Przykro mi, panowie. Kobiety są mądrzejsze, my latamy w krótkich spodenkach

Monika Żmijewska
16.02.2012 , aktualizacja: 16.02.2012 20:49
A A A Drukuj
Ostre feministyczne granie. Co z tego, że w XVII-wiecznych kostiumach. O aktorkach w Londynie sprzed ponad 300 lat, kochankach królewskich, ciężkim życiu w męskim świecie. O tym opowiedzieć mają w Teatrze Dramatycznym "Stworzenia sceniczne".
Próba spektaklu
Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Gazeta
Próba spektaklu "Stworzenia sceniczne"
Na scenie Węgierki trwają ostatnie przygotowania do najnowszej premiery opartej na sztuce April De Angelis. Spektakl ma przenieść widzów do roku 1669 i opowiedzieć o czasach gdy kobiety wreszcie po raz pierwszy otrzymały pozwolenie grania na scenie razem z mężczyznami. Kobiety zwano wtedy "stworzeniami scenicznymi", musiały walczyć o swoją pozycję i godność.

Robert Czechowski, reżyser spektaklu, opowiada anegdotę: - Pewnego dnia król Karol II zbyt długo czekał w teatrze na rozpoczęcie przedstawienia. Zniecierpliwiony pyta dlaczego to trwa tak długo. Aktor grający królową goli nogi - usłyszał w odpowiedzi. Niech więc grają kobiety! - powiedział król. I tak rozpoczęła się rewolucja w teatrze.

Kobiety przestały się ukrywać, bo przecież wcześniej też grały, ale w wielkim lęku, w męskich przebraniach. A gdy którąś zdemaskowano, to - na mocy okrutnego dekretu biskupiego - poddawano torturom, a nawet prowadzono na stos.

- Na deski teatru przenosimy tekst bardzo rzadkiej urody. Pięć ról dla pięciu aktorek, od bardzo młodej do ociupinkę starszej - mówi reżyser. - Co ciekawe, przedstawiane przez nas postaci są autentyczne. Autorka sztuki wymyśliła sobie tylko ich spotkanie - co przecież mogło być możliwe. Jest wśród aktorek żona znanego XVII-wiecznego aktora, która kiedyś grała w przebraniu, a kiedy król kobietom zezwolił na występowanie na scenie - zaczęła grać oficjalnie. Ale już była wtedy nieco starsza. Co zresztą jej z czasem i mąż, i inne aktorki wypomniały. Jest piękna szesnastoletnia dziewczyna, sprzedawczyni pomarańczy, która mogła wylądować w rynsztoku, a wylądowała w teatrze. Wypatrzył ją król, uczynił swoją nałożnicą, urodziła mu dzieci. Inna bohaterka, kiedyś była królewską ulubienicą, ale usunięta przez niego z grona kochanek wylądowała w rynsztoku przed teatrem. Każdy mógł ją mieć, oddawała się każdemu byle tylko opowiedział jej, jak wypadł spektakl. Zmarła jako żebraczka. W czwartej z kolei zakochał się okropnie brzydki lord, chciał się z nią przespać, ale aktorka postawiła weto: albo ślub, albo nic. Był więc ślub, tylko - okazało się - przez lorda sfingowany, księdzem był wynajęty aktor. Aktorka postanowiła się zemścić, zasięgnęła rady czarownicy, lord umarł w męczarniach, ona sama musiała uciekać z kraju. I takie to dramatyczne były historie. Chcemy pokazać w tym spektaklu, że jedyną miłością każdej z tych kobiet był tak naprawdę tylko teatr. I tylko on był ich wiernym kochankiem.

Czechowski twierdzi, że spektakl będzie ewidentnie feministyczny.

- Przykro mi, panowie. Wypadamy w tym spektaklu niedobrze. Bo też i taka prawda: kobiety są mądrzejsze, sprytniejsze, to one rządzą światem. A my latamy w krótkich spodenkach. Mówię to jako artysta, czyli pół-mężczyzna, pół-kobieta. Ale żeby nie było - mam żonę i cztery córki - żartuje reżyser.

Spektakl ma być inkrustowany fragmentami szekspirowskich sztuk, odtwarzane są w nim wystudiowane pozy z tamtych lat, dziś raczej nieznośne, i wyglądające karykaturalnie, ale wtedy na porządku dziennym. Między takimi scenami zaś - toczy się prawdziwe wewnątrz teatralne życie. Pięć aktorek występuje w perukach i przepięknych strojach stylizowanych na XVII-wieczne, przygotowanych przez Elżbietę Terlikowską, ona też jest autorką scenografii (spektakl odbywa się na małej scenie, na potrzeby przedstawienia zaanektowana została też część sali, zasłaniana do tej pory kotarą).

Na scenie zobaczymy: Dorotę Radomską, Aleksandrę Maj, Agnieszkę Możejko, Alicję Dąbrowską i Justynę Godlewską, która wraca do teatru po długiej przerwie.

Dorota Radomska: - Gram najstarszą aktorkę. To wielowymiarowa postać. Nie jest to postać o jakiejś dużo starszej konstrukcji psychicznej niż moja. Ale w tamtej epoce postrzegana była jak staruszka. Takie to były czasy. To bardzo ciekawa sztuka o przemijaniu, starzeniu się, o kobiecie w ogóle.

Justyna Godlewska: - Moja postać jest bardzo temperamentna, żywiołowa, prze do przodu, czerpie z życia najwięcej jak się da. Różnie to się czasem kończy to zachłystywanie się życiem. Mimo że akcja dzieje się w 1669 roku, to treść jest uniwersalna. Zmieniają się czasy, zmienia zewnętrze, a człowiek pozostaje taki sam. To uniwersalny tekst o życiu.

Premiera spektaklu - sobota i niedziela o godz. 19

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos