Inny Wymiar: Niemiecki twórczy czas
05.09.2010
, aktualizacja: 05.09.2010 17:04
O potędze włókienniczej Zachertów, o wizycie Napoleona w rodzinie, o rozbudowie Supraśla 150 lat temu i o próbie odzyskania dóbr rodzinnych przez ostatnie 20 lat - opowiadał ostatni spadkobierca supraskich fabrykantów Jan Andrzej Zachert.
ZOBACZ TAKŻE
- Biały dworek, klasztor, Pinea - sprawa majątku Zachertów wraca do wojewody (11-05-12, 08:00)
- Zachert walczy o mienie w Supraślu. Od 20 lat (25-02-12, 00:00)
- Inny Wymiar po białostocku (03-09-10, 20:07)
SERWISY
W Białymstoku trwa Festiwal "Inny Wymiar" pod patronatem "Gazety", poświęcony wielokulturowości. W tym roku uwaga skierowana jest głównie na niemiecką społeczność, która ponad 150 lat temu budowała fabrykanckie imperia wokół Białegostoku. To dzięki takim rodom jak m.in. Zachertowie, Buchholtzowie, Moesowie takie miasteczka jak Supraśl, Choroszcz w XIX w. przekształcały się w liczące się w kraju ośrodki przemysłowe. W ramach festiwalu zorganizowano na ten temat wykłady, spotkania, spacery po miejscach, związanych niegdyś z białostockimi Niemcami.
Jednym z takich przedsięwzięć było (zorganizowane w Galerii im. Sleńdzińskich przy ul. Legionowej) spotkanie z Janem Andrzejem Zachertem. Potomkiem niezwykle interesującego rodu, o którym wzmianki pojawiły się w dokumentach już w XVI w. Zachert dzieje rodziny streszczał jak tylko mógł, a i tak w koligacjach można było się zagubić, tak są rozległe i skomplikowane. Dość powiedzieć, że ród na ziemie polskie - do Międzyrzecza, a potem Zgierza - przybył jakieś cztery wieki temu. I właśnie w tym pierwszym mieście - jak głosi rodzinna historia - w 1806 roku osobiście zjawił się Napoleon, który chciał u sukienników niemieckich złożyć osobiście zamówienie na sukno mundurowe dla swoich wojsk. Wtedy jeszcze, ani rodzina Zachertów, ani współpracujący z nią Buchholtz nie sądzili, że za kolejne prawie trzy dekady los rzuci ich na Białostocczyznę i tam zaczną budować swoje królestwo. Ale po Powstaniu Listopadowym, na skutek wprowadzenia restrykcji celnych na granicy Królestwa Polskiego z Rosją wielu fabrykantów z centralnej Polski - by nie zostać odciętym od rynków zbytu - musiało zdecydować się na przenosiny swych fabryk. Wilhelm Fryderyk Zachert wybrał Supraśl, który wraz z obwodem białostockim znajdował się w granicach Cesarstwa. W 1934 roku już ruszyła tu fabryka, a 12 lat później liczyła już 600 pracowników! Od tej pory przez następnych sto lat dzieje Supraśla były nierozerwalnie związane z tą fabrykancką rodziną. Dla Supraśla uczyniła wiele dobrego.
Wilhelm Fryderyk budował drogi, wytyczał place, wybudował dla swoich pracowników 300 domów, zorganizował szkołę dla dzieci tkaczy, kasę zapomogową. Jednocześnie w owych czasach z jego fabryki m.in. do Rosji i na Daleki Wschód, szła prawie połowa produkcji włókienniczej obwodu białostockiego. A Supraśl w krótkim czasie z małego osiedla liczącego około sto osób w ciągu 20 lat przekształcił się w duży ośrodek przemysłowy liczący 400 domów i ponad 3 tys. mieszkańców.
- Zachertowie promowali też Supraśl i Białostocczyznę w świecie - Wilhelm Fryderyk wraz z ściągniętymi do miasteczka Buchholtzami jeździł na różne targi włókiennicze i wystawy światowe, gdzie często otrzymywał nagrody. Był m.in. w Dublinie, Filadelfii, Wiedniu - opowiadał potomek rodu.
Jednocześnie ród cały czas powiększał swój majątek. Darował ziemię pod kościół katolicki (wybudowany w latach 1861-63) i ewangelicki (1885). Kupił od klasztoru zdewastowany Pałac Opatów, wyremontował, w jego obrębie zbudował zakład.
I właśnie o te należące niegdyś do Zachertów dobra dziś toczy się spór. Ostatni spadkobierca od 20 lat walczy o odszkodowanie i zwrot rodzinnego majątku. Przez lata walka odbywała się bezskutecznie na poziomie Ministerstwa Rolnictwa i władz wojewódzkich, teraz na mocy prawa można ubiegać się o odszkodowanie w sądzie, do czego Jan Andrzej Zachert obecnie się przygotowuje. Rzecz idzie o niemal 32 hektary, a także takie budynki jak Biały Dworek (w którym obecnie mieści się siedziba Knyszyńskiego Parku Krajobrazowego) i Pałac Opatów. W przypadku obiektów nie chodzi o ich fizyczny zwrot, a zwrot pieniędzy. Jeżeli Zachert ze skarbem państwa w sądzie wygra i zwrot kosztów otrzyma, chciałby utworzyć fundację, która zajmowałaby się - również w tych miejscach - pielęgnacją pamięci o niemieckich fabrykantach z Białostocczyzny.
Póki co, o przypomnienie ich ciekawych historii zadbali organizatorzy festiwalu (Białostocki Ośrodek Kultury we współpracy z białostockimi historykami).
Na spacer "Szlakiem białostockich Niemców" po miejscach związanych ze społecznością niemiecką w niedzielę poprowadziła Joanna Szczygieł-Rogowska. Od dawnego kościoła ewangelickiego im. Św. Wojciecha, przez kamienicę nr 63, należącą niegdyś do rodziny Commichau (obecnie wydział ekonomiczny), elektrownię, fabrykę Beckera i willę Anieli Hasbach przy ul. Świętojańskiej 17 - szło, słuchając opowieści przewodniczki, około 70 osób. Można było się wybrać też bezpłatnym autokarem na wycieczkę do Choroszczy i fabryki innych niemieckich potentatów włókienniczych - Moesów. W programie był wykład Anny Dąbrowskiej, odwiedziny dawnej fabryki (dziś szpital psychiatryczny), a także wejście na wieżę ciśnień, na co dzień zamkniętą.
W niedzielę w ramach festiwalu odbywały się koncerty, w poniedziałek - warsztaty streetartu, a na wtorek zaplanowano pokazy filmowe z cyklu "Sąsiedzi" w kinie Forum (film irańsko-niemiecki "Co wiesz o Elly" zostanie wyświetlony o godz. 18, dokumentalne filmy Lesława Dobruckiego - od godz. 20; na wszystkie imprezy festiwalowe wstęp wolny).
Jednym z takich przedsięwzięć było (zorganizowane w Galerii im. Sleńdzińskich przy ul. Legionowej) spotkanie z Janem Andrzejem Zachertem. Potomkiem niezwykle interesującego rodu, o którym wzmianki pojawiły się w dokumentach już w XVI w. Zachert dzieje rodziny streszczał jak tylko mógł, a i tak w koligacjach można było się zagubić, tak są rozległe i skomplikowane. Dość powiedzieć, że ród na ziemie polskie - do Międzyrzecza, a potem Zgierza - przybył jakieś cztery wieki temu. I właśnie w tym pierwszym mieście - jak głosi rodzinna historia - w 1806 roku osobiście zjawił się Napoleon, który chciał u sukienników niemieckich złożyć osobiście zamówienie na sukno mundurowe dla swoich wojsk. Wtedy jeszcze, ani rodzina Zachertów, ani współpracujący z nią Buchholtz nie sądzili, że za kolejne prawie trzy dekady los rzuci ich na Białostocczyznę i tam zaczną budować swoje królestwo. Ale po Powstaniu Listopadowym, na skutek wprowadzenia restrykcji celnych na granicy Królestwa Polskiego z Rosją wielu fabrykantów z centralnej Polski - by nie zostać odciętym od rynków zbytu - musiało zdecydować się na przenosiny swych fabryk. Wilhelm Fryderyk Zachert wybrał Supraśl, który wraz z obwodem białostockim znajdował się w granicach Cesarstwa. W 1934 roku już ruszyła tu fabryka, a 12 lat później liczyła już 600 pracowników! Od tej pory przez następnych sto lat dzieje Supraśla były nierozerwalnie związane z tą fabrykancką rodziną. Dla Supraśla uczyniła wiele dobrego.
Wilhelm Fryderyk budował drogi, wytyczał place, wybudował dla swoich pracowników 300 domów, zorganizował szkołę dla dzieci tkaczy, kasę zapomogową. Jednocześnie w owych czasach z jego fabryki m.in. do Rosji i na Daleki Wschód, szła prawie połowa produkcji włókienniczej obwodu białostockiego. A Supraśl w krótkim czasie z małego osiedla liczącego około sto osób w ciągu 20 lat przekształcił się w duży ośrodek przemysłowy liczący 400 domów i ponad 3 tys. mieszkańców.
- Zachertowie promowali też Supraśl i Białostocczyznę w świecie - Wilhelm Fryderyk wraz z ściągniętymi do miasteczka Buchholtzami jeździł na różne targi włókiennicze i wystawy światowe, gdzie często otrzymywał nagrody. Był m.in. w Dublinie, Filadelfii, Wiedniu - opowiadał potomek rodu.
Jednocześnie ród cały czas powiększał swój majątek. Darował ziemię pod kościół katolicki (wybudowany w latach 1861-63) i ewangelicki (1885). Kupił od klasztoru zdewastowany Pałac Opatów, wyremontował, w jego obrębie zbudował zakład.
I właśnie o te należące niegdyś do Zachertów dobra dziś toczy się spór. Ostatni spadkobierca od 20 lat walczy o odszkodowanie i zwrot rodzinnego majątku. Przez lata walka odbywała się bezskutecznie na poziomie Ministerstwa Rolnictwa i władz wojewódzkich, teraz na mocy prawa można ubiegać się o odszkodowanie w sądzie, do czego Jan Andrzej Zachert obecnie się przygotowuje. Rzecz idzie o niemal 32 hektary, a także takie budynki jak Biały Dworek (w którym obecnie mieści się siedziba Knyszyńskiego Parku Krajobrazowego) i Pałac Opatów. W przypadku obiektów nie chodzi o ich fizyczny zwrot, a zwrot pieniędzy. Jeżeli Zachert ze skarbem państwa w sądzie wygra i zwrot kosztów otrzyma, chciałby utworzyć fundację, która zajmowałaby się - również w tych miejscach - pielęgnacją pamięci o niemieckich fabrykantach z Białostocczyzny.
Póki co, o przypomnienie ich ciekawych historii zadbali organizatorzy festiwalu (Białostocki Ośrodek Kultury we współpracy z białostockimi historykami).
Na spacer "Szlakiem białostockich Niemców" po miejscach związanych ze społecznością niemiecką w niedzielę poprowadziła Joanna Szczygieł-Rogowska. Od dawnego kościoła ewangelickiego im. Św. Wojciecha, przez kamienicę nr 63, należącą niegdyś do rodziny Commichau (obecnie wydział ekonomiczny), elektrownię, fabrykę Beckera i willę Anieli Hasbach przy ul. Świętojańskiej 17 - szło, słuchając opowieści przewodniczki, około 70 osób. Można było się wybrać też bezpłatnym autokarem na wycieczkę do Choroszczy i fabryki innych niemieckich potentatów włókienniczych - Moesów. W programie był wykład Anny Dąbrowskiej, odwiedziny dawnej fabryki (dziś szpital psychiatryczny), a także wejście na wieżę ciśnień, na co dzień zamkniętą.
W niedzielę w ramach festiwalu odbywały się koncerty, w poniedziałek - warsztaty streetartu, a na wtorek zaplanowano pokazy filmowe z cyklu "Sąsiedzi" w kinie Forum (film irańsko-niemiecki "Co wiesz o Elly" zostanie wyświetlony o godz. 18, dokumentalne filmy Lesława Dobruckiego - od godz. 20; na wszystkie imprezy festiwalowe wstęp wolny).
- 1 komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos
-
Inny Wymiar: Niemiecki twórczy czas
at_ta
05.09.10, 20:47
Czy aby napewno 1934?:W 1934 roku już ruszyła tu fabryka, a 12 lat później liczyła już 600pracowników! Od tej pory przez następnych sto lat dzieje Supraśla byłynierozerwalnie związane z tą »




