Bezsenna noc z kulturą
16.05.2010
, aktualizacja: 16.05.2010 19:29
Opustoszały zazwyczaj nocą Białystok z soboty na niedzielę zatętnił życiem. Mieszkańcy miasta tłumnie, z całymi rodzinami, w grupach i w pojedynkę zwiedzali muzea, spacerowali, rozmawiali. Piąta już edycja inicjatywy Nocy Muzeów okazała się sukcesem w całym regionie
Jest godz. 20, razem ze znajomymi wchodzimy do Ratusza. Na wejściu dostajemy darmowe bilety. Najpierw kierujemy się na górę, później na dół, gdzie prezentowana jest wystawa "Glina". Przy jednym ze stołów kilkoro dzieciaków z zapałem lepiących taśmą potłuczone garnki. To zajęcia plastyczne pod trafnym hasłem "Nie święci garnki lepią". 11-letnia Gabrysia opowiada: - Strasznie mi się to podoba, bo to jest jak puzzle, trzeba dopasować do siebie wszystkie elementy. A ja strasznie lubię puzzle.
- Byłam już z dziećmi w Muzeum Wojska, bo syn się tym interesuje, zwiedzaliśmy pałac Branickich, zaliczyliśmy plenerowy koncert, a teraz przyszliśmy na glinę. Dla dzieci to bardzo twórcza i kreatywna zabawa. Ta cała otwarta noc to zresztą świetna inicjatywa. Jestem tu pierwszy raz, bo wcześniej dzieci były za małe - mówi Anna Jarmołowska, mama Gabrysi i 12-letniego Jakuba. - Co jeszcze dziś zwiedzimy? Chyba już nic... Sama pani widzi, nie mogę od tych garnków odciągnąć córki...
Pół godziny później trafiamy do Muzeum Wojska. Jestem ciekawa, jak wiele osób niewidomych i niedowidzących skorzystało tu z możliwości obejrzenia wystawy z audiodeskrypcją. To absolutna nowość Nocy Muzeów i oczywiście zasługa białostockiej Fundacji Audiodeskrypcja. W sobotnią noc taką możliwość oferują Galeria Sleńdzińskich i Muzeum Wojska właśnie. W tym ostatnim miejscu wystawę przygotował m.in. Piotr Januszek, pracownik muzeum. Razem z Barbarą Szymańską zaudiodeskryptował czasową wystawę o Katyniu. W sobotę zobaczyła ją minimum jedna osoba.
- To były takie moje pierwsze koty za płoty. Tym bardziej że ten starszy mężczyzna, który przyszedł do nas z rodziną, poprosił mnie też o opisanie ad hoc wyeksponowanych u nas współczesnych mundurów. Więc trema była, ale strasznie się z tej osoby zwiedzającej cieszę. Teraz będziemy audiodeskryptować kolejną, tym razem już stałą wystawę dioram poświęconą okresowi drugiej wojny światowej. Ale ten pierwszy krok był najważniejszy - opowiada pan Piotr.
Zbliża się godz. 21, więc do jednej z sal trafiają ławki. Za chwilę rozpocznie się tu pokaz komedii wojennej "Giuseppe w Warszawie" z 1964 r. My idziemy dalej, zajrzeć do pałacu Branickich. Po drodze widzimy grupkę dorosłych z dziećmi. Robią sobie zdjęcia z jednym z członków Chorągwi Stefana Czarnieckiego, które znacznie wcześniej przeszły ulicami miasta. W pałacu znowu tłumy. Biegniemy na górę, gdzie trwa kolejna już opowieść historyczna o dziejach obecnej siedziby Uniwersytetu Medycznego. W międzyczasie podpisujemy petycję o zwiększenie środków państwowych na kulturę. Podpisy zbierają dziś wszystkie otwarte w Noc Muzeów placówki w Polsce. Część zwiedzających słucha opowieści na siedząco z ławek, część spaceruje, zatrzymując się co chwila przy omawianych wizerunkach, jeszcze inni dyskutują na pałacowym balkoniku. A oto opowieść:
- W żółtej sukni widzicie tu państwo Izabelę Branicką, trzecią i najmłodszą żonę Jana Klemensa Branickiego. Ona miała 18 lat, on 59. Niestety, hetman z żadną z żon nie doczekał się potomstwa. Izabeli pozwolił tu zostać aż do jej śmierci, później pałac miał przejść do rąk prawowitych właścicieli rodu Potockich. Ci niefortunnie poradzili Izabeli, by sprzedała pałac i tak najpierw trafił on do rąk króla pruskiego Fryderyka Wilhelma III, a później cara Aleksandra I, który właśnie tu chciał urządzić swoją letnią rezydencję. Z planów nic nie wyszło, a w pałacu niebawem powstał Instytut Panien Szlacheckich...
Szukamy wejścia do Zakładu Anatomii Człowieka. Kierowani strzałkami, trafiamy na ogromną kolejkę do wejścia. Kłębiących się ciekawskich widać nawet przez zakładowe okna.
- Nie jesteśmy medykami, więc to chyba jedyna okazja, żeby zwiedzić zasoby tego zakładu. Do tej pory widziałam tylko jaszczurkę w formalinie, więc tej wystawy jestem wyjątkowo ciekawa. Ponoć można tu zobaczyć m.in. spreparowane kości - opowiada 20-letnia Ania, która spaceruje po mieście ze swoim chłopakiem Kamilem. I dodaje: - Kolejka mnie nie przeraża. Noc jest długa, a i raz w roku możemy się nie wyspać.
My nie czekamy, bo zbliża się pora nocnego spaceru po ulicy Warszawskiej z Andrzejem Lechowskim, dyrektorem Muzeum Podlaskiego. Na rogu ulic Sienkiewicza i Warszawskiej wita ponad setkę zebranych w wyjątkowym stroju XIX-wiecznego dżentelmena. Obiecuje, że o swoim stroju i nakryciu głowy opowie później, a na razie rozpoczyna:
- Cieszę się, że ponownie będziemy tak tłumnie spacerować po naszym mieście. Mamy tu ze sobą zestaw "pielgrzym", ale muszę państwa prosić o zachowanie dyscypliny. Będziemy musieli chodzić po chodnikach.
Płynie opowieść o tym, skąd wzięła się nazwa ulicy (był to historyczny trakt do Warszawy), kto ją zamieszkiwał (m.in. oficjele dworscy) i jak często zmieniała swą nazwę (a była m.in. Bojarską i Aleksandrowską). Najwytrwalsi spacerowicze wracają do domów grubo po północy. Po drodze zaglądają do Kopiluwaka i słuchają dobiegających z okolic Ratusza dźwięków zespołu Pif Paf.
- Byłam już z dziećmi w Muzeum Wojska, bo syn się tym interesuje, zwiedzaliśmy pałac Branickich, zaliczyliśmy plenerowy koncert, a teraz przyszliśmy na glinę. Dla dzieci to bardzo twórcza i kreatywna zabawa. Ta cała otwarta noc to zresztą świetna inicjatywa. Jestem tu pierwszy raz, bo wcześniej dzieci były za małe - mówi Anna Jarmołowska, mama Gabrysi i 12-letniego Jakuba. - Co jeszcze dziś zwiedzimy? Chyba już nic... Sama pani widzi, nie mogę od tych garnków odciągnąć córki...
Pół godziny później trafiamy do Muzeum Wojska. Jestem ciekawa, jak wiele osób niewidomych i niedowidzących skorzystało tu z możliwości obejrzenia wystawy z audiodeskrypcją. To absolutna nowość Nocy Muzeów i oczywiście zasługa białostockiej Fundacji Audiodeskrypcja. W sobotnią noc taką możliwość oferują Galeria Sleńdzińskich i Muzeum Wojska właśnie. W tym ostatnim miejscu wystawę przygotował m.in. Piotr Januszek, pracownik muzeum. Razem z Barbarą Szymańską zaudiodeskryptował czasową wystawę o Katyniu. W sobotę zobaczyła ją minimum jedna osoba.
