Tomasz Hajto: Wierzę, że to był wypadek przy pracy

pao
21.02.2012 , aktualizacja: 22.02.2012 00:00
A A A Drukuj
Trener Jagiellonii o popełnionych na stadionie w Kielcach błędach chce rozmawiać tylko z zawodnikami, ale podkreśla, że jego drużyna wcale tak źle, jak się to ocenia, nie grała. Nie zamierza też na nikogo krzyczeć - ani w szatni, ani na boisku; ani podczas meczu, ani po nim.
Tomasz Hajto
Fot. Paweł Małecki / Agencja Gazeta
Tomasz Hajto
Chociaż w sobotę białostoczan czeka kolejny wyjazdowy mecz - w Krakowie - po porażce 0:2 z Koroną wrócili na Podlasie. We wtorek trenowali na sztucznej murawie Miejskiego Ośrodka Szkolenia Piłkarskiego. Przeszkadzał padający śnieg i podmuchy wiatru. Ale nikt nie narzekał. Trudno jednak w takich warunkach będzie ocenić przydatność do zespołu testowanych defensorów - 17-letniego Zuraba Tevzadze, który już uczestniczył w zajęciach, i Szwajcara Mike'a Gomesa - ma się pojawić na nich w środę.

Jedenastka, która w poniedziałek nie popisała się w Kielcach odbyła tylko tzw. rozruch, po czym udała się na odnowę biologiczną do Hotelu Gołębiewski. Pozostali zawodnicy wraz z niektórymi trenerami - z Tomaszem Hajtą na czele - rywalizowali w "małej gierce". Stawką była... może lepiej tego nie pisać.

Warto podkreślić, że mimo trudnych warunków, normalnie w treningu uczestniczyli Tomasz Bandrowski i Rafał Grzyb, którzy niedawno zmagali się z urazami. Pierwszy z nich już w sobotę może zagrać z Cracovią. Drugi wyleczył kolano, ale potrzebuje pewnie trochę czasu na nadrobienie zaległości treningowych.

Z boku kolegom przyglądał się Marko Cetković.

- Boli mnie bark. W czwartek idę do lekarza i dowiem się co jest. Ani nie upadłem, ani nikt mnie nie uderzył. Po prostu kilka dni temu zaczęło boleć. Cały czas biorę leki przeciwbólowe. Nie mogę spać. Dlatego dzisiaj już nie trenuję - tłumaczył Czarnogórzec, który dość szybko nauczył się sprawnie komunikować w języku polskim.

Po treningu była okazja, aby zapytać trenera Hajtę, dlaczego Jagiellonii poszło tak źle w Kielcach.

- Wiadomo, że wszyscy są rozżaleni po takiej inauguracji. Oglądaliśmy już na video błędy, które popełniliśmy. Postanowiliśmy, że będziemy o nich rozmawiać w swoim gronie, nie będziemy tego wyciągać na zewnątrz - podkreślił od razu. - Wierzę, że to był wypadek przy pracy i następny mecz będzie wyglądał dużo, dużo lepiej.

Szkoleniowiec białostoczan nie chciał rozmawiać o szczegółach, ale odniósł się do stwierdzeń, że Jagiellonia wypadła na inaugurację wiosny bardzo słabo.

- Ludzie, którzy są negatywnie nastawieni do Jagiellonii, to wyrażają się dość nieobiektywnie. Oglądałem już ten mecz nad ranem, jak wróciliśmy. Oglądałem jeszcze raz później. Te pierwsze 20 minut wcale nie były takie złe w naszym wykonaniu. Stworzyliśmy sobie dwie stuprocentowe sytuacje. Gdybyśmy je wykorzystali, mecz wyglądałby inaczej - nie ma wątpliwości Hajto. - Ale jeżeli sytuacji się nie wykorzystuje, to potem traci się najczęściej głupią bramkę. I straciliśmy ją nie po super, pięknej akcji Korony, tylko po serii błędów. W konsekwencji przegrywaliśmy 0:1. Jak nas poprawili (jak to się mówi) po stałym fragmencie gry na 2:0, to normalne jest, że trzeba się odkryć z tyłu, aby spróbować strzelić chociaż bramkę kontaktową. A wtedy każdy rywal jest groźny, bo łatwiej mu grać. Jak jeden zespół musi atakować, to drugiemu otwierają się możliwości do gry w piłkę. Ty gonisz za piłką, bo chcesz ją szybko odzyskać, a drużyna, która prowadzi, stara się przy niej utrzymać. Kto się zna na piłce ten wie, że tak było - podkreśla były wybitny obrońca.

