Ekologiczno-etniczny książę Karol
2010-03-16
, aktualizacja: 17.03.2010 14:44
Oszczędzanie energii, recykling śmieci, ochrona żubra i całej Puszczy Białowieskiej - wizyta brytyjskiego następcy tronu w ostatnim lesie naturalnym Europy podporządkowana była jednoznacznie ekologii. W drugiej odsłonie wizyty w Podlaskiem książę Karol odwiedził żyjących tu od wieków Tatarów

Fot. Agnieszka Sadowska / Agenc
Książę Karol w Białowieży

Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Agencja
Białowieża. Wizyta księcia Karola

Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Gazeta
Białowieża. Książę Karol spotkał się z dziećmi z okolicznych szkół

Fot. Marcin Onufryjuk
Kruszyniany. Mieszkańcy czekają na wizytę księcia Karola
GALERIA ZDJĘĆ
- Książę Karol z wizytą w Białowieskim Parku Narodowym i Kruszynianach (16-03-10, 14:36)
Dziewięcioletni byk Postój spokojnie stoi między drzewami, otoczony wianuszkiem krów. Wokół brykają dwa cielaki. Małe stadko żubrów w rezerwacie pokazowym Białowieskiego Parku Narodowego zupełnie nie przejmuje się tym, że za dwie godziny odwiedzi je Jego Królewska Wysokość, książę Walii i książę Rothesay, następca tronu brytyjskiego i kilkunastu państw Wspólnoty Narodów Charles Philip Arthur George Mountbatten-Windsor.
Nie tylko odwiedzi. Jeśli wystarczy mu czasu, osobiście żubry nakarmi. Kukurydzą i otrębami. Wcześniej przywoła je do koryta, szurając nim. Zwierzęta dobrze znają ten dźwięk - zaproszenie na smakołyki.
- Nie, nie malowaliśmy trawy na zielono, ani śniegu na biało. Nie, nie szczotkowaliśmy żubrów na okoliczność wizyty księcia. Nie, nie są to jakoś specjalnie wyselekcjonowane egzemplarze - Mateusz Szymura, przewodnik Białowieskiego Parku Narodowego, który ma oprowadzać księcia po rezerwacie pokazowym, jest równie jak żubry spokojny. Jego zadanie będzie proste - odprowadzi następcę tronu od parkingu, wzdłuż wybiegu tarpanów, aż do zagrody żubrów. Będzie odpowiadał na pytania. Przy zagrodzie przekaże gościa szefowi rezerwatu Jerzemu Dackiewiczowi. Ten wygłosi krótki wykład na temat największego ssaka Europy i roli parku narodowego w przywróceniu żubrów światu.
Na ulicach odległej o kilka kilometrów Białowieży też bardzo spokojnie. W najlepsze trwa tu jeszcze zima. W nocy spadł świeży śnieg. Spokój kończy się w budynku parkowego muzeum, które książę Karol ma odwiedzić, nim uda się do lasu, między żubry. Jest dziesiąta. Do przylotu księcia brakuje jeszcze prawie godziny. Ciemne kąty między prezentującymi bogactwo i historię puszczy dioramami lustrują skrzętnie pirotechnicy.
Albert Litwinowicz, wójt Białowieży zastanawia się, co powiedzieć gościowi: - Stanę przy stole z produktami regionalnymi. Ale przecież nie będę opowiadał Jego Wysokości o szynce i kiełbasach - mówi lekko poirytowany.
- Do wykonania tych wszystkich prac wykorzystaliśmy odpady. Gazety, plastik... - powtarza głośno raz po raz wyuczoną kwestię Małgosia, uczennica jednej z lokalnych szkół podstawowych. Razem z koleżankami i kolegami pokaże następcy tronu, co można zrobić ze śmieci. Książę bardzo interesuje się recyklingiem. A także ochroną przyrody. W ostatnim z trzech zaplanowanych w muzeum spotkań z Jego Wysokością wezmą udział - określani przez wielu mieszkańców Podlaskiego mianem ekoterrorystów - działacze ekologicznych organizacji pozarządowych. Oni też cicho powtarzają kwestie, które chcą poruszyć w rozmowie z następcą tronu.
Wypytuje o rysia i oszczędność energii...
Gość spóźnia się prawie 40 minut. Ale nikt nie ma mu tego za złe. To raczej drobny, siwy pan w średnim wieku. Uśmiechnięty, mówiący przyjemnym, głębokim głosem. Nie ma w nim nic z przysłowiowej angielskiej flegmy czy monarszej sztywności. Nie towarzyszy mu żona, księżna Camilla. Ambasada już rano poinformowała, że powodem zmiany planów są kłopoty z kręgosłupem księżnej Kornwalii.
Uczniowie zespołu szkół z Bielska Podlaskiego prezentują gościowi wyniki swojego eksperymentu. Przez trzy miesiące oszczędzali w swoich domach energię elektryczną, gasząc m.in. niepotrzebne światła. Wyliczyli, że rocznie przeciętna rodzina może w ten sposób oszczędzić blisko 600 zł.
- Udało wam się zmienić podejście rodziców do oszczędzania? - pyta książę. Sugeruje, by następny eksperyment poświęcić oszczędzaniu wody.
- Już to robimy - odpowiadają z dumą uczniowie.
Młodsi prezentują Jego Wysokości różne rzeźby wykonane z odpadów.
- Ryyy... rryyss - następca tronu próbuje wymówić polską nazwę dzikiego, żyjącego w puszczy kota. Obrazek z jego podobizną, wyklejony ze słomy, dostał od jednej z dziewczynek.
- Widziałaś kiedyś rysia? - pyta ją książę.
- Tylko w rezerwacie - odpowiada wyraźnie spięta. Spokojna jest natomiast jej koleżanka Małgosia. Bez zająknięcia, ze swadą recytuje wyuczoną wcześniej kwestię, prezentując zrobionego z gazet gigantycznego ślimaka.
... dziękuje za ekologów...
Również wójt wie, co powiedzieć.
- Bylibyśmy szczęśliwi, gdyby zechciał pan zostać ambasadorem Puszczy Białowieskiej w świecie - prosi.
- Czemu nie - książę nie widzi problemu. Dodaje, by list w tej sprawie przekazać jego przedstawicielom.
Spotkanie z ekologami ma spokojniejszy charakter. Odbywa się w sali poświęconej ptakom puszczy, w tle słychać ich śpiew. Ptaki to wielka pasja następcy tronu.
Nie tylko odwiedzi. Jeśli wystarczy mu czasu, osobiście żubry nakarmi. Kukurydzą i otrębami. Wcześniej przywoła je do koryta, szurając nim. Zwierzęta dobrze znają ten dźwięk - zaproszenie na smakołyki.
- Nie, nie malowaliśmy trawy na zielono, ani śniegu na biało. Nie, nie szczotkowaliśmy żubrów na okoliczność wizyty księcia. Nie, nie są to jakoś specjalnie wyselekcjonowane egzemplarze - Mateusz Szymura, przewodnik Białowieskiego Parku Narodowego, który ma oprowadzać księcia po rezerwacie pokazowym, jest równie jak żubry spokojny. Jego zadanie będzie proste - odprowadzi następcę tronu od parkingu, wzdłuż wybiegu tarpanów, aż do zagrody żubrów. Będzie odpowiadał na pytania. Przy zagrodzie przekaże gościa szefowi rezerwatu Jerzemu Dackiewiczowi. Ten wygłosi krótki wykład na temat największego ssaka Europy i roli parku narodowego w przywróceniu żubrów światu.
Na ulicach odległej o kilka kilometrów Białowieży też bardzo spokojnie. W najlepsze trwa tu jeszcze zima. W nocy spadł świeży śnieg. Spokój kończy się w budynku parkowego muzeum, które książę Karol ma odwiedzić, nim uda się do lasu, między żubry. Jest dziesiąta. Do przylotu księcia brakuje jeszcze prawie godziny. Ciemne kąty między prezentującymi bogactwo i historię puszczy dioramami lustrują skrzętnie pirotechnicy.
Albert Litwinowicz, wójt Białowieży zastanawia się, co powiedzieć gościowi: - Stanę przy stole z produktami regionalnymi. Ale przecież nie będę opowiadał Jego Wysokości o szynce i kiełbasach - mówi lekko poirytowany.
- Do wykonania tych wszystkich prac wykorzystaliśmy odpady. Gazety, plastik... - powtarza głośno raz po raz wyuczoną kwestię Małgosia, uczennica jednej z lokalnych szkół podstawowych. Razem z koleżankami i kolegami pokaże następcy tronu, co można zrobić ze śmieci. Książę bardzo interesuje się recyklingiem. A także ochroną przyrody. W ostatnim z trzech zaplanowanych w muzeum spotkań z Jego Wysokością wezmą udział - określani przez wielu mieszkańców Podlaskiego mianem ekoterrorystów - działacze ekologicznych organizacji pozarządowych. Oni też cicho powtarzają kwestie, które chcą poruszyć w rozmowie z następcą tronu.
Wypytuje o rysia i oszczędność energii...
Gość spóźnia się prawie 40 minut. Ale nikt nie ma mu tego za złe. To raczej drobny, siwy pan w średnim wieku. Uśmiechnięty, mówiący przyjemnym, głębokim głosem. Nie ma w nim nic z przysłowiowej angielskiej flegmy czy monarszej sztywności. Nie towarzyszy mu żona, księżna Camilla. Ambasada już rano poinformowała, że powodem zmiany planów są kłopoty z kręgosłupem księżnej Kornwalii.
Uczniowie zespołu szkół z Bielska Podlaskiego prezentują gościowi wyniki swojego eksperymentu. Przez trzy miesiące oszczędzali w swoich domach energię elektryczną, gasząc m.in. niepotrzebne światła. Wyliczyli, że rocznie przeciętna rodzina może w ten sposób oszczędzić blisko 600 zł.
- Udało wam się zmienić podejście rodziców do oszczędzania? - pyta książę. Sugeruje, by następny eksperyment poświęcić oszczędzaniu wody.
- Już to robimy - odpowiadają z dumą uczniowie.
Młodsi prezentują Jego Wysokości różne rzeźby wykonane z odpadów.
- Ryyy... rryyss - następca tronu próbuje wymówić polską nazwę dzikiego, żyjącego w puszczy kota. Obrazek z jego podobizną, wyklejony ze słomy, dostał od jednej z dziewczynek.
- Widziałaś kiedyś rysia? - pyta ją książę.
- Tylko w rezerwacie - odpowiada wyraźnie spięta. Spokojna jest natomiast jej koleżanka Małgosia. Bez zająknięcia, ze swadą recytuje wyuczoną wcześniej kwestię, prezentując zrobionego z gazet gigantycznego ślimaka.
... dziękuje za ekologów...
Również wójt wie, co powiedzieć.
- Bylibyśmy szczęśliwi, gdyby zechciał pan zostać ambasadorem Puszczy Białowieskiej w świecie - prosi.
- Czemu nie - książę nie widzi problemu. Dodaje, by list w tej sprawie przekazać jego przedstawicielom.
Spotkanie z ekologami ma spokojniejszy charakter. Odbywa się w sali poświęconej ptakom puszczy, w tle słychać ich śpiew. Ptaki to wielka pasja następcy tronu.
- Jestem przekonany, że pański głos wesprze nasze starania o poszerzenie parku narodowego. Dziś obejmuje on znikomą część Puszczy Białowieskiej. Poza nim pozostaje wiele cennych gatunków roślin i zwierząt. Ich nie da się tam skutecznie chronić - Adam Bohdan z Pracowni na rzecz Wszystkich Istot przekazuje księciu album fotograficzny pokazujący m.in. spustoszenia, jakie w naturalnych drzewostanach powoduje gospodarka leśna.
Do prośby dołącza się Stefan Jakimiuk z WWF. On też ma dla gościa prezent - książkę o roli martwego drewna w leśnych ekosystemach.
- Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że połowa z występujących tu gatunków jest zależna właśnie od martwego drewna - mówi.
Książę deklaruje, że spróbuje wesprzeć działania ekologów.
- Dziękuję Bogu, że są tacy wspaniali ludzie jak wy - kończy rozmowę i jedzie do rezerwatu pokazowego żubrów.
Nie karmi ich, nie starcza na to czasu. Tatarzy w Kruszynianach już czekają.
KsiÄ?A1Ä? Karol odwiedziA? Kruszyniany
ZaA?adowane przez: wyborcza_bialystok. - GorÄ?ce wiadomoA?ci
... i próbuje pierekaczewnika
Podekscytowanie wśród mieszkańców niewielkich Kruszynian już od rana ogromne. Droga odśnieżona, wszędzie policja, straż graniczna i tajemniczy panowie z Biura Ochrony Rządu. Pokazują, gdzie zaparkować, a gdzie wjechać już nie wolno, bo niebawem pojawi się On.
Największy rwetes panuje w Tatarskiej Jurcie u Dżennety Bogdanowicz, której powierzono nakarmienie zziębniętego po puszczańskich spacerach gościa. Zdradza, że poda mu, co najlepsze: pierekaczewnik (z makaronowego ciasta, z mięsnym nadzieniem), pieremiacze, bliny, kołduny oraz pachnącą drożdżówkę i rzecz jasna gorącą kawę i herbatę. Każda z potraw będzie podana tak, by zamiast siedzieć przy stole (byłoby przy nim za ciasno dla całej książęcej świty) można ją było jeść stojąc. To wszystko okraszone pokazem tańców tatarskich w wykonaniu młodzieżowego zespołu Buńczuk.
Dżenneta Bogdanowicz na nogach jest od 6 rano. Przejęcia nie ukrywa, ale pierwsze nerwy już minęły.
- Największy stres był w poniedziałek, kiedy zjechali się "borowcy" i przedstawiciele księcia Karola, żeby ocenić warunki i sprawdzić, czy wszystko jest dopięte jak należy. Do tego nieustannie dzwoniły jakieś media i wypytywały, co będzie w garnkach. Istne szaleństwo. W ogóle nie do końca docierało do mnie, że książę Karol lada chwila tu będzie. Zwłaszcza że o tym, że to będzie akurat on, dowiedzieliśmy się niespełna miesiąc temu, i to nieoficjalnie - opowiada Dżenneta Bogdanowicz.
Ranga VIP-a sprawiła, że każdy kąt, każde okno w Jurcie wypucowała na błysk, na wieszakach przyszykowała dla całej rodziny odświętne ubranie.
- Wiadomo, że dzień jest wyjątkowy, ale na wizytę u kosmetyczki w tym zamieszaniu nie było czasu - przyznaje się specjalistka od tatarskiego jadła.
Kiedy w jej jurcie roznosi się zapach pierekaczewnika i drożdżówki, pod zabytkowym meczetem gromadzą się mieszkańcy Kruszynian i przedstawiciele tamtejszej Muzułmańskiej Gminy Wyznaniowej. To tu książę Karol skieruje na początku swe kroki. Jak mówił tuż przed przyjazdem zacnego gościa mufti Tomasz Miśkiewicz - to zaszczyt dla społeczności tatarskiej, ale i okazja do zapoznania się z bogatą tatarską kulturą, historią i kuchnią.
- To przyjemność, że taka osoba przyjeżdża do Kruszynian. Wizyta jest kurtuazyjna, bez afiszowania - dlatego nie szykujemy żadnego wyjątkowego prezentu. Ale mamy przygotowany plakat z logo naszej gminy i mamy nadzieję, że książę Karol się na nim podpisze. Na pewno wizyta przyniesie rozgłos i Kruszynianom, i kulturze tatarskiej - choć i tak ludzie z całej Europy wiedzą, że warto nas odwiedzić - opowiada Bronisław Talkowski, przewodniczący Muzułmańskiej Gminy Wyznaniowej w Kruszynianach.
Kiedy wraz z przedstawicielami gminy i kilkunastoma fotoreporterami czeka na przyjazd gościa przed meczetem, wzdłuż głównej drogi gromadzą się zaciekawieni mieszkańcy i przyjezdni (choćby z Białegostoku). W sumie z 200 osób. Niemal każdy z aparatem cyfrowym lub przynajmniej ustawionym w gotowości telefonem komórkowym. Wyczekiwanie skracają sobie rozmową.
- Dziewczyny, mówię wam, jak on przyjedzie i wyjdzie z samochodu, to ja zemdleję - ekscytuje się energiczna trzydziestolatka.
- A ma być sam. Kamila nie przyjedzie. W telewizji mówili, że kręgosłup ją boli. Ale może nie ma się co dziwić, przecież wiadomo, że Podlasie jest dla twardych babek, a nie księżniczek - dodaje jej koleżanka.
Mimo chłodu i zniecierpliwienia - książę Karol miał być około godz. 14, a przyjechał 30 minut później - wszyscy czekają, żartując. I wreszcie... Policja prosi ludzi, by zrobili miejsce na przejazd rządowych samochodów.
- Jest! Brawo! Brawooo! - rozlega się z ust mieszkańców. W ruch idą aparaty w komórkach, książę Karol macha z auta. Przed meczetem wita się z przedstawicielami Muzułmańskiej Gminy Wyznaniowej i muftim Tomaszem Miśkiewiczem. Nie stroni też od kontaktu z mieszkańcami. W zabytkowym meczecie spędza kilkanaście minut, po czym spacerkiem zmierza do Jurty, by skosztować tatarskich przysmaków.
- Czy pani mieszka w Kruszynianach? A ty? Czy masz dzisiaj wolne w szkole? Gdzie tu jest najbliższa szkoła? - dopytuje mijanych ludzi, uśmiechając się serdecznie.
- Miły starszy pan. Nawet udało mi się zrobić zdjęcie. Będzie się można w rodzinie pochwalić - komentuje jedna z "fanek".
Za chwilę książę znika za drzwiami Tatarskiej Jurty. Z Podlasia wyjeżdża po południu.
Czekamy na opinie
Czy wizyta księcia Karola wpłynie pozytywnie na wizerunek i promocję województwa podlaskiego? Czekamy na opinie pod nr. tel. 085 74 78 158, 0800 80 80 30 i adresem mailowym: redakcja@bialystok.agora.pl
Do prośby dołącza się Stefan Jakimiuk z WWF. On też ma dla gościa prezent - książkę o roli martwego drewna w leśnych ekosystemach.
- Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że połowa z występujących tu gatunków jest zależna właśnie od martwego drewna - mówi.
Książę deklaruje, że spróbuje wesprzeć działania ekologów.
- Dziękuję Bogu, że są tacy wspaniali ludzie jak wy - kończy rozmowę i jedzie do rezerwatu pokazowego żubrów.
Nie karmi ich, nie starcza na to czasu. Tatarzy w Kruszynianach już czekają.
KsiÄ?A1Ä? Karol odwiedziA? Kruszyniany
ZaA?adowane przez: wyborcza_bialystok. - GorÄ?ce wiadomoA?ci
... i próbuje pierekaczewnika
Podekscytowanie wśród mieszkańców niewielkich Kruszynian już od rana ogromne. Droga odśnieżona, wszędzie policja, straż graniczna i tajemniczy panowie z Biura Ochrony Rządu. Pokazują, gdzie zaparkować, a gdzie wjechać już nie wolno, bo niebawem pojawi się On.
Największy rwetes panuje w Tatarskiej Jurcie u Dżennety Bogdanowicz, której powierzono nakarmienie zziębniętego po puszczańskich spacerach gościa. Zdradza, że poda mu, co najlepsze: pierekaczewnik (z makaronowego ciasta, z mięsnym nadzieniem), pieremiacze, bliny, kołduny oraz pachnącą drożdżówkę i rzecz jasna gorącą kawę i herbatę. Każda z potraw będzie podana tak, by zamiast siedzieć przy stole (byłoby przy nim za ciasno dla całej książęcej świty) można ją było jeść stojąc. To wszystko okraszone pokazem tańców tatarskich w wykonaniu młodzieżowego zespołu Buńczuk.
Dżenneta Bogdanowicz na nogach jest od 6 rano. Przejęcia nie ukrywa, ale pierwsze nerwy już minęły.
- Największy stres był w poniedziałek, kiedy zjechali się "borowcy" i przedstawiciele księcia Karola, żeby ocenić warunki i sprawdzić, czy wszystko jest dopięte jak należy. Do tego nieustannie dzwoniły jakieś media i wypytywały, co będzie w garnkach. Istne szaleństwo. W ogóle nie do końca docierało do mnie, że książę Karol lada chwila tu będzie. Zwłaszcza że o tym, że to będzie akurat on, dowiedzieliśmy się niespełna miesiąc temu, i to nieoficjalnie - opowiada Dżenneta Bogdanowicz.
Ranga VIP-a sprawiła, że każdy kąt, każde okno w Jurcie wypucowała na błysk, na wieszakach przyszykowała dla całej rodziny odświętne ubranie.
- Wiadomo, że dzień jest wyjątkowy, ale na wizytę u kosmetyczki w tym zamieszaniu nie było czasu - przyznaje się specjalistka od tatarskiego jadła.
Kiedy w jej jurcie roznosi się zapach pierekaczewnika i drożdżówki, pod zabytkowym meczetem gromadzą się mieszkańcy Kruszynian i przedstawiciele tamtejszej Muzułmańskiej Gminy Wyznaniowej. To tu książę Karol skieruje na początku swe kroki. Jak mówił tuż przed przyjazdem zacnego gościa mufti Tomasz Miśkiewicz - to zaszczyt dla społeczności tatarskiej, ale i okazja do zapoznania się z bogatą tatarską kulturą, historią i kuchnią.
- To przyjemność, że taka osoba przyjeżdża do Kruszynian. Wizyta jest kurtuazyjna, bez afiszowania - dlatego nie szykujemy żadnego wyjątkowego prezentu. Ale mamy przygotowany plakat z logo naszej gminy i mamy nadzieję, że książę Karol się na nim podpisze. Na pewno wizyta przyniesie rozgłos i Kruszynianom, i kulturze tatarskiej - choć i tak ludzie z całej Europy wiedzą, że warto nas odwiedzić - opowiada Bronisław Talkowski, przewodniczący Muzułmańskiej Gminy Wyznaniowej w Kruszynianach.
Kiedy wraz z przedstawicielami gminy i kilkunastoma fotoreporterami czeka na przyjazd gościa przed meczetem, wzdłuż głównej drogi gromadzą się zaciekawieni mieszkańcy i przyjezdni (choćby z Białegostoku). W sumie z 200 osób. Niemal każdy z aparatem cyfrowym lub przynajmniej ustawionym w gotowości telefonem komórkowym. Wyczekiwanie skracają sobie rozmową.
- Dziewczyny, mówię wam, jak on przyjedzie i wyjdzie z samochodu, to ja zemdleję - ekscytuje się energiczna trzydziestolatka.
- A ma być sam. Kamila nie przyjedzie. W telewizji mówili, że kręgosłup ją boli. Ale może nie ma się co dziwić, przecież wiadomo, że Podlasie jest dla twardych babek, a nie księżniczek - dodaje jej koleżanka.
Mimo chłodu i zniecierpliwienia - książę Karol miał być około godz. 14, a przyjechał 30 minut później - wszyscy czekają, żartując. I wreszcie... Policja prosi ludzi, by zrobili miejsce na przejazd rządowych samochodów.
- Jest! Brawo! Brawooo! - rozlega się z ust mieszkańców. W ruch idą aparaty w komórkach, książę Karol macha z auta. Przed meczetem wita się z przedstawicielami Muzułmańskiej Gminy Wyznaniowej i muftim Tomaszem Miśkiewiczem. Nie stroni też od kontaktu z mieszkańcami. W zabytkowym meczecie spędza kilkanaście minut, po czym spacerkiem zmierza do Jurty, by skosztować tatarskich przysmaków.
- Czy pani mieszka w Kruszynianach? A ty? Czy masz dzisiaj wolne w szkole? Gdzie tu jest najbliższa szkoła? - dopytuje mijanych ludzi, uśmiechając się serdecznie.
- Miły starszy pan. Nawet udało mi się zrobić zdjęcie. Będzie się można w rodzinie pochwalić - komentuje jedna z "fanek".
Za chwilę książę znika za drzwiami Tatarskiej Jurty. Z Podlasia wyjeżdża po południu.
Czekamy na opinie
Czy wizyta księcia Karola wpłynie pozytywnie na wizerunek i promocję województwa podlaskiego? Czekamy na opinie pod nr. tel. 085 74 78 158, 0800 80 80 30 i adresem mailowym: redakcja@bialystok.agora.pl
- 14 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
11 głosów
-
Ekologiczno-etniczny książę
wybitniemadry
16.03.10, 22:08
cholerny pasozyt, wiekszosc zycia chodzacy po lakach ubrany w sukienke i malujacy akwarele»
-
Ekologiczno-etniczny książę
cezar85
16.03.10, 22:54
Lizecie mu w tym artykule jakby byl królem»
-
Ekologiczno-etniczny książę
framberg
17.03.10, 01:21
Ciekawie wgląda dochodowość dóbr księcia. Zachęcał mieszkańców do budownictwaz miejscowych materiałów, do produkcji głównie na lokalny rynek, do tworzeniamałych, rodzinnych przedsiębiorstw. »
Najczęściej czytane24 htydzień




więcej zdjęć