Trudna pamięć - przegląd filmów Agnieszki Arnold

Monika Żmijewska
2009-06-03 , aktualizacja: 03.06.2009 20:18
A A A Drukuj
Jej trudne filmy mocno uwierały prawicowe władze TVP. Nie wszystkim odpowiada jej żmudne i odważne grzebanie w historii. Agnieszka Arnold będzie w następnym tygodniu gościć w Białymstoku.

Fot. Grzegorz Dabrowski/AG
ZOBACZ TAKŻE
Okazją jest przegląd filmów tej znakomitej dokumentalistki, organizowany przez Klub Krytyki Politycznej przy współpracy wydziału historyczno-socjologicznego Uniwersytetu w Białymstoku. Przegląd odbędzie się w dniach 8-10 czerwca w kinie Pokój. W ciągu trzech dni zobaczyć będzie można w sumie sześć filmów Agnieszki Arnold. W programie również dyskusje z udziałem autorki oraz białostockich historyków.

Klub Krytyki Politycznej zapowiada przegląd pod wyjątkowo trafnym tytułem - "Trudna pamięć". Bo też i dokumentalistka jest bezkompromisową opiekunką polskiej pamięci - szczególnie tej najboleśniejszej. To właśnie w rezultacie poszukiwań Arnold nabrała rozgłosu sprawa zbrodni w Jedwabnem. To ona pierwsza pojechała do tego miasteczka, przez długi czas zbierała materiały, nakręciła dwa filmy "Gdzie jest mój starszy syn Kain" oraz "Sąsiedzi". Ich wyjściowa ścieżka dźwiękowa posłużyła Janowi Tomaszowi Grossowi do napisania książki "Sąsiedzi". Film przeszedł bez echa, nikt nie zauważył bądź nie chciał zauważyć, o czym opowiada. I ostatecznie to książka Grossa, a nie film Arnold zorganizował całą debatę wokół zbrodni. - A to dlatego, że polskie elity potrzebują pręgierza zewnętrznego. Krytyka, żeby została zauważona, nie może pochodzić stąd, z Polski. Nie dorośliśmy do tego - mówiła przed rokiem Jakubowi Janiszewskiemu w wywiadzie do "Gazety".

Reżyserka nie ocenia, stara się pokazywać różne strony bolesnych wydarzeń sprzed lat. I na tym polega siła jej filmów.

- Nie istnieje czarno-biała rzeczywistość - tłumaczyła swoją filozofię pracy nad filmem. - Żadnego wydarzenia nie daje się ocenić jednoznacznie. A to jest pułapka, w którą bardzo łatwo wpaść, gdy robi się takie filmy jak moje. Ja mam obowiązek zrobić wszystko, by spojrzeć z każdej perspektywy. Oceniać jest łatwo, chodzi o to, by nie budzić złych emocji. Uważam, że mój film ["Sąsiedzi" - red.] takich emocji nie budzi, pozwala natomiast zobaczyć mechanizm. Po pierwsze, antysemityzm wtłaczany w głowy tych prostych, niewykształconych ludzi przez całe przedwojnie przez kler i polityków. Po drugie, strach i upokorzenie towarzyszące okupacji sowieckiej. I przede wszystkim deprawacja wojną. Nie mogli przeciwstawić się Sowietom, wzięli odwet na najsłabszych i znienawidzonych, których mogli bezkarnie zabijać.

Film "Sąsiedzi" obejrzeć będzie można we wtorek, o godz. 18, po prelekcji w dyskusji wezmą udział m.in. autorka, Daniel Grinberg i Radosław Ignatiew (prokurator z białostockiego oddziału IPN, który prowadził śledztwo w sprawie zbrodni). Spotkanie moderować będzie Kazimiera Szczuka.

Inny bolący temat, szczególnie tu, na Podlasiu, Arnold porusza w filmie "Bohater" (projekcja w poniedziałek). To historia oddziału polskiego oficera, legendy wileńskiego AK, kapitana Romualda Rajsa, ps. "Bury", który palił białoruskie wsie. A w Zaleszanach, Szpakach, Zaniach i Końcowiźnie mordował cywilów, których uważał za kolaborantów nowej władzy.

- Kiedy robiłam "Bohatera", potomkowie zamordowanych Białorusinów chcieli postawić krzyż upamiętniający zbrodnię "Burego" - opowiadała jakiś czas temu Arnold w "Gazecie". - Ale lokalni notable nie chcieli wydać zgody, bo "Burego" uznano za bohatera narodowego. Czyli przyjmując ich logikę, potomkowie pomordowanych powinni być dumni, że ich ojcowie zginęli ku chwale polskiego oręża. Z taką świadomością nie daje się żyć, to wiąże, nie pozwala pójść dalej. Dlatego trzeba te rzeczy wyjaśniać bez względu na wszystko. Pewnie dlatego profesor Janion w swoich notatkach napisała o mnie, że jestem Antygoną. Musiałabym mieć ciężko przewrócone w głowie, żeby tak o sobie myśleć. Ale uważam, że trzeba przyzwoicie grzebać swoich zmarłych.

W poniedziałek też można będzie zobaczyć film "Czarny lipiec" o tragedii innej podlaskiej wsi - spacyfikowanej przez Niemców osadzie Krassowo-Częstki. O dramacie opowiada pochodzący stamtąd ksiądz Józef Kaczyński. I znów nic nie jest ani czarne, ani białe - w historii obok zbrodniarzy hitlerowskich pojawia się też postać szlachetnego Niemca, oficera mieszkającego na plebanii w Tykocinie, który ostrzegał partyzantów...

W środę z kolei zobaczyć można trzy filmy: "Bunt Janion" - dokumentalny portret znanej profesor literatury Marii Janion, oraz dwa obrazy o rzezi wołyńskiej na Polakach: "Oczyszczenie" i "Przebaczenie", w których pokazała także dylematy ukraińskich nacjonalistów. Za ten ostatni film Arnold dostała naganę od komisji etyki TVP, która przychyliła się do zdania Towarzystwa Miłośników Wołynia i Polesia, że film jest " tendencyjny, antypolski", bo występują w nim dawni bojownicy UPA, "przedstawiający wyłącznie rację strony ukraińskiej".

Sprawą zajmowała się Helsińska Fundacja Praw Człowieka, rzecz zakończyła się ugodą, w której TVP przeprosiła Agnieszkę Arnold za "błędną i jednostronną" ocenę jej filmu oraz mylne orzeczenie komisji etyki.

Podziel się

  • 1 komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów