Zobaczymy Białystok w technice 3D

Monika Żmijewska
26.04.2010 , aktualizacja: 27.04.2010 09:31
A A A Drukuj
Krzysztof Gajewski (w wodzie) i Maciej Szal na trójwymiarowej sesji zdjęciowej Fot. Jędrzej Wojnar / Agencja Ga Krzysztof Gajewski (w wodzie) i Maciej Szal na trójwymiarowej sesji zdjęciowej
Od tygodnia dwóch warszawiaków z intrygująco sklejonymi aparatami fotograficznymi krąży po mieście i przygląda się białostoczanom. Z tych wędrówek weźmie się nietypowa wystawa - portret Białegostoku w 3D. Zobaczymy ją za miesiąc w ramach Dni Sztuki Współczesnej. W specjalnych okularach.
Krzysztof Gajewski (w wodzie) i Maciej Szal na trójwymiarowej sesji zdjęciowej
Fot. Jędrzej Wojnar / Agencja Ga
Krzysztof Gajewski (w wodzie) i Maciej Szal na trójwymiarowej sesji zdjęciowej
ZOBACZ TAKŻE
Rozmowa z twórcami projektu

Monika Żmijewska: Skąd pomysł, by fotografować Białystok w 3D?

Maciej Szal: Pomysłu pewnie by nie było, gdyby nie nasz wcześniejszy projekt - fotografowanie Pragi i pokazywanie jej w trójwymiarze. Nasze drogi - moje i Krzyśka - skrzyżowały się w Warszawskiej Szkole Fotograficznej, gdzie ja wykładam, a Krzysiek jest studentem. Zrobiliśmy razem okładkę płyty Pono i Sokoła w technice 3D, a potem w tej technice zrobiliśmy wystawę poświęconą architekturze Pragi. O niej i innych naszych projektach dowiedział się Maciek Rant z Białostockiego Ośrodka Kultury. Zaproponował, byśmy w tej samej technice sfotografowali Białystok. A nam w to graj, 3D i wszystkie relacje, jakie się przy okazji nawiązują - to nasza pasja.

Co was zainteresowało w Białymstoku? Skąd macie pomysły na zdjęcia?

Krzysztof Gajewski: Ludzie z BOK-u podrzucają nam pomysły, ale niczego nie narzucają, mamy absolutnie wolną rękę. Mamy własne wizje, kolejne rodzą się podczas wędrówek po mieście. O ile w Warszawie nastawialiśmy się na typową architekturę, człowiek pojawiał się tylko w tle, o tyle w Białymstoku jest inaczej. Choć jadąc tu, jeszcze tego nie wiedzieliśmy. Ta myśl - że chcemy pokazać głównie mieszkańców - przyszła później. Mieliśmy jakąś wiedzę o Białymstoku - że dzieje się tu dużo kulturalnych rzeczy, że to tygiel kulturowy - ale też na miejscu zaskakiwani jesteśmy kolejnymi - dla nas inspirującymi - odkryciami.

M. Sz.: Najpierw zrobiliśmy sobie dwudniową objazdówkę po mieście, by poczuć klimat. Ale w sumie już pierwszego dnia pobytu okazało się, że w akademiku, w którym mieszkamy, jest wesele. Zrobiliśmy zdjęcie pary młodej. I wtedy wiedzieliśmy, że chcemy głównie fotografować ludzi.

Kogo już macie w trójwymiarze?

M. Sz.: Najróżniejsze osoby. Jedną z najciekawszych jest Ryszard Doliński z Białostockiego Teatru Lalek. Poprosiliśmy ludzi z BOK-u o kontakt z jakimś aktorem. I dostaliśmy pana Ryszarda. Spędziliśmy z nim godzinę w Piwnicy Lalek. Niesamowity człowiek, ileż historii nam opowiedział, ile przy okazji tych opowieści ekspresji wyrażał... Mógłbym go słuchać i fotografować kilka dni. Inną taką osobą - o bardzo inspirującym życiorysie i niezwykłej otwartości był też 99-letni imam ze wspólnoty muzułmańskiej. Opowiadał nam o swoim życiu.

K. G.: Byliśmy na Rynku Siennym, najpierw myśleliśmy tylko o nim pod kątem ilustracji, ale gdy zobaczyliśmy zegarmistrza w ostatniej budce na rynku - musieliśmy go mieć. Zegarmistrz na początku nie bardzo chciał z nami rozmawiać, ale Maciek jest straszliwie uparty i nie dał się zbyć, w końcu się udało. I nawet się z panem zakolegowaliśmy. Fotografowaliśmy też kierowcę autobusu, operatora koparki, bardzo sympatycznego zakonnika z katedry, czeczeńskie dzieci.

M. Sz.: W filharmonii spotkaliśmy Koreankę, która od kilku lat gra tam na skrzypcach. Niezwykła, bardzo delikatna osoba. Ma świetną twarz do klasycznego portretu, bardzo ujmującą. Świetnie wyszło nam takie ujęcie, gdy poprosiłem ją, by zamknęła oczy, pomyślała o czymś zupełnie innym. Zdjęcie zrobiliśmy w chwili gdy otwierała oczy. To jest niesamowity moment, kiedy fotografowany jest jeszcze jedną nogą w swoim świecie, a drugą - wchodzi w ten realny. Trzeba wykazać się refleksem, by złapać ten moment. Tak naprawdę samo zrobienie zdjęcia nie jest najważniejsze. Ważne dla nas są też te wszystkie spotkania. Coś jest w powiedzeniu, że portret to ukazywanie relacji między fotografowanym i fotografującym. Myślę, że to też będzie widać na wystawie.

Jak udaje się wam uzyskać efekt trójwymiarowości? Macie specjalnie skonstruowane aparaty?

K. G.: Wytłumaczyć to można w prosty sposób. Robimy dwa zdjęcia jednego ujęcia - lewe i prawe. Trzeba je zrobić z dwóch aparatów - dokładnie w tym samym momencie, to bardzo ważne. Następnie należy złożyć je w programie komputerowym. Na prawym odcina się barwę niebieską, na lewym - czerwoną. Gotowe złożone zdjęcia ogląda się przez specjalne okulary ze szkiełkiem czerwonym i niebieskim. Jedno szkiełko widzi jedno zdjęcie, drugie - drugie. Mózg składa to w całość. Rzecz tylko w tym, jak na etapie robienia zdjęcia zrobić dwie fotografie - prawe i lewe w tej samej chwili. Jako prawdopodobnie pierwsi w Polsce opracowaliśmy odpowiednią metodę: używamy profesjonalnych lustrzanek cyfrowych, które są ze sobą tak spojone, by móc wyzwolić zdjęcie jednocześnie.

Rozmawiała Monika Żmijewska

Wernisaż wystawy - 20 maja w Centrum im. Ludwika Zamenhofa

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów