Wojenny eklektyzm w Kopnej Górze (WIDEO, ZDJĘCIA)
18.09.2011
, aktualizacja: 18.09.2011 21:10
Kilka tysięcy osób przybyło w niedzielę do Kopnej Góry na I Podlaski Piknik Militarny "Misja Wschód". Uczestnicy imprezy na nudę narzekać nie mogli.
Tu dzieci wspinają się na sztucznej, ustawionej pośrodku śródleśnej polany ściance wspinaczkowej. Obok werbunek w swoje szeregi, namiot w namiot, prowadzą zgodnie Wojsko Polskie, Strzelec i harcerze.
Kawałek dalej prezentują się różni rekonstruktorzy - współcześni, na przykład w kompletnym umundurowaniu amerykańskim i ci budzący największe zainteresowanie, nadający ton całej imprezie - historyczni. W stroju z epoki, czyli dwudziestolecia międzywojennego, jest nawet pani konferansjer na wielkiej scenie, ustawionej pod ścianą lasu na starej stacji kolejki wąskotorowej.
Clou programu stanowią jednak dwa starcia.
Spoceni, umorusani mężczyźni szykują się właśnie do jednego z nich. Jeszcze pobrać za pokwitowaniem karabin i ślepą amunicję, jeszcze zapalić ostatniego papierosa i czas na odprawę przed starciem. Zgodnie obok siebie na pole bitwy kroczą odziani w feldgrau Niemcy i polscy kawalerzyści. Kilka minut na doprecyzowanie scenariusza i przedstawienie może się zacząć. Na chwilę przed jego rozpoczęciem, przez łagodnie opadającą od lasu ku linii kolejowej łąkę przejeżdża radziecki gazik z wielką czerwoną flagą, a w nim dwaj młodzieńcy w tielniaszkach, z pepeszami. Gdy jednak znika w zagajniku, rekonstruktorzy i widzowie szybko przenoszą się w upalne wrześniowe popołudnie 1939 roku. Nastroju nie psuje nawet gigantyczny, wielobarwny dmuchany plac zabaw ustawiony w tle.
Pierwsze strzały padają, gdy leżących za linią kolejową Niemców dostrzega konny patrol kawalerzystów. Chociaż zasypani strzałami, bez strat przebiegają przez łąkę. Na odkryte właśnie pozycje do natarcia ruszają już spieszeni Polacy. Skokami, kryjąc się w wysokiej trawie, próbują dopaść do Niemców. Nie od razu się udaje. Pierwszy atak pod ogniem broni ręcznej załamuje się po chwili. Drugi, wspierany ogniem zacinających się co chwila karabinów maszynowych dochodzi w końcu do torów. Niemcy albo giną, albo się poddają.
Widzowie biją brawo, a członkowie Grupy Rekonstrukcyjnej Narew (Niemcy) i Szwadronu Kawalerii im. 10 Pułku Ułanów Litewskich (Polacy) znów zgodnie opuszczają pole bitwy.
Godzinę później i kilometr dalej, na łąkach nad rzeką Sokołdą, wehikuł czasu cofa się znacznie dalej. Tutaj odtwarzane jest już nie hipotetyczne starcie, ale bitwa, która rozegrała się naprawdę, w tym właśnie miejscu podczas powstania listopadowego. To w jej trakcie zginęli ci, których pochowano na terenie arboretum w Kopnej Górze.
Po rekonstrukcjach przychodzi czas na chwilę zadumy. W intencji ofiar starcia powstańców z kozakami odbywa się nabożeństwo żałobne.
Imprezę zorganizowali wspólnie Urząd Miasta Supraśl, Stowarzyszenie Inicjatyw Społecznych "Czemu by nie" oraz WSAP.
Kawałek dalej prezentują się różni rekonstruktorzy - współcześni, na przykład w kompletnym umundurowaniu amerykańskim i ci budzący największe zainteresowanie, nadający ton całej imprezie - historyczni. W stroju z epoki, czyli dwudziestolecia międzywojennego, jest nawet pani konferansjer na wielkiej scenie, ustawionej pod ścianą lasu na starej stacji kolejki wąskotorowej.
Clou programu stanowią jednak dwa starcia.
Spoceni, umorusani mężczyźni szykują się właśnie do jednego z nich. Jeszcze pobrać za pokwitowaniem karabin i ślepą amunicję, jeszcze zapalić ostatniego papierosa i czas na odprawę przed starciem. Zgodnie obok siebie na pole bitwy kroczą odziani w feldgrau Niemcy i polscy kawalerzyści. Kilka minut na doprecyzowanie scenariusza i przedstawienie może się zacząć. Na chwilę przed jego rozpoczęciem, przez łagodnie opadającą od lasu ku linii kolejowej łąkę przejeżdża radziecki gazik z wielką czerwoną flagą, a w nim dwaj młodzieńcy w tielniaszkach, z pepeszami. Gdy jednak znika w zagajniku, rekonstruktorzy i widzowie szybko przenoszą się w upalne wrześniowe popołudnie 1939 roku. Nastroju nie psuje nawet gigantyczny, wielobarwny dmuchany plac zabaw ustawiony w tle.
Pierwsze strzały padają, gdy leżących za linią kolejową Niemców dostrzega konny patrol kawalerzystów. Chociaż zasypani strzałami, bez strat przebiegają przez łąkę. Na odkryte właśnie pozycje do natarcia ruszają już spieszeni Polacy. Skokami, kryjąc się w wysokiej trawie, próbują dopaść do Niemców. Nie od razu się udaje. Pierwszy atak pod ogniem broni ręcznej załamuje się po chwili. Drugi, wspierany ogniem zacinających się co chwila karabinów maszynowych dochodzi w końcu do torów. Niemcy albo giną, albo się poddają.
Widzowie biją brawo, a członkowie Grupy Rekonstrukcyjnej Narew (Niemcy) i Szwadronu Kawalerii im. 10 Pułku Ułanów Litewskich (Polacy) znów zgodnie opuszczają pole bitwy.
Godzinę później i kilometr dalej, na łąkach nad rzeką Sokołdą, wehikuł czasu cofa się znacznie dalej. Tutaj odtwarzane jest już nie hipotetyczne starcie, ale bitwa, która rozegrała się naprawdę, w tym właśnie miejscu podczas powstania listopadowego. To w jej trakcie zginęli ci, których pochowano na terenie arboretum w Kopnej Górze.
Po rekonstrukcjach przychodzi czas na chwilę zadumy. W intencji ofiar starcia powstańców z kozakami odbywa się nabożeństwo żałobne.
Imprezę zorganizowali wspólnie Urząd Miasta Supraśl, Stowarzyszenie Inicjatyw Społecznych "Czemu by nie" oraz WSAP.
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
6 głosów




więcej zdjęć