Dyrektorska karuzela w białostockiej TVP
2010-02-12
, aktualizacja: 12.02.2010 20:03
Władysław Prochowicz już po raz drugi stracił stanowisko szefa podlaskiego ośrodka telewizji publicznej. Zastąpi go Agnieszka Romaszewska, dyrektor telewizji Biełsat
ZOBACZ TAKŻE
- Nowy prezes w Radiu Białystok (18-04-10, 19:58)
- Romaszewska p.o. dyrektorem TVP Białystok (12-02-10, 14:24)
- Zmiany w białostockiej TVP. Dyrektor odwołany (12-02-10, 12:49)
- Pomóżcie regionalnej telewizji (09-02-10, 20:04)
- Nowy stary dyrektor białostockiej tv (12-10-09, 20:16)
- Nie ma - tak na pytanie o uzasadnienie odwołania Prochowicza odpowiada Stanisław Wojtera, rzecznik TVP.
Sam odwołany ma na ten temat niewiele więcej do powiedzenia, nie ukrywa jednak, że stratą stanowiska zaskoczony nie jest.
- Usunięty został na własne życzenie. Gdyby siedział cicho, dalej kierowałby ośrodkiem - komentuje anonimowo jeden z pracowników centrali TVP. Wskazuje na trzy zdarzenia, którymi Władysław Prochowicz zapracował na odwołanie.
Pierwszy raz miał podpaść władzom spółki, gdy na początku roku zaczął zabiegać u podlaskich parlamentarzystów o wsparcie dla będącego w fatalnej kondycji finansowej oddziału. Drugi raz Prochowicz zwrócił na siebie uwagę, gdy zapowiedział swoim pracownikom, że nie zamierza egzekwować zarządzenia centralnych władz telewizji, które chcą, by każdy z jej pracowników co miesiąc pokazywał potwierdzenie opłaconego abonamentu. Trzeci raz - dwa tygodnie temu. Wówczas dyrektor zwrócił się do podlaskich samorządowców, polityków i duchownych, by zabiegali o wsparcie dla oddziału. W odpowiedzi na jego apel, listy do zarządu TVP skierował m.in. wojewoda podlaski i obaj białostoccy arcybiskupi, katolicki i prawosławny.
- Tak naprawdę to nie miało większego znaczenia. Los związanego z lewicą Prochowicza został przesądzony już wówczas, gdy lewicowo-pisowska koalicja zarządzająca mediami publicznymi postanowiła, że w Białymstoku rządzić będą nominaci PiS - uważa inny z naszych informatorów.
Swoją następczynię Władysław Prochowicz prosi o dwie rzeczy: - Niech nie da się zastraszyć władzom TVP i dba o ludzi - mówi.
Agnieszka Romaszewska dobrze zna białostocki oddział TVP. To tu powstaje duża część produkcji współtworzonej przez TVP i nadającej na Białoruś telewizji Biełsat, z kierowania którą Romaszewska nie zamierza rezygnować.
- Własnych dzieci się do domu dziecka nie oddaje. Myślę, że nie będzie problemów z połączeniem obu funkcji - zapowiada. Podkreśla, że ma świadomość złej sytuacji finansowej ośrodka.
- Cudu na pewno nie będzie. To nie moja domena. Ale ten ośrodek, jak i cały region ma wielki potencjał i bardzo mało wiary w siebie - ocenia, zapowiadając, że rządy zacznie od wnikliwej analizy finansów firmy. Potwierdza, że tak jak Prochowicz zamierza szukać sponsorów na poszczególne produkcje.
- Nie wyobrażam sobie jednak całkowitej likwidacji abonamentu. To publiczna telewizja i powinna być finansowana również z publicznych środków - podsumowuje.
Sam odwołany ma na ten temat niewiele więcej do powiedzenia, nie ukrywa jednak, że stratą stanowiska zaskoczony nie jest.
- Usunięty został na własne życzenie. Gdyby siedział cicho, dalej kierowałby ośrodkiem - komentuje anonimowo jeden z pracowników centrali TVP. Wskazuje na trzy zdarzenia, którymi Władysław Prochowicz zapracował na odwołanie.
Pierwszy raz miał podpaść władzom spółki, gdy na początku roku zaczął zabiegać u podlaskich parlamentarzystów o wsparcie dla będącego w fatalnej kondycji finansowej oddziału. Drugi raz Prochowicz zwrócił na siebie uwagę, gdy zapowiedział swoim pracownikom, że nie zamierza egzekwować zarządzenia centralnych władz telewizji, które chcą, by każdy z jej pracowników co miesiąc pokazywał potwierdzenie opłaconego abonamentu. Trzeci raz - dwa tygodnie temu. Wówczas dyrektor zwrócił się do podlaskich samorządowców, polityków i duchownych, by zabiegali o wsparcie dla oddziału. W odpowiedzi na jego apel, listy do zarządu TVP skierował m.in. wojewoda podlaski i obaj białostoccy arcybiskupi, katolicki i prawosławny.
- Tak naprawdę to nie miało większego znaczenia. Los związanego z lewicą Prochowicza został przesądzony już wówczas, gdy lewicowo-pisowska koalicja zarządzająca mediami publicznymi postanowiła, że w Białymstoku rządzić będą nominaci PiS - uważa inny z naszych informatorów.
Swoją następczynię Władysław Prochowicz prosi o dwie rzeczy: - Niech nie da się zastraszyć władzom TVP i dba o ludzi - mówi.
Agnieszka Romaszewska dobrze zna białostocki oddział TVP. To tu powstaje duża część produkcji współtworzonej przez TVP i nadającej na Białoruś telewizji Biełsat, z kierowania którą Romaszewska nie zamierza rezygnować.
- Własnych dzieci się do domu dziecka nie oddaje. Myślę, że nie będzie problemów z połączeniem obu funkcji - zapowiada. Podkreśla, że ma świadomość złej sytuacji finansowej ośrodka.
- Cudu na pewno nie będzie. To nie moja domena. Ale ten ośrodek, jak i cały region ma wielki potencjał i bardzo mało wiary w siebie - ocenia, zapowiadając, że rządy zacznie od wnikliwej analizy finansów firmy. Potwierdza, że tak jak Prochowicz zamierza szukać sponsorów na poszczególne produkcje.
- Nie wyobrażam sobie jednak całkowitej likwidacji abonamentu. To publiczna telewizja i powinna być finansowana również z publicznych środków - podsumowuje.
- 5 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
-
Dyrektorska karuzela w białostockiej TVP
zulukilo
12.02.10, 20:31
Ciekawe, panie redaktorze Medek, to wszystko. Ale dlaczego zmieniliście pierwsze zdjęcie pani Romaszewskiej? Tam z prawym profilem prezentowała się korzystniej niż na obecnie eksponowanej »




