Wyprawa po złote runo. Czyli smakowanie win w Grecji

Wojciech Koronkiewicz
11.09.2011 , aktualizacja: 12.09.2011 09:32
A A A Drukuj
Felieton Wojciecha Koronkiewicza. Iwona mieszka w Grecji od 20 lat. Uwielbia tutejsze jedzenie i wina. Ilekroć zatem wybiera się do Polski, zabiera ze sobą torbę pełną rozmaitych przysmaków. Częstuje nimi początkowo tylko rodzinę i najbliższych znajomych.
Wojciech Koronkiewicz
Fot. Jędrzej Wojnar / Agencja
Wojciech Koronkiewicz
Ci zaś na kolejne spotkania przyprowadzają swoich znajomych. Iwona musi więc zabierać z Grecji coraz większe torby. Zaczyna też wysyłać autokarami paczki. Pewnego dnia przy kieliszku białego wina ze szczepu Roditis Iwona postanawia założyć firmę zajmującą się eksportem greckich przysmaków do Polski. Siedzimy z Joanną na tarasie jej domu. Jesteśmy w malutkiej wiosce pod Koryntem. Kilka metrów od nas o kamienistą plażę rozbijają się morskie fale. Na stole trzy butelki wina. Białe ze szczepy Roditis. Do niego najlepsze są owoce. My na talerzu mamy złotego melona, arbuza i schłodzone w lodówce słodkie winogrona. Druga butelka to kupaż win czerwonych. Caberneta Sauvignon i lokalnego szczepu Augugitiko. Mam nadzieje, że dobrze zapamiętałem tę nazwę. Nadal mam bowiem problemy z odczytaniem greckiego alfabetu. Wino jest ciekawe. Oto tak wytrawny zwykle Cabernet Sauvignon, pod gorącym greckim słońcem zgromadził w swych gronach tyle cukru, że stracił wiele ze swej taniczności. w drugi lokalny szczep jeszcze go dodatkowo wygładził. Nadal mu delikatności. Iwona opowiada, że tutejsze wina wytrawne bardzo odpowiadają tym, którzy w Polsce pijają wina półwytrawne. Tym którzy nie przepadają za tanicznością i drapaniem w gardle. Podobno greckie wina Iwony pija cala ekipa realizującą serial "Ojciec Mateusz". Na targach winiarskich podszedł do niej Marek Kondrat i zapytał "Jak to jest, że do mego stoiska ludzie przychodzą po autograf, a do Pani idą po wino?". Czy tak było naprawdę? Do win czerwonych Iwona podaje ser graviera. Jest to ser z owczego mleka. Słodki i słony zarazem. W półmisku obok półsuszone pomidory. Kiedy bierzesz takowego do ust, czujesz wyraźnie smak pomidora suszonego, potem jednak w ustach rozpływa się tyle soku, że dałbyś sobie rękę uciąć, że był to jednak świeży pomidor. Kolejny półmisek pełen jest oliwek. Ale nie żadnych tam drylowanych i faszerowanych papryką. Oliwki są wielkie i zanurzone w prawdziwej oliwie. To słynna odmiana Koronaika. Tego wieczoru jedząc owe oliwki, miałem wrażenie, że wystarczy zaledwie mlaśniecie językiem, a oliwka rozpuszcza się na podniebieniu niczym delikatny cielęcy kotlet. Pora na butelkę ostatnią. Nemea. Rocznik 2006. 12 miesięcy w beczce. Do czego ją porównać? Nie będę porównywał do niczego. Jest inna niż wszystko cokolwiek do tej pory próbowałem. - Większość Polaków kojarzy Grecje z retziną - mówi Iwona - Z winem aromatyzowanym sosnową żywicą. Oraz winem Imiglikos, którego nazwa znaczy dosłownie "półsłodkie". Jutro pojedziemy do malutkich winiarni i wytwórni oliwy. prowadzonych przez jedną rodzinę przez wiele pokoleń. Produkują niewiele, ale za to osiągają najwyższą jakość. Poznacie prawdziwe smaki Grecji. Wstajemy od stołu. Pora udać się na spoczynek. Ranek zastaje mnie na plaży. Patrzę na wschodzące zza gór słońce. Dziś dane mi będzie zdobyć złote runo.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy