Kara dla lekarza prowokatora

Agnieszka Domanowska, bdc
2010-03-19 , aktualizacja: 19.03.2010 19:10
A A A Drukuj
Trzyletni zakaz wykonywania zawodu - to wyrok, jaki wydał olsztyński sąd lekarski w sprawie białostockiego kardiochirurga Wojciecha S.
Pieniądze
Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja
Pieniądze
SERWISY
Koledzy lekarze zarzucali skazanemu w piątek Wojciechowi S. naruszenie etyki zawodowej. W 2006 roku zorganizował prowokację przeciwko swojemu ówczesnemu przełożonemu. Pracujący w klinice kardiochirurgii skazany, chcąc zemścić się na swoim szefie za to, że nie przyjął go na kardiochirurgiczną specjalizację, wynajął osoby z warszawskiego półświatka, które miały mu wręczyć łapówkę. Za usługę miał im zapłacić 20 tys. zł. Równocześnie o ordynatorze łapowniku zawiadomił policjantów ds. walki z korupcją. W 2005 r. był to nowo powołany wydział i na gwałt potrzebował sukcesów.

S. po akcji nie do końca się rozliczył. Zapłacił 15 tys. zł, odmawiając wypłaty reszty. Wtedy warszawiacy się zdenerwowali i o całej sprawie opowiedzieli dziennikarzom TVN oraz prokuraturze. Mówili o tym, dlaczego dawali łapówkę akurat temu lekarzowi, że ta nie trafiła do jego ręki, a została zostawiona na biurku, jak S. instruował policjantów, a ci później ustalali wspólny przebieg wydarzeń i sami pisali zeznania świadkom, by wszystko pasowało do siebie.

Na podstawie tych opowieści w krakowskiej prokuraturze wszczęto śledztwo w sprawie prowokacji i oskarżono w nim policjantów organizujących akcję, osoby wręczające łapówkę (które przyznają się do wszystkiego) oraz Wojciecha S.

Sąd lekarski już raz ukarał za to prowokatora. W 2007 roku w Białymstoku wydano wyrok, który pozbawił go prawa wykonywania zawodu na półtora roku. Wojciech S. jednak odwołał się od tej decyzji i całe postępowanie przeprowadzono jeszcze raz, tym razem w Olsztynie. Niestety, wyrok nie jest prawomocny. Jak udało się nam dowiedzieć, zapadł on dość niespodziewanie, ponieważ S. kilka razy nie stawiał się na lekarskie postępowania sądowe. Na ostatnie posiedzenie dostarczył zwolnienie lekarskie. Na jego nieszczęście nie było ono wystawione przez lekarza sądowego i rozprawa się odbyła pod jego nieobecność. Wyrok również zapadł bez niego.

- To on się odwołał od poprzedniego wyroku, licząc, że będzie łagodniejszy. Tymczasem jest on zdecydowanie surowszy. Ciekaw jestem czy teraz się też odwoła - zastanawia się profesor Jan Stasiewicz z Okręgowej Izby Lekarskiej w Białymstoku.

Docent Tomasz Hirnle, który kilka tygodni temu został uniewinniony prawomocnym wyrokiem, nie ukrywał zadowolenia.

- Wydaje mi się, że rzeczywiście powoli samorząd lekarski zaczyna wyraźnie odcinać się od tego typu metod, jakimi są prowokacje. Myślę, że to dobry znak, bo takie zachowanie, do jakiego nie raz posuwał się ten pan, nie może pozostać bezkarne. Może taki wyrok przerwie pasmo jego niszczycielskiej działalności, bo tak naprawdę w dużej mierze ucierpieli na tym nie tylko ludzie z naszego środowiska, ale przede wszystkim pacjenci - mówił w rozmowie z "Gazetą" Hirnle.

Prowokacja na kardiochirurgu to niejedyne przewinienie S. Opowiedział dziennikarzom "Gazety Polskiej", że w szpitalu klinicznym usypiano pacjentów thiopentalem. Anestezjolodzy mieli pobierać ich organy do przeszczepów. Ta sprawa również trafiła do sądu lekarskiego, tym razem w Lublinie. 20 maja 2009 roku tamtejszy sąd zakazał mu wykonywania zawodu przez pół roku. Ten wyrok również nie był prawomocny. S. się odwołał i sprawa nadal jest w toku.

Jego rewelacje odnośnie afery z narządami nie miały nic wspólnego z rzeczywistością, ale w Białymstoku drastycznie zmalała liczba przeszczepów. Zdaniem białostockiej prokuratury jednak Wojciech S. nie popełnił przestępstwa, bo nie ukrywał, że to niesprawdzone informacje.

Suchej nitki na Wojciechu S. nie zostawił w swoim wywiadzie-rzece, wydanym krótko przed śmiercią, minister zdrowia w rządzie PiS Zbigniew Religa ("Człowiek z sercem w dłoni", wyd. Prószyński i S-ka). Mówił: "Najgorsza rzecz, jaka spotkała polską transplantologię, wyszła od lekarzy. Od tego drania skończonego, nie obawiam się użyć tych słów, od tego zwyrodnialca z Białegostoku. (...) Zresztą to nie pierwsze świństwo, jakie zrobił. Przy pomocy wynajętych ludzi przygotował prowokację, która miała zniszczyć jego szefa. Liczył, że zajmie jego miejsce. Na szczęście docent Tomasz Hirnle się obronił, choć spędził jakiś czas w areszcie. (...) Ziobro popełnił błąd, wierząc doktorowi Wojciechowi S. i nadając tej sprawie bieg. Karygodnym błędem było to, że ta sprawa trafiła z resortu do mediów".

Podziel się

  • 11 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    12 głosów

  • Kara dla lekarza prowokatora ya-nek 20.03.10, 23:10

    Marny konowal, szmaciarz doktor S. trafil na niedouczonego prawnika Ziobre. No i sprawa sie rozwinela...»

  • Kara dla lekarza prowokatora czepny 20.03.10, 23:19

    Prowokacja jak u Mariusza Kamińskiego, tylko ze tamten dostał order od rezydenta.»

  • Kara dla lekarza prowokatora maureen2 23.03.10, 06:10

    izba lekaraska tak jak izba rzemieślnicza dba o interes swoich czlonków, a pacjent nie jest członkiem izby,tak jak klient nie jest członkiem cechu szewców,więc korzyśc pacjenta czy »