Jaka piękna katastrofa*
29.07.2010
, aktualizacja: 29.07.2010 23:11
Jak u Hitchcocka: zaczęło się od trzęsienia ziemi, a potem napięcie rosło. Dwa gole straciła Jagiellonia w pierwszych minutach meczu z greckim Arisem. Gola dla białostoczan zdobył Rafał Grzyb, ale to nie wystarczyło. Szanse na awans do Ligi Europejskiej topnieją
ZOBACZ TAKŻE
- Jagiellonia Białystok. Porażka w debiucie (29-07-10, 23:41)
GALERIA ZDJĘĆ
- Foto. Mecz Jagiellonia Białystok - Aris Saloniki (29-07-10, 17:15)
Czwartkowy mecz Jagiellonii z greckim Arisem Saloniki z całą pewnością można nazwać historycznym wydarzeniem. Po raz pierwszy od początku swojego istnienia białostocka drużyna wystąpiła w europejskich rozgrywkach, a dokładniej - w III rundzie eliminacyjnej do Ligi Europejskiej. Wszystko dlatego, że kilka miesięcy wcześniej - również po raz pierwszy w historii - zdobyła Puchar Polski, pokonując w finale Pogoń Szczecin.
Miasto
W ciągu dnia wśród większości białostoczan napięcie przedmeczowe jest jeszcze słabo wyczuwalne. Kawiarnie żyją swoim życiem, mieszkańcy idą do pracy, a młodzież korzysta z wakacji. O godz. 15 można jeszcze kupić bilety na mecz Jagiellonii z Arisem Saloniki. Do rozdysponowania pozostaje około 160 biletów. Nie cieszą się jednak olbrzymim zainteresowaniem. W kolejce ustawia się niezbyt liczna grupka kibiców. O ostatnich dostępnych sztukach dowiedzieli się przez internet. Mecz obstawiają różnie.
- Będzie 2:0 dla Jagiellonii - prognozuje Mariusz Walko. Na bilety czeka zaledwie 15 minut.
- Wygra Jagiellonia 1:0 - mówi Michał Perkowski. W kolejce ustawił się jeszcze przed otwarciem kasy, ostatecznie na czekaniu schodzi mu cała godzina.
Inny kibic, pan Marian, uznaje, że lepsi będą Grecy: - Szczerze? Będzie 3:1, wygra Aris - wyrokuje.
Kibice z Grecji przed południem też są niespecjalnie widoczni. Odpoczywają po podróży w białostockich hotelach, m.in. w Gołębiewskim, gdzie zatrzymali się też greccy piłkarze.
Desant z Grecji
George - ochroniarz i fotograf, przyjechał z Salonik. Jest absolutnie przekonany, że to Aris wygra mecz: - Ale 1:1 to też dobry wynik. To będzie niebezpieczny mecz, ale nasi piłkarze dadzą z siebie wszystko. Ich celem jest te 90 minut na boisku i wygrana. Jestem wielkim fanem naszej drużyny, chyba największym (śmiech). Przyjechaliśmy nie tylko z Salonik, mamy tutaj kibiców z ponad 40 miast z całej Grecji. Około 200 fanów leciało samolotem, a myślę, że mniej więcej 500 jechało samochodami. Nie wszyscy jednak zatrzymali się w Białymstoku, tylko 150. A około 300 - w Warszawie. Przyjadą na sam mecz. Zaraz po nim wyjeżdżamy jeszcze do Węgier i innych państw. Może do Słowacji? Na razie chcemy odpocząć, spróbować polskiej kuchni i przygotować się do meczu.
Jim - właściciel kawiarni, także przyjechał z Salonik: - Często jeździmy na mecze wyjazdowe i wiemy, że nasza drużyna ma duże doświadczenie. Ale wiemy też, że Jagiellonia to mocna drużyna. Słyszeliśmy też o Frankowskim. To chyba wasza gwiazda? Dzisiaj odpoczywamy, zwiedzamy, mamy zamiar pobawić się w klubach wieczorem. A po meczu jedziemy w podróż. Byliśmy już w Krakowie i tam jeszcze wrócimy, potem Słowacja, Serbia i Węgry. Jeśli chodzi o kuchnię polską, to... jemy w fast foodach.
Pandelish (pracuje w usługach) też uważa, że Aris ma większe szanse, bo ma więcej doświadczenia. Białystok mu się podoba, w szczególności centrum: - Te wszystkie kościoły i stare budynki... Ludzie są bardzo mili, a kobiety piękne, ale pogoda jest okropna. Teraz w Grecji jest 40 stopni, a tu?!
Nicolasa z Aten (pracuje w marketingu, bardzo często jeździ na mecze wyjazdowe razem z przyjaciółmi) sama podróż z Warszawy do Białegostoku bardzo zmęczyła. Ale jest zdziwiony, że lot trwał tylko dwie godziny: - O Jagiellonii wiem tyle, że macie chyba pięciu brazylijskich piłkarzy i gra u was Frankowski. Myślę, że zremisujemy.
Na rynku pod parasolem spotykamy także Kostasa Nikolaidisa. To on przywitał jako pierwszy Aris Saloniki w hotelu Gołębiewski. Wywiesił powitalny transparent, przygotował kwiaty. Nie mógł się doczekać przyjazdu drużyny, której tak gorąco kibicuje. Siedzi wraz z nowymi przyjaciółmi z Grecji, wybierając pizzę na obiad. Od czterech lat mieszka w Zamościu, gdzie ożenił się z Polką. Jest wniebowzięty z przyjazdu Arisu. Jaki wynik obstawia?
- Przyjechaliśmy tu po zwycięstwo i po meczu będziemy mieli wielki uśmiech na twarzy - nie ma wątpliwości.
Do Białegostoku razem z piłkarzami przyjechał też Cristopher z Salonik. Pełni ważną funkcję - ubiera grecką drużynę.
- Co wiem o Jagiellonii? Wiem, że ich kolory to żółty i czerwony, w końcu to jest obszar moich zainteresowań. I widzę, że mają wiernych fanów, którzy ich wspierają - przyznaje.
Kibice Jagi
I rzeczywiście - choć kibiców białostockiej drużyny przed meczem na ulicach nie było widać, to jednak działali - w domowym zaciszu - przygotowując się do wieczornego spotkania. Na internetowym forum drużyny już od ponad tygodnia mobilizowali się do przygotowywania serpentyn i konfetti. Wszystko po to, by uatrakcyjnić spotkanie i by ludzie w całej Polsce oglądający mecz w telewizji [mecz był wyświetlany w Polsacie Sport - red.] mogli zobaczyć nie tylko efektywną grę na boisku, ale i efektowną oprawę na trybunach. Pomysłów, skąd wziąć potrzebne materiały na konfetti i serpentyny, nie brakowało: rolki z kas fiskalnych, pocięte stare gazety, zeszyty - to tylko niektóre propozycje fanów Jagi. Wszyscy też zachęcali się wzajemnie do przyjścia na stadion w tradycyjnych koszulkach "pszczółkach" w żółto-czerwone pasy. Byli przekonani, że ich ukochana drużyna zagra właśnie w takich strojach.
Flagi w takich właśnie barwach od rana powiewały w centrum miasta. Przytwierdzone do rowerów, samochodów, wywieszone w oknach. Koszulka w żółto-czerwonych kolorach zawisła nawet w oknie kamienicy naprzeciwko hotelu Gołębiewski, w którym zatrzymali się greccy piłkarze.
Kiedy więc po południu zarząd klubu wydaje oświadczenie, że Jagiellończycy wybiegną na spotkanie w białych, wyjazdowych trykotach, złości nie ma końca. Decyzję taką podjął podczas przedmeczowej odprawy norweski sędzia Espen Berntsen. Trójka arbitrów wybiega na boisko w strojach czerwono-czarnych.
Miasto
W ciągu dnia wśród większości białostoczan napięcie przedmeczowe jest jeszcze słabo wyczuwalne. Kawiarnie żyją swoim życiem, mieszkańcy idą do pracy, a młodzież korzysta z wakacji. O godz. 15 można jeszcze kupić bilety na mecz Jagiellonii z Arisem Saloniki. Do rozdysponowania pozostaje około 160 biletów. Nie cieszą się jednak olbrzymim zainteresowaniem. W kolejce ustawia się niezbyt liczna grupka kibiców. O ostatnich dostępnych sztukach dowiedzieli się przez internet. Mecz obstawiają różnie.
- Będzie 2:0 dla Jagiellonii - prognozuje Mariusz Walko. Na bilety czeka zaledwie 15 minut.
- Wygra Jagiellonia 1:0 - mówi Michał Perkowski. W kolejce ustawił się jeszcze przed otwarciem kasy, ostatecznie na czekaniu schodzi mu cała godzina.
Inny kibic, pan Marian, uznaje, że lepsi będą Grecy: - Szczerze? Będzie 3:1, wygra Aris - wyrokuje.
Kibice z Grecji przed południem też są niespecjalnie widoczni. Odpoczywają po podróży w białostockich hotelach, m.in. w Gołębiewskim, gdzie zatrzymali się też greccy piłkarze.
Desant z Grecji
George - ochroniarz i fotograf, przyjechał z Salonik. Jest absolutnie przekonany, że to Aris wygra mecz: - Ale 1:1 to też dobry wynik. To będzie niebezpieczny mecz, ale nasi piłkarze dadzą z siebie wszystko. Ich celem jest te 90 minut na boisku i wygrana. Jestem wielkim fanem naszej drużyny, chyba największym (śmiech). Przyjechaliśmy nie tylko z Salonik, mamy tutaj kibiców z ponad 40 miast z całej Grecji. Około 200 fanów leciało samolotem, a myślę, że mniej więcej 500 jechało samochodami. Nie wszyscy jednak zatrzymali się w Białymstoku, tylko 150. A około 300 - w Warszawie. Przyjadą na sam mecz. Zaraz po nim wyjeżdżamy jeszcze do Węgier i innych państw. Może do Słowacji? Na razie chcemy odpocząć, spróbować polskiej kuchni i przygotować się do meczu.
Jim - właściciel kawiarni, także przyjechał z Salonik: - Często jeździmy na mecze wyjazdowe i wiemy, że nasza drużyna ma duże doświadczenie. Ale wiemy też, że Jagiellonia to mocna drużyna. Słyszeliśmy też o Frankowskim. To chyba wasza gwiazda? Dzisiaj odpoczywamy, zwiedzamy, mamy zamiar pobawić się w klubach wieczorem. A po meczu jedziemy w podróż. Byliśmy już w Krakowie i tam jeszcze wrócimy, potem Słowacja, Serbia i Węgry. Jeśli chodzi o kuchnię polską, to... jemy w fast foodach.
Pandelish (pracuje w usługach) też uważa, że Aris ma większe szanse, bo ma więcej doświadczenia. Białystok mu się podoba, w szczególności centrum: - Te wszystkie kościoły i stare budynki... Ludzie są bardzo mili, a kobiety piękne, ale pogoda jest okropna. Teraz w Grecji jest 40 stopni, a tu?!
Nicolasa z Aten (pracuje w marketingu, bardzo często jeździ na mecze wyjazdowe razem z przyjaciółmi) sama podróż z Warszawy do Białegostoku bardzo zmęczyła. Ale jest zdziwiony, że lot trwał tylko dwie godziny: - O Jagiellonii wiem tyle, że macie chyba pięciu brazylijskich piłkarzy i gra u was Frankowski. Myślę, że zremisujemy.
Na rynku pod parasolem spotykamy także Kostasa Nikolaidisa. To on przywitał jako pierwszy Aris Saloniki w hotelu Gołębiewski. Wywiesił powitalny transparent, przygotował kwiaty. Nie mógł się doczekać przyjazdu drużyny, której tak gorąco kibicuje. Siedzi wraz z nowymi przyjaciółmi z Grecji, wybierając pizzę na obiad. Od czterech lat mieszka w Zamościu, gdzie ożenił się z Polką. Jest wniebowzięty z przyjazdu Arisu. Jaki wynik obstawia?
- Przyjechaliśmy tu po zwycięstwo i po meczu będziemy mieli wielki uśmiech na twarzy - nie ma wątpliwości.
Do Białegostoku razem z piłkarzami przyjechał też Cristopher z Salonik. Pełni ważną funkcję - ubiera grecką drużynę.
- Co wiem o Jagiellonii? Wiem, że ich kolory to żółty i czerwony, w końcu to jest obszar moich zainteresowań. I widzę, że mają wiernych fanów, którzy ich wspierają - przyznaje.
Kibice Jagi
I rzeczywiście - choć kibiców białostockiej drużyny przed meczem na ulicach nie było widać, to jednak działali - w domowym zaciszu - przygotowując się do wieczornego spotkania. Na internetowym forum drużyny już od ponad tygodnia mobilizowali się do przygotowywania serpentyn i konfetti. Wszystko po to, by uatrakcyjnić spotkanie i by ludzie w całej Polsce oglądający mecz w telewizji [mecz był wyświetlany w Polsacie Sport - red.] mogli zobaczyć nie tylko efektywną grę na boisku, ale i efektowną oprawę na trybunach. Pomysłów, skąd wziąć potrzebne materiały na konfetti i serpentyny, nie brakowało: rolki z kas fiskalnych, pocięte stare gazety, zeszyty - to tylko niektóre propozycje fanów Jagi. Wszyscy też zachęcali się wzajemnie do przyjścia na stadion w tradycyjnych koszulkach "pszczółkach" w żółto-czerwone pasy. Byli przekonani, że ich ukochana drużyna zagra właśnie w takich strojach.
Flagi w takich właśnie barwach od rana powiewały w centrum miasta. Przytwierdzone do rowerów, samochodów, wywieszone w oknach. Koszulka w żółto-czerwonych kolorach zawisła nawet w oknie kamienicy naprzeciwko hotelu Gołębiewski, w którym zatrzymali się greccy piłkarze.
Kiedy więc po południu zarząd klubu wydaje oświadczenie, że Jagiellończycy wybiegną na spotkanie w białych, wyjazdowych trykotach, złości nie ma końca. Decyzję taką podjął podczas przedmeczowej odprawy norweski sędzia Espen Berntsen. Trójka arbitrów wybiega na boisko w strojach czerwono-czarnych.
1
2
następne »
- 4 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
13 głosów
-
Jaka piękna katastrofa*
ogabignac
30.07.10, 08:11
Trener Jagiellonii Michał Probierz jak zwykle w dresie, a szkoleniowiec gościHector Raul Cuper - w garniturze.»
-
Re: Jaka piękna katastrofa*
martines999
30.07.10, 10:40
No i co z tego że ich trener był w garniturze a nasz w dresie??? »
Najczęściej czytane24 htydzień




