M4B: podsłuchiwaliśmy rury. Niebieskie i żółte [ZDJĘCIA, WIDEO]
20.06.2011
, aktualizacja: 21.06.2011 11:29
Bulgoty, szumy, pluski w intrygującej aranżacji zabrzmiały wczoraj w miejscu, w którym jeszcze niedawno stały urządzenia elektryczne. Bulgoty pochodziły z Wodociągów Białostockich, a rozlegały się w Starej Elektrowni.
ZOBACZ TAKŻE
- Elektrownia bez dojazdu. Kłopoty Galerii Arsenał (17-11-11, 07:00)
O zmroku w stuletnim budynku przy ul. Branickiego, w ramach Dni Białegostoku, zespół Karbido zaprezentował projekt Music 4Buildings. Inspiracją do improwizowanego grania i eksperymentów akustycznych jest dla muzyków architektura. Dźwięki z jednego miejsca przenoszą w drugie i tworzą z nich nową muzyczną jakość.
Rozmowa o projekcie
Monika Żmijewska: Do projektów wybieracie zazwyczaj miejsca tajemnicze, pełne zakamarków, z historią. W Białymstoku zdecydowaliście się na Wodociągi Białostockie. Dlaczego?
Marek Otwinowski, współzałożyciel Karbido, basista zespołu: Wybieramy zwykle miejsca, które są bardzo ważne dla miasta, a w sumie niedoceniane. Żartujemy czasem, że pracujemy „ku chwale architektury”. Oczywiście, nim doszło do wyboru, był research przy pomocy Kuby Kwaśniewskiego, ale też nie we wszystkich miejscach ten nasz projekt ostatecznie da się zrealizować, więc w końcu odpadły. W przypadku Białegostoku były to np. charakterystyczne dla tego miasta drewniane opuszczone domy. Miejsca fantastyczne, ale po pierwsze trudno się do nich dostać, po drugie, byłyby też tam problemy z prądem. Więc ostatecznie padło na Wodociągi. Tam nagrywaliśmy dźwięki, a potem przenieśliśmy je do Starej Elektrowni.
O ile Stara Elektrownia od jakiegoś czasu wykorzystywana jest przez Galerię Arsenał jako salon wystawienniczy, o tyle do Wodociągów przeciętny białostoczanin raczej zajrzeć nie może. Wy myszkowaliście po kątach i nagrywaliście rury. Jak wrażenia?
- To historyczny, ponadstuletni obiekt, bardzo ciekawa przestrzeń, kompleks budynków stojących na fundamentach starych budowli. Mnóstwo intrygujących urządzeń, pełen industrial. Chodziliśmy wśród rur ze sprzętem nagrywającym. Błądziliśmy po korytarzach, bo budynek ma wielopoziomową konstrukcję i zdeterminowany jest właśnie przez tę sieć hydrofoniczną. Troszkę się w tym pogubiliśmy, szczególnie w sali nazwanej roboczo galerią filtrów. Widok niesamowity: rury o olbrzymiej średnicy ciągną się wszędzie, są pięknie niebieskie, są też żółte, bo takimi właśnie gdzieniegdzie biegnie tlen, potrzebny do tych wszystkich procesów. No i specjalnymi mikrofonami te rury podsłuchiwaliśmy.
Jakie wydają dźwięki?
- Różne. Szum, plusk, bulgot, skapywanie. Są bardzo intensywne ciągi dźwięków, taki zwielokrotniony ambient. W pierwszym odczuciu nie można sobie tych odgłosów wyseparować, ale im dłużej się słucha, tym więcej się słyszy. Oczywiście wszystko zależy od tego, co płynie, jaką rurą i z jakim natężeniem. Na dźwięk wpływa np. objętość rury, im większa, tym bardziej rezonuje i wzmacnia dźwięk. Kratki, po których się chodzi, też wydają dźwięki.
Słyszeliście to, czego na co dzień nie zauważają pracownicy, przebywający tam całymi godzinami. Wasz projekt pokazuje nieco inne oblicze Wodociągów.
- Te dźwięki po prostu mają dla nich inne znaczenie niż dla nas. To jest tak jak z zapachem - dla nas początkowo to była orka, by przebić się przez barierę zapachową, jaką stanowiła wodociągowa oczyszczalnia ścieków. A ludzie, którzy tam pracują, po jakimś czasie już nie czują tego zapachu. Ostatnio graliśmy w Łodzi w Muzeum Książki Artystycznej w Willi Grohmana. To też ponadstuletni obiekt. Najciekawszą rzeczą w nim i jakby kształtującą go pod względem akustycznym jest kolekcja maszyn typograficznych z przełomu wieków, które są odrestaurowane i nadal czynne. Jakie tam są dźwięki! Prawdziwy ocean. A drukarze też już ich nie zauważają. To, co dla nich naturalne, dla nas jest niesamowite. Fajny był moment, gdy po nagraniu dźwięków właściciel tego miejsca nałożył słuchawki i usłyszał je po raz pierwszy. Nagle o tym, co zna w sumie na wylot, dowiedział się czegoś zupełnie nowego. Podobnie z przestrzenią architektoniczną. Dla wielu budynek to zwykły budynek, mniej lub bardziej atrakcyjny, historyczny albo nie. Widzą wierzchnią tkankę. My schodzimy troszkę głębiej. Frank Zappa powiedział: rozmawianie na temat muzyki to jak tańczyć o architekturze. My ze swoimi poszukiwaniami i graniem na temat architektury jesteśmy gdzieś pośrodku.
Jak logistycznie i muzycznie wygląda to preparowanie przez was dźwięków? Przenosicie je z jednego miejsca w drugie...
- Pierwsze Music For Buildings trwało dwa tygodnie. To było na Śląsku, w kopalni węgla kamiennego i w elektrociepłowni. W przypadku Białegostoku - kilka razy krócej. Zazwyczaj penetrujemy wybrane miejsca mikrofonami, dźwięki zabieramy ze sobą do studia, gdzie następuje selekcja i obróbka. Ale obróbka polega tylko na tym, że wycinamy tylko tzw. "brudy" i ustawiamy głośność, żadnych dodatkowych efektów, to są całkowicie "gołe" nagrania. Przy tym pierwszym projekcie stanowiły bazę do zrobienia czegoś na kształt kompozycji, takiego kolażu muzycznego, ale opartego tylko i wyłącznie na tych próbkach. Po stworzeniu tej kompozycji zaczęliśmy na jej temat grać na instrumentach. W ten sposób wyszło swoiste przeniesienie muzyki: z sampli z tamtych obiektów - poprzez kolażową konstrukcję - do muzykowania żywego. W przypadku Białegostoku też mamy do czynienia z przeniesieniem, tylko że nie tworzyliśmy kolażu, bo na to nie mieliśmy czasu. Tym razem technika jest inna, to pierwsze granie w kwadrofonicznym układzie - trudniejsze logistycznie, ale też nowe ciekawe doświadczenie. Rozłożyliśmy specjalne urządzenie naszego autorstwa, pozwalające z wielu miejsc jednocześnie zbierać sygnał. Wprowadzamy to do komputera i można tym jednocześnie emitować dźwięki, ale bez ich modelowania. Takie sprzężenie zwrotne z wielu źródeł dźwięku.
Projekt w Białymstoku nazwaliście: "eksploracja i prawykonania na dwa obiekty".
- Chodzi o to, że jeden budynek odtwarzamy w drugim. Ale to, że tutaj właśnie, w Elektrowni, a nie gdzie indziej, muzyka jest grana, też ma olbrzymie znaczenie. Powstaje utwór na dwa obiekty, improwizacja na temat tego, co udało się nam znaleźć w tych dwóch budynkach. Hala elektrowni też na swój sposób jest instrumentem, choćby przez pogłos wynikający z przestrzeni budynku.