Może białostoczan zgubiła zbytnia pewność siebie? Po zimowych przygotowaniach trenerzy i piłkarze tryskali optymizmem.

- Dalej jestem optymistą - odpowiada Tomasz Hajto. - Co z tego, że przegraliśmy raz, jak możemy wygrać 12. Co ma powiedzieć taka Legia? Nie będziemy się linczować po jednej porażce. Mamy dobry zespół i wierzę, że w następnych meczach zagramy to, co chcemy. Nie będę wymieniał innych zespołów, ale niektóre rzeczy rodzą się w bólach i trzeba przejść drogę ciężkiej pracy. Podążamy w swoim kierunku, chcemy zrobić coś nowego, chcemy grać w piłkę i stawiać na naszych młodych chłopaków. Mogą być korekty w składzie, ale to jest normalne. Naszego kierunku nie zmienimy.

Niewypał - pierwszy występ Jagi po zimowej przerwie



W Kielcach nie zdało egzaminu m.in. ustawienie zespołu z Tomaszem Kupiszem w obronie. Kielczanie od początku starali się atakować tą stroną, bo skrzydłowy ma zupełnie inne atuty niż umiejętności w defensywie. A tak w ofensywie nie mógł się pokazać, a w tyłach był ogrywany.

- Teraz jestem mądrzejszy i ustawiłbym drużynę inaczej. Ale nie wiadomo, czy byłoby lepiej, czy gorzej. Możemy sobie gdybać - mówi Tomasz Hajto. - Biorę tę porażkę na swoje plecy. Trzeba zapomnieć o tym meczu. Dlatego już dziś zrobiliśmy odprawę po Koronie, aby nikt więcej do tego nie wracał. Szykujemy się do Cracovii.

Hajto jako piłkarz potrafił porządnie zrugać za złe zagranie. Poza boiskiem także nieraz był impulsywny. W Kielcach obserwował poczynania swoich podopiecznych w sposób stonowany. Także później na nikim z podopiecznych się nie wyładowywał, chociaż błędów w grze Jagiellonii nie brakowało - indywidualnych, zespołowych - była ich cała masa.

- To nie o to chodzi, żeby krzyczeć. Trzeba dotrzeć do nich mądrością - przekonuje trener Hajto. - Co miałem wczoraj biegać wzdłuż linii i krzyczeć tak jak trener Ojrzyński po każdym zagraniu piłkarza, przy każdym gwizdku sędziego. To tylko w naszej ekstraklasie tak się robi. Moim zdaniem na dłuższą metę to nie może nikomu pomóc.

Co jednak myślał, kiedy debiutujący w barwach Jagi Luka Gusić zachował się w polu karnym jak junior; w efekcie czego debiutant w barwach Korony, 22-letni Łukasz Jamróz, strzelił pierwszą bramkę?

- Ale co to da, że ja się zdenerwuję i będę krzyczał? - odpowiada Hajto. - Popełnił błąd, ale on był konsekwencją wcześniejszych pomyłek. Wszystko zaczęło się od wybicia piłki przez bramkarza Korony. To my mieliśmy grać z kontry, a daliśmy się skontrować po stałym fragmencie gry. Trzeba było zblokować bramkarza, a nie pozwalać mu na szybkie wybicie piłki. Potem było złe krycie z tyłu. Była jeszcze strata piłki w bocznym sektorze boiska, skąd dopiero poszło to zagranie w pole karne i błąd Gusicia. Na stratę bramki złożyło się co najmniej pięć błędów, a nie tylko jeden końcowy.

Nic nie zmienia faktu, że z obroną w Jagiellonii jest duży problem. Potęguje go to, że za żółte kartki tym razem będzie musiał pauzować Thiago Cionek - teoretycznie najlepszy obok Alexisa Norambueny obrońca białostocki. Kiedy Norambuena w Kielcach nie mógł zagrać, nie było kim go zastąpić. Za Cionka śmiało można wystawić do gry 20-letniego Tomasza Porębskiego. Ale już w połączeniu z Gusiciem obok takie ustawienie zapowiada się niebezpiecznie.

- Co mogę zrobić? - pyta Tomasz Hajto. - Nie patrzę, ile kto ma żółtych kartek. Moim zdaniem Thiago dostał ją niesłusznie. Korona w wielu momentach grała dużo, dużo bardziej agresywnie. W jednym przypadku Jovanović to powinien dostać czerwoną kartkę po faulu na Makuszewskim. Ale sędzia pokazywał tylko żółte. Cionek nie musiał dostać w ogóle kartki. Ale mamy innych piłkarzy i musimy sobie radzić z nimi. Wraca przecież Alex.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 4 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów