Owocowy miks w szkołach

Emilia Romaniuk
2010-02-12 , aktualizacja: 12.02.2010 20:00
A A A Drukuj
Dostawcy witamin do szkół nie muszą już kroić warzyw i owoców w plastry i słupki. Szkoły zaś mają więcej swobody w ustalaniu zdrowego menu
Takie zmiany wprowadza nowe rządowe rozporządzenie dotyczące ogólnopolskiego programu "Owoce w szkole". Akcja ta podobnie jak rok szkolny podzielona jest na dwa semestry. W lutym rozpoczęła się druga tura bezpłatnego rozdawania owoców i warzyw. Zdrowe przekąski przez 10 tygodni trafiać będą do uczniów klas I-III szkół podstawowych. Koszt akcji to w sumie 12 mln zł, a pieniądze pochodzą z Agencji Rynku Rolnego i Unii. I to do ARR zgłaszają się szkoły, które chcą, by ich uczniowie jedli zdrowo, jak i dostawcy tych chrupiących przekąsek. Potem firmy podpisują umowy z konkretnymi podstawówkami, zaś agencja wypłaca im pieniądze.

W naszym regionie w tym semestrze umowę z dostawcami podpisało 195 szkół (o 75 więcej niż w poprzednim semestrze).

Kiedy akcja się rozpoczęła (październik 2009), dostawcy narzekali, że normy co do tego, ile i jakie warzywa dzieciom dawać, są zbyt wyśrubowane. A na domiar złego wszystko muszą kroić w plastry i słupki. Dyrektorzy szkół choć akcję popierali, kręcili nosem, że nie wszystkie warzywa - chodzi o paprykę, ogórka i rzodkiewkę - dzieci jedzą ze smakiem.

M.in. dlatego rząd zmienił w tym tygodniu rozporządzenie w tej sprawie. Teraz dostawcy nie muszą już kroić warzyw.

- Słupków już być nie musi, ale nie zmienia to faktu, że owoce i warzywa przywiezione do szkoły muszą być od razu gotowe do spożycia: umyte, obrane, podzielone na porcję dla każdego ucznia - tłumaczy Wojciech Kasjanowicz dyrektor białostockiego oddziału Agencji Rynku Rolnego.

Wieść o tych zmianach - choć obowiązują od tego semestru - nie dotarła jeszcze do wszystkich dostawców. Grzegorz Szyłow jest szefem hurtowni owoców, warzyw, przetworów i artykułów spożywczych Jens w Suwałkach. Jego firma obsługuje 25 szkół, głównie z terenów wiejskich. Jak tłumaczy, w związku z wymogami programu poczynił spore inwestycje. O zwolnieniu z obowiązku cięcia w słupki jeszcze nie słyszał.

- Musiałem przygotować halę, gdzie te warzywa i owoce są porcjowane. Do tego sporządziłem projekt maszyny do obierana i krojenia w słupki marchwi, wykonano mi ją na zamówienie. W sumie zainwestowałem w to ok. 30 tys. zł, bo mam nadzieję, że ten program w szkołach trochę potrwa. Poza tym wiadomo, że jak się robi coś dla dzieci, to człowiek stara się jak dla samego siebie. Cieszę się, gdy widzę, że dzieci domagają się tych jabłuszek i marchewek. Nabierają kultury zdrowego jedzenia - opowiada Grzegorz Szyłow.

I zapowiada, że dalej będzie kroić warzywa, bo dzieciom wygodniej je jeść.

Właściciel innej firmy (prosi nie podawać nazwy) otwarcie krytykuje zmiany: - Najpierw stawia się nam wymogi. Mamy owoce i warzywa myć, kroić, porcjować, pakować i dowozić. My ponosimy koszty, dostosowujemy zakład, bywa, że na ten czas zatrudniamy dodatkową osobę do pomocy. I nagle zmienia się te wymogi, i to w czasie trwania roku szkolnego. Trochę mnie to niezdecydowanie rządu denerwuje - komentuje.

Przedsiębiorstwo handlowo-usługowe Mango z Hajnówki o zmianach wie i przyjęło je ze spokojem. W ubiegłym semestrze firma ta obsługiwała 30 szkół, w tym semestrze ma ich aż 61.

- A to oznacza, że przygotować musimy 8 tys. porcji. Do tej pory wszystko cięliśmy ręcznie, ale teraz chcemy kupić maszynę. Dla nas ważniejsza od krojenia jest inna zmiana, wedle której sami w porozumieniu ze szkołą możemy dobierać owoce i warzywa. To dobrze, bo widzimy, że dzieci zamiast papryki czy rzodkiewki wolą więcej marchewki - usłyszeliśmy w biurze hajnowskiej firmy.

Rzeczywiście - nowe rozporządzenie zmienia nie tylko wymogi jak, ale i co serwować dzieciakom. I tak rząd zdecydował, że z listy produktów udostępnianych uczniom znikną ogórki ze względu - jak czytamy w rozporządzeniu - na trudności, jakie mają dostawcy z zachowaniem ich świeżości.

- Do tego zrezygnowano z określania konkretnej porcji danego produktu. Co daje dostawcom i szkołom więcej swobody w ustalaniu tego owocowo-warzywnego menu. Czyli jeżeli uczniowie będą chcieli więcej marchewki, a mniej papryki, to bez problemu można to wprowadzić. Oczywiście wszystko to musi być ujęte w umowie, jaką szkoła zawiera z dostawcą - dodaje Wojciech Kasjanowicz dyrektor białostockiej ARR.

I jeszcze jedna zmiana. Soki owocowo-warzywne nie mogą zawierać dodatku soli, tłuszczu, cukru oraz substancji słodzących.

Podziel się

  • 1 komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów