Trzeba bać się Boga, a nie ludzi
2009-10-01
, aktualizacja: 01.10.2009 19:34
Nie wyrzucajcie nas z Łomży, wyjedziemy sami. Tylko zmieńcie prawo, abyśmy mogli osiedlać się w różnych rejonach Polski, tam, gdzie jest łatwiej - mówią Czeczeni, traktowani na Podlasiu jako persona non grata
ZOBACZ TAKŻE
- Poseł od uchodźców (01-10-09, 10:29)
W Łomży i pobliskim ośrodku Czerwony Bór mieszka kilkaset rodzin uchodźców z Czeczenii. W samym ośrodku przy ul. Wesołej - 189 rodzin, kolejne 150 na terenie miasta. Ponad 35 skończyły się roczne programy integracyjne, podczas których otrzymywali ministerialne pieniądze. Teraz sami muszą wynajmować mieszkania i szukać pracy (to akurat idzie najgorzej). Dostają zasiłki z miejskiej pomocy społecznej, koszt ich utrzymania spoczywa więc na samorządzie. Problem jest - przyznaje i jedna, i druga strona.
Taliban do Czeczenii
Wybuchł w piątek 25 września. Do Larisy Ismailovej przyszły na obiad trzy koleżanki. Posiedziały do godz. 19.30, wypiły herbatę i zbierały się do wyjścia. Larisa postanowiła odprowadzić Ayzan Nukaevą na przystanek autobusowy, bo ta bała się wychodzić po zmroku - już wcześniej była zaczepiana z powodu ubrania, zwłaszcza chusty szczelnie zakrywającej włosy. Do głowy im nie przyszło, że zakapturzony mężczyzna w ciemnym dresie, biegnący w ich stronę na wysokości Stokrotki na ulicy Piłsudskiego, może im zrobić krzywdę. Wyglądał jak sportowiec. Śmiały się, żartowały z koleżanek.
Ayzan: - Zrównał się z nami, stanął przed Larisą i zaczął jakby boksować. Nadal myślałam, że to żarty. Upadła. Chciałam pomóc, ale w tej sekundzie byłam na kolanach, a on ciągnął w górę za chustę, chcąc ją zerwać i krzyczał: "Taliban wracaj do Czeczenii!".
Sławomir Dąbrowski, oficer prasowy z łomżyńskiej policji: - Bił ofiary po głowie, twarzy i pryskał gazem łzawiącym.
Larisa: - Kiedy nas zostawił i uciekł, podbiegło dwóch chłopaków. Przeraziłam się, że to jedna banda, chciałam wołać o pomoc, ale nie mogłam głosu z siebie wydobyć, mam chorą tarczycę. Oni powiedzieli: "Nie bójcie się" i podnieśli z ziemi. Zadzwonili po policję i pół godziny czekali z nami, aż przyjedzie. Dobre dzieci.
Ayzan: - Nie wszyscy Polacy i nie wszyscy Czeczeni są jednakowi.
Siniaki z twarzy jeszcze nie zeszły, ale rany są o wiele głębsze. Czeczeńskie kobiety od piątku prawie nie wychodzą na ulice.
Pozbierać się pomaga im psycholog z fundacji Ocalenie.
- Taki napad jest traumą sam w sobie, niezależnie od tego, kto napadł. Jednak trauma jest tym większa, jeśli to któryś już z kolei napad. Niewyleczona do końca rana została otwarta - tłumaczy Ewa Kownacka, psycholog międzykulturowy i psychoterapeutka z fundacji Ocalenie. - Tym bardziej że nie był to napad na tle rabunkowym, nie zaczepka osoby pijanej. Ci ludzie skądś uciekali, szukali schronienia i usłyszeli: "Wynocha stąd".
Uciekajmy. Dokądkolwiek
Integracja w Polsce jest trudna, ale nie niemożliwa. Kobiety opowiadają, że łomżyńscy kierowcy gapią się na ich chusty, zamiast na drogę. Zwłaszcza Ayzan ma problemy, od kiedy - w lutym - założyła rytualną chustę i szczelnie okrywa ciało. Raz poleciała w jej stronę butelka. Non stop słyszy o islamskim fundamentalizmie.
- A co to ma wspólnego z moim postanowieniem noszenia chusty? - dziwi się. - Moim znajomym i sąsiadkom, którym przywiozłam podobne chusty, podobało się. Postanowiłam w duszy, że nigdy jej nie zdejmę. Trzeba bać się Boga, a nie ludzi.
Jej 10-letnia córeczka (jedna z pięciorga dzieci) jednak się boi. Umiera ze strachu, odkąd zobaczyła siniaki na twarzy mamy. Prosi, żeby zmieniła ubranie. Dopóki się nie uspokoi, Ayzan nie puszcza jej do szkoły. 13-letni syn lubi myśleć o sobie jako o "prawdziwym czeczeńskim mężczyźnie", dusi emocje, czasem tylko pyta mamę, jak się czuje. A matkę boli. Nie siniaki. Najbardziej to, że zawsze ceniła Polaków, ich silne wartości rodzinne, umiłowanie tradycji, religijność, szacunek dla osób starszych. Prawosławnym kobietom w chustkach ustępowała drogę. Dziwi się, że na inaczej ubranych prawosławnych nie lecą wyzwiska, a ona ściąga je jak magnes.
- Tak starałam się nie zwracać uwagi na tych ludzi... Mimo wszystko nie myślę źle o Polakach. Wśród ludzi są i dobrzy, i źli - przyznaje Ayzan.
Larisa nie może przywyknąć do strachu. Po ucieczce z Czeczenii trzymała się dzielnie, ale teraz gdy opowiada o napaści, łzy płyną jej po twarzy: - To się nie da porównać z tym, co przeżyliśmy w Czeczenii.
Spodobało jej się w Łomży. Mężowi - jeszcze bardziej. Latem pracował przy zbiorze jabłek, malin, ma polskich kolegów. Czworo ich dzieci bawi się z rówieśnikami, odwiedza ich w domach (Larisa nie wie, czy zaproszenia to tylko wynik ciekawości, ale dzieci puszcza chętnie). Jej dziewczynki: 4- i 6-letnia wstydziły się przyznać koleżankom, że Polak pobił ich mamę.
Do piątku Larisa była pewna, że tu zostaną, mimo, że taka bieda. Od kilku nocy nie śpi, tylko myśli, jak powiedzieć mężowi: - Uciekajmy. Do Warszawy. Dokądkolwiek.
Ayzan z rodziną przebywa w Polsce od trzech lat. W Łomży - rok i 10 miesięcy. Teraz jest zdecydowana: - Chcemy wyjechać z Polski, ale nie puszczają. Na pewno nie będę mieszkać w Łomży ani żadnym innym malutkim mieście, gdzie wszyscy wszystkich znają.
Taliban do Czeczenii
Wybuchł w piątek 25 września. Do Larisy Ismailovej przyszły na obiad trzy koleżanki. Posiedziały do godz. 19.30, wypiły herbatę i zbierały się do wyjścia. Larisa postanowiła odprowadzić Ayzan Nukaevą na przystanek autobusowy, bo ta bała się wychodzić po zmroku - już wcześniej była zaczepiana z powodu ubrania, zwłaszcza chusty szczelnie zakrywającej włosy. Do głowy im nie przyszło, że zakapturzony mężczyzna w ciemnym dresie, biegnący w ich stronę na wysokości Stokrotki na ulicy Piłsudskiego, może im zrobić krzywdę. Wyglądał jak sportowiec. Śmiały się, żartowały z koleżanek.
Ayzan: - Zrównał się z nami, stanął przed Larisą i zaczął jakby boksować. Nadal myślałam, że to żarty. Upadła. Chciałam pomóc, ale w tej sekundzie byłam na kolanach, a on ciągnął w górę za chustę, chcąc ją zerwać i krzyczał: "Taliban wracaj do Czeczenii!".
Sławomir Dąbrowski, oficer prasowy z łomżyńskiej policji: - Bił ofiary po głowie, twarzy i pryskał gazem łzawiącym.
Larisa: - Kiedy nas zostawił i uciekł, podbiegło dwóch chłopaków. Przeraziłam się, że to jedna banda, chciałam wołać o pomoc, ale nie mogłam głosu z siebie wydobyć, mam chorą tarczycę. Oni powiedzieli: "Nie bójcie się" i podnieśli z ziemi. Zadzwonili po policję i pół godziny czekali z nami, aż przyjedzie. Dobre dzieci.
Ayzan: - Nie wszyscy Polacy i nie wszyscy Czeczeni są jednakowi.
Siniaki z twarzy jeszcze nie zeszły, ale rany są o wiele głębsze. Czeczeńskie kobiety od piątku prawie nie wychodzą na ulice.
Pozbierać się pomaga im psycholog z fundacji Ocalenie.
- Taki napad jest traumą sam w sobie, niezależnie od tego, kto napadł. Jednak trauma jest tym większa, jeśli to któryś już z kolei napad. Niewyleczona do końca rana została otwarta - tłumaczy Ewa Kownacka, psycholog międzykulturowy i psychoterapeutka z fundacji Ocalenie. - Tym bardziej że nie był to napad na tle rabunkowym, nie zaczepka osoby pijanej. Ci ludzie skądś uciekali, szukali schronienia i usłyszeli: "Wynocha stąd".
Uciekajmy. Dokądkolwiek
Integracja w Polsce jest trudna, ale nie niemożliwa. Kobiety opowiadają, że łomżyńscy kierowcy gapią się na ich chusty, zamiast na drogę. Zwłaszcza Ayzan ma problemy, od kiedy - w lutym - założyła rytualną chustę i szczelnie okrywa ciało. Raz poleciała w jej stronę butelka. Non stop słyszy o islamskim fundamentalizmie.
- A co to ma wspólnego z moim postanowieniem noszenia chusty? - dziwi się. - Moim znajomym i sąsiadkom, którym przywiozłam podobne chusty, podobało się. Postanowiłam w duszy, że nigdy jej nie zdejmę. Trzeba bać się Boga, a nie ludzi.
Jej 10-letnia córeczka (jedna z pięciorga dzieci) jednak się boi. Umiera ze strachu, odkąd zobaczyła siniaki na twarzy mamy. Prosi, żeby zmieniła ubranie. Dopóki się nie uspokoi, Ayzan nie puszcza jej do szkoły. 13-letni syn lubi myśleć o sobie jako o "prawdziwym czeczeńskim mężczyźnie", dusi emocje, czasem tylko pyta mamę, jak się czuje. A matkę boli. Nie siniaki. Najbardziej to, że zawsze ceniła Polaków, ich silne wartości rodzinne, umiłowanie tradycji, religijność, szacunek dla osób starszych. Prawosławnym kobietom w chustkach ustępowała drogę. Dziwi się, że na inaczej ubranych prawosławnych nie lecą wyzwiska, a ona ściąga je jak magnes.
- Tak starałam się nie zwracać uwagi na tych ludzi... Mimo wszystko nie myślę źle o Polakach. Wśród ludzi są i dobrzy, i źli - przyznaje Ayzan.
Larisa nie może przywyknąć do strachu. Po ucieczce z Czeczenii trzymała się dzielnie, ale teraz gdy opowiada o napaści, łzy płyną jej po twarzy: - To się nie da porównać z tym, co przeżyliśmy w Czeczenii.
Spodobało jej się w Łomży. Mężowi - jeszcze bardziej. Latem pracował przy zbiorze jabłek, malin, ma polskich kolegów. Czworo ich dzieci bawi się z rówieśnikami, odwiedza ich w domach (Larisa nie wie, czy zaproszenia to tylko wynik ciekawości, ale dzieci puszcza chętnie). Jej dziewczynki: 4- i 6-letnia wstydziły się przyznać koleżankom, że Polak pobił ich mamę.
Do piątku Larisa była pewna, że tu zostaną, mimo, że taka bieda. Od kilku nocy nie śpi, tylko myśli, jak powiedzieć mężowi: - Uciekajmy. Do Warszawy. Dokądkolwiek.
