Dotacje po białostocku. Wysublimowane zarzynanie kultury

Jakub Medek
21.07.2011 , aktualizacja: 21.07.2011 20:30
A A A Drukuj
Oddajemy dotację. Wydanie kwartalnika literackiego za pieniądze, jakie przyznał nam na ten cel magistrat, jest niewykonalne - zadecydowało Stowarzyszenie Fabryka Bestsellerów. Nie są jedyni - w podobnej sytuacji jest Stowarzyszenie Widok, któremu na warsztaty z młodzieżą urząd miasta przyznał jedną trzecią postulowanej kwoty
Krzysztof Varga na Festiwalu Pora Prozy
Fot. Marcin Onufryjuk / Agencja
Krzysztof Varga na Festiwalu Pora Prozy
Dyskusja na temat pisma literacko-artystycznego, które wypełniłoby lukę po znanych swego czasu w całym kraju "Kartkach", trwa od dawna. W ubiegłym roku przedstawiciele magistratu nieraz dawali publicznie do zrozumienia, że taka inicjatywa zasługuje na wsparcie z miejskiego budżetu.

- Pieniądze się znajdą, tylko zróbcie to porządnie - powtarzali w rozmowach ze Stowarzyszeniem Fabryka Bestsellerów.

W tej sytuacji Fabryka, znana między innymi z organizacji festiwali literackich, przygotowała projekt takiego wydawnictwa. Kosztorys przedsięwzięcia, opiewający na 135 tys. zł, stowarzyszenie złożyło w magistracie i urzędzie marszałkowskim - miasto miało dać 100 tys., marszałek 25, 10 chciała wyłożyć Fabryka.

Za te pieniądze miały powstać dwa pierwsze numery kwartalnika "Flaner". Powołana przez władze miasta komisja projekt rozważyła, a następnie zadecydowała o wsparciu inicjatywy kwotą 25 tys. Marszałek w ogóle nie odpowiedział.

Pieniądze z magistratu pochodzą z liczącej 600 tys. zł puli na wsparcie inicjatyw kulturalnych. Na ponad sto złożonych wniosków pieniądze przyznano 49 podmiotom. Dotacje wynosiły od kilku do blisko 200 tys. zł.

- Na druk jednego numeru na w miarę przyzwoitym, chociaż nie najwyższym poziomie, potrzeba kilkunastu tysięcy. A co z pieniędzmi na skład, na ilustracje, na honoraria dla autorów. Jak byśmy nie liczyli, za przyznaną nam przez urząd miasta dotację zrobić się tego nie da. Więc środki zwrócimy - mówi nie kryjąc rozgoryczenia Marek Kochanowski ze stowarzyszenia. Jego zawód jest tym większy, że na kolejną edycję festiwalu literackiego "Zebrane", imprezy, która w ubiegłym roku dostała doskonałe recenzje, marszałek pieniędzy nie dał w ogóle.

- Tyle że tu sobie jakoś poradzimy, po prostu zamiast czterech dni impreza potrwa dwa, będzie skromniej, z mniejszą ilością gości. Z pismem się już tak zrobić nie da - dodaje Kochanowski.

Nie potrafi zrozumieć polityki władz samorządowych, ani miasta, ani województwa.

- Nie ma w tym żadnej konsekwencji, żadnej logiki. Jednego roku wspierają cykliczną imprezę, chętnie się nią chwaląc, w roku kolejnym wsparcia odmawiają - mówi.

W analogicznej sytuacji jest Stowarzyszenie Widok, które też zdecydowało się zwrócić urzędowi miasta otrzymaną w maju dotację. Za trzynaście i pół tysiąca złotych Widok chciał zorganizować warsztaty dla młodzieży, stanowiące pokłosie wydanego w ubiegłym roku - oczywiście za pieniądze magistratu - albumu z pokazującymi przedwojenny Białystok fotografiami Bolesława Augustisa.

- Już wtedy młodzi ludzie napisali 60 opowiadań inspirowanych tymi zdjęciami. Chcieliśmy w ramach warsztatów pójść dalej w tym kierunku, poszukać prac plastycznych, legend, przygotować dokumentację do zawierającego to wszystko wydawnictwa. Dostaliśmy cztery tysiące. Nawet nie podpisywałam umowy z magistratem - relacjonuje Magda Godlewska. Też nie kryje rozczarowania.

- Dzisiaj tak trudno jest zachęcić młodych do czegokolwiek. Tutaj to działało. Magistrat woli dać grosze każdemu, zamiast wesprzeć mniej inicjatyw, a porządnie. To głupia polityka, bo w efekcie niewiele da się zrobić - ocenia szefowa Widoku.

Odpowiadający w urzędzie miasta za kulturę wiceprezydent Tadeusz Arłukowicz decyzjami o oddaniu dotacji nie jest specjalnie zaskoczony, chociaż jego zdaniem na taki krok decyduje się niewielu beneficjantów. Przyznaje, że z przyznawaniem tego rodzaju wsparcia jest poważny problem, który wymaga systemowego rozwiązania. Jakiego? Wiceprezydent wciąż na ten temat myśli.

- To dylemat czy dać więcej mniejszej ilości podmiotów, czy mniej, ale na więcej inicjatyw. Wśród drobnych projektów też są ciekawe pomysły, warte wsparcia. Poza tym przypominam, że wnioski o dotacje ocenia niezależna komisja, w której zasiadają specjaliści. Ich sugestie trzeba uszanować. Przy tego rodzaju przedsięwzięciach zawsze będą względy trudne do zobiektywizowania - mówi Arłukowicz.

Potwierdza, że w jego ocenie pismo literackie w Białymstoku jest niezbędne.

- No cóż, zawsze można nie podpisać z nami umowy na dotację i negocjować jej warunki. Niezadowolonych zapraszam na rozmowy - kończy.

KOMENTARZ

Lepiej dać mniej na więcej czy więcej na mniej? - pytają magistraccy urzędnicy, gdy mowa o dotacjach na kulturę. To źle postawione pytanie. Przecież tu nie chodzi o postawienie ptaszka w rubryce, tylko realizację spójnej, długofalowej polityki miasta. Miasto bowiem to nie tylko asfalt, autobusy z wyłączoną klimatyzacją i festyny na Rynku Kościuszki. O jego charakterze decyduje też, a może przede wszystkim, kultura. Również ta, którą trudno nazwać masową. Kultura służy też promocji. Zasięg festiwalu literackiego czy dobrego artystycznego kwartalnika wykracza znacznie poza granice miasta, budując jego wizerunek. Tymczasem w magistracie w każdym "robiącym w kulturze" zdają się widzieć złodzieja i naciągacza, który tylko kombinuje, jak tu za dotację pojechać do ciepłych krajów. I tną jak leci. To, że po ich cięciach często nie da się zrealizować zadania, nie ma znaczenia. Wskaźniki rosną, można się pochwalić, że dwa procent budżetu zostało wydane na cele wzniosłe. A że w jakiejś mierze bez sensu? Kto tam w to będzie wnikał.

I proszę mi nie mówić, że nie ma pieniędzy. Przy środkach, jakie magistrat pompuje w prywatny piłkarski klub sportowy (który w ostatnim czasie promuje miasto w podobny sposób, jak onegdaj chodzący w tureckim swetrze prorok ze Starosielc), takie stwierdzenie będzie kpiną.

Jakub Medek

Podziel się

  • 8 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    17 głosów