Za zdradę białej rasy? Rasistowski atak w Białymstoku

Joanna Klimowicz
23.08.2011 , aktualizacja: 24.08.2011 07:32
A A A Drukuj
Spalone drzwi mieszkania, w którym mieszka polsko- pakistańskie małżeństwo. Fot. Jędrzej Wojnar / Agencja Spalone drzwi mieszkania, w którym mieszka polsko- pakistańskie małżeństwo.
W nocy z poniedziałku na wtorek w Białymstoku podpalono drzwi mieszkania małżeństwa polsko-pakistańskiego. Gdyby nie wysoki próg, który powstrzymał ogień, cała rodzina mogłaby zginąć. - Nie wiemy już jak tu żyć - Agnieszka i Jamal są przerażeni
Podpalone drzwi
Fot. Jędrzej Wojnar / Agencja
Podpalone drzwi
Podpalone drzwi
Fot. Jędrzej Wojnar / Agencja
Podpalone drzwi
Przez sześć lat zdążyli przyzwyczaić się do "reguł" panujących na białostockim osiedlu w centrum miasta, gdzie rządzi grupa krótko przystrzyżonych tępaków. Jamal wychodzi z synkiem do piaskownicy z jednej strony bloku. Do tej fajniejszej, pod drugiej stronie - nie może, bo to za blisko boiska, na którym zbierają się blokersi. Do osiedlowego spożywczaka nie idą, wolą wsiąść w samochód i po zakupy podjechać dalej. Na spacer - tylko do uczęszczanego parku Planty, w dzień. Gdy wieczorem odwiedzają ich przyjaciele (też mieszane małżeństwo) i panowie chcą wyjść na papierosa na balkon, gaszą światło w pokoju. Agnieszka zarządza, żeby nawet telewizor wyłączyć, żeby nie było żadnego odblasku. A najbezpieczniej to w ogóle nie wychodzić i siedzieć w domu po ciemku.

Wszystko to przykre, ale do przejścia.

We wtorek rano dotarło do nich z całą mocą, że ich życie jest w niebezpieczeństwie.

Zobaczyli czarne, osmalone drzwi, zwęgloną wycieraczkę, poczuli smród rozpuszczalnika. Ktoś oblał drzwi łatwopalną substancją i potem je podpalił. To musiało się zdarzyć między godziną 2 a 5 rano, bo Jamal siedział do późna przy komputerze i nic podejrzanego nie słyszał. Policjanci przy oględzinach powiedzieli skamieniałej już i tak Agnieszce, że gdyby nie wysoki próg, ogień pod drzwiami przedostałby się do mieszkania. Mogliby spłonąć w łóżkach lub ulec zaczadzeniu (a mieszkają na drugim piętrze, więc nie mieliby możliwości ucieczki). A tak, dzięki temu progowi, drzwi zaczęły się tlić i same zgasły. Szczęście w nieszczęściu.

- Boję się o życie męża, a przede wszystkim - dziecka. Jak pomyślę, co mogłoby się stać... My jesteśmy dorośli, ze wszystkim sobie poradzimy, ale to nasz największy skarb... - matka chowa twarz w dłoniach. Bierze się w garść, wie, że nie może się rozklejać. - Myślimy, że to mogło być związane z podpaleniem domu modlitwy muzułmanów przed paroma dniami - dodaje kobieta.

W weekend nieustaleni dotąd sprawcy włamali się do Centrum Kultury Muzułmańskiej przy ul. Hetmańskiej, zdemolowali parter i podpalili łazienkę. Strażakom udało się ugasić pożar, nikomu nic się nie stało. Ale najwyraźniej rasistowskie i ksenofobiczne ataki, które od kilku tygodni powtarzają się w Podlaskiem, ośmieliły innych bandytów.

Co nie znaczy, że do tej pory polsko-pakistańskie małżeństwo było bezpieczne. Przez ciemniejszy kolor skóry Jamala, może też przez to, że jest muzułmaninem - domyślają się. Pakistańczyk mieszka w Polsce od 11 lat i przyznaje, że jest coraz gorzej. Najpierw były krzywe spojrzenia i wyzwiska, gównie od "czarnuchów", parę lat temu ktoś opluł go w autobusie, potem dostał w twarz i pękły mu dwa zęby. Najzacieklejszymi prześladowcami są młodzi mieszkańcy osiedla. Zbierają się wieczorami przy boisku w 20-30-osobową grupę, piją wódkę, czują się niepokonani. Włażą do ogródka pod blokiem i rzucają kamieniami w Jamala, palącego papierosa na balkonie. Wyzywają jego żonę po imieniu, od zdrajczyń Polski, zdrajczyń rasy. Agnieszka dzwoni na policję i prosi o częstsze patrole. I słyszy, że każdy tego się domaga, a policjantów jest za mało, przecież się nie sklonują. Coraz częściej myśli o wyjeździe za granicę, chociażby na Wyspy.

- Żyjemy jak normalna rodzina, nikomu nie wadzimy, sąsiedzi lubią męża, bo jest spokojnym i uczynnym człowiekiem. Ale jak mamy tak dalej żyć, jak nawet po zakupy strach wyjść, albo na balkon? - opowiada kobieta. - Znajomi - też mieszane małżeństwo - wrócili właśnie ze Szwecji. Inny świat. A jak tylko wysiedli z pociągu w Białymstoku, od razu usłyszeli: "white power". Niby mieszkamy w takim wielokulturowym i tolerancyjnym regionie. Ja pytam: gdzie ta tolerancja?

Sąsiedzi podchodzą, witają się, plączą ciemne kędziory dwuletniego synka pary (widać, że potracili dla niego głowy). Przekazują wyrazy współczucia, ale trudno im znaleźć jakieś sensowne wytłumaczenie.

- Są tacy ludzie, którym przeszkadza krzywy makaron w zupie. Teraz, w dobie kryzysu, rośnie frustracja i coraz więcej jest takich nastawionych całkiem na "nie" do wszystkiego - próbuje wyjaśnić jeden z sąsiadów. Opowiada o sytuacji Marokańczyka, mieszkającego w Białymstoku parę ulic dalej, którego przed rokiem spotykały podobne szykany. I o tym, że usiłował dyskutować z Polakiem, który narzekał, że "kolorowi zabierają nam pracę". - Jaką? - pytam go. - Są inżynierami, lekarzami. Czy ty kończyłeś politechnikę albo akademię medyczną? Nie, ty rowy kopiesz. Usłyszałem tylko: "spier...".

Zarówno jeśli chodzi o podpalenie sprzed paru dni, jak i to z ubiegłej nocy, policja jest na razie oszczędna w komentarzach: - Prowadzone są czynności, zmierzające do ustalenia sprawców, zabezpieczane są ślady - informuje Andrzej Baranowski, rzecznik prasowy podlaskiego komendanta policji.

Zapytaliśmy więc władze miasta, w jaki sposób zamierzają zapewnić bezpieczeństwo wszystkim jego mieszkańcom. Poważnie podeszły do sprawy.

- Obserwujemy z niepokojem każdy tego typu incydent. Są one oczywiście bardzo przykre, jednak należy pamiętać, że do egzekwowania bezpieczeństwa na terenie Białegostoku powołane są odpowiednie służby, i to one powinny ocenić, czy to zjawisko ma już charakter niepokojący - mówi Adam Poliński, wiceprezydent Białegostoku. I deklaruje: - Temat ten będzie przedmiotem obrad miejskiego zespołu zarządzania kryzysowego w ramach zespołu do spraw bezpieczeństwa [zespół ten, w skład którego wchodzą przedstawiciele wszystkich służb, zbiera się cyklicznie, średnio raz w miesiącu - red.].

Imiona bohaterów zmieniliśmy ze względu na ich bezpieczeństwo

Eskalacja nienawiści

Po dwóch latach względnego spokoju w województwie podlaskim znowu dochodzi do rasistowskich i ksenofobicznych ataków. W połowie sierpnia nieznani sprawcy wymalowali na synagodze w Orli antysemickie hasła. Faszystowskie bazgroły pojawiły się ostatnio w pobliżu synagogi w Krynkach. W nocy z niedzieli na poniedziałek w 14 miejscowościach w gminie Puńsk nieznani sprawcy zniszczyli 28 tablic i jeden pomnik, na którym namalowano farbą znak nacjonalistycznej organizacji Falanga. Wczoraj doszło do kolejnego incydentu wymierzonego wobec mniejszości litewskiej - obelisk poświęcony litewskiemu poecie został uszkodzony i oblany farbą we wsi Bubele koło Sejn.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 111 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    133 głosy

  • Prawicowych bandytów i kiboli rozwado 24.08.11, 09:26

    powinno sie trzymac pod kluczem. Inaczej grozi nam to co mialo miejsce w Londynie i na wyspie Utoya. Bezmyslosc i brak reakcji policji to skandal. Sa wspólnikami zbrodni.»

  • no i czego, k ajakzupa 24.08.11, 10:11

    No i czego, kurczę, oczekujecie od zwykłych Polaków? Tolerancji? Czego się spodziewacie, skoro minister rządu polskiego apelował o dorzynanie watahy? I ten minister nadal rządzi i jest »

  • Jak my, jako naród, mamy przetrwać, jeśli będzie niewolniksyjonu 24.08.11, 12:23

    tyle mieszanych małżeństw? Nikt nie sprowadza do Chin milionów nie-Chińczyków i nie nazywa ich rasistami, jeśli nie chcą zrezygnować z własnej tożsamości i nie chcą wymieszać się z »