Blue sky Justynko. Nie żegnaj, do zobaczenia!

Joanna Klimowicz
20.04.2010 , aktualizacja: 20.04.2010 15:00
A A A Drukuj
Pogrzeb Justyny Moniuszko. Koledzy towarzyszyli jej z powietrza. Białystok, cmentarz miejski Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Pogrzeb Justyny Moniuszko. Koledzy towarzyszyli jej z powietrza. Białystok, cmentarz miejski
Nie było osoby w białostockim kościele św. Maksymiliana Kolbego, która nie czułaby wzruszenia, gdy kapłan mówił: "Na skrzydłach twych marzeń pływałaś nad ziemią i skrzydła te zabrały Cię do nieba". Mówił do Justyny Moniuszko, stewardesy z prezydenckiego samolotu, którą żegnał we wtorek cały Białystok.
Pogrzeb Justyny Moniuszko. Białystok
Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja
Pogrzeb Justyny Moniuszko. Białystok
Pogrzeb stewardessy Justyny Moniuszko. Białystok
Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja
Pogrzeb stewardessy Justyny Moniuszko. Białystok
Pogrzeb Justyny Moniuszko
Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja
Pogrzeb Justyny Moniuszko
GALERIA ZDJĘĆ
A żegnał godnie, z wojskowymi honorami. Także zwykli mieszkańcy miasta nie przeszli obok tego pożegnania obojętnie. Nawet autobusy linii jeżdżących na trasie obok domu rodzinnego Justyny i pobliskiego cmentarza miejskiego, miały na wyświetlaczach: "Żegnamy J. Moniuszko". Tłumy przyszły do kościoła, reprezentacje i poczty sztandarowe służb mundurowych, szkół i uczelni, harcerze, oficjalni goście, ale przede wszystkim rodzina i przyjaciele Justyny. Nabożeństwu żałobnemu przewodniczył ks. abp Stanisław Szymecki, a kazanie wygłosił ks. komandor Zbigniew Rećko z Katedry Polowej Wojska Polskiego, kapelan Garnizonu Białystok. O Justynie Moniuszko mówił pięknie i ciepło: - W opinii przełożonych i kolegów - profesjonalistka o wysokich kwalifikacjach, ambitna, pracowita, koleżeńska, pełna życia i radości, z nieodłącznym uśmiechem na twarzy. Swym życiem potwierdzała, że jesteśmy aniołami z jednym skrzydłem i możemy latać tylko wtedy, gdy obejmiemy drugiego człowieka.

Zwracając się do pogrążonych w rozpaczy rodziców: Danuty i Zdzisława, do brata Grzegorza oraz do całej lotniczej rodziny Justyny Moniuszko, kapłan starał się pocieszyć, ukoić ich ból, przypominając, że z pomocą w tak trudnym momencie przychodzi wiara chrześcijan: - Nie wstydźmy się łez, są potrzebne w ludzkim przeżywaniu żałoby. Jednak to nie płacze nasza wiara i nadzieja, a jedynie osierocona miłość. Wiara i nadzieja pełne są nieśmiertelności. Śmierć nie jest rozpłynięciem się w nicości. Choć zaskoczyła Justynę w ciemnym zamglonym lesie podczas podchodzenia do lądowania samolotu, na pokładzie którego pełniła służbę, zaskoczyła dziewczynę, przed która otwierało się całe życie, to przecież nie jesteśmy tułaczami, ale pielgrzymami, którzy znają drogę wiodącą do celu, do domu Ojca. Ta msza święta jest dobrą okazją, tak - dobrą okazją! - do tego, by podziękować Bogu za dar, jakim była dla wielu z nas Justyna. Za jej uśmiech, którym potrafiła rozweselić każdego, który płynął z głębi jej wrażliwego serca.

Po prawie dwugodzinnym nabożeństwie, prowadzonym w ceremoniale wojskowym, przyszedł czas na oficjalne pożegnania. Okazało się, że wszyscy Justynę Moniuszko znamy, przynajmniej ze słyszenia, że każdy ma na jej temat coś pięknego i dobrego do powiedzenia. Bo właśnie taka Justyna była.

Od najmłodszych lat harcerka (w 93. Białostockiej Drużyny Harcerskiej "Na próbie"), zakochana w lotnictwie, zdobyła uprawnienia pilota szybowcowego, skakała ze spadochronem, uprawiała wspinaczkę skałkową. Kończyła trudne studia magisterskie na Wydziale Mechanicznym, Energetyki i Lotnictwa Politechniki Warszawskiej. Była pierwszą miss tej uczelni. Pracę stewardesy w 36. Specjalnym Pułku Lotnictwa Transportowego z powodzeniem godziła z nauką. Marzyła o tym, by zostać pilotem.

Bezpośrednio do zmarłej zwracała się prof. Barbara Kudrycka, minister nauki i szkolnictwa wyższego: - Dążyłaś do tego, by wznieść się wyżej, polecieć dalej. Gdy czas ukoi ból, twoje marzenia poniosą inni.

Marszałek województwa podlaskiego przypominał, jak wiele zależy od odpowiedzialnych, sprawnie wykonujących swe obowiązki osób: - Gdy zamykają się drzwi samolotu, gdy maszyna odrywa się od ziemi, to poczucie bezpieczeństwa zależy od profesjonalizmu, pewności siebie i ciepłego uśmiechu tych dziewczyn, z których jedną dziś tu żegnamy.

Prezydent miasta Tadeusz Truskolaski określił ją dwoma słowami: Pasja i miłość.

- Była dobra, była świetna, była najlepsza. Chyba dlatego Stwórca uznał, że tam w niebie będzie potrzebna - mówił prezydent.

Głosem łamiącym się ze wzruszenia pożegnał Justynę harcmistrz Andrzej Bajkowski, komendant Chorągwi Białostockiej, przypominając harcerskie ogniska, w które tak lubiła się wpatrywać, marząc. Zwolnił ją ze służby, którą wykonywała wzorowo i pożegnał: "Czuwaj!".

A ks. prałat Alojzy Chojnowski, proboszcz kościoła św. Maksymiliana zaskoczył wszystkich parafian, prosząc o oklaski w podzięce dla zmarłej. Burza braw długo nie milkła.

Kondukt żałobny w asyście wojskowej Kompanii Reprezentacyjnej Pomorskiego Okręgu Wojskowego wraz z orkiestrą odprowadził trumnę z ciałem Justyny na cmentarz. Tam, nisko nad głowami zebranych krążył samolot Aeroklubu Białostockiego, biało-niebieski "Antek", którego tak dobrze znała Justyna, z którego skakała ze spadochronem. W pożegnalnym geście machnął skrzydłami w momencie gdy gen. bryg. pilot Tomasz Drewniak przekazywał rodzicom Justyny złożoną flagę państwową ora odznaczenie. Antonow wzbił się wyżej, robiąc na niebie kółka, gdy trumna z ciałem Justyny była wkładana do grobu. Po modlitwie zabrzmiały słowa wiersza, napisanego specjalnie dla niej: "I ciągle jej było mało nieba..."

Bliscy nie żegnają Justyny, mówią jej tylko "do zobaczenia". Jeden z czytelników, przerażony tak kategorycznie brzmiącymi słowami pożegnania, napisał do nas tak: "Justynka jest z nami! To, że teraz szybuje po błękitnym niebie, że całe niebo, które tak bardzo ukochała jest teraz dla niej, to nie oznacza, że Jej nie ma! Ona jest z nami, tylko poleciała na dłużej! BLUE SKY JUSTYNKO".

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    331 głosów