Obrona łgarza nad łgarze. Testament spreparowany
10.02.2012
, aktualizacja: 10.02.2012 15:57
Notariusz byłby zadowolony: ostatnia wola pewnego barona - spełniona. Testament realizują lalkarze, publika bawi się świetnie. Mniejsza o to, że testament był fałszywy
Sześć lat temu tak zaczynała się recenzja w "Gazecie" spektaklu "Baron Munchhausen. Odsłona pierwsza" wystawianego w Białostockim Teatrze Lalek. A kończyła się: "Szelachowski ostatniego zdania w kwestii barona nie powiedział".
I rzeczywiście, po wielu latach na afisz BTL wraca ów znakomity spektakl o pewnym łgarzu nad łgarze, reżyserowany przez Wojciecha Szelachowskiego. Który rzeczywiście ostatniego zdania nie powiedział.
- Rok temu "Barona" zrobiłem także w Toruniu. Taka odsłona druga. A może będzie jeszcze odsłona trzecia? - mówi reżyser. W tym spektaklu toruńskim dorzuciłem kilka scen, troszkę zmieniłem akcenty, doszło pare postaci. Gdy teraz wróciliśmy do białostockiego spektaklu, pomyślałem sobie, że można go w ten sam sposób wzbogacić. W sumie można powiedzieć, że odkryto kolejne karty testamentu Munchhausena.
Spektakl grany będzie w dwie kolejne soboty i niedziele o godz. 16 (11-12.02 18-19.02) oraz w ciągu tygodnia o godz. 11 (14-17.02).
Polecamy go z pełną odpowiedzialnością.
Co o baronie pisaliśmy kilka lat temu
Realizacja testamentu dzieje się w Białostockim Teatrze Lalek, bo lalkarzy właśnie wybrał sobie na wykonawców swojej woli łgarz nad łgarze - baron Munchhausen. Dla niewtajemniczonych: baron to postać autentyczna, żyjąca przed dwustu laty, znana z surrealistycznych opowiastek, w których lot na Księżyc na kuli armatniej to bułka z masłem. Przez wieki przylgnęła do niego łatka oszusta, z którą postanowił się rozprawić reżyser Wojciech Szelachowski, bo Munchhausena lubi - za fantazję. I sporządził spektakl - obronę barona. Podstawą stał się - spreparowany, a jakże! - testament Munchausena, który jakoby sporządził w Białymstoku w 1777 roku.
Bioderka rycerza Hejno
W Białostockim Teatrze Lalek dostajemy wszystko to, czego baron sobie zażyczył - "spektakl do spektaklu niepodobny, bo sztuka przecież nie po to jest, by była ciągle taka sama". Czyli świetne wariacje na temat barona i epoki, komiczny przekładaniec, w którym jak w tyglu mieszają się gatunki. Mamy tu próby czytane i tyrady, skecze, śpiewogry i zabawy lalką, prezentację ilustracji w stylu pokazu mody, teleturniej, a nawet losowanie. Wszystko tu stoi na głowie i wszystko jest możliwe. Najpierw więc mamy scenę nr 58, potem nr 6. Z oświecenia skoczymy razem z bohaterami do starożytności i czasów, gdy dziewice starzały się, czekając na oblubieńców (świetna scena zbiorowa, dziewice - jak marzenie, a rycerz Hejno - Ryszard Doliński - przekomiczny). Obok siebie brzmią "Requiem" Mozarta i "Żółty jesienny liść" Janusza Laskowskiego. Aleksander Macedoński pośmieje się z Diogenesa. Publika może być zaskoczona zagadką filozoficzną albo porwana do tańca.
Cały ów chaos jest zaletą spektaklu. Rzecz bowiem nie w tym, by fabułę ułożyć w klarowną całość, ale w tym, by w zlepku różnych scenek zachować lekkość i świeżość. I tak się dzieje. Szelachowski nie skupia się na baronie (choć Munchhausen się tu przemyka - a to pod postacią chuderlaka, a to urodziwego młodzieńca). Postawił na wariację na temat epoki i stworzył autorski spektakl, w którym wyłowić można i scenki edukacyjne, i relaksacyjne, i umoralniające.
Zdrowy Rozsądek w klatce
Całością dowodzi kapelmistrz (i autor muzyki Krzysztof Dzierma - cóż za vis comica). Wraz z dwuosobową orkiestrą siedzi przed sceną i pedantycznie odczytuje kolejne karty testamentu. Ponieważ baron zażyczył sobie, by w danej chwili aktorzy zrobili pięć kroków do tyłu - więc kapelmistrz z powagą najpierw odczyta to publice, po czym od aktorów wyegzekwuje.
W tym wszystkim jest metoda - oto pomysł na zabawę konwencją, kpinę z teatralnych gestów i didaskaliów. Tak jak i świetne, nieco karykaturalne kostiumy Jerzego Murawskiego (aktorzy chadzają w białych pikowanych strojach z epoki, w białych peruczkach i sterczących żakietach).
Po cóż to wszystko? Po to, by osobowość barona przeciwstawić nudnemu, poukładanemu Zdrowemu Rozsądkowi... Dlatego - zgodnie z życzeniem Munchhausena - pan ZR siedzi w klatce od samego początku. A spektakl to pochwała fantazji i dziecka, które tkwi w każdym z nas.
Idźcie na obronę barona, najlepiej 'we dwoje'. Świetna zabawa (w finale - oświecenie Białegostoku!) i dla dużych, i dla małych.
I rzeczywiście, po wielu latach na afisz BTL wraca ów znakomity spektakl o pewnym łgarzu nad łgarze, reżyserowany przez Wojciecha Szelachowskiego. Który rzeczywiście ostatniego zdania nie powiedział.
- Rok temu "Barona" zrobiłem także w Toruniu. Taka odsłona druga. A może będzie jeszcze odsłona trzecia? - mówi reżyser. W tym spektaklu toruńskim dorzuciłem kilka scen, troszkę zmieniłem akcenty, doszło pare postaci. Gdy teraz wróciliśmy do białostockiego spektaklu, pomyślałem sobie, że można go w ten sam sposób wzbogacić. W sumie można powiedzieć, że odkryto kolejne karty testamentu Munchhausena.
Spektakl grany będzie w dwie kolejne soboty i niedziele o godz. 16 (11-12.02 18-19.02) oraz w ciągu tygodnia o godz. 11 (14-17.02).
Polecamy go z pełną odpowiedzialnością.
Co o baronie pisaliśmy kilka lat temu
Realizacja testamentu dzieje się w Białostockim Teatrze Lalek, bo lalkarzy właśnie wybrał sobie na wykonawców swojej woli łgarz nad łgarze - baron Munchhausen. Dla niewtajemniczonych: baron to postać autentyczna, żyjąca przed dwustu laty, znana z surrealistycznych opowiastek, w których lot na Księżyc na kuli armatniej to bułka z masłem. Przez wieki przylgnęła do niego łatka oszusta, z którą postanowił się rozprawić reżyser Wojciech Szelachowski, bo Munchhausena lubi - za fantazję. I sporządził spektakl - obronę barona. Podstawą stał się - spreparowany, a jakże! - testament Munchausena, który jakoby sporządził w Białymstoku w 1777 roku.
Bioderka rycerza Hejno
W Białostockim Teatrze Lalek dostajemy wszystko to, czego baron sobie zażyczył - "spektakl do spektaklu niepodobny, bo sztuka przecież nie po to jest, by była ciągle taka sama". Czyli świetne wariacje na temat barona i epoki, komiczny przekładaniec, w którym jak w tyglu mieszają się gatunki. Mamy tu próby czytane i tyrady, skecze, śpiewogry i zabawy lalką, prezentację ilustracji w stylu pokazu mody, teleturniej, a nawet losowanie. Wszystko tu stoi na głowie i wszystko jest możliwe. Najpierw więc mamy scenę nr 58, potem nr 6. Z oświecenia skoczymy razem z bohaterami do starożytności i czasów, gdy dziewice starzały się, czekając na oblubieńców (świetna scena zbiorowa, dziewice - jak marzenie, a rycerz Hejno - Ryszard Doliński - przekomiczny). Obok siebie brzmią "Requiem" Mozarta i "Żółty jesienny liść" Janusza Laskowskiego. Aleksander Macedoński pośmieje się z Diogenesa. Publika może być zaskoczona zagadką filozoficzną albo porwana do tańca.
Cały ów chaos jest zaletą spektaklu. Rzecz bowiem nie w tym, by fabułę ułożyć w klarowną całość, ale w tym, by w zlepku różnych scenek zachować lekkość i świeżość. I tak się dzieje. Szelachowski nie skupia się na baronie (choć Munchhausen się tu przemyka - a to pod postacią chuderlaka, a to urodziwego młodzieńca). Postawił na wariację na temat epoki i stworzył autorski spektakl, w którym wyłowić można i scenki edukacyjne, i relaksacyjne, i umoralniające.
Zdrowy Rozsądek w klatce
Całością dowodzi kapelmistrz (i autor muzyki Krzysztof Dzierma - cóż za vis comica). Wraz z dwuosobową orkiestrą siedzi przed sceną i pedantycznie odczytuje kolejne karty testamentu. Ponieważ baron zażyczył sobie, by w danej chwili aktorzy zrobili pięć kroków do tyłu - więc kapelmistrz z powagą najpierw odczyta to publice, po czym od aktorów wyegzekwuje.
W tym wszystkim jest metoda - oto pomysł na zabawę konwencją, kpinę z teatralnych gestów i didaskaliów. Tak jak i świetne, nieco karykaturalne kostiumy Jerzego Murawskiego (aktorzy chadzają w białych pikowanych strojach z epoki, w białych peruczkach i sterczących żakietach).
Po cóż to wszystko? Po to, by osobowość barona przeciwstawić nudnemu, poukładanemu Zdrowemu Rozsądkowi... Dlatego - zgodnie z życzeniem Munchhausena - pan ZR siedzi w klatce od samego początku. A spektakl to pochwała fantazji i dziecka, które tkwi w każdym z nas.
Idźcie na obronę barona, najlepiej 'we dwoje'. Świetna zabawa (w finale - oświecenie Białegostoku!) i dla dużych, i dla małych.
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos




