Polskie nie zawsze jest lepsze
2009-04-06
, aktualizacja: 06.04.2009 21:23
Polscy producenci namawiają do kupowania rodzimej żywności, bo jest smaczniejsza i zdrowsza od tej wyprodukowanej w zagranicznych firmach. Klienci w większości wolą jednak przede wszystkim to, co tańsze
ZOBACZ TAKŻE
- Od kwietnia nowy cennik usług Poczty Polskiej (30-03-09, 12:52)
- Polskie drogi droższe (30-03-09, 02:00)
- "Rz": Kwitnie handel tanią siłą roboczą ze Wschodu (27-03-09, 10:10)
- Sadowski: polskie firmy radzą sobie z kryzysem (24-03-09, 16:15)
- Światowa Organizacja Handlu: Handel w 2009 r. spadnie do najniższego poziomu od II wojny światowej (24-03-09, 07:15)
- E-handel pod lupą fiskusa (03-02-09, 20:57)
Aby nakłonić klientów do kupowania polskiej śmietany, masła czy ogórków producenci coraz częściej przekonują, że nasze rodzime towary są lepsze od tych wyprodukowanych przez zagraniczne fabryki. Przykładowo suwalski Mispol, producent dań gotowych, chwali się, że bije konkurencję, ponieważ do swoich wyrobów nie dodaje konserwantów.
- Nasza technologia zamykania w puszce potraw przypomina domowe metody. Używamy m.in. wysokiej temperatury i pasteryzacji. Dzięki temu nasze wyroby są smaczniejsze, zdrowsze i bardziej naturalne od tych proponowanych przez konkurencję - mówi Jacek Sitko z Mispolu.
Tymczasem większość klientów na miejsce pochodzenia produktu raczej nie zwraca uwagi. Ci, z którymi rozmawialiśmy, twierdzą, że liczy się jedynie cena i smak produktu.
- Jeżeli już coś sprawdzam na etykiecie, to datę ważności - nie ukrywa Monika Pośrednik, mama dwuletniej Ani, którą w sobotę spotkaliśmy w hipermarkecie Carrefour na os. Zielone Wzgórza. Kosz wypchany po brzegi zakupami pchał jej mąż Marian.
- To nie moja wina, że dla mnie smaczniejsze są sery Hochland niż Mlekovity oraz lizaki Chupa Chups od naszych rodzimych serduszek. Kupuję to, co lubię - wtóruje żonie. - Drugim kryterium wyboru w naszym przypadku jest cena. Bierzemy to, co tańsze. W dzisiejszych czasach niewielu stać na sentymenty.
Dariusz Sapiński, prezes Mlekovity, która bardzo wyraźnie na etykietach swoich wyrobów zaznacza pochodzenie towaru, na każdym kroku podkreśla, że wkładając do koszyka polskie towary, dajemy pracę Polakom. Ale Przemysław Pochrybieniuk z francuskiego Danone twierdzi, że to nie jest takie oczywiste.
- Najpierw należałoby się zastanowić, co jest naszym produktem, a co nie. Serek Danio (produkowany przez firmę Danone) został wymyślony w Polsce, jest produkowany wyłącznie w Polsce, a podatki z jego sprzedaży zostają w Polsce. Jest nasz czy nie? - pyta.
Według Pochrybieniuka w momencie, gdy nie ma jasnych kryteriów, co do tego, co nazywamy polskim produktem, a co nie, to cała ta kampania nie ma większego sensu.
- Według danych OBOP tylko 5 proc. ludzi deklaruje pochodzenie produktu jako kryterium wyboru. Zwracamy uwagę raczej na jakość i smak produktu. Rozumiem, że kampania ma podnieść ten wskaźnik, ale jeśli teraz będziemy podejmowali protekcjonalne działania, to może się okazać, że nasze produkty nie będą sprzedawały się za granicą. Co wtedy zrobią polscy producenci? - dodaje Pochrybieniuk.
Ewa Kwaśniewska, dietetyk z Zespołu Szkół Gastronomicznych w Białymstoku podobnie jak Pochrybieniuk jest przekonana, że miejsce wyprodukowania żywności nie ma wielkiego znaczenia. Według niej ważniejszy jest skład produktu.
- Co zrobić, by kupować żywność, bez konserwantów, ulepszaczy smaku, zapachu i tej całej chemii? To proste, nie sugerować się pochodzeniem produktu, a uważniej czytać etykiety. Polskie nie zawsze oznacza zdrowe. Nawet polska śmietana - z jednej mleczarni jest ukwaszona z mleka, ale z drugiej już nafaszerowana chemią po to, by przedłużyć jej trwałość, poprawić konsystencję czy smak - mówi Kwaśniewska. - Z pewnością smaczniejsze i zdrowsze mamy truskawki. Te, które teraz są w sprzedaży, pochodzą z RPA. Kupując je, trzeba się zastanowić, czego do nich dodano, że mimo iż przyleciały do nas z daleka, w dalszym ciągu wyglądają tak pięknie. Zapewniam, że nie są to witaminy.
- Nasza technologia zamykania w puszce potraw przypomina domowe metody. Używamy m.in. wysokiej temperatury i pasteryzacji. Dzięki temu nasze wyroby są smaczniejsze, zdrowsze i bardziej naturalne od tych proponowanych przez konkurencję - mówi Jacek Sitko z Mispolu.
Tymczasem większość klientów na miejsce pochodzenia produktu raczej nie zwraca uwagi. Ci, z którymi rozmawialiśmy, twierdzą, że liczy się jedynie cena i smak produktu.
- Jeżeli już coś sprawdzam na etykiecie, to datę ważności - nie ukrywa Monika Pośrednik, mama dwuletniej Ani, którą w sobotę spotkaliśmy w hipermarkecie Carrefour na os. Zielone Wzgórza. Kosz wypchany po brzegi zakupami pchał jej mąż Marian.
- To nie moja wina, że dla mnie smaczniejsze są sery Hochland niż Mlekovity oraz lizaki Chupa Chups od naszych rodzimych serduszek. Kupuję to, co lubię - wtóruje żonie. - Drugim kryterium wyboru w naszym przypadku jest cena. Bierzemy to, co tańsze. W dzisiejszych czasach niewielu stać na sentymenty.
Dariusz Sapiński, prezes Mlekovity, która bardzo wyraźnie na etykietach swoich wyrobów zaznacza pochodzenie towaru, na każdym kroku podkreśla, że wkładając do koszyka polskie towary, dajemy pracę Polakom. Ale Przemysław Pochrybieniuk z francuskiego Danone twierdzi, że to nie jest takie oczywiste.
- Najpierw należałoby się zastanowić, co jest naszym produktem, a co nie. Serek Danio (produkowany przez firmę Danone) został wymyślony w Polsce, jest produkowany wyłącznie w Polsce, a podatki z jego sprzedaży zostają w Polsce. Jest nasz czy nie? - pyta.
Według Pochrybieniuka w momencie, gdy nie ma jasnych kryteriów, co do tego, co nazywamy polskim produktem, a co nie, to cała ta kampania nie ma większego sensu.
- Według danych OBOP tylko 5 proc. ludzi deklaruje pochodzenie produktu jako kryterium wyboru. Zwracamy uwagę raczej na jakość i smak produktu. Rozumiem, że kampania ma podnieść ten wskaźnik, ale jeśli teraz będziemy podejmowali protekcjonalne działania, to może się okazać, że nasze produkty nie będą sprzedawały się za granicą. Co wtedy zrobią polscy producenci? - dodaje Pochrybieniuk.
Ewa Kwaśniewska, dietetyk z Zespołu Szkół Gastronomicznych w Białymstoku podobnie jak Pochrybieniuk jest przekonana, że miejsce wyprodukowania żywności nie ma wielkiego znaczenia. Według niej ważniejszy jest skład produktu.
- Co zrobić, by kupować żywność, bez konserwantów, ulepszaczy smaku, zapachu i tej całej chemii? To proste, nie sugerować się pochodzeniem produktu, a uważniej czytać etykiety. Polskie nie zawsze oznacza zdrowe. Nawet polska śmietana - z jednej mleczarni jest ukwaszona z mleka, ale z drugiej już nafaszerowana chemią po to, by przedłużyć jej trwałość, poprawić konsystencję czy smak - mówi Kwaśniewska. - Z pewnością smaczniejsze i zdrowsze mamy truskawki. Te, które teraz są w sprzedaży, pochodzą z RPA. Kupując je, trzeba się zastanowić, czego do nich dodano, że mimo iż przyleciały do nas z daleka, w dalszym ciągu wyglądają tak pięknie. Zapewniam, że nie są to witaminy.
- 9 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
-
Polskie nie zawsze jest lepsze
iwonka50
07.04.09, 08:45
"Nawet polska śmietana - z jednej mleczarni jest ukwaszona z mleka, ale zdrugiej już nafaszerowana chemią po to, by przedłużyć jej trwałość, poprawićkonsystencję czy smak - mówi »
-
Polskie nie zawsze jest lepsze
anna-888
07.04.09, 16:31
Polska zywnosc jest nadal lepsza - ale niestety konkuruje z inna zywnoscia nieznanego pochodzenia. Liczy sie obecnie wylacznie zysk. Produkty zywnosciowe sa nafaszerowane chemia i hormonami»
-
Polskie nie zawsze jest lepsze
olias
08.04.09, 18:28
ja to nazywam mentalnością chlewika. może i większość to ten chlewik. ja tam żadna większością nie jestem. kupuję po pierwsze polskie, po drugie polskie.1. bo tu mieszkam. 2. bo nieco wiem o»
Najczęściej czytane24 htydzień