- To były takie moje pierwsze koty za płoty. Tym bardziej że ten starszy mężczyzna, który przyszedł do nas z rodziną, poprosił mnie też o opisanie ad hoc wyeksponowanych u nas współczesnych mundurów. Więc trema była, ale strasznie się z tej osoby zwiedzającej cieszę. Teraz będziemy audiodeskryptować kolejną, tym razem już stałą wystawę dioram poświęconą okresowi drugiej wojny światowej. Ale ten pierwszy krok był najważniejszy - opowiada pan Piotr.
Zbliża się godz. 21, więc do jednej z sal trafiają ławki. Za chwilę rozpocznie się tu pokaz komedii wojennej "Giuseppe w Warszawie" z 1964 r. My idziemy dalej, zajrzeć do pałacu Branickich. Po drodze widzimy grupkę dorosłych z dziećmi. Robią sobie zdjęcia z jednym z członków Chorągwi Stefana Czarnieckiego, które znacznie wcześniej przeszły ulicami miasta. W pałacu znowu tłumy. Biegniemy na górę, gdzie trwa kolejna już opowieść historyczna o dziejach obecnej siedziby Uniwersytetu Medycznego. W międzyczasie podpisujemy petycję o zwiększenie środków państwowych na kulturę. Podpisy zbierają dziś wszystkie otwarte w Noc Muzeów placówki w Polsce. Część zwiedzających słucha opowieści na siedząco z ławek, część spaceruje, zatrzymując się co chwila przy omawianych wizerunkach, jeszcze inni dyskutują na pałacowym balkoniku. A oto opowieść:
- W żółtej sukni widzicie tu państwo Izabelę Branicką, trzecią i najmłodszą żonę Jana Klemensa Branickiego. Ona miała 18 lat, on 59. Niestety, hetman z żadną z żon nie doczekał się potomstwa. Izabeli pozwolił tu zostać aż do jej śmierci, później pałac miał przejść do rąk prawowitych właścicieli rodu Potockich. Ci niefortunnie poradzili Izabeli, by sprzedała pałac i tak najpierw trafił on do rąk króla pruskiego Fryderyka Wilhelma III, a później cara Aleksandra I, który właśnie tu chciał urządzić swoją letnią rezydencję. Z planów nic nie wyszło, a w pałacu niebawem powstał Instytut Panien Szlacheckich...
Szukamy wejścia do Zakładu Anatomii Człowieka. Kierowani strzałkami, trafiamy na ogromną kolejkę do wejścia. Kłębiących się ciekawskich widać nawet przez zakładowe okna.
- Nie jesteśmy medykami, więc to chyba jedyna okazja, żeby zwiedzić zasoby tego zakładu. Do tej pory widziałam tylko jaszczurkę w formalinie, więc tej wystawy jestem wyjątkowo ciekawa. Ponoć można tu zobaczyć m.in. spreparowane kości - opowiada 20-letnia Ania, która spaceruje po mieście ze swoim chłopakiem Kamilem. I dodaje: - Kolejka mnie nie przeraża. Noc jest długa, a i raz w roku możemy się nie wyspać.
My nie czekamy, bo zbliża się pora nocnego spaceru po ulicy Warszawskiej z Andrzejem Lechowskim, dyrektorem Muzeum Podlaskiego. Na rogu ulic Sienkiewicza i Warszawskiej wita ponad setkę zebranych w wyjątkowym stroju XIX-wiecznego dżentelmena. Obiecuje, że o swoim stroju i nakryciu głowy opowie później, a na razie rozpoczyna:
- Cieszę się, że ponownie będziemy tak tłumnie spacerować po naszym mieście. Mamy tu ze sobą zestaw "pielgrzym", ale muszę państwa prosić o zachowanie dyscypliny. Będziemy musieli chodzić po chodnikach.
Płynie opowieść o tym, skąd wzięła się nazwa ulicy (był to historyczny trakt do Warszawy), kto ją zamieszkiwał (m.in. oficjele dworscy) i jak często zmieniała swą nazwę (a była m.in. Bojarską i Aleksandrowską). Najwytrwalsi spacerowicze wracają do domów grubo po północy. Po drodze zaglądają do Kopiluwaka i słuchają dobiegających z okolic Ratusza dźwięków zespołu Pif Paf.
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy




więcej zdjęć