Papierowy sprzeciw prezydenta przeciwko rasistom

Andrzej Kłopotowski
08.09.2011 , aktualizacja: 08.09.2011 20:13
A A A Drukuj
Prezydent Tadeusz Truskolaski wystosował do białostockich szkół list poświęcony ostatnim poczynaniom neonazistów. Przeczy w nim zachowaniu, jakiego sam się dopuścił w niedzielę, podczas Marszu Jedności
Marsz Jedności w Białymstoku
Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Gazeta
Marsz Jedności w Białymstoku
Słowa prezydenta mają być odczytywane na szkolnych apelach, czy też podczas godzin wychowawczych. Po to, by uzmysłowić młodym białostoczanom, w czym tkwi problem.

W liście czytamy, że prezydent "z dużym niepokojem i zażenowaniem" przyjął "informacje o niedawnych chuligańskich incydentach na tle rasistowskim, jakie miały miejsce w naszym mieście i województwie. (...) Zdumienie budzić musi fakt, że w naszej Ojczyźnie, gdzie w ubiegłym stuleciu reżimy oparte na nienawiści zebrały tak straszne żniwo, gdzie miliony straciły życie z rąk katów nazistowskich i komunistycznych, wciąż odżywają resentymenty karmiące się uprzedzeniami i ksenofobią. (...) Jakiż absurd każe potomkom ofiar odwoływać się dziś do zbrodniczej ideologii, która skazywała na śmierć ich ojców! Nasze oburzenie to jednak zbyt mało. Każdy z nas powinien włączyć się w walkę z tego rodzaju incydentami. Musimy zdecydowanie zabierać przy każdej okazji głos w obronie tradycji polskiej wielokulturowości. Nasza obojętność, czy tylko bierność, to przyzwolenie na kolejne działania osób, które ze swej ksenofobii chcą uczynić społeczną normę.".

Okazuje się jednak, że treść listu to czysta teoria. Tadeusz Truskolaski uczestniczył w niedzielę w Marszu Jedności w centrum Białegostoku, zorganizowanym po ostatnich przejawach nienawiści na tle rasowym w naszym województwie. Nie zareagował na okrzyki kontrmanifestacji kilkudziesięciu łysych młodzieńców: "Nie przepraszam za Jedwabne", "Polska cała tylko biała" czy "Naszą bronią nacjonalizm". Policjanci ani strażnicy miejscy nie reagowali. Dopiero później wszczęto śledztwo w tej sprawie.

Rozmowa z prezydentem

Andrzej Kłopotowski: W liście do uczniów pisze pan, że nie możemy być obojętni, nie możemy pozwalać na wybryki rasistowskie. Dlaczego nie reagował pan w niedzielę podczas marszu?

Tadeusz Truskolaski, prezydent Białegostoku: - Na marszu byłem prywatnie. Nie dowodzę policją. Wiem, że organizatorzy zwrócili się do policji. Tylko nie wiem, czy byłoby lepiej, czy gorzej, gdyby policja reagowała. Może, gdyby odgrodziła krzyczących jeszcze pod pomnikiem Józefa Piłsudskiego, obyłoby się bez eskalacji. Później wmieszali się w maszerujących. Myśmy czuli, że idą za nami w trzecim czy czwartym rzędem. To było, jak oddzielać popiół od maku.

Ale prezydent, gospodarz trzystutysięcznego miasta, powinien reagować na te haniebne okrzyki. Strażą miejską już pan przecież dowodzi.

- Tak. Na miejscu było sześć patroli po dwie osoby i czterdziestu osiłków. To jak strażnicy mieli zaprowadzić tam spokój? Od razu po marszu rozmawiałem z komendant policji panią Doroszkiewicz [Ireną, białostockim komendantem miejskim - red.]. Można przypuszczać, że policja zrobiła błąd. Nie można powiedzieć, że nie było reakcji policji. Reakcja była. Są zdjęcia, wszyscy są zidentyfikowani. Sprawa jest w prokuraturze

Czy - pana zdaniem - nie była potrzebna interwencja, kiedy tylko zaczęto wznosić okrzyki?

- Moim zdaniem okrzyki miały rasistowski charakter. Nie sądzę jednak, by białostoczanie chcieli przemocy. Oczekują raczej, żeby pokazać, jaki charakter ma miasto. Chociaż w sensie moralnym, ponieśliśmy straty.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 8 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów