Wywózka. Życie. Powrót. 70. rocznica deportacji
2010-02-08
, aktualizacja: 08.02.2010 20:46
W nocy z 9 na 10 lutego 1940 r. do drzwi setek mieszkańców naszego regionu załomotali sowieccy żołdacy. Dali kilkadziesiąt minut na spakowanie. Tak zaczęła się pierwsza z czterech masowych deportacji na Wschód
ZOBACZ TAKŻE
- Jedliśmy trawę z głodu - wspomnienia Sybiraków (07-02-10, 15:29)
- Historia XX wieku: Represje Sowietów (04-02-10, 19:14)
W oddziale Instytutu Pamięci Narodowej w Białymstoku (ul. Warsztatowa 1 A) o godz. 12 rozpocznie się dziś spotkanie upamiętniające 70. rocznicę pierwszej wywózki. Głównym jego punktem będzie prezentacja programu "Deportacje obywateli polskich do ZSRS w latach 1940-1941 roku. Relacje świadków" wedle scenariusza i w realizacji Tomasza Piotrowskiego.
Rozmowa z autorem
Monika Żmijewska: Przygotował pan program o deportacji. To film dokumentalny?
Tomasz Piotrowski z IPN w Białymstoku: - Nie, bo nie spełnia wszystkich wymogów takiego filmu. To rodzaj materiału historycznego zbudowanego z fragmentów wspomnień pięciu osób z Białegostoku i okolic Łomży. Jako kilkunastoletni ludzie zostali wywiezieni na Wschód, bo ich rodzice, zdaniem Sowietów, mogli stanowić zagrożenie dla państwa sowieckiego.
W jaki sposób?
- To nie byli prości ludzie, w jakiś sposób stanowili elitę polskiego państwa przedwojennego. Ojcowie dwóch moich bohaterów byli policjantami, inny był urzędnikiem państwowym, a jeszcze inny zarządzał tartakiem pod Małym Płockiem. I to już decydowało o tym, że deportowano całe rodziny. Wspólnym mianownikiem losów moich bohaterów jest jeszcze to, że po powrocie do kraju w 1946 r. nie zaznali spokoju. Jeden z rozmówców dziesięć lat walczył o odzyskanie domu. Ktoś mimo zdanych egzaminów nie mógł dostać się na studia. Ktoś jeszcze przymusowo został wcielony do batalionu żołnierzy górników.
Jak dotarł pan do rozmówców?
- Od kilku lat w IPN zajmuję się zbieraniem relacji świadków historii - różnych, nie tylko sybiraków. Zbiór liczy ponad sto relacji, to kilkaset godzin nagrań, które skądinąd bierze od nas co jakiś czas Program II Polskiego Radia. Z własnego zbioru wybrałem pięć przejmujących historii.
W losach sybiraków jest wiele podobieństw, wspólnych doświadczeń. Pan usłyszał przez ostatnie lata wiele relacji. Czy wśród tych opowieści znalazło się coś, co pana, wiedzącego o deportowanych dużo, coś jednak zaskoczyło?
- Jedna z osób opowiedziała mi, że gdy wracała do Polski w 1946 r. z wywózki, wagon, którym jechała, został okradziony. Przez NKWD! Deportowani nie mieli właściwie nic prócz pamiątek rodzinnych, bezcennych w sensie emocjonalnym - obrączek, krzyżyków. Nawet z tego ich okradziono.
Pańscy rozmówcy - jacy to ludzie? Przeżycia ich złamały?
- Nie, wręcz przeciwnie. To są ludzie silni, z konkretnym systemem wartości. I szczęśliwi, umiejący docenić życie, codzienność, drobne rzeczy. Co ciekawe, podczas naszych rozmów nigdy nie powiedzieli nic złego o Rosjanach - współtowarzyszach niedoli, też biedujących. Nie ma w tych opowieściach nienawiści. Ale oczywiście trzeba oddzielić miejscowych Rosjan od Sowietów, ludzi aparatu bezpieczeństwa.
Dla kogo przygotował pan swój program?
- To nie jest materiał robiony z myślą o moich rozmówcach, bo oni wszystkie te emocje i wspomnienia noszą w sobie. Kierował mną raczej zamysł, by dotrzeć z programem do młodego pokolenia i pomóc zrozumieć im historię. Traktuję ten program jako materiał pomocniczy do nauki historii, z którego będą korzystać nauczyciele. Podzieliłem go na trzy części: "Wywózka", "Życie", "Powrót" - to ułatwi korzystanie z niego na trzech kolejnych lekcjach. Program trwa około godziny, nie ma tu odautorskiego komentarza, tylko przejmujące opowieści sybiraków.
Deportacje
Nocą z 9 na 10 lutego 1940 r. z Polski północno-wschodniej zostali wywiezieni na Wschód zarówno osadnicy cywilni (posiadający ziemię z parcelacji nabytą drogą zakupu), jak i wojskowi (otrzymali ziemię za walkę o niepodległość Polski w latach 1914-21) oraz pracownicy służby leśnej z rodzinami.
Kolejne trzy masowe deportacje miały miejsce 13 kwietnia 1940 r., 29 czerwca 1940 r. i 20 czerwca 1941 r.
Rozmowa z autorem
Monika Żmijewska: Przygotował pan program o deportacji. To film dokumentalny?
Tomasz Piotrowski z IPN w Białymstoku: - Nie, bo nie spełnia wszystkich wymogów takiego filmu. To rodzaj materiału historycznego zbudowanego z fragmentów wspomnień pięciu osób z Białegostoku i okolic Łomży. Jako kilkunastoletni ludzie zostali wywiezieni na Wschód, bo ich rodzice, zdaniem Sowietów, mogli stanowić zagrożenie dla państwa sowieckiego.
W jaki sposób?
- To nie byli prości ludzie, w jakiś sposób stanowili elitę polskiego państwa przedwojennego. Ojcowie dwóch moich bohaterów byli policjantami, inny był urzędnikiem państwowym, a jeszcze inny zarządzał tartakiem pod Małym Płockiem. I to już decydowało o tym, że deportowano całe rodziny. Wspólnym mianownikiem losów moich bohaterów jest jeszcze to, że po powrocie do kraju w 1946 r. nie zaznali spokoju. Jeden z rozmówców dziesięć lat walczył o odzyskanie domu. Ktoś mimo zdanych egzaminów nie mógł dostać się na studia. Ktoś jeszcze przymusowo został wcielony do batalionu żołnierzy górników.
Jak dotarł pan do rozmówców?
- Od kilku lat w IPN zajmuję się zbieraniem relacji świadków historii - różnych, nie tylko sybiraków. Zbiór liczy ponad sto relacji, to kilkaset godzin nagrań, które skądinąd bierze od nas co jakiś czas Program II Polskiego Radia. Z własnego zbioru wybrałem pięć przejmujących historii.
W losach sybiraków jest wiele podobieństw, wspólnych doświadczeń. Pan usłyszał przez ostatnie lata wiele relacji. Czy wśród tych opowieści znalazło się coś, co pana, wiedzącego o deportowanych dużo, coś jednak zaskoczyło?
- Jedna z osób opowiedziała mi, że gdy wracała do Polski w 1946 r. z wywózki, wagon, którym jechała, został okradziony. Przez NKWD! Deportowani nie mieli właściwie nic prócz pamiątek rodzinnych, bezcennych w sensie emocjonalnym - obrączek, krzyżyków. Nawet z tego ich okradziono.
Pańscy rozmówcy - jacy to ludzie? Przeżycia ich złamały?
- Nie, wręcz przeciwnie. To są ludzie silni, z konkretnym systemem wartości. I szczęśliwi, umiejący docenić życie, codzienność, drobne rzeczy. Co ciekawe, podczas naszych rozmów nigdy nie powiedzieli nic złego o Rosjanach - współtowarzyszach niedoli, też biedujących. Nie ma w tych opowieściach nienawiści. Ale oczywiście trzeba oddzielić miejscowych Rosjan od Sowietów, ludzi aparatu bezpieczeństwa.
Dla kogo przygotował pan swój program?
- To nie jest materiał robiony z myślą o moich rozmówcach, bo oni wszystkie te emocje i wspomnienia noszą w sobie. Kierował mną raczej zamysł, by dotrzeć z programem do młodego pokolenia i pomóc zrozumieć im historię. Traktuję ten program jako materiał pomocniczy do nauki historii, z którego będą korzystać nauczyciele. Podzieliłem go na trzy części: "Wywózka", "Życie", "Powrót" - to ułatwi korzystanie z niego na trzech kolejnych lekcjach. Program trwa około godziny, nie ma tu odautorskiego komentarza, tylko przejmujące opowieści sybiraków.
Deportacje
Nocą z 9 na 10 lutego 1940 r. z Polski północno-wschodniej zostali wywiezieni na Wschód zarówno osadnicy cywilni (posiadający ziemię z parcelacji nabytą drogą zakupu), jak i wojskowi (otrzymali ziemię za walkę o niepodległość Polski w latach 1914-21) oraz pracownicy służby leśnej z rodzinami.
Kolejne trzy masowe deportacje miały miejsce 13 kwietnia 1940 r., 29 czerwca 1940 r. i 20 czerwca 1941 r.
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos




