A gdyby tak przegryźć marchewkę na przerwie

tuli
2009-08-24 , aktualizacja: 25.08.2009 10:47
A A A Drukuj
Zero chipsów i kalorycznych batoników. W zamian - soczyste owoce i chrupiące warzywa. Tak mają wyglądać uczniowskie przekąski, za które zapłacą wspólnie polski rząd i Unia Europejska. Niestety, do programu "Owoce w szkole", póki co nie zgłosiła się żadna z białostockich szkół

Fot.Agnieszka Sadowska / AG
Projekt będzie realizowany w nadchodzącym roku szkolnym w klasach I-III szkół podstawowych. Cel jest jasny - "Owoce w szkole" mają zachęcać uczniów do zdrowego odżywiania, tak by na przerwach między lekcjami zamiast chipsów i batoników podjadały owoce i warzywa. Do wyboru będą: jabłka, gruszki, truskawki, marchew, rzodkiewki, słodka papryka, ogórki oraz soki owocowo-warzywne.

Program koordynuje Agencja Rynku Rolnego, pieniądze na ten cel pochodzić będą ze środków unijnych. To 9,2 mln euro, plus 3 mln euro ze środków krajowych.

Zanim jednak dzieciaki na przerwach zaczną chrupać jabłka i marchewki dyrektorzy szkół muszą zgłosić do lokalnych oddziałów Agencji Rynku Rolnego, że chcą brać udział w programie. Termin składania wniosków to: do 11 września (jeśli owoce i warzywa mają być rozprowadzane w szkole w miesiącach październik-luty) lub 16 listopada (jeżeli uczniowie dostawać mają zdrowe przekąski od lutego do czerwca). W podobnych terminach do agencji mają się zgłaszać dystrybutorzy owoców i warzyw.

Mało radosne podlaskie szkoły



Choć program jest szczytny i wart uwagi - na razie do białostockiego oddziału ARR nie wpłynął ani jeden wniosek ze szkół. Zaś chęć sprowadzania owoców i warzyw wyraziło wstępnie dwóch dostawców.

- Myślę, że na brak wniosków wpłynął fakt, że są wakacje, dyrektorzy szkół przebywają na urlopach. Poza tym część spraw dotyczących tego programu została zatwierdzona przez odpowiednie resorty w sierpniu. Wierzę, że znajdą się szkoły, które zgłoszą się do programu, zwłaszcza, że od dzisiaj zaczęły urywać się telefony z pytaniami o konkrety dotyczące tego projektu. Osobiście uważam, że jest to bardzo cenny program i warto brać w nim udział - mówi Wojciech Kasjanowicz, dyrektor ARR w Białymstoku.

Żeby zachęcić dyrektorów szkół do wzięcia udziału w tym programie przedstawiciele agencji będą obecni w tym tygodniu na spotkaniach pracowników podlaskiego kuratorium oświaty z dyrektorami szkół w Suwałkach, Łomży i Białymstoku. Opowiedzą o założeniach programu oraz pomogą wypełnić wnioski. W tym tygodniu również pracownicy Agencji Rozwoju Regionalnego rozmawiać będą z potencjalnymi dostawcami owoców i warzyw.

- Jak i ile owoców rozdzielanych będzie między uczniów stanie się jasne gdy będzie wiedzieli ile szkół i ilu uczniów w naszym regionie objętych jest programem - dodaje dyrektor Kasjanowicz. Zdaniem dietetyk Małgorzaty Damięckiej "Owoce w szkole" to dobra akcja, która co roku powinna być kontynuowana.

- Każdy program, który sprawi, że ze szkolnych sklepików znikną chipsy, a z korytarzy automaty z batonikami jest godny poparcia. Takie akcje nie tylko ratują nasze dzieci przed otyłością, chorobami zębów, ale i złymi nawykami zaspokajania głodu kalorycznym sztucznym "śmieciowym" jedzeniem. Poza tym wiadomo, że wiedzę oraz nawyk zdrowego jedzenia trzeba wpajać dzieciom już od najmłodszych lat. Mam nadzieję, że z czasem taki owocowy program będzie realizowany od przedszkola po liceum - mówi dietetyczka.

"Owoce w szkole" to kolejny program, który ma zachęcić do zdrowego odżywiania. Od kilku lat w szkołach realizowana jest inna akcja zachęcająca do zdrowego odżywiania "Szklanka mleka". Warto wspomnieć, że część białostockich podstawówek (np. szkoła podstawowa nr 6 przy ul. Wesołej) zlikwidowała automaty z colą i słodyczami na szkolnych korytarzach, a w ich sklepikach pojawiły się np. jogurty.

Podziel się

  • 1 komentarz
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów