Za zdradę białej rasy? Rasistowski atak w Białymstoku
23.08.2011
, aktualizacja: 24.08.2011 07:32
W nocy z poniedziałku na wtorek w Białymstoku podpalono drzwi mieszkania małżeństwa polsko-pakistańskiego. Gdyby nie wysoki próg, który powstrzymał ogień, cała rodzina mogłaby zginąć. - Nie wiemy już jak tu żyć - Agnieszka i Jamal są przerażeni
ZOBACZ TAKŻE
- Rasistowskie wybryki z Podlaskiego w Sejmie (31-08-11, 10:45)
- Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o uchodźcach (20-02-12, 19:09)
- Umorzone dwa śledztwa w sprawie rasistowskich przestępstw (11-01-12, 13:37)
- Nieznani sprawcy napadli na prawosławną pustelnię (ZDJĘCIA) (09-12-11, 14:41)
- Szansa na dom w Polsce. Abolicja dla cudzoziemców (26-08-11, 13:28)
- Każdy ma prawo do szacunku i bezpieczeństwa (24-08-11, 20:56)
- Litwini w Polsce boją się o przyszłość (23-08-11, 20:43)
- Eskalacja nienawiści. Zniszczono dwujęzyczne tablice w Puńsku (22-08-11, 12:48)
- Śledztwo w sprawie zamalowania litewskich napisów w gminie Puńsk (23-08-11, 10:50)
- Spójrzmy prawdzie w oczy - mamy problem w Białymstoku (26-08-11, 20:18)
- Podpalenie w centrum muzułmańskim (22-08-11, 01:00)
- Atak neofaszystów na pomnik w Jedwabnem (31-08-11, 22:25)
- Atak na Centrum Muzułmańskie. Ogień w domu modlitwy (21-08-11, 18:44)
- Nienawiść na synagodze w Orli (11-08-11, 01:00)
SERWISY
Przez sześć lat zdążyli przyzwyczaić się do "reguł" panujących na białostockim osiedlu w centrum miasta, gdzie rządzi grupa krótko przystrzyżonych tępaków. Jamal wychodzi z synkiem do piaskownicy z jednej strony bloku. Do tej fajniejszej, pod drugiej stronie - nie może, bo to za blisko boiska, na którym zbierają się blokersi. Do osiedlowego spożywczaka nie idą, wolą wsiąść w samochód i po zakupy podjechać dalej. Na spacer - tylko do uczęszczanego parku Planty, w dzień. Gdy wieczorem odwiedzają ich przyjaciele (też mieszane małżeństwo) i panowie chcą wyjść na papierosa na balkon, gaszą światło w pokoju. Agnieszka zarządza, żeby nawet telewizor wyłączyć, żeby nie było żadnego odblasku. A najbezpieczniej to w ogóle nie wychodzić i siedzieć w domu po ciemku.
Wszystko to przykre, ale do przejścia.
We wtorek rano dotarło do nich z całą mocą, że ich życie jest w niebezpieczeństwie.
Zobaczyli czarne, osmalone drzwi, zwęgloną wycieraczkę, poczuli smród rozpuszczalnika. Ktoś oblał drzwi łatwopalną substancją i potem je podpalił. To musiało się zdarzyć między godziną 2 a 5 rano, bo Jamal siedział do późna przy komputerze i nic podejrzanego nie słyszał. Policjanci przy oględzinach powiedzieli skamieniałej już i tak Agnieszce, że gdyby nie wysoki próg, ogień pod drzwiami przedostałby się do mieszkania. Mogliby spłonąć w łóżkach lub ulec zaczadzeniu (a mieszkają na drugim piętrze, więc nie mieliby możliwości ucieczki). A tak, dzięki temu progowi, drzwi zaczęły się tlić i same zgasły. Szczęście w nieszczęściu.
- Boję się o życie męża, a przede wszystkim - dziecka. Jak pomyślę, co mogłoby się stać... My jesteśmy dorośli, ze wszystkim sobie poradzimy, ale to nasz największy skarb... - matka chowa twarz w dłoniach. Bierze się w garść, wie, że nie może się rozklejać. - Myślimy, że to mogło być związane z podpaleniem domu modlitwy muzułmanów przed paroma dniami - dodaje kobieta.
W weekend nieustaleni dotąd sprawcy włamali się do Centrum Kultury Muzułmańskiej przy ul. Hetmańskiej, zdemolowali parter i podpalili łazienkę. Strażakom udało się ugasić pożar, nikomu nic się nie stało. Ale najwyraźniej rasistowskie i ksenofobiczne ataki, które od kilku tygodni powtarzają się w Podlaskiem, ośmieliły innych bandytów.
Co nie znaczy, że do tej pory polsko-pakistańskie małżeństwo było bezpieczne. Przez ciemniejszy kolor skóry Jamala, może też przez to, że jest muzułmaninem - domyślają się. Pakistańczyk mieszka w Polsce od 11 lat i przyznaje, że jest coraz gorzej. Najpierw były krzywe spojrzenia i wyzwiska, gównie od "czarnuchów", parę lat temu ktoś opluł go w autobusie, potem dostał w twarz i pękły mu dwa zęby. Najzacieklejszymi prześladowcami są młodzi mieszkańcy osiedla. Zbierają się wieczorami przy boisku w 20-30-osobową grupę, piją wódkę, czują się niepokonani. Włażą do ogródka pod blokiem i rzucają kamieniami w Jamala, palącego papierosa na balkonie. Wyzywają jego żonę po imieniu, od zdrajczyń Polski, zdrajczyń rasy. Agnieszka dzwoni na policję i prosi o częstsze patrole. I słyszy, że każdy tego się domaga, a policjantów jest za mało, przecież się nie sklonują. Coraz częściej myśli o wyjeździe za granicę, chociażby na Wyspy.
- Żyjemy jak normalna rodzina, nikomu nie wadzimy, sąsiedzi lubią męża, bo jest spokojnym i uczynnym człowiekiem. Ale jak mamy tak dalej żyć, jak nawet po zakupy strach wyjść, albo na balkon? - opowiada kobieta. - Znajomi - też mieszane małżeństwo - wrócili właśnie ze Szwecji. Inny świat. A jak tylko wysiedli z pociągu w Białymstoku, od razu usłyszeli: "white power". Niby mieszkamy w takim wielokulturowym i tolerancyjnym regionie. Ja pytam: gdzie ta tolerancja?
Sąsiedzi podchodzą, witają się, plączą ciemne kędziory dwuletniego synka pary (widać, że potracili dla niego głowy). Przekazują wyrazy współczucia, ale trudno im znaleźć jakieś sensowne wytłumaczenie.
- Są tacy ludzie, którym przeszkadza krzywy makaron w zupie. Teraz, w dobie kryzysu, rośnie frustracja i coraz więcej jest takich nastawionych całkiem na "nie" do wszystkiego - próbuje wyjaśnić jeden z sąsiadów. Opowiada o sytuacji Marokańczyka, mieszkającego w Białymstoku parę ulic dalej, którego przed rokiem spotykały podobne szykany. I o tym, że usiłował dyskutować z Polakiem, który narzekał, że "kolorowi zabierają nam pracę". - Jaką? - pytam go. - Są inżynierami, lekarzami. Czy ty kończyłeś politechnikę albo akademię medyczną? Nie, ty rowy kopiesz. Usłyszałem tylko: "spier...".
Zarówno jeśli chodzi o podpalenie sprzed paru dni, jak i to z ubiegłej nocy, policja jest na razie oszczędna w komentarzach: - Prowadzone są czynności, zmierzające do ustalenia sprawców, zabezpieczane są ślady - informuje Andrzej Baranowski, rzecznik prasowy podlaskiego komendanta policji.
Zapytaliśmy więc władze miasta, w jaki sposób zamierzają zapewnić bezpieczeństwo wszystkim jego mieszkańcom. Poważnie podeszły do sprawy.
- Obserwujemy z niepokojem każdy tego typu incydent. Są one oczywiście bardzo przykre, jednak należy pamiętać, że do egzekwowania bezpieczeństwa na terenie Białegostoku powołane są odpowiednie służby, i to one powinny ocenić, czy to zjawisko ma już charakter niepokojący - mówi Adam Poliński, wiceprezydent Białegostoku. I deklaruje: - Temat ten będzie przedmiotem obrad miejskiego zespołu zarządzania kryzysowego w ramach zespołu do spraw bezpieczeństwa [zespół ten, w skład którego wchodzą przedstawiciele wszystkich służb, zbiera się cyklicznie, średnio raz w miesiącu - red.].
Imiona bohaterów zmieniliśmy ze względu na ich bezpieczeństwo
Eskalacja nienawiści
Po dwóch latach względnego spokoju w województwie podlaskim znowu dochodzi do rasistowskich i ksenofobicznych ataków. W połowie sierpnia nieznani sprawcy wymalowali na synagodze w Orli antysemickie hasła. Faszystowskie bazgroły pojawiły się ostatnio w pobliżu synagogi w Krynkach. W nocy z niedzieli na poniedziałek w 14 miejscowościach w gminie Puńsk nieznani sprawcy zniszczyli 28 tablic i jeden pomnik, na którym namalowano farbą znak nacjonalistycznej organizacji Falanga. Wczoraj doszło do kolejnego incydentu wymierzonego wobec mniejszości litewskiej - obelisk poświęcony litewskiemu poecie został uszkodzony i oblany farbą we wsi Bubele koło Sejn.
Wszystko to przykre, ale do przejścia.
We wtorek rano dotarło do nich z całą mocą, że ich życie jest w niebezpieczeństwie.
Zobaczyli czarne, osmalone drzwi, zwęgloną wycieraczkę, poczuli smród rozpuszczalnika. Ktoś oblał drzwi łatwopalną substancją i potem je podpalił. To musiało się zdarzyć między godziną 2 a 5 rano, bo Jamal siedział do późna przy komputerze i nic podejrzanego nie słyszał. Policjanci przy oględzinach powiedzieli skamieniałej już i tak Agnieszce, że gdyby nie wysoki próg, ogień pod drzwiami przedostałby się do mieszkania. Mogliby spłonąć w łóżkach lub ulec zaczadzeniu (a mieszkają na drugim piętrze, więc nie mieliby możliwości ucieczki). A tak, dzięki temu progowi, drzwi zaczęły się tlić i same zgasły. Szczęście w nieszczęściu.
- Boję się o życie męża, a przede wszystkim - dziecka. Jak pomyślę, co mogłoby się stać... My jesteśmy dorośli, ze wszystkim sobie poradzimy, ale to nasz największy skarb... - matka chowa twarz w dłoniach. Bierze się w garść, wie, że nie może się rozklejać. - Myślimy, że to mogło być związane z podpaleniem domu modlitwy muzułmanów przed paroma dniami - dodaje kobieta.
W weekend nieustaleni dotąd sprawcy włamali się do Centrum Kultury Muzułmańskiej przy ul. Hetmańskiej, zdemolowali parter i podpalili łazienkę. Strażakom udało się ugasić pożar, nikomu nic się nie stało. Ale najwyraźniej rasistowskie i ksenofobiczne ataki, które od kilku tygodni powtarzają się w Podlaskiem, ośmieliły innych bandytów.
Co nie znaczy, że do tej pory polsko-pakistańskie małżeństwo było bezpieczne. Przez ciemniejszy kolor skóry Jamala, może też przez to, że jest muzułmaninem - domyślają się. Pakistańczyk mieszka w Polsce od 11 lat i przyznaje, że jest coraz gorzej. Najpierw były krzywe spojrzenia i wyzwiska, gównie od "czarnuchów", parę lat temu ktoś opluł go w autobusie, potem dostał w twarz i pękły mu dwa zęby. Najzacieklejszymi prześladowcami są młodzi mieszkańcy osiedla. Zbierają się wieczorami przy boisku w 20-30-osobową grupę, piją wódkę, czują się niepokonani. Włażą do ogródka pod blokiem i rzucają kamieniami w Jamala, palącego papierosa na balkonie. Wyzywają jego żonę po imieniu, od zdrajczyń Polski, zdrajczyń rasy. Agnieszka dzwoni na policję i prosi o częstsze patrole. I słyszy, że każdy tego się domaga, a policjantów jest za mało, przecież się nie sklonują. Coraz częściej myśli o wyjeździe za granicę, chociażby na Wyspy.
- Żyjemy jak normalna rodzina, nikomu nie wadzimy, sąsiedzi lubią męża, bo jest spokojnym i uczynnym człowiekiem. Ale jak mamy tak dalej żyć, jak nawet po zakupy strach wyjść, albo na balkon? - opowiada kobieta. - Znajomi - też mieszane małżeństwo - wrócili właśnie ze Szwecji. Inny świat. A jak tylko wysiedli z pociągu w Białymstoku, od razu usłyszeli: "white power". Niby mieszkamy w takim wielokulturowym i tolerancyjnym regionie. Ja pytam: gdzie ta tolerancja?
Sąsiedzi podchodzą, witają się, plączą ciemne kędziory dwuletniego synka pary (widać, że potracili dla niego głowy). Przekazują wyrazy współczucia, ale trudno im znaleźć jakieś sensowne wytłumaczenie.
- Są tacy ludzie, którym przeszkadza krzywy makaron w zupie. Teraz, w dobie kryzysu, rośnie frustracja i coraz więcej jest takich nastawionych całkiem na "nie" do wszystkiego - próbuje wyjaśnić jeden z sąsiadów. Opowiada o sytuacji Marokańczyka, mieszkającego w Białymstoku parę ulic dalej, którego przed rokiem spotykały podobne szykany. I o tym, że usiłował dyskutować z Polakiem, który narzekał, że "kolorowi zabierają nam pracę". - Jaką? - pytam go. - Są inżynierami, lekarzami. Czy ty kończyłeś politechnikę albo akademię medyczną? Nie, ty rowy kopiesz. Usłyszałem tylko: "spier...".
Zarówno jeśli chodzi o podpalenie sprzed paru dni, jak i to z ubiegłej nocy, policja jest na razie oszczędna w komentarzach: - Prowadzone są czynności, zmierzające do ustalenia sprawców, zabezpieczane są ślady - informuje Andrzej Baranowski, rzecznik prasowy podlaskiego komendanta policji.
Zapytaliśmy więc władze miasta, w jaki sposób zamierzają zapewnić bezpieczeństwo wszystkim jego mieszkańcom. Poważnie podeszły do sprawy.
- Obserwujemy z niepokojem każdy tego typu incydent. Są one oczywiście bardzo przykre, jednak należy pamiętać, że do egzekwowania bezpieczeństwa na terenie Białegostoku powołane są odpowiednie służby, i to one powinny ocenić, czy to zjawisko ma już charakter niepokojący - mówi Adam Poliński, wiceprezydent Białegostoku. I deklaruje: - Temat ten będzie przedmiotem obrad miejskiego zespołu zarządzania kryzysowego w ramach zespołu do spraw bezpieczeństwa [zespół ten, w skład którego wchodzą przedstawiciele wszystkich służb, zbiera się cyklicznie, średnio raz w miesiącu - red.].
Imiona bohaterów zmieniliśmy ze względu na ich bezpieczeństwo
Eskalacja nienawiści
Po dwóch latach względnego spokoju w województwie podlaskim znowu dochodzi do rasistowskich i ksenofobicznych ataków. W połowie sierpnia nieznani sprawcy wymalowali na synagodze w Orli antysemickie hasła. Faszystowskie bazgroły pojawiły się ostatnio w pobliżu synagogi w Krynkach. W nocy z niedzieli na poniedziałek w 14 miejscowościach w gminie Puńsk nieznani sprawcy zniszczyli 28 tablic i jeden pomnik, na którym namalowano farbą znak nacjonalistycznej organizacji Falanga. Wczoraj doszło do kolejnego incydentu wymierzonego wobec mniejszości litewskiej - obelisk poświęcony litewskiemu poecie został uszkodzony i oblany farbą we wsi Bubele koło Sejn.
- 111 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
133 głosy
-
Prawicowych bandytów i kiboli
rozwado
24.08.11, 09:26
powinno sie trzymac pod kluczem. Inaczej grozi nam to co mialo miejsce w Londynie i na wyspie Utoya. Bezmyslosc i brak reakcji policji to skandal. Sa wspólnikami zbrodni.»
-
no i czego, k
ajakzupa
24.08.11, 10:11
No i czego, kurczę, oczekujecie od zwykłych Polaków? Tolerancji? Czego się spodziewacie, skoro minister rządu polskiego apelował o dorzynanie watahy? I ten minister nadal rządzi i jest »
-
Jak my, jako naród, mamy przetrwać, jeśli będzie
niewolniksyjonu
24.08.11, 12:23
tyle mieszanych małżeństw? Nikt nie sprowadza do Chin milionów nie-Chińczyków i nie nazywa ich rasistami, jeśli nie chcą zrezygnować z własnej tożsamości i nie chcą wymieszać się z »
Najczęściej czytane24 htydzień






więcej zdjęć