Odlot nad Kaczym Dołkiem

Joanna Klimowicz
2010-03-19 , aktualizacja: 19.03.2010 19:12
A A A Drukuj
Chcą rozkręcić swoje osiedle. Zapraszają do współpracy każdego suwalskiego aktywistę z Kaczego Dołka, który zechce rozejrzeć się po tym pięknym przełaju, zanim wystartuje sprintem z projektowych bloków
Inicjatywa 'Kaczy Dołek'. Suwałki
Fot. materiały organizatora
Inicjatywa 'Kaczy Dołek'. Suwałki
Kto? Nieformalna kilkunastoosobowa grupa mieszkańców i sympatyków okolic Kaczego Dołka - malowniczej sadzawki na osiedlu Północ I w Suwałkach. Zawiązała się w październiku ub.r. z inicjatywy m.in. członków różnych stowarzyszeń: Nie po drodze, Pastwisko.org i Fundacji Miasto. Założyciele pomysł mają przedni. Wręcz wzorcowy dla mieszkańców osiedli - małych ojczyzn - w caluteńkim kraju, jak długi i szeroki. Nie czekając na administrację, samorząd czy kogokolwiek innego, chcą sami zrobić coś dla siebie i innych.

Najpierw marzanna, potem kupy i piknik

Właśnie zabierają się do pracy. Ale żadnych chaotycznych ruchów! Solidnie się przygotowali, opracowując "Lot nad Kaczym Dołkiem" - diagnozę środowiska lokalnego. Zebrali dane statystyczne dostępne w suwalskim magistracie, przeprowadzili wywiady z przedstawicielami instytucji oraz ankiety z osobami spędzającymi wolny czas na 2-hektarowym zielonym terenie wokół stawu (w kształcie serca zresztą). Co im z tego wyszło? Ano że statystyczny spacerowicz spędza czas z dzieckiem, wnukiem lub z całą rodziną, ceni zieleń i dobrą zabawę, chce lepszego chodnika i placu zabaw. Mimo iż deklaruje, że kontakt z innymi spacerowiczami nie jest dla niego ważny (zaledwie 23 proc. badanych), chętnie wziąłby udział w we wspólnym lepieniu bałwana, puszczaniu latawców czy wiosennym pikniku rodzinnym. Włączenie się w organizację takiego pikniku deklaruje nawet 15 proc. ankietowanych osób.

I jesteśmy w domu! Diagnoza miała pomóc miłośnikom Kaczego Dołka w "rozpoznaniu terenu", a właściwie potrzeb, oczekiwań, marzeń mieszkańców. I pomogła.

- Uświadomiła nam, że możemy sobie wymyślać imprezy integracyjne, kulturalne, ale dla mieszkańców ważne jest też to, by sprzątać psie kupy. Cieszę się, że ludzie mówili nam o tym wprost. Cóż, trzeba czasem pochylić się i nad śmierdzącą rzeczą. Po to, by na rodzinnym pikniku spokojnie mieć gdzie rozłożyć kocyk - śmieje się "tutejszy" Wojciech Pająk z Pastwiska.org. - Co dalej? Problemem wszystkich animatorów działających w środowisku blokowisk jest tymczasowość akcji, a ratunkiem jest obudzenie w ludziach ducha obywatelskiego. Ziarno zostało zasiane, teraz je podlewamy. Myślę, że się uda. Ustaliliśmy, że w najbliższą niedzielę społecznie utopimy marzannę i odtańczymy ostatnie tango z zimą.

Życie jak w Madrycie

Czy się uda? Niech odpowiedzą reakcje mieszkańców na wcześniejsze, okazjonalne imprezy, organizowane z wolontariuszami i artystami przez Stowarzyszenie Aktywności Społeczno-Artystycznej "Nie po drodze". Wspomina je animator Krzysztof Dziemian:

W sierpniu 2006 r. przy spontanicznym udziale dzieci, podzielonych na dwa klany - oczywiście Montecchich i Capulettich - przeprowadziliśmy akcję teatralną "Romeo i Julia". Wtedy ponoć Kaczy Dołek uznany był za miejsce nieodpowiednie do przebywania po zmroku. Akcja skończona, Capulettich z Montecchimi udało się pogodzić, próbujemy sprzątać, a tam pełna sjesta jak w Madrycie! Ludzie widząc, że coś się dzieje, przyszli oglądać akcję teatralną, tłumy wokoło i na balkonach, z leżakami, taboretami, koszykami z owocami czy kompotem dla dzieci. I zostali na miejscu. Po prostu siedzieli i rozmawiali ze sobą.

Trzeci rok naszej obecności na Kaczym Dołku. Warsztaty świetnie idą, tłum dzieciaków, rodziców i dziadków, chętni na szczudła czekają w kolejce. Nadchodzi noc, zostajemy w rozstawionym na potrzeby warsztatów indiańskim tipi. Nagle jakieś krzyki, hałasy na zewnątrz. W odwiedziny przychodzi trzech 30-latków pod znacznym wpływem napojów chmielowych, z puszkami w rękach. Mieszkają tuż obok, na Szymanowskiego, od urodzenia. Potem szkoła, praca - takie życie. Mówią nam, że zazdroszczą dzieciakom, że ktoś (my) takie im fajne rzeczy organizuje, że oni tak nie mieli. Dobrej nocy, do zobaczenia, takie życie...

Następnego dnia pani z pobliskiego bloku, mama małej Kasi, przynosi nam kopiasty talerz ziemniaków i pieczonego kurczaka. Jemy w promieniach letniego słońca, siedząc na trawie pomiędzy blokami. Myślimy sobie, na co nam Paryże i Szanghaje, skoro tu na swoim tak pięknie i jeszcze ludzie tacy dobrzy...

Dla Gazety

Katarzyna Łotowska, Ośrodek Wspierania Organizacji Pozarządowych: - To, co oni robią, można śmiało nazwać budowaniem społeczeństwa obywatelskiego, ale to taki trochę sztywny termin. Lepiej brzmi: integrowanie, animowanie lokalnego środowiska. Aby się to udało, oprócz grupy zapaleńców, potrzeba: trochę szczęścia, trochę środków, dużo wytrwałości. Niewiele jest takich inicjatyw w województwie podlaskim, a szkoda. One zawsze owocują pączkowaniem pomysłów - bo ci, co na początku tylko korzystają, z czasem włączają się w działania. I ludziom po prostu żyje się lepiej.

Czekamy na opinie

Może na Twoim osiedlu dzieją się równie ciekawe rzeczy? Przyślij informację i zdjęcie na adres: redakcja@bialystok.agora.pl ], podziel się opinią także pod nr tel. 0 800 80 80 30

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy