do Białegostoku razem z trumną.
Karawan zatrzymał się przed domem, trudno opisać słowami rozpacz najbliższej rodziny, gdy otwarto drzwi busa. Kilkadziesiąt osób - znajomych i sąsiadów zebrało się pod domem tragicznie zmarłej. Po kilku minutach wszyscy poszli do kościoła św. Maksymiliana Kolbego, gdzie przykryta biało-czerwonym sztandarem trumna z wiązanką białych lilii i fotografią przepięknie uśmiechniętej dziewczyny spoczęła w kaplicy. Do honorowej warty stanęli żołnierze, zagrała orkiestra dęta.
Setki ludzi tłoczyły się wokół z kwiatami w rękach. Nie chcąc się przepychać, a pragnąć oddać hołd zmarłej, jej przyjaciele, znajomi, młodsi i starsi, podawali swoje kwiaty do przodu. Przynosili do kaplicy białe róże i żółte żonkile, układali pod trumną, aż morze kwiatów zasłało posadzkę pod katafalkiem. Samorządowcy przynieśli wieńce i skromnie usiedli z tyłu, za pogrążoną w żałobie rodziną. Dwa dni pozostały najbliższym Justyny, by się pożegnać, pomodlić przy trumnie. Pogrzeb odbędzie się we wtorek na cmentarzu komunalnym.
Justyna Moniuszko mogłaby się poczuć jak w domu już na wysokości Jeżewa. Tam kondukt przywitał krążący w powietrzu samolot Białostockiego Aeroklubu. Antonow, dobrze znany Justynie. To z niego kursanci wyskakują ze spadochronem, szybując wśród chmur. A Justynka wykonała ponad 250 takich skoków. Kochała skoki spadochronowe, zdobyła uprawnienia pilota szybowcowego, pracowała jako stewardesa, kończąc studia na Wydziale Mechanicznym, Energetyki i Lotnictwa Politechniki Warszawskiej. W lipcu skończyłaby 25 lat.
AN-2 towarzyszył konduktowi w drodze do Białegostoku. Podobnie jak pięć policyjnych motocykli jadących w szyku w kształcie litery V - trzy w kolumnie, dwa równolegle z przodu. O godz. 18.50 dotarli do miasta i przejechali al. Jana Pawła II, al. Solidarności, al. Piłsudskiego, ul. Sienkiewicza i Wasilkowską. Wzdłuż trasy przejazdu ludzie ustawiali się już godzinę wcześniej. I czekali. W rodzinnym domu Justyny przy ul. Balladyny czekały na nią obydwie babcie. Rodzice i brat towarzyszyli jej podczas wszystkich uroczystości w stolicy i wracali do Białegostoku razem z trumną.
Karawan zatrzymał się przed domem, trudno opisać słowami rozpacz najbliższej rodziny, gdy otwarto drzwi busa. Kilkadziesiąt osób - znajomych i sąsiadów zebrało się pod domem tragicznie zmarłej. Po kilku minutach wszyscy poszli do kościoła św. Maksymiliana Kolbego, gdzie przykryta biało-czerwonym sztandarem trumna z wiązanką białych lilii i fotografią przepięknie uśmiechniętej dziewczyny spoczęła w kaplicy. Do honorowej warty stanęli żołnierze, zagrała orkiestra dęta.
Setki ludzi tłoczyły się wokół z kwiatami w rękach. Nie chcąc się przepychać, a pragnąć oddać hołd zmarłej, jej przyjaciele, znajomi, młodsi i starsi, podawali swoje kwiaty do przodu. Przynosili do kaplicy białe róże i żółte żonkile, układali pod trumną, aż morze kwiatów zasłało posadzkę pod katafalkiem. Samorządowcy przynieśli wieńce i skromnie usiedli z tyłu, za pogrążoną w żałobie rodziną. Dwa dni pozostały najbliższym Justyny, by się pożegnać, pomodlić przy trumnie. Pogrzeb odbędzie się we wtorek na cmentarzu komunalnym.
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
140 głosów



