Fotograf nie tylko w kurniku
2009-08-03
, aktualizacja: 03.08.2009 20:02
Taką książkę powinna mieć każda mała społeczność - wieś, miasteczko. Autoportret swego miejsca, rodziny, sąsiadów - stworzony przez dzieci. Zapisany w fotografii, w kilku zdaniach, w przepisach - na ciasto, masło czy bele z siana... Nowa Wola taki autoportret niedawno zyskała.
W książce pt. "Nowa Wola - po prostu" - profesjonalnie zredagowanej, z przemyślaną kompozycją, w języku polskim, białoruskim i angielskim. To zapis kilku miesięcy z 2007 i 2008 r., kiedy to 15 dzieci z tej podlaskiej wioski, w wieku od 8 do 13 lat, dostało do rąk aparaty fotograficzne i rejestrowało wokół siebie wszystko, co tylko chciały. Autorowi projektu - Bartoszowi Hlebowiczowi - zależało na tym, by - jak mówi - dzieci spojrzały na swoją codzienność z dystansu i sprawdziły, czy jest w niej coś do odkrycia.
A jest wiele, nawet jeśli jest to wnętrze kurnika, kawałek łąki czy domowa spiżarka. I kto by pomyślał - od tej nietypowej publikacji trudno się wręcz oderwać. Ciekawe jest tu wszystko - kolekcja pięknych fotografii, bardzo świeżych, nieskażonych akademickością czy stereotypowym podejściem do tematu (młodzi naprawdę mają talent, choć sami o tym pewnie nie wiedzą). Co ważne, zdjęcia mówią nie tylko o przestrzeni wokół dzieci, ale też o tym, co jest dla nich ważne: w tym, co fotografują, i tym, co pomijają, też kryje się istotna informacja. Z tego samego względu ciekawe są też różne wspominki, które młodzi zbierali wśród dziadków i sąsiadów, oraz notki, w których piszą o sobie, swoich marzeniach, zajęciach, codzienności. Do tego archiwalne fotografie zestawione ze współczesnymi.
I tak strzępy opowieści, zdjęć, rysuneczków, niczym puzzle układają się w opowieść o wiosce i jej mieszkańcach, w której niekiedy dostrzec można symptomy przemian obyczajowych, niekiedy ukryte tęsknoty. Wszystko to bardzo żywe, prawdziwe, bez odrobiny zadęcia, szczere. Zapisane prostymi zdaniami. Prostymi kadrami.
Co zajmuje umysły dzieci, co chcą pokazać?
Kurnik, ciągnik jadący po polu, wijąca się polna droga, obwoźny sklep, kuchnia u babci. Brat przy komputerze, mama przy piecu, babcia Zinaida przed domem na ławce. Zwierzęta w oborze. Ogród tonący w kwiatach.
Gabrysia Turko sfotografowała dziadków przy płocie. Napisała: "Babcia potrafi piec chleb i pączki. Umie zrobić masło i biały ser. Dziadek zna dużo historii, które odbyły się podczas II wojny światowej". Od dziewczynki dowiemy się jeszcze, że lubi przebywać w domu dziadków, że stare ikony są piękne. Dostaniemy też przepis na babcine masło. Grzesiek Bogdan dla odmiany podzieli się przepisem na miód i przedstawi nam swego brata Michała w stichanie - szacie, którą nosi się w cerkwi podczas liturgii. Marysia Monach pokaże swoje ulubione miejsce: przesiaduje na murkach za wioską. A Daniel Bujko - kurnik i swoje kury: "Już było pod wieczór i siedziały na szczeblach w kurniku, swoim domu. Jak mama zbierała jajka, to ja zrobiłem im zdjęcie. Patrzyły dziwnie. Mam około 30 kur".
Książka poświęcona jest przede wszystkim podlaskiej wiosce, ale pojawia się w niej też wątek indiański. Bo też i najpierw Hlebowicz bardzo podobny projekt realizował w rezerwacie Oneidów w Kanadzie. W książce zestawia niektóre fotografie dzieci indiańskich i polskich. Konfrontacja wypada bardzo ciekawie.
Książka była częściowo finansowana przez Urząd Marszałkowski Województwa Podlaskiego.
A jest wiele, nawet jeśli jest to wnętrze kurnika, kawałek łąki czy domowa spiżarka. I kto by pomyślał - od tej nietypowej publikacji trudno się wręcz oderwać. Ciekawe jest tu wszystko - kolekcja pięknych fotografii, bardzo świeżych, nieskażonych akademickością czy stereotypowym podejściem do tematu (młodzi naprawdę mają talent, choć sami o tym pewnie nie wiedzą). Co ważne, zdjęcia mówią nie tylko o przestrzeni wokół dzieci, ale też o tym, co jest dla nich ważne: w tym, co fotografują, i tym, co pomijają, też kryje się istotna informacja. Z tego samego względu ciekawe są też różne wspominki, które młodzi zbierali wśród dziadków i sąsiadów, oraz notki, w których piszą o sobie, swoich marzeniach, zajęciach, codzienności. Do tego archiwalne fotografie zestawione ze współczesnymi.
I tak strzępy opowieści, zdjęć, rysuneczków, niczym puzzle układają się w opowieść o wiosce i jej mieszkańcach, w której niekiedy dostrzec można symptomy przemian obyczajowych, niekiedy ukryte tęsknoty. Wszystko to bardzo żywe, prawdziwe, bez odrobiny zadęcia, szczere. Zapisane prostymi zdaniami. Prostymi kadrami.
Co zajmuje umysły dzieci, co chcą pokazać?
Kurnik, ciągnik jadący po polu, wijąca się polna droga, obwoźny sklep, kuchnia u babci. Brat przy komputerze, mama przy piecu, babcia Zinaida przed domem na ławce. Zwierzęta w oborze. Ogród tonący w kwiatach.
Gabrysia Turko sfotografowała dziadków przy płocie. Napisała: "Babcia potrafi piec chleb i pączki. Umie zrobić masło i biały ser. Dziadek zna dużo historii, które odbyły się podczas II wojny światowej". Od dziewczynki dowiemy się jeszcze, że lubi przebywać w domu dziadków, że stare ikony są piękne. Dostaniemy też przepis na babcine masło. Grzesiek Bogdan dla odmiany podzieli się przepisem na miód i przedstawi nam swego brata Michała w stichanie - szacie, którą nosi się w cerkwi podczas liturgii. Marysia Monach pokaże swoje ulubione miejsce: przesiaduje na murkach za wioską. A Daniel Bujko - kurnik i swoje kury: "Już było pod wieczór i siedziały na szczeblach w kurniku, swoim domu. Jak mama zbierała jajka, to ja zrobiłem im zdjęcie. Patrzyły dziwnie. Mam około 30 kur".
Książka poświęcona jest przede wszystkim podlaskiej wiosce, ale pojawia się w niej też wątek indiański. Bo też i najpierw Hlebowicz bardzo podobny projekt realizował w rezerwacie Oneidów w Kanadzie. W książce zestawia niektóre fotografie dzieci indiańskich i polskich. Konfrontacja wypada bardzo ciekawie.
Książka była częściowo finansowana przez Urząd Marszałkowski Województwa Podlaskiego.
- 4 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
-
Fotograf nie tylko w kurniku
grat.nowy
04.08.09, 14:36
gdzie można kupić tą książkę?»




