Stary człowiek niesie kosę
17.07.2011
, aktualizacja: 17.07.2011 15:35
Komentarz Wojciecha Koronkiewicza
ZOBACZ TAKŻE
- Felieton. Zaczynamy tydzień. Sos tatarski (11-07-11, 10:20)
W ratuszu otwarto wystawę fotografii Wiktora Wołkowa "Siano". Uwielbiam fotografie Wiktora. Jego czarny album z tekstami Edwarda Redlińskiego o drodze, rzece, koniach, krowie i bocianach uważam za jedną z piękniejszych książek, jaką kiedykolwiek wydano. Jeśli odwiedzam kogoś w domu i widzę półce ten album, wiem od razu, że to porządny człowiek. Widziałem kiedyś w Arsenale wystawę Wiktora zrobioną na papierach ORWO. Jakież tam były kolory! Widziałem tłumy ludzi na wystawie Wiktora w Warszawie. Tuż obok zamku królewskiego w siedzibie fotografów. Na otwarcie przyszła też żona Ryszarda Kapuścińskiego. Bo mistrz reportażu znał Wiktora, bywał w jego domu w Supraślu.
W Białymstoku na wystawy Wiktora przychodzi całe miasto. Spod Suwałk zjechał profesor Strumiłło. Byli fotografowie znani i uznani, autorzy albumów. Przyszło też wielu młodych fotografów, którzy dopiero zaczynają swą przygodę z obiektywem. Stoimy wszyscy i patrzymy. Polną drogą idzie facet z kosą. Jest już stary. Widzimy jego zgarbione plecy. Oddala się od nas. Odchodzi. Dokąd? On odchodzi w przeszłość. Tego człowieka prawdopodobnie już nie ma. Został tylko na fotografii Wiktora. Ktoś kiedyś powiedział, że Wołkow fotografuje powietrze. Wydaje mi się, że Wiktor fotografuje czas. Też mi odkrycie, żachnie się zapewne niejeden czytelnik, przecież fotografia to nic innego, jak właśnie utrwalenie ulotnej chwili. Zgoda. Tyle, że na fotografiach Wiktora widać ów czas najpełniej. Fotografuje rzeczy zwykłe, codzienne, wręcz banalne. Po chwili okazuje się jednak, że tych rzeczy już nie ma. Istniały od zawsze, otaczały nas zewsząd i nagle pyk, znikły niczym mydlana bańka. Rozpłynęły się gdzieś w powietrzu. Kiedy? Jak? Nie wiadomo.
Polną drogą idzie stary mężczyzna. Jest zmęczony. Całodziennym koszeniem, a może zmęczony jest życiem? Tą drogą mężczyzna kroczył jako dziecko. Tędy prowadził go jego dziadek i ojciec. Najpierw tylko patrzył jak koszą dorośli. Najpierw pomagał kobietom w grabieniu. Potem gdy podrósł, dano do ręki kosę i jemu. Zrobił pierwszy zamach. Trochę krzywo pewnie poszło, trochę za wysoko. Kosa plątała się w zielsku. Ale jakaż to duma dorosnąć wreszcie do kosy! Stawać ramię w ramię ze swym ojcem i dziadem. Robić to samo co oni.
Polną drogą idzie stary mężczyzna. Niesie w ręku kosę. Czy ma komu ją przekazać? Kto dziś jeszcze kosi kosami? Na pole dziś wjeżdża traktor i kosiarka. Jakaś inna maszyna zawija siano w białe plastikowe bele. Czy ktoś jeszcze grabi siano? Najpierw przewracało się na je drugą stronę, żeby równomiernie wyschło. Potem się zgrabiało w niewielkie kopki. Potem owe kopki ładowało się na furę i wiozło do stodoły. Ach jak przyjemnie jechało się na takiej furze pełnej siana. Nigdy więcej w życiu nie miałem takiej frajdy jak wówczas, gdy jechałem z ojcem i dziadkiem na furze. Żadne mercedesy ni rollsroysy nawet się równają. Podjeżdżamy furą pod kasztanowiec rosnący na miedzy. Musimy się położyć w sianie, gdyż gałęzie zrzuciłyby nas na drogę. Ileż to było śmiechu i radości.
Kiedy stodoła jest już pełna, a siana na łące jeszcze zostało, wówczas stawiano stóg. Oho! Stóg nie mógł być lada jaki. Toż byłby wstyd na wsi, jakby stóg krzywy wyszedł. Co to za gospodarz, co równego stogu postawić nie potrafi?
Stoję przed zdjęciem Wiktora i widzę starego człowieka idącego polną drogą. Zwykłe zdjęcie. Niby nic. Dlaczego zatem chce mi się płakać?
W Białymstoku na wystawy Wiktora przychodzi całe miasto. Spod Suwałk zjechał profesor Strumiłło. Byli fotografowie znani i uznani, autorzy albumów. Przyszło też wielu młodych fotografów, którzy dopiero zaczynają swą przygodę z obiektywem. Stoimy wszyscy i patrzymy. Polną drogą idzie facet z kosą. Jest już stary. Widzimy jego zgarbione plecy. Oddala się od nas. Odchodzi. Dokąd? On odchodzi w przeszłość. Tego człowieka prawdopodobnie już nie ma. Został tylko na fotografii Wiktora. Ktoś kiedyś powiedział, że Wołkow fotografuje powietrze. Wydaje mi się, że Wiktor fotografuje czas. Też mi odkrycie, żachnie się zapewne niejeden czytelnik, przecież fotografia to nic innego, jak właśnie utrwalenie ulotnej chwili. Zgoda. Tyle, że na fotografiach Wiktora widać ów czas najpełniej. Fotografuje rzeczy zwykłe, codzienne, wręcz banalne. Po chwili okazuje się jednak, że tych rzeczy już nie ma. Istniały od zawsze, otaczały nas zewsząd i nagle pyk, znikły niczym mydlana bańka. Rozpłynęły się gdzieś w powietrzu. Kiedy? Jak? Nie wiadomo.
Polną drogą idzie stary mężczyzna. Jest zmęczony. Całodziennym koszeniem, a może zmęczony jest życiem? Tą drogą mężczyzna kroczył jako dziecko. Tędy prowadził go jego dziadek i ojciec. Najpierw tylko patrzył jak koszą dorośli. Najpierw pomagał kobietom w grabieniu. Potem gdy podrósł, dano do ręki kosę i jemu. Zrobił pierwszy zamach. Trochę krzywo pewnie poszło, trochę za wysoko. Kosa plątała się w zielsku. Ale jakaż to duma dorosnąć wreszcie do kosy! Stawać ramię w ramię ze swym ojcem i dziadem. Robić to samo co oni.
Polną drogą idzie stary mężczyzna. Niesie w ręku kosę. Czy ma komu ją przekazać? Kto dziś jeszcze kosi kosami? Na pole dziś wjeżdża traktor i kosiarka. Jakaś inna maszyna zawija siano w białe plastikowe bele. Czy ktoś jeszcze grabi siano? Najpierw przewracało się na je drugą stronę, żeby równomiernie wyschło. Potem się zgrabiało w niewielkie kopki. Potem owe kopki ładowało się na furę i wiozło do stodoły. Ach jak przyjemnie jechało się na takiej furze pełnej siana. Nigdy więcej w życiu nie miałem takiej frajdy jak wówczas, gdy jechałem z ojcem i dziadkiem na furze. Żadne mercedesy ni rollsroysy nawet się równają. Podjeżdżamy furą pod kasztanowiec rosnący na miedzy. Musimy się położyć w sianie, gdyż gałęzie zrzuciłyby nas na drogę. Ileż to było śmiechu i radości.
Kiedy stodoła jest już pełna, a siana na łące jeszcze zostało, wówczas stawiano stóg. Oho! Stóg nie mógł być lada jaki. Toż byłby wstyd na wsi, jakby stóg krzywy wyszedł. Co to za gospodarz, co równego stogu postawić nie potrafi?
Stoję przed zdjęciem Wiktora i widzę starego człowieka idącego polną drogą. Zwykłe zdjęcie. Niby nic. Dlaczego zatem chce mi się płakać?
- 13 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy
-
Re: Stary człowiek niesie kosę
w.koronkiewicz
21.07.11, 17:52
a'propos skansenu to jest w książce Edwarda Redlińskiego opisana taka historia, gdy bohater, młody wykształcony człowiek po studiach idzie ze swym ojcem do Muzeum Wsi w Ciechanowcu. »