Czy wasz zespół zawodowo ma coś wspólnego z architekturą? Albo z muzyką?
- Jesteśmy od tego kompletnie odklejeni. Jedynym muzykiem, ale też amatorem kompletnym, jest Peter [Conradin Zumthor - red.]. Ja jestem artystą plastykiem, Tomek [Sikora - red.] jest znanym dźwiękowcem filmowym. Związek z architekturą, ale też niebezpośrednio, ma jedynie Peter. Jego ojciec [Peter Zumthor - red.] jest znanym szwajcarskim architektem, nagrodzonym kilka lat temu architektonicznym Noblem [Nagroda Pritzkera, rok 2009 - red.]. I tak naprawdę to właśnie we dwójkę z Peterem wymyśliliśmy Music 4Buildings. Spotkaliśmy się kilka lat temu w Krakowie, gdzie my graliśmy "Stolik" [w 2009 r. Karbido pokazał ten projekt na Dniach Sztuki Współczesnej w Białymstoku; to spektakl muzyczny odgrywany na specjalnym drewnianym stole, wyposażonym w aparaturę, wychwytującą najmniejszą amplitudę drgań - red.]. Wtedy właśnie zaczęliśmy projekt w kopalni. Białystok to już szósta edycja projektu M4B.
Projekt zrealizowany został w ramach programu Żubr Budzi Podlasie przy wsparciu prezydenta Białegostoku i Wodociągów Białostockich.
Najbliższe projekty Karbido w ramach Music 4Buildings:
W sierpniu twórcy zejdą do podziemnych średniowiecznych korytarzy biegnących pod rynkiem w Rzeszowie. Tam będą uruchamiać najróżniejsze dźwięki - piski, skrobanie, szmery, etc. - po czym w środku nocy puszczą je na górę.
We wrześniu planują coś na kształt słuchowiska poświęconego wrocławskiej Hali Stulecia. W gigantycznym zabytkowym żelbetonowym obiekcie trwa właśnie remont, muzycy go nagrywają: koparki, walenie się ścian - po najcichsze końcowe dźwięki jak przecieranie ścian
Rozmowa o projekcie
Monika Żmijewska: Do projektów wybieracie zazwyczaj miejsca tajemnicze, pełne zakamarków, z historią. W Białymstoku zdecydowaliście się na Wodociągi Białostockie. Dlaczego?
Marek Otwinowski, współzałożyciel Karbido, basista zespołu: Wybieramy zwykle miejsca, które są bardzo ważne dla miasta, a w sumie niedoceniane. Żartujemy czasem, że pracujemy „ku chwale architektury”. Oczywiście, nim doszło do wyboru, był research przy pomocy Kuby Kwaśniewskiego, ale też nie we wszystkich miejscach ten nasz projekt ostatecznie da się zrealizować, więc w końcu odpadły. W przypadku Białegostoku były to np. charakterystyczne dla tego miasta drewniane opuszczone domy. Miejsca fantastyczne, ale po pierwsze trudno się do nich dostać, po drugie, byłyby też tam problemy z prądem. Więc ostatecznie padło na Wodociągi. Tam nagrywaliśmy dźwięki, a potem przenieśliśmy je do Starej Elektrowni.
O ile Stara Elektrownia od jakiegoś czasu wykorzystywana jest przez Galerię Arsenał jako salon wystawienniczy, o tyle do Wodociągów przeciętny białostoczanin raczej zajrzeć nie może. Wy myszkowaliście po kątach i nagrywaliście rury. Jak wrażenia?
- To historyczny, ponadstuletni obiekt, bardzo ciekawa przestrzeń, kompleks budynków stojących na fundamentach starych budowli. Mnóstwo intrygujących urządzeń, pełen industrial. Chodziliśmy wśród rur ze sprzętem nagrywającym. Błądziliśmy po korytarzach, bo budynek ma wielopoziomową konstrukcję i zdeterminowany jest właśnie przez tę sieć hydrofoniczną. Troszkę się w tym pogubiliśmy, szczególnie w sali nazwanej roboczo galerią filtrów. Widok niesamowity: rury o olbrzymiej średnicy ciągną się wszędzie, są pięknie niebieskie, są też żółte, bo takimi właśnie gdzieniegdzie biegnie tlen, potrzebny do tych wszystkich procesów. No i specjalnymi mikrofonami te rury podsłuchiwaliśmy.
Jakie wydają dźwięki?
- Różne. Szum, plusk, bulgot, skapywanie. Są bardzo intensywne ciągi dźwięków, taki zwielokrotniony ambient. W pierwszym odczuciu nie można sobie tych odgłosów wyseparować, ale im dłużej się słucha, tym więcej się słyszy. Oczywiście wszystko zależy od tego, co płynie, jaką rurą i z jakim natężeniem. Na dźwięk wpływa np. objętość rury, im większa, tym bardziej rezonuje i wzmacnia dźwięk. Kratki, po których się chodzi, też wydają dźwięki.
Słyszeliście to, czego na co dzień nie zauważają pracownicy, przebywający tam całymi godzinami. Wasz projekt pokazuje nieco inne oblicze Wodociągów.
- Te dźwięki po prostu mają dla nich inne znaczenie niż dla nas. To jest tak jak z zapachem - dla nas początkowo to była orka, by przebić się przez barierę zapachową, jaką stanowiła wodociągowa oczyszczalnia ścieków. A ludzie, którzy tam pracują, po jakimś czasie już nie czują tego zapachu. Ostatnio graliśmy w Łodzi w Muzeum Książki Artystycznej w Willi Grohmana. To też ponadstuletni obiekt. Najciekawszą rzeczą w nim i jakby kształtującą go pod względem akustycznym jest kolekcja maszyn typograficznych z przełomu wieków, które są odrestaurowane i nadal czynne. Jakie tam są dźwięki! Prawdziwy ocean. A drukarze też już ich nie zauważają. To, co dla nich naturalne, dla nas jest niesamowite. Fajny był moment, gdy po nagraniu dźwięków właściciel tego miejsca nałożył słuchawki i usłyszał je po raz pierwszy. Nagle o tym, co zna w sumie na wylot, dowiedział się czegoś zupełnie nowego. Podobnie z przestrzenią architektoniczną. Dla wielu budynek to zwykły budynek, mniej lub bardziej atrakcyjny, historyczny albo nie. Widzą wierzchnią tkankę. My schodzimy troszkę głębiej. Frank Zappa powiedział: rozmawianie na temat muzyki to jak tańczyć o architekturze. My ze swoimi poszukiwaniami i graniem na temat architektury jesteśmy gdzieś pośrodku.
Jak logistycznie i muzycznie wygląda to preparowanie przez was dźwięków? Przenosicie je z jednego miejsca w drugie...
- Pierwsze Music For Buildings trwało dwa tygodnie. To było na Śląsku, w kopalni węgla kamiennego i w elektrociepłowni. W przypadku Białegostoku - kilka razy krócej. Zazwyczaj penetrujemy wybrane miejsca mikrofonami, dźwięki zabieramy ze sobą do studia, gdzie następuje selekcja i obróbka. Ale obróbka polega tylko na tym, że wycinamy tylko tzw. "brudy" i ustawiamy głośność, żadnych dodatkowych efektów, to są całkowicie "gołe" nagrania. Przy tym pierwszym projekcie stanowiły bazę do zrobienia czegoś na kształt kompozycji, takiego kolażu muzycznego, ale opartego tylko i wyłącznie na tych próbkach. Po stworzeniu tej kompozycji zaczęliśmy na jej temat grać na instrumentach. W ten sposób wyszło swoiste przeniesienie muzyki: z sampli z tamtych obiektów - poprzez kolażową konstrukcję - do muzykowania żywego. W przypadku Białegostoku też mamy do czynienia z przeniesieniem, tylko że nie tworzyliśmy kolażu, bo na to nie mieliśmy czasu. Tym razem technika jest inna, to pierwsze granie w kwadrofonicznym układzie - trudniejsze logistycznie, ale też nowe ciekawe doświadczenie. Rozłożyliśmy specjalne urządzenie naszego autorstwa, pozwalające z wielu miejsc jednocześnie zbierać sygnał. Wprowadzamy to do komputera i można tym jednocześnie emitować dźwięki, ale bez ich modelowania. Takie sprzężenie zwrotne z wielu źródeł dźwięku.
