Domowe szczęścia i nieszczęścia. Białoruskie historie rodzinne

moż
11.02.2012 , aktualizacja: 10.02.2012 20:03
A A A Drukuj
Zdjęcie z książki Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Gazeta Zdjęcie z książki
O dziadku, którego pierwsza żona była Żydówką. O ikonie wyciagniętej przez prababcię ze spalonego domu. O pradziadku cieśli, który zbudował wiele cerkwi w regionie. I o jego wnuku, pilocie, bohaterze ZSRR, co ratował naukowców na Antarktydzie...
Zdjęcie z książki
Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Gazeta
Zdjęcie z książki
Zdjęcie z książki
Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Gazeta
Zdjęcie z książki
Białoruskie rodzinne historie - tragiczne, radosne, trudne, przejmujące i zabawne, do bólu szczere. Opowiadają o nich młodzi ludzie. Za pomocą języka teatru - w przedstawieniu "Oj dawno, dawno", i literatury - w książce pod takim samym tytułem (skądinąd będącym też tytułem pieśni ludowej z Trześcianki). To projekt niezwykły - młodzi najpierw przepytywali dziadków i rodziców o rodzinne historie, potem ułożyli z tego scenariusz spektaklu, następnie wystawiali go w podlaskich wsiach miasteczkach, a teraz prezentują książkę. W sobotę (11.02) o godz. 17 w Szkole Podstawowej nr 4 w Białymstoku (ul. Częstochowska 6 a) odbędzie się promocja publikacji i spektakl. Zaprasza Stowarzyszenie na Rzecz Dzieci i Młodzieży Uczących się Języka Białoruskiego "AB-BA", które zrealizowało projekt.

Książka to niewielki album, ale pełen emocji i wzruszeń. Młodzi spisali opowieści dziadków po polsku i białorusku, opatrzyli archiwalnymi zdjęciami, fragmentami listów, fotografiami ze spektaklu, jak też własnymi refleksjami. Bo każdemu coś udział w projekcie dał. Dziadkowie wrócili do czasów dzieciństwa - dni trudnych, ale i szczęśliwych. A młodzi się czegoś nauczyli.

- Udało się nam odkopać historie naszych rodzin. Lubię myśleć, że gdyby nie my, ludzie zapomnieliby o tych wydarzeniach. Po każdym występie czuję, że warto było to robić mimo wielu stresów i mrozu - pisze Nina Wawrzeniuk.

- Na pewno nauczyłam się jak ważną rzeczą w życiu jest znajomość historii swojej rodziny, jak rozmawiać z ludźmi - mówi Lidia Piekarska. A Olga Mazuruk: - Prawdopodobnie gdyby nie pani Alina Wawrzeniuk, która wpadła na pomysł stworzenia spektaklu z historii naszych rodzin, nigdy bym się o takie historie nie dopytywała.

Rodzinne historie

Najróżniejsze opowieści rodzinne, domowe szczęścia i nieszczęścia są w tej książce.

Maria Fiedoruk wspomina jak to "tata z mamą pojechali w opatry do pewnego kawalera". W domu adorator nie miał podłogi a tylko klepisko, na dodatek był "wypity". Młoda Maria go nie chciała.

Nadzieja Bielkiewicz wybrała się na Węgry po dywan z mamą i siostrą, ale z braku pieczątki zatrzymali ją na granicy. Jak tu z zakupów za granicą wracać bez zakupu? Ocierając łzy ze złości kupiła więc Nadzieja dywan w Warszawie. Dywan do dziś w kuchni leży.

Pradziadek Olgi Mazuruk - Emilian ceniony był w okolicy za swe talenty ciesielskie. Ileż pięknych cerkwi wybudował! Jego wnuk Eliasz był jednym z najlepszych pilotów tamtych czasów - jako jeden z pierwszych lądował na Antarktydzie i Arktyce i ratował tamtejszych naukowców.

Dziadek Tamary Korniluk miał troje dzieci z pierwszą żoną, Żydówką. Przyszli Niemcy i ich zabrali, ponoć doniósł sąsiad sołtys. Jak się dziadek dowiedział o śmierci bliskich - przez miesiąc siedział w stodole. Babcia Ania, pokazując zdjęcia, płakała.

Włodzimierza Wawrzeniuka przeraża "jak gospodarze po żniwach palą słomę. Tak paliły się, to tu, to tam, w czasie wojny, wsie". Wspomina jak wywieźli go na roboty, jak pracował u bauera, jak trafił w sumie dobrze, bo gospodarz nie był najgorszy... A jak już wrócił i Rosjanie przyszli, to chcieli go rozstrzelać "jako zdrajcę ojczyzny, bo przecież na Niemca robił".

Albo dramatyczne losy rodziny Lidki Piekarskiej, która mieszkała w prawosławnej wsi spalonej przez oddział NSZ pod dowództwem Romualda Rajsa "Burego". O strasznych czasach opowiadał wnuczce dziadek Mikołaj Kuczyński - wówczas ośmiolatek....

To niezwykle symboliczne, ale spektaklom granym przez młodych ludzi towarzyszy autentyczna ikona, którą mama dziadka Mikołaja wyniosła z chaty spalonej przez bandę Burego w Szpakach.

- Przedstawiony na niej św. Pantelejmon jest opiekunem lekarzy. Po bez mała pięćdziesięciu latach od tych wydarzeń, córka Koli Kuczyńskiego - tamtego ośmioletniego wówczas chłopca - mama Lidki, zostanie lekarzem.... Oto białoruskie historie z Podlasia - opowiada w książce Alina Wawrzeniuk ze stowarzyszenia, nauczycielka języka białoruskiego z SP nr 4, inicjatorka projektu, reżyserka spektaklu. - Dwa lata nad przygotowaniem spektaklu, dziesiątki prezentacji, a ja wciąz nie umiem po występie wyjść do ludzi i w prostych słowach, krótko opowiedzieć o tym projekcie. Coś mnie ściska za gardło...

Inspiracja przyszła z Pogranicza

Nie mylą się ci, którym projekt "AB-BY" coś przypomina. Inspiracją stały się "Kroniki sejneńskie" - edukacyjne działanie pomysłu Bożeny Szroeder z Ośrodka Pogranicze w Sejnach, która dzieci z pogranicza litewsko-polskiego zaangażowała do zbierania rodzinnych historii już blisko dziesięć lat temu. Powstał spektakl odgrywany nad makietą miasteczka (też ulepioną przez dzieci). Przez lata stał się tak słynny, że zaprosił go do siebie nawet legendarny Teatr La Mama w Nowym Jorku. Potem na bazie rodzinnych historii powstała gra karciana, a ostatnio także cykl filmów animowanych - Legendy i Pieśni Pogranicza. W jakiś czas po "Kronikach Sejneńskich" powstały "Opowieści teremiszczańskie" - spektakl przygotowywany z kolei w Puszczy Białowieskiej przez Uniwersytet Powszechny im. Lipskiego w Teremiskach (tam zresztą na warsztaty z Bożeną Szroeder podpieczni "AB-BY" przyjeżdżali przez kilka miesięcy i uczyli się od ekspertów).

- Kroniki Sejneńskie Ośrodka Pogranicze były i są dla mnie niebywałym odkryciem. Widziałam ten spektakl sześć razy i nie mogę wyjść z podziwu co Bożena Szroder i młodzież z Sejn zrobiła ze, zdawałoby się, zwyczajnymi opowieściami mieszkańców prowincjonalnego miasteczka na polsko-litewskim pograniczu. Kiedy obejrzałyśmy ciepłe i wzruszające "Opowieści teremiszczańskie" zadałyśmy sobie pytanie: dlaczego my nie możemy zrobić podobnego spektaklu? Nasze rodziny też mają swoje historie, które można i trzeba opowiedzieć ze sceny....

Udało się. Na scenie ożywają dawni mieszkańcy Szpaków, Pasynek, Lewkowa, Siemianówki, Grabarki, Malinnik, Długiego Brodu i wielu wielu innych.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 1 komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów