Upadłość ZNTK Łapy to też szansa

Wojciech Więcko
28.07.2009 , aktualizacja: 28.07.2009 20:04
A A A Drukuj
74 minut potrzebował sąd, by ogłosić upadłość działających od 147 lat Zakładów Naprawczych Taboru Kolejowego w Łapach. - Dla pracowników to dobra wiadomość, odzyskają swoje pensje - stwierdził prezes firmy Jacek Łupiński
Zakłady Naprawcze Taboru Kolejwego Łapy
Fot. Agnieszka Sadowska / AG
Zakłady Naprawcze Taboru Kolejwego Łapy
Sama rozprawa trwała ledwie kilkanaście minut. Prezes Łupiński jeszcze raz opisał sądowi dramatyczną sytuację zakładów, zaległości i stan majątkowy. Potem ogłoszono 40 minut przerwy i zapadł wyrok.

Sprawa odbywała się w największej sali białostockiego sądu rejonowego. W sądzie zarządzono mobilizację, bo spodziewano się, że z Łap przyjedzie nawet kilkaset osób. Na korytarzach było więcej policjantów, uruchomiono dodatkową bramkę do wykrywania metali, na sali rozpraw rozciągnięto specjalną kurtynę z pancernego szkła, za pomocą której zabezpiecza się procesy najniebezpieczniejszych bandytów. Nie przyjechał jednak nikt. Na części sali przeznaczonej dla publiczności siedzieli wyłącznie dziennikarze.

Puste konto, pusta kasa

Zakłady musiały zbankrutować, bo ich długi przerosły wielkość majątku (wartość majątku to 29,2 mln zł, wielkość długów - 33,5 mln zł, w tym 29 mln zł długów krótkoterminowych, które powinny już być spłacone). Poza tym ZNTK od sierpnia zeszłego roku przestał regulować swoje zobowiązania - pracownikom zalega w sumie 3 mln zł, za podatki kolejne 6 mln zł (inne zobowiązania to 10,6 mln zł). Konto firmy jest puste, w kasie jest kilka tysięcy złotych, ale to i tak za mało, by zapłacić za prąd i telefony.

Pieniądze się skończyły, ponieważ główny kontrahent firmy - PKP Cargo - przestał wysyłać wagony do remontu (sam ma poważne kłopoty). Ostatni kontrakt remontowy został podpisany w marcu 2008 r., pracy starczyło wtedy na niespełna pół roku. Potem była już zapaść. Z 750-osobowej załogi zatrudnionych jest jeszcze ok. 400 osób. Ich los jest teraz przesądzony.

Jak powiedział sędzia Maciej Głos, do zakładu wchodzi syndyk, który pod nadzorem sędziego komisarza przeprowadzi inwentaryzację. Wierzyciele mają teraz trzy miesiące, aby zgłosić roszczenia.

Choć większość majątku ZNTK jest już zajęta przez wierzycieli, to niektóre jego składniki są wolne od komorniczych nakazów (zapasy w magazynach, zapasy surowców i niektóre nieruchomości warte są w sumie ok. 10 mln zł). Dzięki temu zakład stać na bankructwo.

Nikła, ale nadzieja

- Upadłość pozwala żywić nadzieję, że może znajdzie się inwestor, który kupi majątek zakładów i częściowo go odtworzy. Bo tam można praktycznie od razu wrócić do naprawiania wagonów - stwierdził tuż po ogłoszeniu postanowienia prezes Łupiński, a w niedługiej przyszłości, kiedy uprawomocni się decyzja o upadłości, były prezes (władzę w ZNTK przejmie wtedy syndyk). - Dla zwolnionych pracowników ogłoszenie bankructwa to też dobra wiadomość, bo dzięki temu będą mogli odzyskać swoje zaległe pensje z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych.

Po inwentaryzacji syndyk wystawi majątek spółki na sprzedaż. Pieniądze z tych transakcji przeznaczone będą na spłatę długów. Może się tak zdarzyć, że zakład się odrodzi, ale równie dobrze może nic się nie wydarzyć.

Trzeci oddech Łap

Cukrownia Łapy - likwidacja zakładu rok temu, na bruk wyrzucono 250 osób. Do tego ok. 2,5 tys. plantatorów buraków musiało zmienić profil gospodarstwa rolnego. Spekuluje się, że w przyszłości będzie się produkować tam biopaliwa.

ZNTK Łapy - największy pracodawca w mieście. 700 osób bez pracy.

W 25-tysięcznym mieście to były dwa największe zakłady pracy.

W miejscowym magistracie ponoć intensywnie pracuje się nad przyciągnięciem inwestorów. Obecnie kończą się prace nad stworzeniem obszaru o powierzchni 150 hektarów z przeznaczeniem pod inwestycje (łapianie bardzo chętnie widzieliby u siebie szwedzką Ikeę, która od dłuższego czasu przymierza się do inwestycji na Podlasiu).

- Największe nadzieje łączę ze stworzeniem w mieście zakładu produkcji biopaliw - mówi burmistrz Roman Czepe. - Wartość inwestycji szacuje się nawet na 160 mln zł. Może zatrudnienie nie będzie tam jakieś wielkie, ale wokół tego zakładu mogą powstać kolejne firmy.

Jak dodaje burmistrz, przykład Zambrowa i Hajnówki, gdzie w przeszłości też zlikwidowano duże zakłady pracy, pokazuje, że da się zapełnić po nich lukę. - To tylko kwestia czasu - ocenia Czepe.

Również jego zdaniem to dobrze, że w ZNTK został powołany syndyk, bo teraz zakład potrzebuje szybkich decyzji. Najcenniejszą częścią bankruta są jego warsztaty, które praktycznie w każdej chwili mogą wznowić pracę. A dzięki upadłości firmy, będzie je można kupić pewnie za ułamek prawdziwej wartości. To może skusić niektórych przedsiębiorców.

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy