Gang rozpustnic i złodziei u lalkarzy
15.02.2012
, aktualizacja: 15.02.2012 14:03
Są odstręczający, cyniczni, kradną z zimną krwią. Ich szef jeździ na wózku, stręczy własną córkę, sprawnie działającym przedsiębiorstwem zarządza ze złodziejskiej kwatery na paserskiej melinie
ZOBACZ TAKŻE
- Taniec Wampirów i Nędznicy. Będzie Broadway na Podleśnej (16-03-12, 10:24)
- Młodzi lalkarze schodzą do rynsztoka (09-02-12, 00:00)
- Białoruska gwara podlaska na scenie Akademii Teatralnej (08-12-11, 18:58)
- Krwawa jatka, czyli polska szkoła horrorów (14-11-11, 15:21)
W Akademii Teatralnej widz zostaje wciągnięty w świat szulerni, obcuje z upiornymi osobnikami, ale też dostaje przewrotną muzykę jazzową. Słowem: uczestniczy w undergroundowym kabarecie, w którym wszystko stoi do góry nogami, bo rządzą w nim reguły inne, niż w świecie porządnych obywateli. Burdelmama ma biust na wierzchu, z meliniarskich zakamarków wypełzają co i rusz złodziejaszki, a topografia terenu to głównie kanały, złodziejskie kwatery, więzienne cele, tudzież inne gangsterskie przybytki. I kto by pomyślał, że spektakl w Akademii Teatralnej powstał w oparciu o słynną "Operę żebraczą" Johna Gaya, wystawioną pierwszy raz w 1729 roku w Londynie do muzyki niemieckiego kompozytora Johanna Pepuscha. W przedstawieniu dyplomowym studentów IV roku niby został nadal język óczesnego dzieła operowego, i większość postaci, ale Pepusch został zamieniony na Marka Kulikowskiego, a operowa XVIII-wieczna oprawa - na ciekawy klimat rynsztokowego musicalu, wodewilu czy też wszystkiego po trosze, w którym jazzowa muzyka nadaje świetny rytm. W uwspółcześnionej interpretacji "Opery..." w reżyserii Artura Dwulita na scenie nadal mamy typy spod ciemnej gwiazdy, ale widowisko zostało oczyszczone z pierwotnych naleciałości historycznych i politycznych i po przesunięciu pewnych akcentów - zyskało trochę na uniwersalności. Twórcy skupili się przede wszystkim na obyczajowości - i ukazali opakowany w kabaretową formę świat, w którym nie ma właściwie żadnych wartości.
Historia w sumie jest prosta: Mac Heath, przywódca rozbójników, który prawi słodkie słówka Polly Peachum, córce szefa bandy złodziei, jednocześnie kombinuje z Lucy Lockit, córce skorumpowanego stróża prawa. Zarówno dla jednego, jak i drugiego ojca najlepszym rozwiązaniem byłoby pozbycie się MacHeatha z tego świata, obmyślają więc wspólnie plan jak go schwytać.
W spektaklu Akademii Teatralnej jednak nie tyle fabuła jest ważna (wręcz jest nieważna), nie tyle stereotypowe trochę prawdy o relacjach damsko-męskich, wygłaszane ze sceny - co sugestywne rysowanie meliniarsko-więziennego klimatu w musicalowej oprawie. Najciekawszy jest tu scenograficzno-aktorsko-muzyczny zestaw. I to głównie wyraziste kreacje aktorów oraz muzyka zostają w głowie widzom po wyjściu z przedstawienia niż jakiś głębszy jego wymiar.
Aktorzy wystylizowani trochę na upiory, z podsinionymi oczami, z czarnymi ustami, w podartych spodniach, rajstopach, sukienkach poruszają się w prostej, ale sprytnie urządzonej przestrzeni (scenografia: Marika Wojciechowska). To kwadratowa scena rewiowa i dwie ściany pełne okienek, z których jak cienie wyłażą kolejne złodziejaszki i ladacznice (już same ich ksywki wiele mówią: Betty Chytruska, Jimmy Drgawka, Jack Krzywy Palec). Niemal każda z postaci w żywym planie ma jeszcze karykaturalną lalkę, będącą jego dość symboliczną alter ego. Skorumpowany szef więzienia ma na przykład dwie głowy. A przywódca bandy złodziejaszków to beznogi szalony typ w szubie i cylindrze, z kilkoma rękoma do liczenia znoszonych przez podwładnych pieniędzy. Peachum jeździ wściekle na wózku, wyposażonym we własny komin.
Sporo jest w spektaklu ciekawych, zapadających w pamięć scen z precyzyjnie zaplanowaną choreografią (Anna Kołosow-Ostapczuk). Choćby pijacka scena, gdy Peachum i Lockit próbują coś ustalić, ale plączący się język im w tym przeszkadza. Albo musicalowa scena tańca, w której rozpustnice z miasta prezentują swoje wdzięki z powrozem w garści. Albo sceny więzienne, gdy chytry MacHeath trafia za kratki.
IV rok Akademii Teatralnej naprawdę też nieźle śpiewa w scenach zbiorowych (przygotowanie: Bożena Bojaryn - Przybyła). Warta uwagi jest piosenka Lucy Lockit "Moja miłość to obłęd" - to porządna robota, godna wykonań festiwalu piosenki aktorskiej. A jazzową muzykę Marka Kulikowskiego, choć ze spektaklem świetnie się komponuje, chciałoby się mieć jeszcze oddzielnie na płycie: mariaż jazzu, bossanowy, swingu czasem jest frywolny, czasem delikatny, czasem chropowaty. Kontrabasowy lejtmotyw po spektaklu pamięta się jeszcze długo.
Akademia Teatralna, ul. Sienkiewicza 14; "Opera żebracza" - najbliższe przedstawienia: pt. (17.02) - godz. 19, sob.-niedz. (18-19.02) - godz. 18, pon. (20.02), godz. 19; bilety: 15 zł, 10 zł - ulgowy (do nabycia na dwie godziny przed spektaklem, rezerwacja: 85 743 54 53)
Występują : Magdalena Bocianowska, Magdalena Daniel, Weronika Lewoń, Justyna Rożko, Paulina Sacharczuk, Andrzej Danieluk, Błażej Piotrowski, Łukasz Puczko, Wojciech Stachura, Błażej Twarowski
Historia w sumie jest prosta: Mac Heath, przywódca rozbójników, który prawi słodkie słówka Polly Peachum, córce szefa bandy złodziei, jednocześnie kombinuje z Lucy Lockit, córce skorumpowanego stróża prawa. Zarówno dla jednego, jak i drugiego ojca najlepszym rozwiązaniem byłoby pozbycie się MacHeatha z tego świata, obmyślają więc wspólnie plan jak go schwytać.
W spektaklu Akademii Teatralnej jednak nie tyle fabuła jest ważna (wręcz jest nieważna), nie tyle stereotypowe trochę prawdy o relacjach damsko-męskich, wygłaszane ze sceny - co sugestywne rysowanie meliniarsko-więziennego klimatu w musicalowej oprawie. Najciekawszy jest tu scenograficzno-aktorsko-muzyczny zestaw. I to głównie wyraziste kreacje aktorów oraz muzyka zostają w głowie widzom po wyjściu z przedstawienia niż jakiś głębszy jego wymiar.
Aktorzy wystylizowani trochę na upiory, z podsinionymi oczami, z czarnymi ustami, w podartych spodniach, rajstopach, sukienkach poruszają się w prostej, ale sprytnie urządzonej przestrzeni (scenografia: Marika Wojciechowska). To kwadratowa scena rewiowa i dwie ściany pełne okienek, z których jak cienie wyłażą kolejne złodziejaszki i ladacznice (już same ich ksywki wiele mówią: Betty Chytruska, Jimmy Drgawka, Jack Krzywy Palec). Niemal każda z postaci w żywym planie ma jeszcze karykaturalną lalkę, będącą jego dość symboliczną alter ego. Skorumpowany szef więzienia ma na przykład dwie głowy. A przywódca bandy złodziejaszków to beznogi szalony typ w szubie i cylindrze, z kilkoma rękoma do liczenia znoszonych przez podwładnych pieniędzy. Peachum jeździ wściekle na wózku, wyposażonym we własny komin.
Sporo jest w spektaklu ciekawych, zapadających w pamięć scen z precyzyjnie zaplanowaną choreografią (Anna Kołosow-Ostapczuk). Choćby pijacka scena, gdy Peachum i Lockit próbują coś ustalić, ale plączący się język im w tym przeszkadza. Albo musicalowa scena tańca, w której rozpustnice z miasta prezentują swoje wdzięki z powrozem w garści. Albo sceny więzienne, gdy chytry MacHeath trafia za kratki.
IV rok Akademii Teatralnej naprawdę też nieźle śpiewa w scenach zbiorowych (przygotowanie: Bożena Bojaryn - Przybyła). Warta uwagi jest piosenka Lucy Lockit "Moja miłość to obłęd" - to porządna robota, godna wykonań festiwalu piosenki aktorskiej. A jazzową muzykę Marka Kulikowskiego, choć ze spektaklem świetnie się komponuje, chciałoby się mieć jeszcze oddzielnie na płycie: mariaż jazzu, bossanowy, swingu czasem jest frywolny, czasem delikatny, czasem chropowaty. Kontrabasowy lejtmotyw po spektaklu pamięta się jeszcze długo.
Akademia Teatralna, ul. Sienkiewicza 14; "Opera żebracza" - najbliższe przedstawienia: pt. (17.02) - godz. 19, sob.-niedz. (18-19.02) - godz. 18, pon. (20.02), godz. 19; bilety: 15 zł, 10 zł - ulgowy (do nabycia na dwie godziny przed spektaklem, rezerwacja: 85 743 54 53)
Występują : Magdalena Bocianowska, Magdalena Daniel, Weronika Lewoń, Justyna Rożko, Paulina Sacharczuk, Andrzej Danieluk, Błażej Piotrowski, Łukasz Puczko, Wojciech Stachura, Błażej Twarowski
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów




