Podlaski samorząd z zarzutami prokuratorskimi

Jakub Medek
22.02.2011 , aktualizacja: 22.02.2011 19:29
A A A Drukuj
Marszałek Jarosław Dworzański Fot. Przemysław Skrzydło / Agencja Gazeta Marszałek Jarosław Dworzański
Ustawianie konkursów na stanowiska urzędnicze pod swoich protegowanych zarzuca obecnemu marszałkowi województwa podlaskiego, jednemu z jego zastępców i szefowi jego gabinetu, olsztyńska prokuratura.
Marszałek Jarosław Dworzański
Fot. Przemysław Skrzydło / Agencja Gazeta
Marszałek Jarosław Dworzański
Marszałek Jarosław Dworzański
Fot. Przemysław Skrzydło / Agencja Gazeta
Marszałek Jarosław Dworzański
Według prokuratury prowadzącej dochodzenie wspólnie z CBA, do ustawiania konkursów miało dojść jeszcze w poprzedniej kadencji samorządu. Według ustaleń śledczych marszałek Jarosław Dworzański miał zatrudnić cztery osoby z naruszeniem zasad otwartego i konkurencyjnego naboru na stanowiska. Na czym owo naruszenie miałoby polegać, prokuratura w opublikowanym wczoraj komunikacie nie precyzuje. Z ustaleń Gazety wynika, że przynajmniej w jednym z konkursów, w jakich śledczy dopatrzyli się uchybień, zatrudniona osoba była jedyną ubiegającą się o stanowisko. Ponadto prokuratura zarzuca Dworzańskiemu, że zatrudnił krewną jednego ze swoich zastępców w zamian za to, że ów zastępca poparł przygotowaną przez marszałka listę projektów, które miały dostać unijne dotacje. Chodziło o konkurs dotyczący służby zdrowia, w którym dofinansowanie otrzymały szpitale powiatowe.

Jacek Piorunek, zarówno w obecnej jak i poprzedniej kadencji członek zarządu województwa odpowiedzialny za kulturę, miał według śledczych ujawnić pytania i odpowiedzi konkursowe jednemu z ubiegających się o stanowisko wicedyrektora w departamencie kultury w urzędzie marszałkowskim. Natomiast Zbigniew Nikitorowicz - szef gabinetu marszałka, miał w nierzetelny sposób przygotować ten konkurs. Jedynym środkiem zapobiegawczym, jaki wobec podejrzanych zastosowała wczoraj prokuratura, jest poręczenie majątkowe.

- Moim obowiązkiem jest zapewnić województwu jak najlepszy dobór kadr. Każdą z tych osób, co do których zatrudnienia prokuratura ma wątpliwości, przyjąłbym dziś do pracy znów. Bo to są dobrzy specjaliści, sprawdzili się - komentuje zarzuty śledczych Jarosław Dworzański.

Podkreśla, że na szereg stanowisk nie może przyjmować osób bez odpowiedniego doświadczenia, dlatego też specyfikacja konkursów musiała w niektórych przypadkach zawierać różnego rodzaju ograniczenia, głównie dotyczące stażu pracy czy doświadczenia na konkretnych stanowiskach.

- Można odnieść wrażenie, że o to właśnie śledczy mają do nas pretensje - dodaje Dworzański, podkreślając że ani skala, ani waga postawionych mu zarzutów nie uzasadniały w ocenie prokuratury konieczności zawieszenia go w obowiązkach służbowych.

Marszałek województwa odnosi się też do kwestii wpływania na wynik konkursu o unijne dotacje.

- To był konkurs, w którym kryteria napisano w taki sposób, by preferował placówki wojewódzkie. Ale przygotowane przez nie projekty nie spełniały wymogów formalnych. Spełniały je natomiast projekty szpitali powiatowych. Owszem, można było jeszcze unieważnić cały konkurs... - mówi gorzko Dworzański. Zarzut, jakoby miał wpływać na innego członka zarządu w tej sprawie, komentuje ze śmiechem.

- Przecież to chodziło również o szpitale z jego okręgu wyborczego. Dwa z nich były z Suwalszczyzny. Nie musiałem go do niczego zachęcać.

Jak informuje prokuratura, śledztwo w białostockim urzędzie marszałkowskim wszczęto na podstawie zawiadomienia CBA. To właśnie ta służba w maju ubiegłego roku zabezpieczyła w urzędzie szereg dokumentów dotyczących właśnie konkursów na zatrudnienie i unijne dotacje. Osoby, które usłyszały we wtorek zarzuty, nie są pierwszymi podejrzanymi w tej sprawie. Dzień wcześniej niemalże to samo śledczy zarzucili byłemu sekretarzowi województwa Andrzejowi Kurpiewskiemu i byłemu wicemarszałkowi Ignacemu J.

Szef białostockiej Platformy Obywatelskiej, której członkami są Dworzański i Nikitorowicz, w tej sprawie nie zamierza na razie robić nic. Półtora roku temu, gdy prokuratura postawiła zarzuty jednemu z białostockich radnych miejskich PO, ten po apelu Arłukowicza, zawiesił się w obowiązkach członka Platformy. Jak komentował wówczas wiceprezydent Białegostoku i szef miejskich struktur PO - tak nakazywały standardy partii. Prokuratura oczyściła w końcu radnego z zarzutów, w międzyczasie z Platformy jednak wyleciał.

- Poczekajmy na rozwój sytuacji, na to, co powiedzą nasi koledzy. Na razie o wszystkim wiem wyłącznie ze zmieniających się nieustająco doniesień medialnych - mówi teraz Arłukowicz, dodając że władze regionalne nie mają możliwości zawieszania członków ugrupowania. Standardy mamy takie, że to sami członkowie mogą się zawiesić - podsumowuje.

KOMENTARZ

HIPOKRYZJI NIKT NIE LUBI

Jestem jak najdalszy od ferowania wyroków. Od tego w demokratycznym społeczeństwie są sądy. Z jednej strony ustawianie konkursów pod "swoich" jest niestety praktyką, trudno też wskazać ekipę polityczną, która rządząc, miała w tej materii czyste sumienie. Z drugiej strony lektura komunikatów olsztyńskiej prokuratury budzi lekkie zdziwienie. Trudno nie dostrzec tu dysonansu między wagą stawianych samorządowcom zarzutów, a szumem, jaki całą sprawę otacza. Zwłaszcza sformułowanie "osobiste korzyści" w odniesieniu do konkursu, w którym po zabiegach marszałka, zgodnie zresztą z formalnymi wymogami, zamiast szpitali wojewódzkich pieniądze dostały szpitale powiatowe, co najmniej zastanawia.

Natomiast to, co oburza, to hipokryzja w Platformie Obywatelskiej. Albo partia wyprzedza sądy, zawieszając każdego ze swoich członków, który ma prokuratorskie zarzuty, albo żadnego. Tymczasem ze słów prezydenta Arłukowicza jednoznacznie wynika, że obywatelski w jego rozumieniu oznacza, że są równi i równiejsi. A skoro są równi i równiejsi w samej partii, to czego mają się po niej spodziewać wyborcy?

Podziel się

  • 5 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    25 głosów