Cudowne źródło w morzu wszechogarniającej głupoty

Monika Żmijewska
28.06.2011 , aktualizacja: 28.06.2011 12:43
A A A Drukuj
To właśnie w białostockiej Galerii Arsenał, wśród tej wspaniałej kolekcji, mnie olśniło: nie intelektualiści opisali wszystkie zmiany po 1989 roku, tylko ludzie sztuki - mówi dokumentalistka, Agnieszka Arnold.
Agnieszka Arnold z ekipą w Galerii Arsenał
Fot. Agnieszka Sadowska / Agencj
Agnieszka Arnold z ekipą w Galerii Arsenał
W Galerii Arsenał w poniedziałkowy wieczór wraz z Witoldem Orskim zaprezentowała premierowy pokaz dokumentu mówiącego o kondycji polskiej kultury, pt. "Jak to jest". Film zrealizowany został na zlecenie ministerstwa kultury, ale co ciekawe (i smutne) najwyraźniej nie przypadł zleceniodawcom do gustu, którzy jak dotąd w ogóle nie zajmują się promocją obrazu. Za to obejrzeć go można było w galerii Arsenał, w której przed rokiem kręcono część zdjęć.

Zamysł był taki, by pokazać stan kultury na rok 2010 przez pryzmat różnych miejsc w całej Polsce i na różnych poziomach, ale z rysem historycznym po wielkim przełomie niepodległościowym.

Film ma trochę postmodernistyczną formę, jest w nim żart i powaga, trochę ironii, animacja, spore tempo. Sprawia wrażenie twórczego chaosu, ale w sumie wszystko ma tu swoją logikę - z powodu formy i ogromu wątków wymaga od widza koncentracji. O przemianach zachodzących w kulturze mówią krytycy sztuki, dziennikarze, wydawcy, socjolodzy, filozofowie, m.in. prof. Zygmunt Bauman, Edwin Bendyk, Beata Stasińska, Joanna Mytkowska, Agnieszka Odorowicz. Jak w formie teledysku przewijają się obrazy z galerii sztuki współczesnej, filharmonii, teatrów, fragmenty polskich filmów. To dziesiątki kadrów i wypowiedzi. Obok koncertu Behemota jest zapis fragmentu koncertu "Siedem Bram Jerozolimy" Krzysztofa Pendereckiego, filmiki z You Tube i zdjęcia z Parady Równości, dzieła Leona Tarasewicza i Mirosława Bałki (m.in. z kolekcji Galerii Arsenał) i fragmenty tekstów czytanych przez autorów słuchaczom siedzącym na trawie.

Po projekcji o filmie opowiadali jego twórcy.

Prowadząca spotkanie prof. Małgorzata Kowalska (Klub Krytyki Politycznej, Uniwersytet w Białymstoku) pytała: - Skoro film powstał na zamówienie ministerstwa kultury, dlaczego po skończeniu zdjęć nikt już o nim nie słyszał? Dlaczego do premiery doszło w Białymstoku, a nie np. w Warszawie? Dlaczego minister nie ma interesu w jego promowaniu?

Agnieszka Arnold: - Może być tak, że się zleceniodawcom nie podobał... I chyba w rzeczywistości tak było. Bardzo długo trwała akceptacja scenariusza, zupełnie dla nas niezrozumiała, a potem doszły mnie słuchy, że nie przypadł "górze" do gustu. Nie wiem dlaczego.

Witold Orski, współautor scenariusza (żartobliwie): - No już przyznaj się po prostu, że decydentom nie podobały się przekleństwa, które padają w filmie...

Prof. Kowalska: - A może po prostu wyobrażenie decydentów o kulturze jest zupełnie inne niż zobaczyli w tym dokumencie?

Agnieszka Arnold: - Z większością urzędników jest tak, że zdają sobie sprawę, że polska sztuka jest coś warta, dopiero, gdy docenią ją na świecie. Wtedy są zaskoczeni. Cóż, wyobrażali sobie pewnie, że film będzie publicystyką, że pokaże, ile na kulturę urzędnicy łożą, jakie są statystyki. Tym bardziej nie rozumiem reakcji, jako że film pokazuje, iż tak na dobrą sprawę kondycja kultury jest całkiem dobra. W pewnym momencie sama byłam zaskoczona, ja, taka buntowniczka, zawsze pod prąd, mówiłam do moich współpracowników: "Chłopaki jest dobrze!" A i tak dostałam w łeb. No cóż, może taki już mój los - żartowała znakomita dokumentalistka [jej filmy zawsze kogoś uwierają, bo też i Arnold zawsze odważnie szuka w polskiej historii, na światło dzienne wyciąga sprawy, o których niektórzy dawno już zapomnieli. Jest autorką m.in "Sąsiadów" - o zbrodni w Jedwabnem, "Bohatera" - o "Burym", akowcu Romualdzie Rajsie, który palił białoruskie wsie - red.].

- Tytuł filmu brzmi: "Jak to jest" - czy to aluzja do sztuki Becketta? Jego bohater przedziera się przez bagno, przeżywa straszne rzeczy. To może jednak wasz film daje jeszcze jakiś inny podtekst, że może jednak wokół strasznie jest? - pytała prof. Kowalska.

Agnieszka Arnold: - Tytuł filmu wziął się raczej z tytułu instalacji Mirosława Bałki, pod której ogromnym wrażeniem jestem. Ale rzeczywiście - z tym Becketem też coś jest na rzeczy. U Becketta to czołganie się przez bagno, to tak jak z naszą polską rzeczywistością, która czasem przypomina obłęd zupełny, magmę, te kretyńskie dysputy polityczne, wszechogarniającą głupotę. Ale na szczęście gdzieś obok jest jest to cudowne źródło, którym jest sztuka polska.

Witold Orski: - To może jeszcze ja dopowiem z tym Beckettem. Jego bohater rzeczywiście brnie przez mrok i gęstwinę, jedyne co go napędza to nadzieja. I myślę, że to bliskie jest wszystkim tworzącym sztukę polską.

Agnieszka Arnold: - Podczas kręcenia zdjęć miałam cały czas w tyle głowy diagnozę Marii Janion, że ostatnie 20-30 lat w Polsce nie zostało w ogóle opisane. Maria Janion stwierdziła, że to słabość polskiej myśli, intelektualistów, że nie potrafili nazwać tych wszystkich zjawisk. Dla mnie te nowe czasy też były zagadką. I dlatego bardzo się cieszę, że premiera filmu miała miejsce w galerii Arsenał. Bo to właśnie wtedy gdy kręciłam zdjęcia w białostockiej galerii, oglądałam tę wspaniałą kolekcję, rozmawiałam z Moniką Szewczyk, nagle mnie olśniło: - Nie intelektualiści opisali te wszystkie zmiany, tylko ludzie sztuki.

Prof. Kowalska: - Oglądając film miałam wrażenie, że pokazuje stan sztuki, ale i jednocześnie stan społeczeństwa, które podzieliło się na getta, grupy, środowiska. I że sztuka taka właśnie jest: z jednej strony awangarda, z drugiej koncert metalowy, z trzeciej - czytanie prostych powiastek dla ludu. I tak naprawdę nie wiadomo, jaki jest tego wszystkiego wspólny mianownik, do czego sztuka zmierza?

Witold Orski: - Sytuacja wygląda tak, że obecnie, w dobie rozwoju internetu, zaciera się granica między twórcą a odbiorcą. Pytanie, czy rzeczywiście powinniśmy czegoś oczekiwać od kultury? Czy kultura w ogóle cokolwiek powinna?

Głos z sali: - Wszystko powinna. Powinna integrować, informować, uczyć, spełniać różne role społeczne...

Prof. Kowalska: - A czy kulturą jest gdy ktoś się kiwa na koncercie, czy Parada Równości to też kultura?

Agnieszka Arnold (żartobliwie): - To zależy jak ktoś się kiwa.. Oczywiście, to wszystko jest kulturą, Parada także, choć niekoniecznie sztuką.

Prof. Kowalska: - Przypomnę tylko, że kultura to źródłowo: uprawa ziemi. Czyli wszystko co zakłada wysiłek przetwarzania świata. W tym sensie ten film jest bardziej o kulturze czy o sztuce? O sztuce chyba?

Witold Orski: W filmie większość wypowiedzi została poświęcona sztuce. Mowa o kulturze zajęłaby chyba z kilkadziesiąt godzin. O samej sztuce z kolei to byłby zbyt wąski krąg. Raczej trzymałbym się tego, że mówimy o twórczości niż o kulturze czy sztuce.

Przed rokiem Agnieszka Arnold część zdjęć do filmu kręciła w Galerii Arsenał, Muzeum Ikon, Teatrze Wierszalin, podczas projektu mieszkańców Orli. Do filmu weszła jednak tylko część "arsenałowa", a konkretnie prezentacja prac z kolekcji.

- Materiał z tych dwóch dni zdjęciowych na Podlasiu przy przepisywaniu kart niestety został zniszczony. Technika jednak bywa zawodna - mówiła Agnieszka Arnold.- Bardzo było mi żal zdjęć zrobionych w Muzeum Ikon, niestety w międzyczasie zmienił się producent, i nie mogłam już tych zdjęć powtórzyć. Działania młodych w Orli były bardzo ciekawe, ale ostatecznie ciekawsze wydało mi się to, co robią w Nowej Hucie. Cóż, ze względów finansowych nie mogłam zrobić olbrzymiej dokumentacji, zresztą selekcja też była potrzebna - mówiła Agnieszka Arnold. - Gdy zobaczyłam zbiory Galerii Arsenał i zorientowałam się, że dzieła opowiadają o sztuce, o przemianach, to wydało mi się tak atrakcyjne, że już wiedziałam, jak zostanie skonstruowany ten film: że prace artystów pomogą sztuką opisywać świat.

Magda Godlewska z Galerii Arsenał: - Gdybym ja była decydentem, to po obejrzeniu tego filmu raczej nie byłabym zażenowana brzydkimi wyrazami, co statystyką uczestnictwa w kulturze. Tym, że to wszystko spada, że tak mało czytamy. Oczywiście to jest nasza zbiorowa odpowiedzialność, ale ktoś te słupki przecież zestawia, przygląda się temu, mógłby wysnuć wnioski. Pamiętam czasy, że na kulturę było przeznaczane z budżetu 2 procent.

Prof. Kowalska prowokacyjnie: - A może jest tak, że ta rozpiętość kulturowa, to jej niezorganizowanie, ponowoczesność, powoduje takie a nie inne statystyki? Po co czytać skoro można obejrzeć? Może jak jest taka demokracja, to wielu woli wybrać koncert rockowy, niż Chopina choćby?

Agnieszka Arnold: - Ja się z tym nie zgodzę, to rozumowanie u podstaw jest fałszywe. Tak wielka oglądalność Konkursu Chopinowskiego jaka była w tym roku - nie była nigdy. Ludzie to chłoną, chcą słuchać. Nie należy stawiać w opozycji koncertu Chopina i koncertu metalowego choćby. Tak jak nie należy dzielić kultury na wysoką i niską. Kultura jest albo dobra, albo zła. Świetnie zagrany koncert rockowy może być czasem dużo lepszy niż koncert muzyki poważnej.

Witold Orski: - Ja podejmę rękawicę tej prowokacji i powiem tylko tyle, że w Wielkiej Brytanii wybór kolorowych pisemek i kanałów telewizyjnych jest dużo większy niż w Polsce, a poziom czytelnictwa jest tam przynajmniej dwa razy większy niż u nas. Tak więc ilość kolorowych podniet nie jest wprost proporcjonalna do spadku czytelnictwa.

Joanna Dolecka z Galerii Arsenał: - Gdyby pieniądze pokrywały się z kulturą, na spotkaniach, koncertach, drogich spektaklach byłoby dużo więcej biznesmenów niż obecnie.

Agnieszka Arnold: - Coś w tym jest. Wielu biznesmenów głośno mówi, że woli jechać na narty czy pograć w piłkę niż uczestniczyć w kulturze. Gdy słyszę też, że ważna osoba w państwie mówi beztrosko, że podwyższa poziom nieczytających, to jest coś nie tak. Rzeczywiście rozwarstwienie w kulturze jest nie tylko na biednych i bogatych. Problem leży w edukacji. Jeśli nie pokaże się odpowiednich rzeczy młodym, jeśli nie zajmie się tym też ministerstwo oświaty, jeśli ot tak rezygnuje się z lekcji muzyki i plastyki w szkołach, a problem złoży się tylko na barki ministerstwa kultury, to będzie źle.

Spotkanie realizowane było w ramach cyklu spotkań w Galerii Arsenał "Czy sztuka jest potrzebna i dlaczego?" a także w ramach cyklu Klubu Krytyki Politycznej w Białymstoku "DOC FEST 2011"

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 2 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów