Tak, Białystok potrzebuje pisma

Marek Kochanowski
06.04.2010 , aktualizacja: 06.04.2010 16:11
A A A Drukuj
Zastanawianie się, czy Białystok czegokolwiek potrzebuje nie ma większego sensu. W znaczeniu kulturowym Białystok potrzebuje bowiem wszystkiego. W tym i pisma - pisze Marek Kochanowski, filolog z Uniwersytetu w Białymstoku
Marek Kochanowski
Fot. Marcin Onufryjuk / Agencja
Marek Kochanowski
ZOBACZ TAKŻE
Białystok jest miastem z widoczną, kulturalną luką. Z jednej strony mamy oto bowiem pokolenie twórczych i dynamicznych 20-30-latków, którzy w sposób aktywny, pozbawiony kompleksów czerpią z licznych dotacji i nabierają wiedzę na temat funkcjonowania kultury w ramach realizacji różnych grantów i projektów. Pokolenie to posługuje się charakterystycznym językiem, widocznym chociażby na portalu "Madeinbialystok.com", gdzie w co drugim tekście pojawiają się określenia w rodzaju "off", "vol", "dj", "versus", "hip hop", "run", itp. Drugą stronę reprezentuje publiczność i autorzy zgromadzeni na tak zwanych "Środach literackich" w Książnicy Podlaskiej, czyli ludzie w wieku 60 plus. Niby wszyscy, obie strony razem skupione są dookoła szeroko rozumianej kultury, ale zdecydowanie różnią się od siebie, zarówno jeśli chodzi o sposób dyskusji, prezentacji i zainteresowań. Symptomatyczny jest już chociażby fakt, iż informacja o tym, kto otrzymał literacką nagrodę prezydenta miasta nie ukazała się na żadnym młodzieżowym portalu.

Dlatego też przed nowym pismem czeka prężne zadanie wypełnienia wspomnianej luki, wypracowanie pewnej średniej, która zainteresuje oba środowiska. Ale też jeśli pismo to ma być nowoczesną wizytówką miasta, także na czas ESK, to powinno skupiać się dookoła szeroko rozumianej kultury współczesnej, z uwzględnieniem takich tematów jak nowe media, komiks, muzyka współczesna, taniec, itp. Wraz z pismem powinien działać dynamicznie redagowany portal. Jego najlepsza część wydawana systematycznie co miesiąc, byłaby wizytówką takiego portalu.

Białystok potrzebuje pisma dynamicznego. Pisma, które nie będzie głosem zamkniętego środowiska, ale forum otwartego na wszystkie, bo nie tylko o literackie tu chodzi, ale i o społeczne, antropologiczne, czy kulturowe problemy. Takiego, które będzie odzwierciedleniem zmian w mieście, jego twórczym lustrem. Że Białystok ma potencjał to jasne, pokazała to debata, a także coraz liczniejsze głosy w "papierowej" dyskusji. Chętnych więc do pisania nie zabraknie. Jest też wielu studentów polonistyki, którzy chcą pisać. Nieprzypadkowo przecież to jej absolwenci bądź byli studenci tego kierunku stanowią najprężniejszą i najbardziej kreatywną kadrę białostockiego dziennikarstwa. No i wystarczy prześledzić ilość wypowiedzi na wszystkich portalach i forach internetowych związanych z miastem i oszacować liczbę zabieranych na temat kultury głosów.

"Kartki" były znakomitym pismem swoich czasów. Pokazywały nasze "uwikłania" w region, skupiały autorów z różnych środowisk. Wnikliwie podejmowały tematy związane z kulturą pogranicza. O reaktywacji pisma słychać od 5 lat, ja jednak uważam, że jakakolwiek reaktywacja "Kartek" to błąd. Czasy się zmieniły, młodzi nie za bardzo chcą uczestniczyć w takim stylu życia, który był charakterystyczny dla środowiska "Marszandowego". Ale też nie podoba mi się, że dyskusja o piśmie w Białymstoku przeradza się często w sąd nad "Kartkami". Ostatnio na jednym z portali internetowych, znany z rozsądnych, przemyślanych i niezwykle poprawnych tekstów Radosław Oryszczyszyn, komentując całą debatę nad pismem, swój felieton zatytułował: "Spalić te kartki". Po pierwsze, to trochę dziwne stwierdzenie, chociażby z tego powodu, iż w XX wieku był już jeden, co palił publicznie papier, więc sam gest palenia jakichkolwiek stron może się źle kojarzyć. Po drugie, autor tekstu niestety niefortunnie poświadcza tezę, iż internet rzeczywiście czasami służy do pseudoskandalizujących wypowiedzi w których można sobie, niejako na przekór innych swoich tekstów, przyjąć modną obecnie postpunkową "rebel" pozycję. Oryszczyszyn negując całkowicie tradycję "Kartek", zwraca uwagę na piszących licealistów. Zdarzyło mi się co najmniej kilka razy spotkać z piszącymi licealistami, mam świadomość tego, ile pracy wymaga doprowadzenie ich tekstów do stanu, w którym można je zaprezentować światu. Dlatego dialog, o którym pisałem na początku, i zespolenie sił są tu niezwykle istotne. A nawiązując do wypowiedzi Piotra Brysacza, chciałbym tylko zauważyć, iż pismo "Charaktery" jest współwydawane przez jedną z najbardziej "zamożnych" prywatnych szkół wyższych w Polsce, zupełnie inny miałoby też profil pismo wydawane w Białymstoku, nie uniwersalny (bo czyż psychologia nie jest takim tematem), ale odważnie komentujący to, co się w konkretnym mieście i regionie dzieje.

Miastu powinno zależeć na utworzeniu etatu pełnomocnika do spraw prężnego pisma. Skoro tak szybko utworzono stanowisko pełnomocnika do spraw ESK, to ja poproszę o kogoś od pisma. Owszem, można bowiem złożyć projekt na kilka numerów w imieniu jakiegokolwiek stowarzyszenia, czy instytucji, ale z doświadczenia wiem, jak pracochłonne i wykańczające jest samodzielne rozliczenie takiego grantu. Tu potrzeba ciągłości oraz materialnej opieki miasta. Systematycznej opieki, także w zakresie lokalu.

Ma rację Wojciech Koronkiewicz, który pisze, iż pismo to prestiż, to znak, że poza betonowym rynkiem w Białymstoku mieszkają jeszcze ludzie, których warto posłuchać. I poczytać. Pismo jest więc potrzebne po to, aby ten podskórny, ukryty pod kamiennymi płytami Rynku Kościuszki puls miasta wychwycić i zaprezentować, także na zewnątrz. Z chęcią zaangażuję się w jego współtworzenie.

* Marek Kochanowski - filolog, wykładowca Uniwersytetu w Białymstoku, współtwórca Stowarzyszenia Fabryka Bestsellerów

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    20 głosów