Potrzeba pisma literackiego jest, to pewne. Tylko co z tego?
14.03.2010
, aktualizacja: 15.03.2010 14:35
Pismo zupełnie nowe, z nowym potencjałem, czy też reaktywowane "Kartki"? Oto jest pytanie. Próbowali na nie odpowiedzieć uczestnicy debaty pt. "Jakiego pisma potrzebuje Białystok", zorganizowanej w piątek w kawiarni Kopiluwak.
Kawiarnia była pełna, na debatę przyszło sporo osób zarówno ze starego składu redakcyjnego "Kartek", jak też sporo ludzi młodych. Dyskusja meandrowała, przeskakiwała z tematu na temat. Pojawiły się konkretne merytoryczne wizje nowego pisma, wiele było też - najróżniejszych - ocen "Kartek" i ich pokrętnej historii. Niestety zdarzały się momenty, w których dyskusja zmieniała się w sąd nad Bogdanem Budko i jego pismem.
Oto zapis dyskusji:
Dorota Sokołowska, prowadząca spotkanie dziennikarka Radia Białystok: - Jak tworzyć pismo w dzisiejszym świecie, gdy coraz mniej osób czyta, gdy większość tekstów znaleźć można w internecie? Jak stworzyć regularnik, pismo merytoryczne, jeśli wisi nad nami, niczym miecz - mit "Kartek"? Spróbujemy odpowiedzieć na to pytanie z pomocą zaproszonych gości - Dominika Sołowieja, który kilka lat temu wydawał w Białymstoku pismo "Kultura", Marka Kochanowskiego, literaturoznawcy ze stowarzyszenia Fabryka Bestsellerów, Dariusza Kiełczewskiego - niegdyś współtworzącego "Kartki" i Sławomira Mojsiuszko, człowieka, który wierzy w to, że w Białymstoku wydawanie pisma właśnie teraz się może udać.
Dariusz Kiełczewski , prof. Uniwersytetu w Białymstoku, niegdyś członek zespołu redakcyjnego "Kartek": - Przez pięć ostatnich lat, kiedy "Kartki" przestały się ukazywać, właściwie nic się nie działo. Ale Ignacy Karpowicz, pochodzący z Białegostoku i o Białymstoku też piszący - został nominowany do nagrody Nike. Dariusz Adamowski, poeta, tłumacz, wypracował sobie jakąś pozycję. Pojawiła się Teresa Radziewicz, poetka, laureatka tegorocznej Nagrody im. Kazaneckiego. I cóż, poradzili sobie jakoś bez "Kartek" i innego pisma. Ale skoro tu jesteśmy, to może coś nas wszystkich jednak uwiera? Jakiś brak? Wtedy, gdy byłem zaangażowany w "Kartki", takich dobrych słów, jakie się teraz słyszy o tym piśmie, jakoś się nie słyszało. Środowisko było postrzegane jako toksyczne, atmosfera wokół pisma była bardzo kiepska. Teraz, po latach słychać zupełnie inne opinie...
Tu odezwał się z sali
Wojtek Kirejczyk, grafik, swego czasu związany z "Kartkami": - Ponoć o umarłym zawsze się mówi dobrze...
Dariusz Kielczewski: - Trzeba jednak pamiętać, że już jesteśmy inni, świat się zmienił. Przyznam, że byłem już zmęczony gęstą atmosferą wokół pisma. Paradoksalnie, wokół "Kartek" najlepsza atmosfera była wtedy, gdy sklasyczniały, uspokoiły się. Ale ta linia już mi nie odpowiadała.
Andrzej Kalinowski , księgarz, współwłaściciel księgarni "Akcent", wydawca: - Rozumiem, że przyszliśmy na spotkanie dwuczęściowe. Jedna część poświęcona jest wspominaniu "Kartek", druga ma odpowiedzieć na pytanie, jakiego pisma nam potrzeba. Na początek powiem, że nie spodobała mi się wypowiedź Janka Kamińskiego zamieszczona w czwartkowej "Wyborczej". Janek wierzy w mity. Twierdzi, że "Kartki" to tylko Bogdan Dudko. Ale Dudko bez zespołu by nie istniał. Bez pomocy wielu współpracowników nie dałby rady wydawać pisma. Bogdan kochał "Kartki", a potem w życiu się zapomniał, fakt, wszystko potoczyło się, jak potoczyło. Ale nie mówmy już o tym. Przez tyle lat miałem ludzi "Kartek" przez ścianę. Przychodzili do kawiarni Marszand, dyskutowali o tekstach. To pismo naprawdę robił zespół...
Dorota Sokolowska : - Czy do twojej księgarni Andrzeju przychodzą ludzie, którzy pytają o pisma literackie?
Andrzej Kalinowski: - Kiedyś tak, ostatnio nie, bo takie pisma czytują zazwyczaj w internecie.
Dominik Sołowiej, historyk literatury, krytyk literacki, kilka lat temu wydawał pismo "Kultura": - Przyznaję, że kiedyś czytywałem "Kartki" namiętnie. To tak gwoli wspomnienia. Tyle że rozmowa chyba idzie nie w tym kierunku, w którym powinna. Powinniśmy rozmawiać o tym, czy jest potrzeba wydawania pisma. Przez ostatnie miesiące z wieloma osobami rozmawiałem o takiej potrzebie. Bo ona w środowisku jest. Fakt, że przyszło tyle osób na to spotkanie, też o tym świadczy.
