Którędy na Bobrowniki? Tiry w opałach
09.02.2012
, aktualizacja: 09.02.2012 19:43
Przekleństwa w różnych językach można było usłyszeć od tirowców, którzy nie wiedzieli, jak poruszać się w okolicach przebijanej właśnie ulicy Piastowskiej. Dopiero teraz magistrat zlecił ustawienie tablic
ZOBACZ TAKŻE
- Ktoś ukradł znaki z Piastowskiej? A tiry nadal w opałach (16-03-12, 20:00)
Przebudowa ulicy Piastowskiej w okolicach ulicy Towarowej i Piasta zaczęła się w ubiegłym roku, na okres zimowy prace przerwano. Przez te kilka miesięcy nikt nie myślał o tym, jak bez oznaczeń radzić sobie mają zagraniczni tirowcy, którzy nie znają miasta.
Mieszkańcy informują, że jeszcze kilka dni temu obserwowali dziwne sytuacje, kiedy ciężarówki z wielkimi naczepami lawirowały w wąskich osiedlowych uliczkach.
- Na ulicy Piasta, tuż przed przejazdem kolejowym, gdzie zaczyna się Włościańska, czyli na Pieczurkach, szedłem sobie chodnikiem, na którym stał tir. Obok niego - ewidentnie nieszczęśliwy, drapiący się po głowie kierowca. Ciemnoskóry pan najprawdopodobniej w tureckim swetrze. Od razu zorientowałem się o co chodzi - opowiada pan Wojciech, który w tym tygodniu napisał do redakcji. - Podchodzę doń, pan coś do mnie mówi. Jak później okazało się, po arabsku. No cóż... Tym razem trudny przypadek. Wiecie, jak trudno jest wytłumaczyć Marokańczykowi niemówiącemu w żadnym europejskim języku, że ma pojechać dalej prosto, za sklepem ma pętlę autobusową, na której ma szanse zawrócić, potem z powrotem do świateł i tam w lewo na Bobrowniki? O niebo łatwiej jest to samo powiedzieć po rosyjsku. Z Litwinami jest już pewien problem.
Czytelnik przyznaje, że najłatwiej sprawa się ma z polskimi i białoruskimi kierowcami.
- Kierowcy polscy mają zupełnie dobrze. Nie dość, że potrafią bez przeszkód dogadać się z pierwszą napotkaną osobą, to jeszcze na gorąco mogą wyładować swoją złość, sypiąc przekleństwami i soczyście dzieląc się swoją opinią na temat polskich dróg, drogowców, zimy czy cen paliw. Skąd to wszystko wiem? Mieszkam na Pieczurkach. Nieważne, czy jedziesz ulicą Piastowską i chcesz dotrzeć do Kuźnicy lub Warszawy, czy jedziesz Towarową, a celem twym są Bobrowniki. Nie ma ani jednego drogowskazu, który mógłby naprowadzić wszystkich tych biednych kierowców na właściwą drogę - napisał białostoczanin.
Tiry można było zobaczyć między domkami jednorodzinnymi na Pieczurkach, przy blokach na ulicy Sybiraków, przy Dolistowskiej.
- Co musi czuć kierowca wielkiej, trzydziestotonowej ciężarówki, który jedzie z Madrytu do Moskwy, a dojeżdża do skrzyżowania wyraźnie remontowanego, gdzie nie dostaje żadnych wskazówek? Jadąc Towarową, najbardziej logicznie jest pojechać prosto i wjechać w wąską uliczkę, gdzie po przejechaniu stu metrów już wiesz, że nie tędy na Białoruś. Już wiesz, że nacisk osi twojego pojazdu jest tak duży, że pierwszy spotkany radiowóz wlepi mandat. Już wiesz, że trzeba było w prawo. Już wiesz, że na to za późno. Już wiesz, że nie ma gdzie zawrócić, a im głębiej wjedziesz, tym większa szansa, że nie zmieścisz się w następnym, osiedlowym już zakręcie, blokując cały ruch, co jeszcze bardziej uplastycznia obraz radiowozu i bloczku mandatowego - komentuje pan Wojciech.
Ale dobra wiadomość jest taka, że magistrat właśnie zlecił oznaczenie drogi. W czwartek można już było zaobserwować zamontowane tabliczki.
- Choć budowa jest w tej chwili zamknięta, właśnie wydaliśmy takie polecenie. To wykonawca odpowiada za to, co się dzieje na tym odcinku - mówi Bożena Zawadzka, zastępca dyrektora zarządu dróg i inwestycji miejskich w magistracie. Jak do tego doszło, że w końcu ktoś się zreflektował? - Nasz inspektor, jadąc tamtędy, sam się trochę pogubił i widział też sporo ciężarówek z obcymi rejestracjami - wyjaśnia Zawadzka.
Mieszkańcy informują, że jeszcze kilka dni temu obserwowali dziwne sytuacje, kiedy ciężarówki z wielkimi naczepami lawirowały w wąskich osiedlowych uliczkach.
- Na ulicy Piasta, tuż przed przejazdem kolejowym, gdzie zaczyna się Włościańska, czyli na Pieczurkach, szedłem sobie chodnikiem, na którym stał tir. Obok niego - ewidentnie nieszczęśliwy, drapiący się po głowie kierowca. Ciemnoskóry pan najprawdopodobniej w tureckim swetrze. Od razu zorientowałem się o co chodzi - opowiada pan Wojciech, który w tym tygodniu napisał do redakcji. - Podchodzę doń, pan coś do mnie mówi. Jak później okazało się, po arabsku. No cóż... Tym razem trudny przypadek. Wiecie, jak trudno jest wytłumaczyć Marokańczykowi niemówiącemu w żadnym europejskim języku, że ma pojechać dalej prosto, za sklepem ma pętlę autobusową, na której ma szanse zawrócić, potem z powrotem do świateł i tam w lewo na Bobrowniki? O niebo łatwiej jest to samo powiedzieć po rosyjsku. Z Litwinami jest już pewien problem.
Czytelnik przyznaje, że najłatwiej sprawa się ma z polskimi i białoruskimi kierowcami.
- Kierowcy polscy mają zupełnie dobrze. Nie dość, że potrafią bez przeszkód dogadać się z pierwszą napotkaną osobą, to jeszcze na gorąco mogą wyładować swoją złość, sypiąc przekleństwami i soczyście dzieląc się swoją opinią na temat polskich dróg, drogowców, zimy czy cen paliw. Skąd to wszystko wiem? Mieszkam na Pieczurkach. Nieważne, czy jedziesz ulicą Piastowską i chcesz dotrzeć do Kuźnicy lub Warszawy, czy jedziesz Towarową, a celem twym są Bobrowniki. Nie ma ani jednego drogowskazu, który mógłby naprowadzić wszystkich tych biednych kierowców na właściwą drogę - napisał białostoczanin.
Tiry można było zobaczyć między domkami jednorodzinnymi na Pieczurkach, przy blokach na ulicy Sybiraków, przy Dolistowskiej.
- Co musi czuć kierowca wielkiej, trzydziestotonowej ciężarówki, który jedzie z Madrytu do Moskwy, a dojeżdża do skrzyżowania wyraźnie remontowanego, gdzie nie dostaje żadnych wskazówek? Jadąc Towarową, najbardziej logicznie jest pojechać prosto i wjechać w wąską uliczkę, gdzie po przejechaniu stu metrów już wiesz, że nie tędy na Białoruś. Już wiesz, że nacisk osi twojego pojazdu jest tak duży, że pierwszy spotkany radiowóz wlepi mandat. Już wiesz, że trzeba było w prawo. Już wiesz, że na to za późno. Już wiesz, że nie ma gdzie zawrócić, a im głębiej wjedziesz, tym większa szansa, że nie zmieścisz się w następnym, osiedlowym już zakręcie, blokując cały ruch, co jeszcze bardziej uplastycznia obraz radiowozu i bloczku mandatowego - komentuje pan Wojciech.
Ale dobra wiadomość jest taka, że magistrat właśnie zlecił oznaczenie drogi. W czwartek można już było zaobserwować zamontowane tabliczki.
- Choć budowa jest w tej chwili zamknięta, właśnie wydaliśmy takie polecenie. To wykonawca odpowiada za to, co się dzieje na tym odcinku - mówi Bożena Zawadzka, zastępca dyrektora zarządu dróg i inwestycji miejskich w magistracie. Jak do tego doszło, że w końcu ktoś się zreflektował? - Nasz inspektor, jadąc tamtędy, sam się trochę pogubił i widział też sporo ciężarówek z obcymi rejestracjami - wyjaśnia Zawadzka.
- 1 komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy




