W niedzielę już po raz dziewiąty w Supraślu z okazji Uroczyska spotkają się smakosze kiszki i babki ziemniaczanej, swojskich nalewek i regionalnych smaków kuchni polskiej, litewskiej, białoruskiej, ukraińskiej i tatarskiej. Nalewki będzie można kupić i zabrać do domu, kiszkę i babkę skosztować. A wszystko w ramach dorocznych Mistrzostw w Pieczeniu Kiszki i Babki Ziemniaczanej oraz Turnieju Nalewek Puszczańskich. To już tradycja i nieodłączny element supraskich spotkań z Naturą i Sztuką "Uroczysko". Zapytaliśmy jedną z mistrzyń, jak w domowych pieleszach zrobić pyszną babkę.
Diabeł tkwi w mannie
Aneta Dzienis: Pani Czesiu, jak się robi zwycięską babkę ziemniaczaną?
Czesława Siehieńczuk, jedna z laureatek Mistrzostw w Pieczeniu Kiszki i Babki Ziemniaczanej: To proste. Przede wszystkim potrzebne są ziemniaki dobrej jakości i dobre dodatki. Boczek z cebulką przysmażony na maśle lub oleju, do tego trochę jajek i przyprawy. Ja dodaję to, co mam pod ręką: pieprz, majeranek, maggie, niektórzy dodają też mleko lub śmietanę. A jak już zetrzemy ziemniaki, to władamy je w nasmarowane masłem roślinnym i posypane bułką tartą blaszki. Tak na 3/4. Tylko bułkę trzeba mocno strząchnąć, bo inaczej babka się przypali. Trzeba też ją włożyć do gorącego piekarnika, a dopiero później - w trakcie pieczenia - zmniejszać temperaturę.
Tak spokojnie podaje Pani przepis na zwycięski wyrób. Nie boi się Pani, że ktoś go Pani podbierze?
- U mnie przepis na babkę stoi na jednym ze stolików, przy barze (śmiech). I wie pani, że spisują? Ale nikomu jeszcze nie wyszła tak jak moja. Może dlatego, że ja dodaję do niej trochę manny i przed włożeniem do pieca żegnam, bo naprawdę w jej przygotowywanie wkładam całe moje serce.
Czy w tym roku też Pani weźmie udział w mistrzostwach?
- Nie. Bo ja już wszystko mam. Pierwsze miejsce w pieczeniu i babki, i kiszki ziemniaczanej. A drugiego nie chcę. A poza tym trzeba gości nakarmić. W ubiegłym roku jak była impreza, to zabrakło mi babek i kiszek. To teraz chcę się lepiej przygotować.
Od kiedy Pani zaczyna?
- Od jutra.
Trzy lata temu postanowiła Pani handlować swoimi wyrobami. Opłaciło się?
- Pewnie. Mam dobry punkt, klientów nie brakuje i robię to, co lubię. O choćby teraz, rozmawiam z panią, a już wchodzą do mnie następni klienci. Widocznie dobra ta moja babka, skoro na brak pracy nie narzekam.
*Pani Czesława Siehieńczuk prowadzi swój bar Jarzębinka przy ul. 3 Maja
Źródło: Gazeta Wyborcza Białystok