Marek Kochanowski, literaturoznawca, wykładowca uniwersytecki, współzałożyciel stowarzyszenia Fabryka Bestsellerów: - Białemustokowi potrzeba nowoczesnego pisma miejskiego. Tak się składa, że najwięcej osób młodych pisze w internecie. To w obecnych czasach też ważne medium. Dlatego pismo, które by ewentualnie powstało, powinno mieć dwie wersje - internetową i papierową. Skoro o "Kartkach" mowa - męczy mnie już mówienie o ich reaktywacji. Więcej, mówienie o tym wręcz blokuje powstanie nowego pisma. Teraz jest inna estetyka, inna wrażliwość, inne potrzeby. Mnie na przykład już zainteresowanie Wschodem, jakie miało miejsce w "Kartkach" - nie interesuje. I choć kiedyś czytywałem "Kartki", to z całym szacunkiem, ale jeśli nowe pismo to będą nadal "Kartki" - ja raczej nie będę ich czytelnikiem.
Sławomir Mojsiuszko, niegdyś związany z działalnością wydawniczą, dziś pełnomocnik magistratu ds. Europejskiej Stolicy Kultury; w tekście publikowanym w "Gazecie" w czwartek sam siebie nazwał łącznikiem między potencjalnym wydawcą nowego pisma a sponsorami; jednocześnie zastrzegł, że wszystko, co związane z okolicznościami wydawania nowego pisma, to jego prywatna inicjatywa, niemająca nic wspólnego z miastem: - Z zainteresowaniem słucham wszystkich wypowiedzi. Dyskutujemy o tym, jakie powinno być pismo. Jeśli w tym środowisku stworzenie takiego pisma jest i potrzebą, i marzeniem, jeśli ludzie się uprą, to to pismo w końcu powstanie. Nie będę się wypowiadał, czy pismo jest potrzebne miastu. Na pewno jest potrzebne ludziom piszącym.
Dariusz Kiełczewski: - Generalnie z powstawaniem pism jest tak: oto jest silna osoba, która umie skupić wokół siebie ludzi, utrzymać ich przy sobie, inspirować, a potem, cóż... Potem w niektórych momentach powinna umieć ustąpić. Ta dyskusja powoli staje się sądem nad Bogdanem Dudko i "Kartkami". Przez wiele lat Dudko ciągnął pismo na swoich plecach. Potem się pogubił. Pytanie, czy jest ktoś, kto umiałby i miałby siłę teraz takie pismo, jak on, poprowadzić? Wiem, jak trudne jest prowadzenie pisma, sam prowadzę akurat pismo naukowe, ale pewne mechanizmy, którym trzeba sprostać, są podobne.
Maciek Chołodowski, dziennikarz tygodnika "Niwa": - Tu nie chodzi o pracę naukową. Tu chodzi o to, że potrzebna jest charyzma. Wy panowie, jej nie macie, ani Mojsiuszko, ani Kiełczewski. Nie powstanie nowe pismo w Białymstoku. Pan Mojsiuszko na pewno go nie stworzy.
Sławomir Mojsiuszko: - Ja powiem wprost. Ja nie będę tworzył pisma. Trafił do mnie przez przypadek Bogdan Dudko ze złożonym nowym numerem "Kartek". Pomyślałem, że mogę uruchomić pewne kontakty, sprzęgnąć ewentualnego wydawcę ze sponsorami. I tyle. Ale po pierwsze: ja nie reprezentuję miasta, to moja prywatna inicjatywa. Ja mogę tylko pomóc znaleźć wsparcie finansowe.
Dorota Sokolowska: - Rozmawiamy o tym, jakie pismo - i czy w ogóle - potrzebne jest Białemustokowi. Moim zdaniem - żadne. Dlaczego? Bo jest internet. Marek Kochanowski mówi, że nowe pismo powinno być wspomagane internetem. Po co więc jeszcze wersja papierowa?
Głos z sali: - Choćby po to, że starsze pokolenie przyzwyczajone jest do tego, by kartki przewracać, wąchać, a czytanie celebrować. Połączenie pisma internetowego i papierowego informującego o tym, co się dzieje w literaturze i kulturze na Podlasiu, to niegłupie, nowoczesne rozwiązanie.
Jan Kamiński, pisarz, filolog, niegdyś członek zespołu redakcyjnego "Kartek": - Oto ja, mitotwórca. Mnie się wydaje, że to nie jest tak, czy to pismo jest potrzebne, czy niepotrzebne. Jeśli znalazłby się ktoś jak Dudko sprzed prawie dwudziestu lat, to pismo ma szansę istnieć. To musi być ktoś z jajami. Historia pokazuje takie przypadki. Giedroyć, Wyka, Górski, Grydzewski, Krzyżagórski. Ten ostatni w Białymstoku tak prowadził "Kontrasty", że stały się pismem ogólnopolskim, a o druk w nich zabiegali tacy ludzie jak Hanna Krall czy Ryszard Kapuściński. Gdy taki człowiek się pojawi, to wtedy się okaże, czy pismo jest potrzebne, czy też nie. Ja jestem stary. I jestem cienias. Wręcz cienki Bolek jestem. To nie na moje siły. Taki człowiek powinien któregoś dnia sam się objawić, może to być zarówno mężczyzna, jak i kobieta. Skoro minęło pięć lat i nikt taki się jednak jeszcze nie objawił, to może nie jesteśmy jeszcze na to gotowi? Reaktywowanie "Kartek", perswadowanie Dudce, by przestał pić... to wszystko raczej nie ma sensu. Nic na siłę. Przeszło, minęło, popłynęło... Dwa razy nie wchodzi się do tej samej rzeki...
Andrzej Kalinowski: - Fakt, że przyszło tu nas tylu, oznacza, że jednak potrzebujemy takiego pisma. Dla mnie to wrzenie jest takim małym cudem od pięciu lat.
Oto zapis dyskusji:
Dorota Sokołowska, prowadząca spotkanie dziennikarka Radia Białystok: - Jak tworzyć pismo w dzisiejszym świecie, gdy coraz mniej osób czyta, gdy większość tekstów znaleźć można w internecie? Jak stworzyć regularnik, pismo merytoryczne, jeśli wisi nad nami, niczym miecz - mit "Kartek"? Spróbujemy odpowiedzieć na to pytanie z pomocą zaproszonych gości - Dominika Sołowieja, który kilka lat temu wydawał w Białymstoku pismo "Kultura", Marka Kochanowskiego, literaturoznawcy ze stowarzyszenia Fabryka Bestsellerów, Dariusza Kiełczewskiego - niegdyś współtworzącego "Kartki" i Sławomira Mojsiuszko, człowieka, który wierzy w to, że w Białymstoku wydawanie pisma właśnie teraz się może udać.
Dariusz Kiełczewski , prof. Uniwersytetu w Białymstoku, niegdyś członek zespołu redakcyjnego "Kartek": - Przez pięć ostatnich lat, kiedy "Kartki" przestały się ukazywać, właściwie nic się nie działo. Ale Ignacy Karpowicz, pochodzący z Białegostoku i o Białymstoku też piszący - został nominowany do nagrody Nike. Dariusz Adamowski, poeta, tłumacz, wypracował sobie jakąś pozycję. Pojawiła się Teresa Radziewicz, poetka, laureatka tegorocznej Nagrody im. Kazaneckiego. I cóż, poradzili sobie jakoś bez "Kartek" i innego pisma. Ale skoro tu jesteśmy, to może coś nas wszystkich jednak uwiera? Jakiś brak? Wtedy, gdy byłem zaangażowany w "Kartki", takich dobrych słów, jakie się teraz słyszy o tym piśmie, jakoś się nie słyszało. Środowisko było postrzegane jako toksyczne, atmosfera wokół pisma była bardzo kiepska. Teraz, po latach słychać zupełnie inne opinie...
Tu odezwał się z sali
Wojtek Kirejczyk, grafik, swego czasu związany z "Kartkami": - Ponoć o umarłym zawsze się mówi dobrze...
Dariusz Kielczewski: - Trzeba jednak pamiętać, że już jesteśmy inni, świat się zmienił. Przyznam, że byłem już zmęczony gęstą atmosferą wokół pisma. Paradoksalnie, wokół "Kartek" najlepsza atmosfera była wtedy, gdy sklasyczniały, uspokoiły się. Ale ta linia już mi nie odpowiadała.
Andrzej Kalinowski , księgarz, współwłaściciel księgarni "Akcent", wydawca: - Rozumiem, że przyszliśmy na spotkanie dwuczęściowe. Jedna część poświęcona jest wspominaniu "Kartek", druga ma odpowiedzieć na pytanie, jakiego pisma nam potrzeba. Na początek powiem, że nie spodobała mi się wypowiedź Janka Kamińskiego zamieszczona w czwartkowej "Wyborczej". Janek wierzy w mity. Twierdzi, że "Kartki" to tylko Bogdan Dudko. Ale Dudko bez zespołu by nie istniał. Bez pomocy wielu współpracowników nie dałby rady wydawać pisma. Bogdan kochał "Kartki", a potem w życiu się zapomniał, fakt, wszystko potoczyło się, jak potoczyło. Ale nie mówmy już o tym. Przez tyle lat miałem ludzi "Kartek" przez ścianę. Przychodzili do kawiarni Marszand, dyskutowali o tekstach. To pismo naprawdę robił zespół...
Dorota Sokolowska : - Czy do twojej księgarni Andrzeju przychodzą ludzie, którzy pytają o pisma literackie?
Andrzej Kalinowski: - Kiedyś tak, ostatnio nie, bo takie pisma czytują zazwyczaj w internecie.
Dominik Sołowiej, historyk literatury, krytyk literacki, kilka lat temu wydawał pismo "Kultura": - Przyznaję, że kiedyś czytywałem "Kartki" namiętnie. To tak gwoli wspomnienia. Tyle że rozmowa chyba idzie nie w tym kierunku, w którym powinna. Powinniśmy rozmawiać o tym, czy jest potrzeba wydawania pisma. Przez ostatnie miesiące z wieloma osobami rozmawiałem o takiej potrzebie. Bo ona w środowisku jest. Fakt, że przyszło tyle osób na to spotkanie, też o tym świadczy.
Marek Kochanowski, literaturoznawca, wykładowca uniwersytecki, współzałożyciel stowarzyszenia Fabryka Bestsellerów: - Białemustokowi potrzeba nowoczesnego pisma miejskiego. Tak się składa, że najwięcej osób młodych pisze w internecie. To w obecnych czasach też ważne medium. Dlatego pismo, które by ewentualnie powstało, powinno mieć dwie wersje - internetową i papierową. Skoro o "Kartkach" mowa - męczy mnie już mówienie o ich reaktywacji. Więcej, mówienie o tym wręcz blokuje powstanie nowego pisma. Teraz jest inna estetyka, inna wrażliwość, inne potrzeby. Mnie na przykład już zainteresowanie Wschodem, jakie miało miejsce w "Kartkach" - nie interesuje. I choć kiedyś czytywałem "Kartki", to z całym szacunkiem, ale jeśli nowe pismo to będą nadal "Kartki" - ja raczej nie będę ich czytelnikiem.
Sławomir Mojsiuszko, niegdyś związany z działalnością wydawniczą, dziś pełnomocnik magistratu ds. Europejskiej Stolicy Kultury; w tekście publikowanym w "Gazecie" w czwartek sam siebie nazwał łącznikiem między potencjalnym wydawcą nowego pisma a sponsorami; jednocześnie zastrzegł, że wszystko, co związane z okolicznościami wydawania nowego pisma, to jego prywatna inicjatywa, niemająca nic wspólnego z miastem: - Z zainteresowaniem słucham wszystkich wypowiedzi. Dyskutujemy o tym, jakie powinno być pismo. Jeśli w tym środowisku stworzenie takiego pisma jest i potrzebą, i marzeniem, jeśli ludzie się uprą, to to pismo w końcu powstanie. Nie będę się wypowiadał, czy pismo jest potrzebne miastu. Na pewno jest potrzebne ludziom piszącym.
Dariusz Kiełczewski: - Generalnie z powstawaniem pism jest tak: oto jest silna osoba, która umie skupić wokół siebie ludzi, utrzymać ich przy sobie, inspirować, a potem, cóż... Potem w niektórych momentach powinna umieć ustąpić. Ta dyskusja powoli staje się sądem nad Bogdanem Dudko i "Kartkami". Przez wiele lat Dudko ciągnął pismo na swoich plecach. Potem się pogubił. Pytanie, czy jest ktoś, kto umiałby i miałby siłę teraz takie pismo, jak on, poprowadzić? Wiem, jak trudne jest prowadzenie pisma, sam prowadzę akurat pismo naukowe, ale pewne mechanizmy, którym trzeba sprostać, są podobne.
Maciek Chołodowski, dziennikarz tygodnika "Niwa": - Tu nie chodzi o pracę naukową. Tu chodzi o to, że potrzebna jest charyzma. Wy panowie, jej nie macie, ani Mojsiuszko, ani Kiełczewski. Nie powstanie nowe pismo w Białymstoku. Pan Mojsiuszko na pewno go nie stworzy.
Sławomir Mojsiuszko: - Ja powiem wprost. Ja nie będę tworzył pisma. Trafił do mnie przez przypadek Bogdan Dudko ze złożonym nowym numerem "Kartek". Pomyślałem, że mogę uruchomić pewne kontakty, sprzęgnąć ewentualnego wydawcę ze sponsorami. I tyle. Ale po pierwsze: ja nie reprezentuję miasta, to moja prywatna inicjatywa. Ja mogę tylko pomóc znaleźć wsparcie finansowe.
Dorota Sokolowska: - Rozmawiamy o tym, jakie pismo - i czy w ogóle - potrzebne jest Białemustokowi. Moim zdaniem - żadne. Dlaczego? Bo jest internet. Marek Kochanowski mówi, że nowe pismo powinno być wspomagane internetem. Po co więc jeszcze wersja papierowa?
Głos z sali: - Choćby po to, że starsze pokolenie przyzwyczajone jest do tego, by kartki przewracać, wąchać, a czytanie celebrować. Połączenie pisma internetowego i papierowego informującego o tym, co się dzieje w literaturze i kulturze na Podlasiu, to niegłupie, nowoczesne rozwiązanie.
Jan Kamiński, pisarz, filolog, niegdyś członek zespołu redakcyjnego "Kartek": - Oto ja, mitotwórca. Mnie się wydaje, że to nie jest tak, czy to pismo jest potrzebne, czy niepotrzebne. Jeśli znalazłby się ktoś jak Dudko sprzed prawie dwudziestu lat, to pismo ma szansę istnieć. To musi być ktoś z jajami. Historia pokazuje takie przypadki. Giedroyć, Wyka, Górski, Grydzewski, Krzyżagórski. Ten ostatni w Białymstoku tak prowadził "Kontrasty", że stały się pismem ogólnopolskim, a o druk w nich zabiegali tacy ludzie jak Hanna Krall czy Ryszard Kapuściński. Gdy taki człowiek się pojawi, to wtedy się okaże, czy pismo jest potrzebne, czy też nie. Ja jestem stary. I jestem cienias. Wręcz cienki Bolek jestem. To nie na moje siły. Taki człowiek powinien któregoś dnia sam się objawić, może to być zarówno mężczyzna, jak i kobieta. Skoro minęło pięć lat i nikt taki się jednak jeszcze nie objawił, to może nie jesteśmy jeszcze na to gotowi? Reaktywowanie "Kartek", perswadowanie Dudce, by przestał pić... to wszystko raczej nie ma sensu. Nic na siłę. Przeszło, minęło, popłynęło... Dwa razy nie wchodzi się do tej samej rzeki...
Andrzej Kalinowski: - Fakt, że przyszło tu nas tylu, oznacza, że jednak potrzebujemy takiego pisma. Dla mnie to wrzenie jest takim małym cudem od pięciu lat.
Dominik Sołowiej: - A według mnie niepotrzebny jest człowiek z charyzmą, ale menedżer. W Polsce są różne niszowe pisma. Jest w Katowicach pismo internetowe ArtPapier. Wspomaga je urząd miejski i pewna fundacja. Jak to jest, że gdzieś tam autorzy piszą, i jeszcze im się za to płaci? Czy my nie potrafimy napisać projektu, zdobyć pieniędzy?
Wojciech Kirejczyk: - Czyli co, tak naprawdę potrzebne są dwie osoby: jedna trzyma pismo w finansowych ryzach, druga ma wizję?
Dominik Sołowiej: - We Wrocławiu działa pismo "Rita Baum". Narodziło się w zupełnie nietypowy sposób. Jednym z jego aspektów jest kreowanie wizerunku kobiety Rity Baum, która nie istnieje. W pierwszych numerach zamieszczane były wywiady z Ritą, a podczas promocji pisma pokazywane są np. jej torebki, albo fotografie z jej mieszkania. Część czytelników i widzów traktuje ten pomysł jako artystyczny żart, część zaś zastanawia się na poważnie, kim jest Rita. Wykreowano to wszystko na tyle sugestywnie, że do ludzi to przemówiło, i potencjalni reklamodawcy zaczęli sami przychodzić z propozycjami. Sponsora trzeba umieć znaleźć.
Wojciech Kirejczyk: - Jeśli facet wyrabiający pustaki da pieniądze za napisanie paru wierszy, to ja jestem za. Racją jest, że pismo powinno mieć wersję internetową. Choć też internet to taki śmietnik, można tam wszystko wrzucić. Więc jak, drukowanie to taka nagroda dla tych najlepszych?
Tu sentencjonalnie wtrącił się
Jan Kamiński: - I płynął tak sobie w nurcie gówna... I nagrodzili go drukiem...
Teresa Radziewicz, poetka z Juchnowca Kościelnego, tegoroczna laureatka literackiej Nagrody Prezydenta Białegostoku: - Ja trochę z drugiej strony. W białostockim środowisku literackim nie byłam, "Kartki" czytywałam. Ale rzeczywiście, obecnie Białystok, jeśli chodzi kulturę, pismo literackie - jest białą plamą. Internet jest potrzebny, owszem, ale papierowe wydanie powinno być przede wszystkim. W Łodzi jest takie pismo "Tygiel kultury". Oto zaczęła się spotykać grupa kilku osób, uznano, że warto coś zrobić, i tak od słowa do słowa - wydano jeden numer pisma. Potem zaczęto starać się o pieniądze na drugi. Czyli można się obyć bez charyzmatycznej postaci. Liczy się też grupa.
Jan Kamiński: - My przecież jesteśmy grupą, której się coś chce. No i co z tego wynika? Grupa to za mało.
Dariusz Kiełczewski: - Na pewno potrzebne jest pismo, które by nas nie dzieliło, z czasem podziały strasznie męczą. I by liczyło się na rynku ogólnopolskim. A skoro o internecie mowa, dodam jeszcze, że już w 2000 roku domagałem się od redaktora naczelnego "Kartek", by powstała ich wersja internetowa, ale naczelny nie był zainteresowany.
Damian Kudzinowski , organizator spotkania, współprowadzi kawiarnię Kopiluwak, Stowarzyszenie Fabryka Bestsellerów: - Mam wrażenie, przysłuchując się tej dyskusji, że jesteśmy na zajęciach uczących, jak założyć działalność gospodarczą. To wkurzające. Problemem jest charakter tego ewentualnego pisma. I to, czy my w Białymstoku jesteśmy w ogóle w stanie wyprodukować jakąś myśl, twórcze działanie. Pytanie, czy nie mamy problemu z samooceną, czy uwierzymy, że jesteśmy w stanie dać coś z siebie, wygenerować jakąś siłę, oryginalny produkt. Może rzeczywiście ten czyściec jest nam potrzebny. Może rzeczywiście trzeba poczekać. Może przyszły redaktor jeszcze sika w majtki, albo podchodzi dopiero do matury?
Głos z sali : - Po co podczas dyskusji o powstaniu pisma w ogóle rozmawiamy o tym, co chcemy pisać. Raczej powinniśmy zadać pytanie, co chcemy czytać. Ja redaguję np. "Głos Białowieży". To taka malutka gazetka. I zawsze jestem bardzo ciekawa, czego chcą czytelnicy. Od tego powinniśmy wyjść.
Sławomir Mojsiuszko : - Pismo nie powstaje dlatego, że jakaś dyskusja udowodni, że takie pismo jest potrzebne. Jeśli będzie środowisko, to i pismo powstanie. O tym, jakie będzie, jakie teksty tam się znajdą, zdecyduje redaktor naczelny. Ta dyskusja zmierza w dziwnym kierunku. Ja w każdym razie muszę się już z państwem pożegnać. Życzę owocnych refleksji.
Na tym Sławomir Mojsiuszko swój udział w debacie zakończył i ostentacyjnie kawiarnię opuścił. Po czym do końca spotkania stał przed kawiarnią.
Andrzej Kalinowski: - Uważam, że część z tego, co robiły "Kartki" trzeba byłoby przejąć. Jeśli uciekniemy - jak sugerowaliby niektórzy - od tygla kulturowego, w którym jako region jesteśmy, to zaczniemy być tylko miejscy. To nie jest dobre.
Wojciech Kirejczyk: - Czyli co, tak naprawdę potrzebne są dwie osoby: jedna trzyma pismo w finansowych ryzach, druga ma wizję?
Dominik Sołowiej: - We Wrocławiu działa pismo "Rita Baum". Narodziło się w zupełnie nietypowy sposób. Jednym z jego aspektów jest kreowanie wizerunku kobiety Rity Baum, która nie istnieje. W pierwszych numerach zamieszczane były wywiady z Ritą, a podczas promocji pisma pokazywane są np. jej torebki, albo fotografie z jej mieszkania. Część czytelników i widzów traktuje ten pomysł jako artystyczny żart, część zaś zastanawia się na poważnie, kim jest Rita. Wykreowano to wszystko na tyle sugestywnie, że do ludzi to przemówiło, i potencjalni reklamodawcy zaczęli sami przychodzić z propozycjami. Sponsora trzeba umieć znaleźć.
Wojciech Kirejczyk: - Jeśli facet wyrabiający pustaki da pieniądze za napisanie paru wierszy, to ja jestem za. Racją jest, że pismo powinno mieć wersję internetową. Choć też internet to taki śmietnik, można tam wszystko wrzucić. Więc jak, drukowanie to taka nagroda dla tych najlepszych?
Tu sentencjonalnie wtrącił się
Jan Kamiński: - I płynął tak sobie w nurcie gówna... I nagrodzili go drukiem...
Teresa Radziewicz, poetka z Juchnowca Kościelnego, tegoroczna laureatka literackiej Nagrody Prezydenta Białegostoku: - Ja trochę z drugiej strony. W białostockim środowisku literackim nie byłam, "Kartki" czytywałam. Ale rzeczywiście, obecnie Białystok, jeśli chodzi kulturę, pismo literackie - jest białą plamą. Internet jest potrzebny, owszem, ale papierowe wydanie powinno być przede wszystkim. W Łodzi jest takie pismo "Tygiel kultury". Oto zaczęła się spotykać grupa kilku osób, uznano, że warto coś zrobić, i tak od słowa do słowa - wydano jeden numer pisma. Potem zaczęto starać się o pieniądze na drugi. Czyli można się obyć bez charyzmatycznej postaci. Liczy się też grupa.
Jan Kamiński: - My przecież jesteśmy grupą, której się coś chce. No i co z tego wynika? Grupa to za mało.
Dariusz Kiełczewski: - Na pewno potrzebne jest pismo, które by nas nie dzieliło, z czasem podziały strasznie męczą. I by liczyło się na rynku ogólnopolskim. A skoro o internecie mowa, dodam jeszcze, że już w 2000 roku domagałem się od redaktora naczelnego "Kartek", by powstała ich wersja internetowa, ale naczelny nie był zainteresowany.
Damian Kudzinowski , organizator spotkania, współprowadzi kawiarnię Kopiluwak, Stowarzyszenie Fabryka Bestsellerów: - Mam wrażenie, przysłuchując się tej dyskusji, że jesteśmy na zajęciach uczących, jak założyć działalność gospodarczą. To wkurzające. Problemem jest charakter tego ewentualnego pisma. I to, czy my w Białymstoku jesteśmy w ogóle w stanie wyprodukować jakąś myśl, twórcze działanie. Pytanie, czy nie mamy problemu z samooceną, czy uwierzymy, że jesteśmy w stanie dać coś z siebie, wygenerować jakąś siłę, oryginalny produkt. Może rzeczywiście ten czyściec jest nam potrzebny. Może rzeczywiście trzeba poczekać. Może przyszły redaktor jeszcze sika w majtki, albo podchodzi dopiero do matury?
Głos z sali : - Po co podczas dyskusji o powstaniu pisma w ogóle rozmawiamy o tym, co chcemy pisać. Raczej powinniśmy zadać pytanie, co chcemy czytać. Ja redaguję np. "Głos Białowieży". To taka malutka gazetka. I zawsze jestem bardzo ciekawa, czego chcą czytelnicy. Od tego powinniśmy wyjść.
Sławomir Mojsiuszko : - Pismo nie powstaje dlatego, że jakaś dyskusja udowodni, że takie pismo jest potrzebne. Jeśli będzie środowisko, to i pismo powstanie. O tym, jakie będzie, jakie teksty tam się znajdą, zdecyduje redaktor naczelny. Ta dyskusja zmierza w dziwnym kierunku. Ja w każdym razie muszę się już z państwem pożegnać. Życzę owocnych refleksji.
Na tym Sławomir Mojsiuszko swój udział w debacie zakończył i ostentacyjnie kawiarnię opuścił. Po czym do końca spotkania stał przed kawiarnią.
Andrzej Kalinowski: - Uważam, że część z tego, co robiły "Kartki" trzeba byłoby przejąć. Jeśli uciekniemy - jak sugerowaliby niektórzy - od tygla kulturowego, w którym jako region jesteśmy, to zaczniemy być tylko miejscy. To nie jest dobre.
Damian Kudzinowski: - To może niech powstaną dwa pisma. Może spór między nimi będzie jakimś motorem? OK, niech będą "Kartki" i jeszcze jakieś pismo.
Wojciech Kirejczyk: - "Kartki" nie muszą powstawać, bo nadal mentalnie są.
Miłka Malzahn , autorka kilku książek, dziennikarka Radia Białystok, wokalistka: - Ja bym się bała reaktywacji "Kartek", bo mocno się wszyscy zmieniliśmy. To nie jest tak: hop siup i pismo jest. Postulowałabym spokój, kolejne działania metodą małych kroczków. Dodam jeszcze, że jeżeli miasto nie obchodzi w ogóle wydawanie pisma, a człowiek, który jakoś tam z magistratem jako pełnomocnik od Europejskiej Stolicy Kultury jest związany - i ostro tej więzi z miastem się wypiera, a podczas dyskusji sobie po prostu wychodzi, to powiem szczerze, robi mi się smutno. Bo też i cała ta sytuacja pokazuje, że miasto temat ma gdzieś.
Janusz Taranienko , krytyk literacki, pisarz, nauczyciel instruktor w Młodzieżowym Domu Kultury: - Prawda jest taka, że miasto powinno zmienić politykę kulturalną. Nie puszczać dziewcząt na rynek w skąpych strojach i z piłkami w rękach w ramach jakichś ogólnopolskich przeglądów, a dać pieniądze na pismo. Rzecz w tym, by nie trzeba było pisać żadnego projektu, prosić o pieniądze, szukać lokalu. Miasto takie pomieszczenie na redakcję wręcz powinno dotować. Na panienki fajnie jest popatrzeć, ale niekoniecznie za sto tysięcy. Pieniądze są, tylko trzeba umieć je wydać. Miasto musi w końcu zrozumieć, że kultura wysoka też ma swoje prawa. Owszem, my wszyscy, choćby z ludźmi z dawnej ekipy "Kartek", możemy się spotkać, pogadać. Ale z samego gadania pisma się nie stworzy. My wszyscy musimy z czegoś żyć.
W tym momencie prowadząca spotkanie wśród osób siedzących na sali dostrzegła Annę Pieciul z wydziału kultury Urzędu Miejskiego.
Dorota Sokołowska : - Pan Mojsiuszko sobie wyszedł, ale jest z nami pani Ania, która jest obecna na wszystkich imprezach kulturalnych i ze wszystkim jest na bieżąco. I co pani o tym wszystkim myśli?
Anna Pieciul z wydziału kultury UM: - Ja jestem tu co prawda prywatnie, jak zresztą większość z obecnych, ale odpowiem. Skoro mamy XXI wiek i marzyliśmy o społeczeństwie obywatelskim, to pokażmy, że nim jesteśmy. Narzekacie państwo na wszystkich urzędników, ale też dajcie im szansę. Złóżcie wniosek. Miasto kiedyś dotowało "Kartki". Więc widać taka opcja jest możliwa. Jak takie pismo powstanie, a na pewno jest potrzebne, to pieniądze się znajdą. Tylko ktoś musi je założyć. Może najpierw warto ustalić, jaki model byłby najwłaściwszy.
Wojciech Kirejczyk , z humorem : - To może zróbmy casting na naczelnego takiego pisma?
Dariusz Kiełczewski: - Bardzo nie chciałbym dwóch pism artystyczno-literackich w mieście. Myśmy to już przerobili - w sytuacji, gdy powstała "Kultura". Dziś nie ma ani "Kartek", ani "Kultury". Spory powinniśmy prowadzić na poziomie kraju, a nie tu, na miejscu. A co do dotowania pisma przez miasto. Istnieje casus takiego pisma funkcjonującego w oparciu o miejskie finanse. Jest takie śląskie pismo "Opcje", o stabilnej i wcale nie najgorszej pozycji.
Wiesław Szymański , autor kilku poetyckich tomów i słuchowisk radiowych, dziennikarz Radia Białystok, na jego antenie od 16 lat prowadzi "Pocztę Literacką" omawiającą debiuty książkowe młodych twórców: - Cztery lata temu w Famie odbyła się już podobna dyskusja z udziałem prezydentów i nie tylko. Już, już wybierano naczelnego, już ustalano linię pisma. I co? Wszystko rozeszło się po kościach. Jeżeli pełnomocnik ds. Europejskiej Stolicy Kultury wychodzi, to sprawa tylko na pozór go interesuje. Choć oczywiście fakt, że startujemy do miana takiej stolicy mógłby stać się motorem do stworzenia takiego pisma. Myślę, że jedynym sposobem jest powołanie stowarzyszenia, które takie pismo mogłoby wydawać.
W tym miejscu prowadząca wyłuskała z tłumu prof. Małgorzatę Kowalską i wręczyła jej mikrofon.
Wojciech Kirejczyk: - "Kartki" nie muszą powstawać, bo nadal mentalnie są.
Miłka Malzahn , autorka kilku książek, dziennikarka Radia Białystok, wokalistka: - Ja bym się bała reaktywacji "Kartek", bo mocno się wszyscy zmieniliśmy. To nie jest tak: hop siup i pismo jest. Postulowałabym spokój, kolejne działania metodą małych kroczków. Dodam jeszcze, że jeżeli miasto nie obchodzi w ogóle wydawanie pisma, a człowiek, który jakoś tam z magistratem jako pełnomocnik od Europejskiej Stolicy Kultury jest związany - i ostro tej więzi z miastem się wypiera, a podczas dyskusji sobie po prostu wychodzi, to powiem szczerze, robi mi się smutno. Bo też i cała ta sytuacja pokazuje, że miasto temat ma gdzieś.
Janusz Taranienko , krytyk literacki, pisarz, nauczyciel instruktor w Młodzieżowym Domu Kultury: - Prawda jest taka, że miasto powinno zmienić politykę kulturalną. Nie puszczać dziewcząt na rynek w skąpych strojach i z piłkami w rękach w ramach jakichś ogólnopolskich przeglądów, a dać pieniądze na pismo. Rzecz w tym, by nie trzeba było pisać żadnego projektu, prosić o pieniądze, szukać lokalu. Miasto takie pomieszczenie na redakcję wręcz powinno dotować. Na panienki fajnie jest popatrzeć, ale niekoniecznie za sto tysięcy. Pieniądze są, tylko trzeba umieć je wydać. Miasto musi w końcu zrozumieć, że kultura wysoka też ma swoje prawa. Owszem, my wszyscy, choćby z ludźmi z dawnej ekipy "Kartek", możemy się spotkać, pogadać. Ale z samego gadania pisma się nie stworzy. My wszyscy musimy z czegoś żyć.
W tym momencie prowadząca spotkanie wśród osób siedzących na sali dostrzegła Annę Pieciul z wydziału kultury Urzędu Miejskiego.
Dorota Sokołowska : - Pan Mojsiuszko sobie wyszedł, ale jest z nami pani Ania, która jest obecna na wszystkich imprezach kulturalnych i ze wszystkim jest na bieżąco. I co pani o tym wszystkim myśli?
Anna Pieciul z wydziału kultury UM: - Ja jestem tu co prawda prywatnie, jak zresztą większość z obecnych, ale odpowiem. Skoro mamy XXI wiek i marzyliśmy o społeczeństwie obywatelskim, to pokażmy, że nim jesteśmy. Narzekacie państwo na wszystkich urzędników, ale też dajcie im szansę. Złóżcie wniosek. Miasto kiedyś dotowało "Kartki". Więc widać taka opcja jest możliwa. Jak takie pismo powstanie, a na pewno jest potrzebne, to pieniądze się znajdą. Tylko ktoś musi je założyć. Może najpierw warto ustalić, jaki model byłby najwłaściwszy.
Wojciech Kirejczyk , z humorem : - To może zróbmy casting na naczelnego takiego pisma?
Dariusz Kiełczewski: - Bardzo nie chciałbym dwóch pism artystyczno-literackich w mieście. Myśmy to już przerobili - w sytuacji, gdy powstała "Kultura". Dziś nie ma ani "Kartek", ani "Kultury". Spory powinniśmy prowadzić na poziomie kraju, a nie tu, na miejscu. A co do dotowania pisma przez miasto. Istnieje casus takiego pisma funkcjonującego w oparciu o miejskie finanse. Jest takie śląskie pismo "Opcje", o stabilnej i wcale nie najgorszej pozycji.
Wiesław Szymański , autor kilku poetyckich tomów i słuchowisk radiowych, dziennikarz Radia Białystok, na jego antenie od 16 lat prowadzi "Pocztę Literacką" omawiającą debiuty książkowe młodych twórców: - Cztery lata temu w Famie odbyła się już podobna dyskusja z udziałem prezydentów i nie tylko. Już, już wybierano naczelnego, już ustalano linię pisma. I co? Wszystko rozeszło się po kościach. Jeżeli pełnomocnik ds. Europejskiej Stolicy Kultury wychodzi, to sprawa tylko na pozór go interesuje. Choć oczywiście fakt, że startujemy do miana takiej stolicy mógłby stać się motorem do stworzenia takiego pisma. Myślę, że jedynym sposobem jest powołanie stowarzyszenia, które takie pismo mogłoby wydawać.
W tym miejscu prowadząca wyłuskała z tłumu prof. Małgorzatę Kowalską i wręczyła jej mikrofon.
Prof. Małgorzata Kowalska , socjolog z Uniwersytetu w Białymstoku: - Nie należę do osób tworzących, czuję się trochę tu wywołana do tablicy... Ale żenuje mnie, że tak szybko państwo pogrzebaliście "Kartki". A dlaczego by nie dać im szansy? Odnowić? Może też rzeczywiście z okazji naszego pretendowania do miana Europejskiej Stolicy Kultury powinniśmy wywrzeć nacisk na miasto, by uzyskać jakieś wsparcie. Cóż, na pewno potrzebna jest wyraźna wola środowiska, na pewno potrzebni są charyzmatyczni ludzie, ale też taka inicjatywa nie powinna się rodzić tak z głupia frant. Nie ma sensu już dziś namaszczanie kogokolwiek. Ale może by wystosować apel środowiska, że jesteśmy gotowi?
Włodzimierz Pawluczuk , socjolog i religioznawca z Uniwersytetu w Białymstoku, pisarz, autor książki "Wierszalin. Reportaż o końcu świata" (zwracając się do prowadzącej): - Pani pyta, czy takie spotkanie ma sens. Przede wszystkim zetknęły się nasze wspomnienia z przeszłości z potrzebą powstania pisma. Taka potrzeba jest. Mamy epokę internetu, i dobrze, ale to papier jest rzeczą realną. Co dało to spotkanie? Śmiem mieć nadzieję, że wiele osób wszystkie te nasze rozmowy weźmie sobie do serca i przemyśli. Oczywiście można też wszystko potraktować jako dowcip - w stylu show. Oto wybieramy charyzmatyka. Pojawia się sto osób. Siedzą, myślą, kto wie, może w końcu kogoś wybiorą. To nawet mogłoby być zabawne... Póki co, nic nie wymyślimy. Pamięć o "Kartkach" na pewno trzeba zachować. Choć pewne rzeczy już przeminęły, to może jednak ich idea będzie nadal funkcjonować? Takie "Kartki" nowe, odmienione, odmłodzone, nawet o innej nazwie? Może taka wizja z czasem się pojawi? To musi dojrzeć i być czymś więcej, niż wyborem charyzmatyka. Wydaje mi się śmieszne stwierdzenie: Dajcie nam pieniądze, a zrobimy pismo. Janie (tu profesor zwrócił się do siedzącego obok Jana Kamińskiego), to możliwe?
Jan Kamiński: - Niemożliwe.
Dorota Sokołowska , zamykając debatę po przeszło dwóch godzinach żywej dyskusji : - Można by stwierdzić, że podczas naszego spotkania niewiele nam wyszło. Charyzmatyka, póki co, nie mamy, wsparcia finansowego też nie. Ale może jakaś pokusa, choćby na kolejne spotkanie, się w nas za jakiś czas znów pojawi? A nuż nam jednak coś wyjdzie?
I jeszcze słowo od redakcji: Czy dyskusja o białostockim piśmie literackim, jakimkolwiek (czy będą to reaktywowane "Kartki", czy będzie zupełnie nowe pismo) - przyniesie jakiś efekt, to zapewne w przyszłości się okaże. Może rzeczywiście jeszcze się taki, co by nowe pismo poprowadził, nie narodził? Szkoda tylko, że do grona gości debaty nie zaproszono człowieka, który przez lata prowadził najważniejsze, jakby na to nie patrzeć - białostockie pismo literackie ostatnich dwóch dekad - "Kartki" właśnie. Człowieka, o którym było wiadomo, że jego nazwisko podczas debaty przewijać się będzie nieustannie, i to w najróżniejszych, często bardzo osobistych konfiguracjach.
Bogdan Dudko. Na spotkaniu był obecny, nie sposób go było nie zauważyć, choć sam głosu nie zabierał, od komentarzy się powstrzymywał. W efekcie rozmowa o konkretnym człowieku i jego dziele, bez jego udziału, wypadła cokolwiek niezręcznie. Zaproszenie do debaty o "nowym" piśmie, bądź chociaż poproszenie o wypowiedź, redaktora naczelnego "starego" białostockiego pisma - zwyczajnie Dudce się należało.
- 9 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
10 głosów
-
Potrzeba "Kartek" jest, to pewne. Tylko co z tego?
fisk12
14.03.10, 20:48
Pani redaktor, Bogdan Dudko głosu by nie zabrał bo tak jak zawsze był poprostu pijany.»
-
Pani redaktor jak zwykle wyłapała drugie dno
pawlozsiul
15.03.10, 00:46
Czyli zobaczyła to, co niedopowiedziane. Mi też nie pasi Dudko jako worek treningowy dla rozmaitych niewyżytych POpaprańców.»
-
Potrzeba "Kartek" jest, to pewne. Tylko co z tego?
przygranicy
15.03.10, 11:48
To Bogdan Dudko doprowadzil do upadku pisma, a potem całkowicie, ze względu na swój alkoholizm i opisywane na łamach portalu "Radia Białystok", kłopoty z prawem pogrzebał wiarygodność »
Najczęściej czytane24 htydzień




więcej zdjęć