Czy Białystok potrzebuje pisma literackiego?

Monika Żmijewska
2010-03-10 , aktualizacja: 11.03.2010 11:25
A A A Drukuj
Czy Białystok potrzebuje pisma? I jeśli tak, to jakiego? Debata na ten temat - już w piątek w kawiarni Kopiluwak o godz. 18. Póki co, od czterech lat, gdy wyszedł ostatni numer "Kartek" - takiego pisma w mieście nie ma. Ale kto wie, może znów będzie? Jego wydawaniem zainteresowane są osoby prywatne.

Fot. Grzegorz Dabrowski/AG
SONDAŻ
Czy Białystok potrzebuje pisma literackiego?

Tak
Nie
Nie mam zdania

Plany są jeszcze dość mgliste. Właściwie więcej w tym wszystkim niejasności niż konkretów. Ale od jakiegoś czasu po Białymstoku chodzą słuchy o takich zamierzeniach.

- Znaleźli się dwaj poważni sponsorzy, którzy oferują techniczną możliwość cyklicznego wydawania pisma literackiego. A w Białymstoku go brakuje - mówi Sławomir Mojsiuszko, niegdyś związany z działalnością wydawniczą, dziś w biurze ds. strategicznych projektów kulturalnych w magistracie. Ale Mojsiuszko zastrzega od razu, że wszystko co z okolicznościami wydawania ewentualnego pisma jest związane - to jego własna, prywatna inicjatywa, nie mająca nic wspólnego z miastem. Sam siebie nazywa zaś łącznikiem między owymi sponsorami, a ewentualnym wydawcą. Czyli między Wyższą Szkołą Administracji Publicznej i firmą Koncept Wydawnictwo, a...

No właśnie.

I tu wkracza na scenę postać Bogdana Dudki, redaktora naczelnego słynnych "Kartek", które przez długi czas miało dużą renomę w Polsce. Dudko to spiritus movens pisma. Wraz ze współpracownikami wydawał je nieregularnie w Białymstoku przez ponad 10 lat. Od czterech, wskutek najróżniejszych kłopotów, m.in. osobistych redaktora naczelnego oraz zawirowań wokół pisma - nie ukazuje się na rynku w ogóle. Dudko w ciągu paru ostatnich lat próbował składać kolejny numer, opowiadał znajomym, że już właściwie jest gotów do druku. Jak dotąd jednak uczynić się tego nie udało.

Czy i jakiego pisma potrzebuje Białystok? Piszcie

Któregoś dnia obaj panowie: Dudko i Mojsiuszko się spotkali i porozmawiali ciut konkretniej. Pierwszy pokazał podobno drugiemu kilkadziesiąt stron złożonego pisma. Drugi uznał, że to już jakiś wstęp do dalszej współpracy. - W grę wchodzi tylko współpraca długofalowa, nie interesuje nas wydanie tylko jednego numeru - mówi Mojsiuszko.

Czy potencjalne pismo będzie reaktywacją dawnych "Kartek"? Czy będzie to pismo zupełnie inne, z nowym tytułem, ale wykorzystujące "kartkowy" potencjał? Kto będzie redaktorem naczelnym? Tego jeszcze nie wiadomo.

- Ja tylko spinam pewne rzeczy, kwestie merytoryczne nie należą do mnie. Cóż, rozmowy się toczą, ale za wcześnie jeszcze o tym mówić. Jeśli partner będzie poważny, to sponsorzy wejdą w temat - zastrzega Mojsiuszko.

Tu może być jednak kłopot. Bo o ile rektor WSAP prof. Jerzy Kopania uważa, że Białystok pismo literackie mieć powinien, ba, żałuje potencjału "Kartek", to jednak nie może się rozeznać w ich sytuacji prawnej.

- Aby WSAP mógł się włączyć najpierw trzeba wyprostować zagmatwaną sytuację "Kartek", zarówno prawną, jak i osobową. Zmierzamy do tego - mówi prof. Kopania. - Jeżeli jednak będzie tak jak do tej pory, czyli mnóstwo niejasności, to szybciej będziemy wydawać zupełnie nowe pismo. Jedno jest pewne, zależy nam na piśmie na poważnym poziomie, takim, które drukować będzie twórców z regionu, jak ogólnopolskich.

Drugi ewentualny sponsor, Koncept Wydawnictwo, swój udział w przedsięwzięciu traktuje biznesowo. W praktyce mogłoby to wyglądać tak, że jako firma prowadząca również działalność drukarsko-poligraficzną - pismo drukuje, a wydawca w zamian rewanżuje się umieszczeniem w piśmie ich reklamy. - Wyraziliśmy zainteresowanie, ale wygląda na to, że póki co sprawa jest w powijakach. Nie wiadomo, kto tak naprawdę jest właścicielem "Kartek". Trudno inwestować w to, co nie jest do końca jasne, więc póki co, czekamy - mówi Andrzej Stankiewicz, dyrektor wydawnictwa.

Sytuacja prawna "Kartek" jest rzeczywiście zagmatwana. Dudko twierdzi, że prawa do tytułu należą do niego. Z drugiej strony chodzą słuchy, że Dudko przerejestrował tytuł na podmiot "IBL. Europa Wschodnia" i nie jest pewne, czy zrobił to za zgodą i wiedzą większości członków Stowarzyszenia "Kartki" (w praktyce nie istnieje już od dłuższego czasu).

Bogdan Dudko: - Ja jestem właścicielem "Kartek". Pismo nie zginęło, ukaże się pod koniec marca, specjalnie na obchody odzyskania niepodległości Białorusi. Białoruskim twórcom zostanie poświęcone pól numeru.

Dla Gazety

Dariusz Kiełczewski, prof. Uniwersytetu w Białymstoku, członek dawnej redakcji "Kartek":

- Czy "Kartki" to rozdział zamknięty? Trudne pytanie. Na pewno do końca 2002 roku "Kartki" zachowywały bardzo dobre proporcje tematyczne. Drukowały ważnych autorów urodzonych po 1960 roku, a przy tym poruszały temat prowincji, wydawały numery poświęcone twórczości naszych sąsiadów, organizowały festiwale literackie. Pismo miało wysoką renomę w Polsce. W roku 2001 roku do "Kartek" przyłączyli się młodsi autorzy. Po jakimś czasie doszło do konfliktu wewnątrz redakcji - między Bogdanem Dudko a Katarzyną Zdanowicz, po którym odeszła. Redagowane przez nią nowe pismo "Kultura" nowej wartości co prawda nie stworzyło, ale skutecznie odciągnęło od "Kartek" młodych autorów. Być może dlatego od 2003 roku "Kartki" zaczęły iść w stronę, której nie akceptowałem. Pismo zamknęło się w pewnym kręgu tematycznym, zaczęli w nim dominować autorzy o zachowawczych poglądach. Z tego powodu uważałem, że pismo traci dynamikę, że staje się coraz mniej ważne w Polsce.

Czy "Kartki" to rozdział zamknięty? Nie wiem. Jednak trzeba pamiętać, że ostatni normalny numer "Kartek" ukazał się w 2004 roku. Potem jeszcze przemknął numer z 2005 - 2006 roku. Narosły przy okazji wokół pisma negatywne emocje. Kiedyś istniała magia pisma. Teraz to już raczej mitologia. Wiem na pewno, że dziś w mieście najbardziej dynamiczni są młodzi twórcy. Nie wiem, jednak czy chcieliby stworzyć pismo na takiej podwalinie jak "Kartki". Nie wiem, na ile nazwa "Kartki" jest nośna i do nich przemawia. Czas płynie i dla nich "Kartki" mogą być po prostu przeszłością. Sam uważam zresztą, że nowe "Kartki" zapewne byłyby pismem bardzo tradycyjnym, a to nie do końca mi odpowiada i nie do końca jest zgodne z ideą tego pisma.

DLA GAZETY

Jan Kamiński, pisarz, filolog, członek dawnej redakcji "Kartek":

- "Kartki" to tak naprawdę jednoosobowa działalność Bogdana Dudko. Był na swój sposób fenomenem. Miał cierpliwość, potrzebę, umiał wiele rzeczy załatwić, wchodził oknem, gdy wyrzucano go drzwiami. Niechętnie dopuszczał innych do decydowania. Około godz. 10 zjawiał się w Marszandzie, z teczką, i to znaczyło, że redakcja działa. Tak to funkcjonowało przez długie lata. Bogdan miał świetne kontakty osobiste, prawie ze wszystkimi znaczącymi autorami. Tokarczuk, Stasiuk, Goerke, Filipiak - wszyscy na zaproszenie Bogdana przyjeżdżali chętnie. Zawsze było radośnie. Bogdan wiózł nas wszystkich do Cisówki pod granicą, a tam rozmowy długie i suto podlewane tym, co literaci lubią bardzo.. To był bardzo twórczy czas. Wtedy też w rozmowach z redaktorem Jerzym Nachiło wymyśliłem książkę "Metafizyka prowincji". Zaczęliśmy prowincję mocno lansować... I wtedy Bogdan zaczął się gubić. Popadł w stan euforii, która go zwiodła. Nie wytrzymywał presji, którą sobie sam narzucił. Pogubił się finansowo. Jakieś pieniądze się zawieruszyły, nie mogły odnaleźć...

Gdy zabrakło osoby, która to wszystko koordynowała, zamawiała drukarnię, rozmawiała z autorami, to i "Kartki" zaczęły się sypać. Pozostało coś w rodzaju chandry, pustki. Było wiele prób, by jakoś pismo podnieść. Trzeba było kogoś podobnego do dawnego Bogdana, bo on sam też już był kimś innym. Ale nikt taki się nie znalazł. Sam Bogdan bez "Kartek" kiepsko się czuł. Zrozumiał, co przez wiele lat mu powtarzaliśmy, że "Kartki" to Dudko. A Dudko to "Kartki". Bardzo chciał pismo reaktywować, ale nie miał już sił. Nie wyszło z paru powodów. Popadł w uzależnieniu, stracił zaufanie. Próbę odzyskania "Kartek" podjął Jerzy Zińczuk. Idea była taka, że robimy Kartki BIS. Bogdan koordynuje, ale nie ma dostępu do administracji. Ale z tego też nic nie wyszło. Cóż, teraz Bogdan podjął kolejną próbę. Czy się uda... Nie wiem. Choć ciągnie do dawnych czasów...

Debata

Jakiego pisma potrzebuje Białystok? (bo może nie potrzebuje żadnego?) odbędzie się w piątek, 12 marca, o godz. 18. Dyskusję poprowadzi Dorota Sokołowska, a w rolę panelistów zgodzili się wcielić prof. Dariusz Kiełczewski, dr Marek Kochanowski, Dominik Sołowiej oraz Sławomir Mojsiuszko

Podziel się

  • 101 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    12 głosów