Potrzeba pisma literackiego jest, to pewne. Tylko co z tego?

notowała Monika Żmijewska
14.03.2010 , aktualizacja: 15.03.2010 14:35
A A A Drukuj
Pismo zupełnie nowe, z nowym potencjałem, czy też reaktywowane "Kartki"? Oto jest pytanie. Próbowali na nie odpowiedzieć uczestnicy debaty pt. "Jakiego pisma potrzebuje Białystok", zorganizowanej w piątek w kawiarni Kopiluwak.
Debata. Czy Białystok potrzebuje pisma literackiego?
Fot. Marcin Onufryjuk / Agencja
Debata. Czy Białystok potrzebuje pisma literackiego?
SERWISY
Kawiarnia była pełna, na debatę przyszło sporo osób zarówno ze starego składu redakcyjnego "Kartek", jak też sporo ludzi młodych. Dyskusja meandrowała, przeskakiwała z tematu na temat. Pojawiły się konkretne merytoryczne wizje nowego pisma, wiele było też - najróżniejszych - ocen "Kartek" i ich pokrętnej historii. Niestety zdarzały się momenty, w których dyskusja zmieniała się w sąd nad Bogdanem Budko i jego pismem.

Oto zapis dyskusji:

Dorota Sokołowska, prowadząca spotkanie dziennikarka Radia Białystok: - Jak tworzyć pismo w dzisiejszym świecie, gdy coraz mniej osób czyta, gdy większość tekstów znaleźć można w internecie? Jak stworzyć regularnik, pismo merytoryczne, jeśli wisi nad nami, niczym miecz - mit "Kartek"? Spróbujemy odpowiedzieć na to pytanie z pomocą zaproszonych gości - Dominika Sołowieja, który kilka lat temu wydawał w Białymstoku pismo "Kultura", Marka Kochanowskiego, literaturoznawcy ze stowarzyszenia Fabryka Bestsellerów, Dariusza Kiełczewskiego - niegdyś współtworzącego "Kartki" i Sławomira Mojsiuszko, człowieka, który wierzy w to, że w Białymstoku wydawanie pisma właśnie teraz się może udać.

Dariusz Kiełczewski , prof. Uniwersytetu w Białymstoku, niegdyś członek zespołu redakcyjnego "Kartek": - Przez pięć ostatnich lat, kiedy "Kartki" przestały się ukazywać, właściwie nic się nie działo. Ale Ignacy Karpowicz, pochodzący z Białegostoku i o Białymstoku też piszący - został nominowany do nagrody Nike. Dariusz Adamowski, poeta, tłumacz, wypracował sobie jakąś pozycję. Pojawiła się Teresa Radziewicz, poetka, laureatka tegorocznej Nagrody im. Kazaneckiego. I cóż, poradzili sobie jakoś bez "Kartek" i innego pisma. Ale skoro tu jesteśmy, to może coś nas wszystkich jednak uwiera? Jakiś brak? Wtedy, gdy byłem zaangażowany w "Kartki", takich dobrych słów, jakie się teraz słyszy o tym piśmie, jakoś się nie słyszało. Środowisko było postrzegane jako toksyczne, atmosfera wokół pisma była bardzo kiepska. Teraz, po latach słychać zupełnie inne opinie...

Tu odezwał się z sali

Wojtek Kirejczyk, grafik, swego czasu związany z "Kartkami": - Ponoć o umarłym zawsze się mówi dobrze...

Dariusz Kielczewski: - Trzeba jednak pamiętać, że już jesteśmy inni, świat się zmienił. Przyznam, że byłem już zmęczony gęstą atmosferą wokół pisma. Paradoksalnie, wokół "Kartek" najlepsza atmosfera była wtedy, gdy sklasyczniały, uspokoiły się. Ale ta linia już mi nie odpowiadała.

Andrzej Kalinowski , księgarz, współwłaściciel księgarni "Akcent", wydawca: - Rozumiem, że przyszliśmy na spotkanie dwuczęściowe. Jedna część poświęcona jest wspominaniu "Kartek", druga ma odpowiedzieć na pytanie, jakiego pisma nam potrzeba. Na początek powiem, że nie spodobała mi się wypowiedź Janka Kamińskiego zamieszczona w czwartkowej "Wyborczej". Janek wierzy w mity. Twierdzi, że "Kartki" to tylko Bogdan Dudko. Ale Dudko bez zespołu by nie istniał. Bez pomocy wielu współpracowników nie dałby rady wydawać pisma. Bogdan kochał "Kartki", a potem w życiu się zapomniał, fakt, wszystko potoczyło się, jak potoczyło. Ale nie mówmy już o tym. Przez tyle lat miałem ludzi "Kartek" przez ścianę. Przychodzili do kawiarni Marszand, dyskutowali o tekstach. To pismo naprawdę robił zespół...

Dorota Sokolowska : - Czy do twojej księgarni Andrzeju przychodzą ludzie, którzy pytają o pisma literackie?

Andrzej Kalinowski: - Kiedyś tak, ostatnio nie, bo takie pisma czytują zazwyczaj w internecie.

Dominik Sołowiej, historyk literatury, krytyk literacki, kilka lat temu wydawał pismo "Kultura": - Przyznaję, że kiedyś czytywałem "Kartki" namiętnie. To tak gwoli wspomnienia. Tyle że rozmowa chyba idzie nie w tym kierunku, w którym powinna. Powinniśmy rozmawiać o tym, czy jest potrzeba wydawania pisma. Przez ostatnie miesiące z wieloma osobami rozmawiałem o takiej potrzebie. Bo ona w środowisku jest. Fakt, że przyszło tyle osób na to spotkanie, też o tym świadczy.

Marek Kochanowski, literaturoznawca, wykładowca uniwersytecki, współzałożyciel stowarzyszenia Fabryka Bestsellerów: - Białemustokowi potrzeba nowoczesnego pisma miejskiego. Tak się składa, że najwięcej osób młodych pisze w internecie. To w obecnych czasach też ważne medium. Dlatego pismo, które by ewentualnie powstało, powinno mieć dwie wersje - internetową i papierową. Skoro o "Kartkach" mowa - męczy mnie już mówienie o ich reaktywacji. Więcej, mówienie o tym wręcz blokuje powstanie nowego pisma. Teraz jest inna estetyka, inna wrażliwość, inne potrzeby. Mnie na przykład już zainteresowanie Wschodem, jakie miało miejsce w "Kartkach" - nie interesuje. I choć kiedyś czytywałem "Kartki", to z całym szacunkiem, ale jeśli nowe pismo to będą nadal "Kartki" - ja raczej nie będę ich czytelnikiem.

Sławomir Mojsiuszko, niegdyś związany z działalnością wydawniczą, dziś pełnomocnik magistratu ds. Europejskiej Stolicy Kultury; w tekście publikowanym w "Gazecie" w czwartek sam siebie nazwał łącznikiem między potencjalnym wydawcą nowego pisma a sponsorami; jednocześnie zastrzegł, że wszystko, co związane z okolicznościami wydawania nowego pisma, to jego prywatna inicjatywa, niemająca nic wspólnego z miastem: - Z zainteresowaniem słucham wszystkich wypowiedzi. Dyskutujemy o tym, jakie powinno być pismo. Jeśli w tym środowisku stworzenie takiego pisma jest i potrzebą, i marzeniem, jeśli ludzie się uprą, to to pismo w końcu powstanie. Nie będę się wypowiadał, czy pismo jest potrzebne miastu. Na pewno jest potrzebne ludziom piszącym.

Dariusz Kiełczewski: - Generalnie z powstawaniem pism jest tak: oto jest silna osoba, która umie skupić wokół siebie ludzi, utrzymać ich przy sobie, inspirować, a potem, cóż... Potem w niektórych momentach powinna umieć ustąpić. Ta dyskusja powoli staje się sądem nad Bogdanem Dudko i "Kartkami". Przez wiele lat Dudko ciągnął pismo na swoich plecach. Potem się pogubił. Pytanie, czy jest ktoś, kto umiałby i miałby siłę teraz takie pismo, jak on, poprowadzić? Wiem, jak trudne jest prowadzenie pisma, sam prowadzę akurat pismo naukowe, ale pewne mechanizmy, którym trzeba sprostać, są podobne.

Maciek Chołodowski, dziennikarz tygodnika "Niwa": - Tu nie chodzi o pracę naukową. Tu chodzi o to, że potrzebna jest charyzma. Wy panowie, jej nie macie, ani Mojsiuszko, ani Kiełczewski. Nie powstanie nowe pismo w Białymstoku. Pan Mojsiuszko na pewno go nie stworzy.

Sławomir Mojsiuszko: - Ja powiem wprost. Ja nie będę tworzył pisma. Trafił do mnie przez przypadek Bogdan Dudko ze złożonym nowym numerem "Kartek". Pomyślałem, że mogę uruchomić pewne kontakty, sprzęgnąć ewentualnego wydawcę ze sponsorami. I tyle. Ale po pierwsze: ja nie reprezentuję miasta, to moja prywatna inicjatywa. Ja mogę tylko pomóc znaleźć wsparcie finansowe.

Dorota Sokolowska: - Rozmawiamy o tym, jakie pismo - i czy w ogóle - potrzebne jest Białemustokowi. Moim zdaniem - żadne. Dlaczego? Bo jest internet. Marek Kochanowski mówi, że nowe pismo powinno być wspomagane internetem. Po co więc jeszcze wersja papierowa?

Głos z sali: - Choćby po to, że starsze pokolenie przyzwyczajone jest do tego, by kartki przewracać, wąchać, a czytanie celebrować. Połączenie pisma internetowego i papierowego informującego o tym, co się dzieje w literaturze i kulturze na Podlasiu, to niegłupie, nowoczesne rozwiązanie.

Jan Kamiński, pisarz, filolog, niegdyś członek zespołu redakcyjnego "Kartek": - Oto ja, mitotwórca. Mnie się wydaje, że to nie jest tak, czy to pismo jest potrzebne, czy niepotrzebne. Jeśli znalazłby się ktoś jak Dudko sprzed prawie dwudziestu lat, to pismo ma szansę istnieć. To musi być ktoś z jajami. Historia pokazuje takie przypadki. Giedroyć, Wyka, Górski, Grydzewski, Krzyżagórski. Ten ostatni w Białymstoku tak prowadził "Kontrasty", że stały się pismem ogólnopolskim, a o druk w nich zabiegali tacy ludzie jak Hanna Krall czy Ryszard Kapuściński. Gdy taki człowiek się pojawi, to wtedy się okaże, czy pismo jest potrzebne, czy też nie. Ja jestem stary. I jestem cienias. Wręcz cienki Bolek jestem. To nie na moje siły. Taki człowiek powinien któregoś dnia sam się objawić, może to być zarówno mężczyzna, jak i kobieta. Skoro minęło pięć lat i nikt taki się jednak jeszcze nie objawił, to może nie jesteśmy jeszcze na to gotowi? Reaktywowanie "Kartek", perswadowanie Dudce, by przestał pić... to wszystko raczej nie ma sensu. Nic na siłę. Przeszło, minęło, popłynęło... Dwa razy nie wchodzi się do tej samej rzeki...

Andrzej Kalinowski: - Fakt, że przyszło tu nas tylu, oznacza, że jednak potrzebujemy takiego pisma. Dla mnie to wrzenie jest takim małym cudem od pięciu lat.

Podziel się

  • 9 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    10 głosów