Projekt w Białymstoku nazwaliście: "eksploracja i prawykonania na dwa obiekty".
- Chodzi o to, że jeden budynek odtwarzamy w drugim. Ale to, że tutaj właśnie, w Elektrowni, a nie gdzie indziej, muzyka jest grana, też ma olbrzymie znaczenie. Powstaje utwór na dwa obiekty, improwizacja na temat tego, co udało się nam znaleźć w tych dwóch budynkach. Hala elektrowni też na swój sposób jest instrumentem, choćby przez pogłos wynikający z przestrzeni budynku.
Czy wasz zespół zawodowo ma coś wspólnego z architekturą? Albo z muzyką?
- Jesteśmy od tego kompletnie odklejeni. Jedynym muzykiem, ale też amatorem kompletnym, jest Peter [Conradin Zumthor - red.]. Ja jestem artystą plastykiem, Tomek [Sikora - red.] jest znanym dźwiękowcem filmowym. Związek z architekturą, ale też niebezpośrednio, ma jedynie Peter. Jego ojciec [Peter Zumthor - red.] jest znanym szwajcarskim architektem, nagrodzonym kilka lat temu architektonicznym Noblem [Nagroda Pritzkera, rok 2009 - red.]. I tak naprawdę to właśnie we dwójkę z Peterem wymyśliliśmy Music 4Buildings. Spotkaliśmy się kilka lat temu w Krakowie, gdzie my graliśmy "Stolik" [w 2009 r. Karbido pokazał ten projekt na Dniach Sztuki Współczesnej w Białymstoku; to spektakl muzyczny odgrywany na specjalnym drewnianym stole, wyposażonym w aparaturę, wychwytującą najmniejszą amplitudę drgań - red.]. Wtedy właśnie zaczęliśmy projekt w kopalni. Białystok to już szósta edycja projektu M4B.
Projekt zrealizowany został w ramach programu Żubr Budzi Podlasie przy wsparciu prezydenta Białegostoku i Wodociągów Białostockich.
Najbliższe projekty Karbido w ramach Music 4Buildings:
W sierpniu twórcy zejdą do podziemnych średniowiecznych korytarzy biegnących pod rynkiem w Rzeszowie. Tam będą uruchamiać najróżniejsze dźwięki - piski, skrobanie, szmery, etc. - po czym w środku nocy puszczą je na górę.
We wrześniu planują coś na kształt słuchowiska poświęconego wrocławskiej Hali Stulecia. W gigantycznym zabytkowym żelbetonowym obiekcie trwa właśnie remont, muzycy go nagrywają: koparki, walenie się ścian - po najcichsze końcowe dźwięki jak przecieranie ścian
- 1 komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
10 głosów
-
M4B: podsłuchiwaliśmy rury. Niebieskie i żółte ...
stefeggg
20.06.11, 13:54
Nie słyszałem, więc nie oceniam.Ciekawe tylko, czy ktoś przyszedłby na bulgotanie, gdyby musiał zapłacić za bilet rynkowo (pokryć koszt przygotowania, prezentacji oraz honorarium »
Najczęściej czytane24 htydzień








więcej zdjęć