Święta w Łapach nie będą aż tak smutne
2010-03-29
, aktualizacja: 29.03.2010 19:31
Rodzina Rząsów jeszcze w niedzielę myślała, że na świątecznym stole postawi jedynie garnek z chudą zupą. W poniedziałek od Wyższej Szkoły Administracji Publicznej w Białymstoku otrzymała prezent - 40-kilogramową paczkę z żywnością. Uczelnia taką świąteczną niespodziankę sprawiła 40 najuboższym rodzinom z Łap
ZOBACZ TAKŻE
- Urząd sięgnął po bezrobotnych w Łapach (05-04-10, 18:22)
- Życie, które boli (02-04-10, 18:05)
- Łapy do adopcji. Czytelnicy Gazety pomagają (14-02-10, 18:45)
- Po śniadaniu córka będzie mogła zjeść czekoladę czy ciastka, a ja usiądę wygodnie w fotelu i napiję się dobrej kawy. To będzie wyjątkowo spokojna Wielkanoc - planuje, szlochając ze szczęścia, czterdziestokilkuletnia Elżbieta Rząsa, która samotnie wychowuje 14-letnią córkę. - Ta paczka z żywnością to dar od Boga.
Żyją z alimentów na dziecko (300 zł) i zasiłku (150 zł - na leki, 200 zł - dotacji na mieszkanie, 33 zł - zasiłek okresowy). Pani Elżbieta od wielu lat choruje na tyle poważnie, że żaden zakład pracy w okolicy nie chce jej zatrudnić, ale nie wystarczająco, by ZUS przyznał jej rentę. Latem i jesienią próbuje ratować sytuację materialną rodziny, zbierając, a następnie sprzedając owoce leśne i grzyby. Zimą jest zdana tylko na opiekę społeczną. Obiecano jej przed świętami prace społecznie użyteczne, ale nie dostała ich.
Gdy już myślała, że to będą kolejne smutne święta, okazało się że Wyższa Szkoła Administracji Publicznej w Białymstoku zafundowała jej oraz 39 innym rodzinom z Łap paczki żywnościowe. Zapakowane w jednakowych kartonach: olej, mąka, cukier, kawa, herbata, słodycze, kasza, konserwy rybne i mięsne - za prawie 400 zł każda.
Najbardziej potrzebujące rodziny wytypowali pracownicy Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Łapach. Wczoraj pomoc dotarła do Łap.
Pakują żywność, gdzie się da
Jedni po odbiór darów przyjeżdżają starymi rowerami składakami, inni - z pożyczonymi sklepowymi koszami na kółkach, a nawet z taczkami prosto z budowy. Jeszcze inni na pomoc wzywają znajomych z samochodami. Dzielą przyznaną im żywność do mniejszych kartonów, reklamówek, torebek, kieszeni. Bo udźwignąć całego kartonu nie sposób. Niektórym pomocą służy nasz fotoreporter.
A wszystko to ma miejsce przy ul. Głównej 50 w Łapach. To tam studenci uczelni rozdają paczki na święta. Radosne zamieszanie trwa dobre dwie godziny.
- Widać zaskoczenie na twarzach mieszkańców. Nie ukrywają radości, my również - przyznaje Karol Sakowicz, student II roku administracji we WSAP w Białymstoku.
- Po paczki przychodzą zarówno starsi ludzie, jak i matki z malutkimi dziećmi na rękach. Są bardzo wdzięczni. Dziękują nam. Miło... - wtóruje mu Karol Rutkowski, student III roku tego samego kierunku.
Zapasów starczy na długo
Karton wypełniony jedzeniem odebrał także pan Kazimierz, który przez 40 lat pracował w Zakładach Naprawczych Taboru Kolejowego w Łapach. Gdyby zakłady nie upadły, to za dwa lata byłby na emeryturze. Jego żona również jest bezrobotna. Na utrzymaniu mają dwoje nastoletnich dzieci.
- Nie wiem, jak my jeszcze żyjemy. Kuroniówka wystarcza tylko na opłaty. Skąd mamy jedzenie? Trochę opieka społeczna, sąsiedzi, rodzina... - wylicza pan Kazimierz. To właśnie on po swoją paczkę przyszedł z pożyczoną od znajomego z budowy taczką.
- Jestem bardzo wdzięczny uczelni i szczęśliwy. Niewątpliwie ozdobą naszego świątecznego stołu będą konserwy mięsne, żona zrobi sałatkę warzywną, a dla dzieci będą słodycze... W imieniu mojej rodziny - dziękuję. Zapasy starczą na długo - cieszy się pan Kazimierz.
Halina Wyszyńska, niegdyś pielęgniarka, a obecnie rencistka, po karton z żywnością przyszła wraz z nastoletnim synem i mężem - zwolnionym z ZNTK. Chorą na nowotwór 15-letnią córkę Monikę zostawili w domu. Dziś dziewczynka ma stawić się w szpitalu.
- Mamy już jedzenie. Gdyby jeszcze córkę lekarze wypuścili na święta... To byłaby wspaniała Wielkanoc - marzy pani Halina.
Wyszyńscy sądzili, że sami udźwigną paczkę żywieniową ufundowaną przez WSAP. Nie dali rady. Nasz fotoreporter zawiózł im ją do domu.
- To wspaniała inicjatywa. Dzięki niej 40 rodzin choć na chwilę zapomni o biedzie i swoich problemach. Będą mieli spokojne święta - cieszy się Katarzyna Żukowska-Koc z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej Łapach.
Łapy bez pracy i pieniędzy
Dotychczas swoje wsparcie finansowe oferowały niewielkie firmy z Krakowa, Warszawy, Poznania i Szczecina. Ale prawdziwą pomoc niosły osoby prywatne z całego kraju. Często anonimowi darczyńcy odezwali się po przeczytaniu tekstu "Całe Łapy siedzą głodne", który ukazał się w lutym na gospodarczych stronach "Gazety". To głównie oni dzwonią do nas i pytają, jak mogą pomóc ubogim mieszkańcom gminy.
Po zlikwidowaniu Cukrowni "Łapy" i Zakładów Naprawczych Taboru Kolejowego ponad tysiąc osób zostało bez pracy i pieniędzy. Co druga rodzina w tym 25-tysięcznym miasteczku nie ma z czego żyć. Dotąd pomocy doczekało się co najmniej sto rodzin, wczoraj - kolejnych 40. A jedna wkrótce rozpocznie nowe życie w Krakowie. Jeden z tamtejszych biznesmenów obiecał im pomoc w znalezieniu pracy i mieszkania oraz wsparcie finansowe do czasu, aż małżeństwo stanie na nogi.
Żyją z alimentów na dziecko (300 zł) i zasiłku (150 zł - na leki, 200 zł - dotacji na mieszkanie, 33 zł - zasiłek okresowy). Pani Elżbieta od wielu lat choruje na tyle poważnie, że żaden zakład pracy w okolicy nie chce jej zatrudnić, ale nie wystarczająco, by ZUS przyznał jej rentę. Latem i jesienią próbuje ratować sytuację materialną rodziny, zbierając, a następnie sprzedając owoce leśne i grzyby. Zimą jest zdana tylko na opiekę społeczną. Obiecano jej przed świętami prace społecznie użyteczne, ale nie dostała ich.
Gdy już myślała, że to będą kolejne smutne święta, okazało się że Wyższa Szkoła Administracji Publicznej w Białymstoku zafundowała jej oraz 39 innym rodzinom z Łap paczki żywnościowe. Zapakowane w jednakowych kartonach: olej, mąka, cukier, kawa, herbata, słodycze, kasza, konserwy rybne i mięsne - za prawie 400 zł każda.
Najbardziej potrzebujące rodziny wytypowali pracownicy Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Łapach. Wczoraj pomoc dotarła do Łap.
Pakują żywność, gdzie się da
Jedni po odbiór darów przyjeżdżają starymi rowerami składakami, inni - z pożyczonymi sklepowymi koszami na kółkach, a nawet z taczkami prosto z budowy. Jeszcze inni na pomoc wzywają znajomych z samochodami. Dzielą przyznaną im żywność do mniejszych kartonów, reklamówek, torebek, kieszeni. Bo udźwignąć całego kartonu nie sposób. Niektórym pomocą służy nasz fotoreporter.
A wszystko to ma miejsce przy ul. Głównej 50 w Łapach. To tam studenci uczelni rozdają paczki na święta. Radosne zamieszanie trwa dobre dwie godziny.
- Widać zaskoczenie na twarzach mieszkańców. Nie ukrywają radości, my również - przyznaje Karol Sakowicz, student II roku administracji we WSAP w Białymstoku.
- Po paczki przychodzą zarówno starsi ludzie, jak i matki z malutkimi dziećmi na rękach. Są bardzo wdzięczni. Dziękują nam. Miło... - wtóruje mu Karol Rutkowski, student III roku tego samego kierunku.
Zapasów starczy na długo
Karton wypełniony jedzeniem odebrał także pan Kazimierz, który przez 40 lat pracował w Zakładach Naprawczych Taboru Kolejowego w Łapach. Gdyby zakłady nie upadły, to za dwa lata byłby na emeryturze. Jego żona również jest bezrobotna. Na utrzymaniu mają dwoje nastoletnich dzieci.
- Nie wiem, jak my jeszcze żyjemy. Kuroniówka wystarcza tylko na opłaty. Skąd mamy jedzenie? Trochę opieka społeczna, sąsiedzi, rodzina... - wylicza pan Kazimierz. To właśnie on po swoją paczkę przyszedł z pożyczoną od znajomego z budowy taczką.
- Jestem bardzo wdzięczny uczelni i szczęśliwy. Niewątpliwie ozdobą naszego świątecznego stołu będą konserwy mięsne, żona zrobi sałatkę warzywną, a dla dzieci będą słodycze... W imieniu mojej rodziny - dziękuję. Zapasy starczą na długo - cieszy się pan Kazimierz.
Halina Wyszyńska, niegdyś pielęgniarka, a obecnie rencistka, po karton z żywnością przyszła wraz z nastoletnim synem i mężem - zwolnionym z ZNTK. Chorą na nowotwór 15-letnią córkę Monikę zostawili w domu. Dziś dziewczynka ma stawić się w szpitalu.
- Mamy już jedzenie. Gdyby jeszcze córkę lekarze wypuścili na święta... To byłaby wspaniała Wielkanoc - marzy pani Halina.
Wyszyńscy sądzili, że sami udźwigną paczkę żywieniową ufundowaną przez WSAP. Nie dali rady. Nasz fotoreporter zawiózł im ją do domu.
- To wspaniała inicjatywa. Dzięki niej 40 rodzin choć na chwilę zapomni o biedzie i swoich problemach. Będą mieli spokojne święta - cieszy się Katarzyna Żukowska-Koc z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej Łapach.
Łapy bez pracy i pieniędzy
Dotychczas swoje wsparcie finansowe oferowały niewielkie firmy z Krakowa, Warszawy, Poznania i Szczecina. Ale prawdziwą pomoc niosły osoby prywatne z całego kraju. Często anonimowi darczyńcy odezwali się po przeczytaniu tekstu "Całe Łapy siedzą głodne", który ukazał się w lutym na gospodarczych stronach "Gazety". To głównie oni dzwonią do nas i pytają, jak mogą pomóc ubogim mieszkańcom gminy.
Po zlikwidowaniu Cukrowni "Łapy" i Zakładów Naprawczych Taboru Kolejowego ponad tysiąc osób zostało bez pracy i pieniędzy. Co druga rodzina w tym 25-tysięcznym miasteczku nie ma z czego żyć. Dotąd pomocy doczekało się co najmniej sto rodzin, wczoraj - kolejnych 40. A jedna wkrótce rozpocznie nowe życie w Krakowie. Jeden z tamtejszych biznesmenów obiecał im pomoc w znalezieniu pracy i mieszkania oraz wsparcie finansowe do czasu, aż małżeństwo stanie na nogi.
- 1 komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy
-
Święta w Łapach nie będą aż tak smutne
zibi45be
30.03.10, 07:51
mY Soridarny lud podlasia slemy wyrazy wspolczucia. O wielkosci tego gestu niepowie liczba komentarzy do artykulu.»