Ayzan z rodziną przebywa w Polsce od trzech lat. W Łomży - rok i 10 miesięcy. Teraz jest zdecydowana: - Chcemy wyjechać z Polski, ale nie puszczają. Na pewno nie będę mieszkać w Łomży ani żadnym innym malutkim mieście, gdzie wszyscy wszystkich znają.
Wojna się nie skończyła
Starsza, wykształcona, ubrana na czarno Czeczenka, która z obawy o bezpieczeństwo nie chce podawać nazwiska, przyjechała do Polski dopiero przed rokiem. Wcześniej 16 lat pod bombami siedziała i ani nie myślała uciekać. Dopóki na wojnie nie straciła syna - zginął na początku 2008 roku w Groznym, zabity przez Rosjan i czeczeńską milicję. Dopóki nie przystawili jej automatu do głowy i nie zapytali o pozostałych synów.
- Wiem jedno: od spokojnego życia nikt nie ucieka - mówi kobieta. - Ale i tu nic dobrego nie zobaczyłam. Jak usłyszałam o tym pobiciu, to rzuciłam się do drzwi, zagrodziłam - nie wypuszczę syna. Wojna się nie zakończyła - nie tylko w Czeczenii. W Europie też.
Syn Larisy ma 16 lat. W Czeczenii za dwa lata zabraliby go albo do wojska, albo do partyzantki. Uciekła, żeby ratować dzieci. Czy dobrze zrobiliśmy, wybierając Polskę? - myślą teraz.
- Często jest tak, że się po prostu wyjeżdża. Żeby uciec przed prześladowaniami, żeby ochronić dzieci - mówi psycholog Ewa Kownacka. - To, gdzie się jedzie, jest sprawą drugorzędną. Choć Polska nie oferuje uchodźcom zbyt dobrych warunków ekonomicznych, to jednak muzułmanie widzą w niej... pewną bliskość kulturową, która objawia się m.in. w silniejszej więzi rodzinnej czy szacunku dla osób starszych. Podoba im się, że Polacy całymi rodzinami chodzą w niedzielę do kościoła, że dziewczynki ubierają się skromniej, że bezpieczniej wychowuje się tu dzieci. Na Zachodzie Europy tego nie odnajdują. Dlatego czasem sami wracają, choć wyjechali tam legalnie i na pewno żyli na wyższym poziomie ekonomicznym.
Jednak większa część marzy o wyjeździe na Zachód. Tylko że krajem ich przeznaczenia jest pierwszy, w którym zwrócą się o azyl - czyli w praktyce pierwszy europejski po przekroczeniu granicy - Polska. Tu dostają status uchodźcy (niezmiernie rzadko) albo ochronę uzupełniającą (najczęściej), która daje im prawo legalnego pobytu. Jeśli wyjadą na Zachód, zostaną deportowani (w ubiegłym roku taki los spotkał około 1800 cudzoziemców).
Potrzebna jest rozwaga
Sprawcy pobicia na tle rasistowskim - co do tego policja nie ma wątpliwości - jeszcze nie złapano. Mimo rzuconych na gorąco zapowiedzi młodych Czeczenów z ośrodka dla uchodźców, że sami zrobią porządek i zapewnią swoim rodzinom spokój, do żadnych incydentów nie doszło. Policja wzmogła czujność, nastroje są burzliwe. Na miejskim portalu internetowym www.4lomza.pl mieszkańcy miasta dają upust nienawiści do uchodźców: "To nie był ostatni atak na pewno. Wielu ludzi jest przeciwko Czeczenom, w tym ja również. Dojdzie do tego, że w mieście wybuchną ostre zamieszki". Tak jest od końca ubiegłego tygodnia, kiedy to w regionalnych mediach pojawiła się informacja od posła PiS Lecha Kołakowskiego. Poinformował on, że wystąpił do Rafała Rogali, prezesa Urzędu ds. Cudzoziemców "o wszczęcie likwidacji ośrodka dla uchodźców w Łomży przy ul. Wesołej 117". Powód? "Długotrwała lokalizacja ośrodka [funkcjonuje od siedmiu lat - red.] powoduje wiele problemów, których społeczność łomżyńska nie będzie w stanie rozwiązać. (...) Ma to na celu zapobieżenie tworzenia się swoistych enklaw uchodźców...". Poseł proponuje pięcioletnią rotacyjność w lokalizacji takich ośrodków w małych i średnich miastach.
List w poniedziałek dotarł do Urzędu ds. Cudzoziemców. Odpowiedź, zostanie wysłana do posła w poniedziałek (na ten dzień zapowiedział on też spotkanie z uchodźcami w łomżyńskim ośrodku). Jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, likwidacja ośrodka nie wchodzi w grę, ponieważ przebywa w nim blisko 200 osób i ze względów proceduralnych (wiosenny termin przetargów na uruchomienie nowego ośrodka, obowiązek poinformowania o tym władz danej gminy i regionu), po prostu nie da się ich szybko przesiedlić. Ale znaczenie ma też aspekt ludzki.
- Gwałtowne, emocjonalne ruchy nie są potrzebne, sprawa dotyczy przecież ludzkich losów - mówi Arkadiusz Szymański, dyrektor generalny urzędu. - Potrzebna jest daleko idąca rozwaga i przede wszystkim rozmowa o problemie. Jesteśmy otwarci na spotkanie z panem posłem i widzimy naszą rolę w tym, aby przybliżyć mu zjawisko.
Nie wyrzucajcie, wyjedziemy sami
Wystąpienie posła znalazło zwolenników w samej Łomży. Internauci piszą na forach: "Panie Kołakowski brawo! Jest Pan wyrazicielem opinii wielu normalnych kochających porządek i spokój mieszkańców miasta. Czeczen to bandzior, typ istoty, która nigdy nie zaadaptuje się w naszym kraju".
- Społeczność czeczeńska jednoznacznie ocenia, że ten atak agresji spowodował list posła - mówi Kamil Kamiński z fundacji Ocalenie.
- Poseł jest osobą publiczną, to nie byle człowiek z ulicy. Nie powinien dawać takiego przykładu. To jawne przyzwolenie władz na czystki! - potwierdza Satsita Khumaidova, mieszkająca w Polsce od sześciu lat, mówiąca o nowej ojczyźnie jako o kraju, w którym znalazła spokój.
Na szczęście nie wszyscy łomżanie podzielają opinię Kołakowskiego.
- Potępiam wystąpienie pana posła. W czym ci ludzie zawinili? Musieli uciekać przed przemocą ze swego kraju, a tutaj spotyka ich to samo - nauczycielka Jolanta Przybyłowska nie kryje oburzenia. - To nie jest buńczuczny naród, nikomu tu nie przeszkadzają, mogą tu spokojnie mieszkać.
Jej zdanie potwierdzają policyjne statystyki: - Do tej pory nie mieliśmy takich konfliktów. Owszem, notowaliśmy incydenty z udziałem uchodźców, ale rzadkie - mówi Sławomir Dąbrowski. I przytacza trzy letnie zdarzenia, polegające na spożywaniu alkoholu w miejscu niedozwolonym bądź zakłócaniu porządku. Przypomina mu się też porwanie z grudnia ubiegłego roku - młodziutkiej Czeczenki, spod szkoły. Sprawcy byli bardzo zdziwieni, że ojciec dziewczyny zawiadomił policję, chcąc położyć kres tradycji wybierania przyszłych żon.
Teraz policja oprócz tego, że szuka sprawcy napadu, monitoruje okolice ośrodka. W weekend odbyły się w nim spotkania, by uspokoić nastroje wśród młodych mężczyzn, którzy aż rwali się do tego, by zaprowadzić porządek i zapewnić spokój swoim rodzinom. Efektem spotkań są dwa listy - do posła Kołakowskiego i do prezydenta miasta Jerzego Brzezińskiego. Podpisało się pod nimi już ponad 70 osób.
Uchodźcy podkreślają w nich, że kontakty z mieszkańcami Łomży są zazwyczaj pozytywne. Odpowiadają też na argument, że należy im się taka sama pomoc socjalna jak polskim rodzinom, ani złotówki więcej: "Czasem polska rodzina otrzymuje godną pomoc. Dzieje się tak wtedy, gdy dotknie ją nieszczęście - ich dom spłonął, ich bliscy zginęli. Nasz dom spłonął. Nasi bliscy zginęli". Odnoszą się również do inicjatywy - osiedlać się tam, gdzie jest łatwiej o pracę i mieszkanie: "Wtedy nie trzeba będzie nas zabierać z Łomży posła Kołakowskiego". Kończą prośbą o zmianę regulacji prawnych, dotyczących programu integracyjnego, dzięki którym mogliby wyjechać sami. ,,A wyjeżdżając będziemy dobrze wspominać żyjących tu ludzi i życzyć im, by nigdy nie udało się zasiać w ich sercach nienawiści do Innego, do Obcego".
Prezydent: Przepraszam
Z kolei do prezydenta Łomży Jerzego Brzezińskiego Czeczeni zwracają się z prośbą o zwrócenie uwagi na ich trudną sytuację, zwłaszcza 35 rodzin, którym skończył się program integracyjny (roczny, obowiązujący po otrzymaniu decyzji o ochronie uzupełniającej i wyjściu z ośrodka, polegający na pomocy finansowej ze skarbu państwa). Uważają, że ich sytuację mogłyby poprawić mieszkania socjalne, które oferują inne kraje europejskie.
Starsza, wykształcona, ubrana na czarno Czeczenka, która z obawy o bezpieczeństwo nie chce podawać nazwiska, przyjechała do Polski dopiero przed rokiem. Wcześniej 16 lat pod bombami siedziała i ani nie myślała uciekać. Dopóki na wojnie nie straciła syna - zginął na początku 2008 roku w Groznym, zabity przez Rosjan i czeczeńską milicję. Dopóki nie przystawili jej automatu do głowy i nie zapytali o pozostałych synów.
- Wiem jedno: od spokojnego życia nikt nie ucieka - mówi kobieta. - Ale i tu nic dobrego nie zobaczyłam. Jak usłyszałam o tym pobiciu, to rzuciłam się do drzwi, zagrodziłam - nie wypuszczę syna. Wojna się nie zakończyła - nie tylko w Czeczenii. W Europie też.
Syn Larisy ma 16 lat. W Czeczenii za dwa lata zabraliby go albo do wojska, albo do partyzantki. Uciekła, żeby ratować dzieci. Czy dobrze zrobiliśmy, wybierając Polskę? - myślą teraz.
- Często jest tak, że się po prostu wyjeżdża. Żeby uciec przed prześladowaniami, żeby ochronić dzieci - mówi psycholog Ewa Kownacka. - To, gdzie się jedzie, jest sprawą drugorzędną. Choć Polska nie oferuje uchodźcom zbyt dobrych warunków ekonomicznych, to jednak muzułmanie widzą w niej... pewną bliskość kulturową, która objawia się m.in. w silniejszej więzi rodzinnej czy szacunku dla osób starszych. Podoba im się, że Polacy całymi rodzinami chodzą w niedzielę do kościoła, że dziewczynki ubierają się skromniej, że bezpieczniej wychowuje się tu dzieci. Na Zachodzie Europy tego nie odnajdują. Dlatego czasem sami wracają, choć wyjechali tam legalnie i na pewno żyli na wyższym poziomie ekonomicznym.
Jednak większa część marzy o wyjeździe na Zachód. Tylko że krajem ich przeznaczenia jest pierwszy, w którym zwrócą się o azyl - czyli w praktyce pierwszy europejski po przekroczeniu granicy - Polska. Tu dostają status uchodźcy (niezmiernie rzadko) albo ochronę uzupełniającą (najczęściej), która daje im prawo legalnego pobytu. Jeśli wyjadą na Zachód, zostaną deportowani (w ubiegłym roku taki los spotkał około 1800 cudzoziemców).
Potrzebna jest rozwaga
Sprawcy pobicia na tle rasistowskim - co do tego policja nie ma wątpliwości - jeszcze nie złapano. Mimo rzuconych na gorąco zapowiedzi młodych Czeczenów z ośrodka dla uchodźców, że sami zrobią porządek i zapewnią swoim rodzinom spokój, do żadnych incydentów nie doszło. Policja wzmogła czujność, nastroje są burzliwe. Na miejskim portalu internetowym www.4lomza.pl mieszkańcy miasta dają upust nienawiści do uchodźców: "To nie był ostatni atak na pewno. Wielu ludzi jest przeciwko Czeczenom, w tym ja również. Dojdzie do tego, że w mieście wybuchną ostre zamieszki". Tak jest od końca ubiegłego tygodnia, kiedy to w regionalnych mediach pojawiła się informacja od posła PiS Lecha Kołakowskiego. Poinformował on, że wystąpił do Rafała Rogali, prezesa Urzędu ds. Cudzoziemców "o wszczęcie likwidacji ośrodka dla uchodźców w Łomży przy ul. Wesołej 117". Powód? "Długotrwała lokalizacja ośrodka [funkcjonuje od siedmiu lat - red.] powoduje wiele problemów, których społeczność łomżyńska nie będzie w stanie rozwiązać. (...) Ma to na celu zapobieżenie tworzenia się swoistych enklaw uchodźców...". Poseł proponuje pięcioletnią rotacyjność w lokalizacji takich ośrodków w małych i średnich miastach.
List w poniedziałek dotarł do Urzędu ds. Cudzoziemców. Odpowiedź, zostanie wysłana do posła w poniedziałek (na ten dzień zapowiedział on też spotkanie z uchodźcami w łomżyńskim ośrodku). Jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, likwidacja ośrodka nie wchodzi w grę, ponieważ przebywa w nim blisko 200 osób i ze względów proceduralnych (wiosenny termin przetargów na uruchomienie nowego ośrodka, obowiązek poinformowania o tym władz danej gminy i regionu), po prostu nie da się ich szybko przesiedlić. Ale znaczenie ma też aspekt ludzki.
- Gwałtowne, emocjonalne ruchy nie są potrzebne, sprawa dotyczy przecież ludzkich losów - mówi Arkadiusz Szymański, dyrektor generalny urzędu. - Potrzebna jest daleko idąca rozwaga i przede wszystkim rozmowa o problemie. Jesteśmy otwarci na spotkanie z panem posłem i widzimy naszą rolę w tym, aby przybliżyć mu zjawisko.
Nie wyrzucajcie, wyjedziemy sami
Wystąpienie posła znalazło zwolenników w samej Łomży. Internauci piszą na forach: "Panie Kołakowski brawo! Jest Pan wyrazicielem opinii wielu normalnych kochających porządek i spokój mieszkańców miasta. Czeczen to bandzior, typ istoty, która nigdy nie zaadaptuje się w naszym kraju".
- Społeczność czeczeńska jednoznacznie ocenia, że ten atak agresji spowodował list posła - mówi Kamil Kamiński z fundacji Ocalenie.
- Poseł jest osobą publiczną, to nie byle człowiek z ulicy. Nie powinien dawać takiego przykładu. To jawne przyzwolenie władz na czystki! - potwierdza Satsita Khumaidova, mieszkająca w Polsce od sześciu lat, mówiąca o nowej ojczyźnie jako o kraju, w którym znalazła spokój.
Na szczęście nie wszyscy łomżanie podzielają opinię Kołakowskiego.
- Potępiam wystąpienie pana posła. W czym ci ludzie zawinili? Musieli uciekać przed przemocą ze swego kraju, a tutaj spotyka ich to samo - nauczycielka Jolanta Przybyłowska nie kryje oburzenia. - To nie jest buńczuczny naród, nikomu tu nie przeszkadzają, mogą tu spokojnie mieszkać.
Jej zdanie potwierdzają policyjne statystyki: - Do tej pory nie mieliśmy takich konfliktów. Owszem, notowaliśmy incydenty z udziałem uchodźców, ale rzadkie - mówi Sławomir Dąbrowski. I przytacza trzy letnie zdarzenia, polegające na spożywaniu alkoholu w miejscu niedozwolonym bądź zakłócaniu porządku. Przypomina mu się też porwanie z grudnia ubiegłego roku - młodziutkiej Czeczenki, spod szkoły. Sprawcy byli bardzo zdziwieni, że ojciec dziewczyny zawiadomił policję, chcąc położyć kres tradycji wybierania przyszłych żon.
Teraz policja oprócz tego, że szuka sprawcy napadu, monitoruje okolice ośrodka. W weekend odbyły się w nim spotkania, by uspokoić nastroje wśród młodych mężczyzn, którzy aż rwali się do tego, by zaprowadzić porządek i zapewnić spokój swoim rodzinom. Efektem spotkań są dwa listy - do posła Kołakowskiego i do prezydenta miasta Jerzego Brzezińskiego. Podpisało się pod nimi już ponad 70 osób.
Uchodźcy podkreślają w nich, że kontakty z mieszkańcami Łomży są zazwyczaj pozytywne. Odpowiadają też na argument, że należy im się taka sama pomoc socjalna jak polskim rodzinom, ani złotówki więcej: "Czasem polska rodzina otrzymuje godną pomoc. Dzieje się tak wtedy, gdy dotknie ją nieszczęście - ich dom spłonął, ich bliscy zginęli. Nasz dom spłonął. Nasi bliscy zginęli". Odnoszą się również do inicjatywy - osiedlać się tam, gdzie jest łatwiej o pracę i mieszkanie: "Wtedy nie trzeba będzie nas zabierać z Łomży posła Kołakowskiego". Kończą prośbą o zmianę regulacji prawnych, dotyczących programu integracyjnego, dzięki którym mogliby wyjechać sami. ,,A wyjeżdżając będziemy dobrze wspominać żyjących tu ludzi i życzyć im, by nigdy nie udało się zasiać w ich sercach nienawiści do Innego, do Obcego".
Prezydent: Przepraszam
Z kolei do prezydenta Łomży Jerzego Brzezińskiego Czeczeni zwracają się z prośbą o zwrócenie uwagi na ich trudną sytuację, zwłaszcza 35 rodzin, którym skończył się program integracyjny (roczny, obowiązujący po otrzymaniu decyzji o ochronie uzupełniającej i wyjściu z ośrodka, polegający na pomocy finansowej ze skarbu państwa). Uważają, że ich sytuację mogłyby poprawić mieszkania socjalne, które oferują inne kraje europejskie.
- Ależ to niemożliwe! Mamy problemy z zapewnieniem lokali socjalnych nawet dla naszych mieszkańców z nakazami eksmisji - odpowiada prezydent Brzeziński. Przyznaje, że jest świadomy trudnej sytuacji, bo i samorząd "robi bokami", wypłacając socjal Czeczenom po programach integracyjnych. - Nie jesteśmy w stanie tego udźwignąć. Pomagamy w miarę naszych możliwości, ale co dalej? To nie jest tylko problem Łomży, ale wszystkich miast, gdzie są ośrodki dla uchodźców. Program otwarcia granic przyjęliśmy chyba zbyt pochopnie. Zmiany systemowe są konieczne, im szybciej przystąpi do nich rząd i organizacje pozarządowe, tym lepiej dla wszystkich - dowodzi prezydent. I choć jeszcze przed tygodniem nie chciał komentować sprawy, bo nie miał na to czasu, zdobywa się na wyznanie: - Potępiam ten atak i przepraszam za niego. Choć to tylko incydent wywołany przez niepoważnego człowieka, to jednak zdarzył się u nas, w Łomży. Przepraszam.
- 1 komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos
-
Trzeba bać się Boga, a nie ludzi
jedyny_glos_prawdy
01.10.09, 20:39
'Do piątku Larisa była pewna, że tu zostaną, mimo, że taka bieda. ' tak, biedąod nich czuc z daleka... luksusowe auta i telefony.. istna bieda»
Najczęściej czytane24 htydzień




